rozwiń filtry »

Wyszukiwanie publikacji

Testy

kwi
09

Hideo Kojima – ideał sięgnął bruku

09.04.2015 18:08, dodał: Księgowy
Ocena:

W jaki sposób powinno się odpłacić najzdolniejszemu pracownikowi za lata ciężkie pracy pełnej poświęceń i siedzenia po godzinach? Firma Konami nie ma wątpliwości – takiego pracownika należy w pewnym momencie upokorzyć, ośmieszyć, a w konsekwencji wywalić na bruk. Dowód: Hideo Kojima.

Japoński mistrz trafił do branży w połowie lat osiemdziesiątych. Początkowo brał udział w produkcji gier stworzonych przez innych pracowników firmy. Jego pierwsza samodzielnie przygotowana gra, Lost Warld, nie spodobała się szefom i powędrowała do śmietnika. Wtedy właśnie po raz pierwszy Hideo Kojima myślał o rezygnacji z pracy. Zależało mu na pracy kreatywnej, na realizacji własnych pomysłów, tymczasem przełożenie oczekiwali od niego wykonywania poleceń i nie wyróżniania się z tłumu.

Do zachowania posady przekonało go kolejne wyzwanie. Inny zespół Konami pracował od kilku miesięcy nad grą Metal Gear. Miała to być efektowna zręcznościówka z dużą ilością akcji. Niestety, ograniczenia sprzętowe nie pozwalały programistom na urzeczywistnienie wszystkich tych fajerwerków, które sobie zaplanowali. Kojima miał uratować ów projekt, tymczasem… całkowicie go przerobił.  Uznał, że najsensowniejszym rozwiązaniem będzie przygotowanie „skradanki”. Główny bohater nie walczył ze swoimi przeciwnikami, a im się wymykał.Metal Gear 2 Solid SnakePomysł okazał się strzałem w dziesiątkę i odniósł spory sukces komercyjny. Kolejny projekt Kojimy, futurystyczny „Snatcher”, nie wypalił jednak i młody projektant zmuszony był powrócić do sprawdzonego pomysłu. „Metal Gear 2: Solid Snake” rozwijał schematy znane z pierwszej części, miał jednak znacznie lepszą grafikę i ciekawszy scenariusz. W latach dziewięćdziesiątych Kojima przygotował również „Policenauts”, kilka odsłon gry randkowej „Tokimeki Memorial Drama” czy „SD Snatcher”. Gwiazdą branży stał się dopiero w 1998 roku.Wtedy właśnie do sklepów trafiła gra „Metal Gear Solid” na konsolę Playstation. Trójwymiarowa, niezwykle efektowna i dopracowana zręcznościówka do dziś uchodzi za jedną z najlepszych produkcji wydanych na tę konsolę. Niemal każda kolejna część tej serii odniosła podobny sukces. To były produkcje wyczekiwane, przeboje na miarę „Call od Duty”. Ceniono je nie tylko ze względu na fantastyczną grafikę, ale i dopracowany, głęboki, zmuszający do myślenia scenariusz. Kojima udowodnił, że gry wcale nie muszą być płytkie, że mogą poruszać tematy istotne, takie jak wolność słowa czy wady demokracji.

Inną niezwykle popularną serią Kojimy było „Zone of the Eners”, wydane w pierwszej połowie ubiegłej dekady na konsole Playstation 2. Akcja programu toczyła się w odległej przyszłości, gdy ludzkość skolonizowała już Marsa i szykowała się do podboju kolejnych planet. Gracz wcielał się w młodego chłopaka i za pomocą potężnego mecha próbował obronić rodzinne miasto przed siłami Bahram. Ta niezbyt skomplikowana gra również odniosła sukces, doczekała się kontynuacji, a nawet serialu anime. Przyniosła wydawcy fortunę.Zone of the EnersW ostatnich latach Kojima pracował nad kolejnymi odsłonami „Metal Gear Solid”. Właśnie dzięki jego osobie produkcjom tym towarzyszyło wielkie zainteresowanie. Kiedy mistrz pojawiał się na targach, zawsze wzbudzał sensację i zawsze przyciągał największy tłum. Jeśli udzielał komuś wywiadu, to jego wypowiedzi zawsze były szeroko komentowane, cytowane w tysiącach portali, analizowane i rozkładane na czynniki pierwsze. Jednak był już tym zmęczony. Prace nad tak wielkimi projektami zajmowały mu coraz więcej czasu. Siłą rzeczy potrzebował odmiany.

Parę lat temu przebąkiwał nawet, że „Metal Gear Solid 5: The Phantom Pain” będzie ostatnią jego grą z tej serii. Zarzekał się jednak, że jednocześnie najlepszą. Chciał godnie pożegnać się z bohaterami, którym poświęcił blisko trzydzieści lat swojego życia. Wygląda na to, że firma Konami stara się uniemożliwić mu rozstanie w przyjaźni. W ostatnich tygodniach doszło do licznych sporów pomiędzy nim a szefostwem koncernu i stało się jasne, że we wrześniu, po zakończeniu prac nad grą, Kojima będzie musiał poszukać sobie nowej pracy. Mistrz i branżowy guru wyleci bowiem z hukiem.

Właściwie to już się stało. Zachodnie media donoszą, że firma Kojimy, dotychczas mocno związana z Konami, nie ma już dostępu do serwerów i poczty korporacyjnej azjatyckiego giganta. Mało tego, doszło do innego szokującego wydarzenia – nazwisko słynnego twórcy zniknęło z materiałów prasowych oraz okładek jego dotychczasowych gier. Tam, gdzie do tej pory widniało hasło Kojima, dla wielu symbol wysokiej jakości, dziś zionie pustka. Dla jednych to praktyka typowa dla wielkich korporacji, mająca na celu zabezpieczenie jej majątku i promowanie marki, a nie wkrótce już byłych pracowników, dla innych siarczysty policzek wymierzony w twarz pracownikowi, który stał się niepokorny.

Zachodnie media już ogłosiły odejście Kojimy i aferę z tym związaną najważniejszym wydarzeniem branżowym tego roku. Trochę przedwcześnie, ale to rzeczywiście wydarzenie bez precedensu. Kojima to jeden z pięciu najbardziej znanych autorów gier naszych czasów. Jak wielkie znaczenie będzie miał jego brak w Konami, przekonamy się dopiero za kilka lat. A może czasy wielkich twórców już się skończyły? Może teraz wystarczą sprawni menedżerowie skutecznie zarządzający wyrównanym zespołem, dobre działy marketingu i sprzedaży? Takie zmiany przechodzi przecież kino. Nazwiska reżyserów coraz mniej znaczą, bardziej zaś marki takie jak chociażby Marvel?






Polecane artykuły

Testy

Poradniki

Tagi

 android   apple   ciekawostki   gaming   google   gry   internet   komputery   kosmos   microsoft   mobilne   nauka   polska   samsung   smartfon   smartfony   tablet   technologia   telefony   windows 

Korzystamy z plików cookies i umożliwiamy zamieszczanie ich osobom trzecim. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie.
Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies.