Conowego.pl http://www.conowego.pl/ conowego.pl pl Conowego.pl http://www.conowego.pl/fileadmin/templates/main/images/ico-rss.png http://www.conowego.pl/ 15 15 conowego.pl TYPO3 - get.content.right http://blogs.law.harvard.edu/tech/rss Sun, 22 Jan 2017 16:50:00 +0100 Samsung Gear S3 frontier – test następcy najlepszego smartwatcha http://www.conowego.pl/testy/samsung-gear-s3-frontier-test-nastepcy-najlepszego-smartwatcha-21151/ Testujemy smartwatcha Samsung Gear S3 frontier. Czy kolejna generacja inteligentnego zegarka... wielkim teście smartwatchy, w którym zwycięzcą okazał się Samsung Gear S2 (nasz test tutaj) do naszej redakcji trafił jego następca. Koreański producent nie próżnował i postarał się o to, by model Gear S3 był jeszcze lepszy i przyciągnął większe grono klientów – szczególnie tych, którzy o smartwatchach słyszeli jak dotąd niewiele. Co zmieniło się w nowej generacji? Jakie rzeczy zostały poprawione, a które, niestety, dalej kuleją? Tego dowiecie się z naszego testu, w którym poznacie Samsunga Gear S3 frontier ze wszystkich stron. Budowa, jakość wykonania Każdy, kto miał do czynienia z poprzednim modelem zegarka od razu zobaczy, że urządzenie odrobinę urosło. O ile Gear S2 w porównaniu do pozostałych testowanych przed rokiem smartwatchy był raczej niewielki, Gear S3 (zarówno w wersji frontier, jak i classic) jest już praktycznie takich samych rozmiarów, jak cała konkurencja. W „trójce” Samsung postanowił powiększyć nieznacznie ekran urządzenia – zamiast wyświetlacza o średnicy 1,2 cala pojawił się większy o 0,1 cala. Różnica na pozór niewielka, jednak zdecydowanie odczuwalna na nadgarstku. Razem z wielkością urządzenia zwiększyła się także jego waga – zamiast 47 gramów jest 63. Podczas gdy o posiadaniu Gear S2 na ręce często można było zapomnieć, taka sama sytuacja na pewno nie wystąpi w przypadku jego następcy.Koperta Gear S3 w wersji frontier została wykonana z metalu, a pasek z gumowego tworzywa sztucznego. Naokoło wyświetlacza znajduje się obrotowy pierścień służący do obsługi urządzenia, a po prawej stronie koperty znajdziemy dwa fizyczne przyciski. Pod tym względem różnic pomiędzy drugą, a trzecią generacją zegarka nie ma. Ważną zmianą w nowym modelu jest za to inny sposób mocowania paska. Zamiast sztywnie przytwierdzonych końców pojawiło się klasyczne rozwiązanie z igłą, znane ze standardowych zegarków. Dzięki temu możemy przypiąć do smartwatcha jakikolwiek pasek o szerokości 22 mm. Jakość wykonania urządzenia jest naprawdę dobra – moim zdaniem lepsza, niż w poprzednim modelu. Zegarek wydaje się być akcesorium z najwyższej półki i nie przypomina taniego, plastikowego urządzenia dla dzieci. Kolejny raz niestety Samsungowi nie udało się całkowicie wyeliminować drgania obracającego się pierścienia. Użytkownicy modelu Gear S2 narzekali na zwiększające się luzy tego elementu z biegiem czasu. Także w modelu S3 da się zauważyć podobne zjawisko, choć wydaje mi się, że w ograniczonym zakresie.Bez zmian pozostaje odporność urządzenia na wodę i kurz. Podobnie jak poprzednik, Gear S3 posiada certyfikat IP68, który pozwala na wytrzymanie półgodzinnego zanurzenia w wodzie na maksymalnej głębokości 1,5 metra. Jak zaznacza producent, urządzenie to nie powinno jednak służyć na przykład do pływania. Mimo to, dobrze mieć świadomość, że zegarek nie popsuje się w momencie, gdy będziemy myli ręce. Zupełnie nowy w środku To, co rzeczywiście uległo sporym zmianom to całe wnętrze urządzenia. Samsung wyposażył Gear S3 w szereg podzespołów, które nie znalazły się wewnątrz poprzedniego modelu. Dzięki temu zegarek jest jeszcze bardziej wszechstronny i częściej jest w stanie całkowicie zastąpić nam telefon komórkowy.Trzecia generacja smartwatcha z serii Gear S posiada więcej pamięci RAM (0,75 GB) względem swojego poprzednika,  akumulator o większej pojemności, a także takie nowe elementy jak głośnik czy moduł GPS. Ponadto w urządzeniu znajdziemy takie części jak sensor tętna, akcelerometr, żyroskop, barometr, a także czujnik natężenia światła i mikrofon. Urządzenie posiada dysk flash o pojemności 4 GB, jednak do dyspozycji użytkownika pozostanie około 1,5 GB (mniej niż w Gear S2). Mimo wszystko przewiduję, że jest to ilość, jaka powinna zaspokoić każdego użytkownika. Stary dobry Tizen Urządzenie działa bardzo szybko i bez zacięć, podobnie jak poprzednik. Nie ma się czemu dziwić – oprogramowanie sterujące całym urządzeniem to autorski system Samsunga o nazwie Tizen, który znajdował się w Gear S2, a obecnie pojawia się w wielu innych urządzeniach producenta (np. w telewizorach). Dzięki produkowaniu zarówno urządzenia, jak i oprogramowania producent mógł idealnie zgrać obydwa te elementy – i właśnie tak jest w przypadku Gear S3.Główny ekran systemu to oczywiście tarcza zegarka, którą możemy zmieniać w zależności od naszych upodobań. Urządzenie fabrycznie posiada paręnaście różnych tarcz, a kolejne setki innych są dostępne w sklepie Galaxy Apps. Po obydwu stronach tarczy zegarka znajdziemy kolejne wirtualne pulpity, na których znajdują się widżety. Przesuwać pomiędzy ekranami możemy za pomocą pociągnięcia palcem, a także poprzez obracający się pierścień. Podobnie jak to było w Gear S2, po obróceniu pierścienia w lewą stronę naszym oczom ukażą się powiadomienia, które także możemy modyfikować w dedykowanej aplikacji (będziemy mogli wybrać aplikacje, których powiadomienia będą pokazywały się na zegarku). Klikając w dolny przycisk znajdujący się po prawej stronie urządzenia przejdziemy do ekranu aplikacji, na którym zobaczymy ładne owalne ikony ułożone po okręgu. Obsługa tego ekranu także opiera się głównie o wykorzystanie pierścienia. Dzięki niemu możemy szybko wybrać aplikację, która nas interesuje. Jak wspomniałem, nowy zegarek Samsunga będzie mógł w jeszcze szerszym zakresie zastąpić nam telefon. Jedną z nowych funkcji w Gear S3 jest możliwość prowadzenia rozmowy głosowej. Dzięki obecności głośnika bezpośrednio z zegarka możemy zadzwonić do któregoś z kontaktów znajdujących się w naszym smartfonie (wszystkie dane zostaną automatycznie zsynchronizowane). Jakość rozmów głosowych stoi na zaskakująco wysokim poziomie – moi rozmówcy byli wręcz zaskoczeni tym, jak wyraźnie brzmi mój głos pomimo dosyć sporej odległości pomiędzy zegarkiem, a moją twarzą. Poprzez zegarek będziemy mogli także m.in. odpowiedzieć na SMSa, czy też na wiadomość na Messengerze. Do wyboru będziemy mieli klawiaturę (klasyczną z dwunastoma polami, znaną ze starych telefonów), a także dyktowanie głosowe tekstu. Warto jednak zaznaczyć, że podobnie jak przed rokiem aplikacja S Voice dalej nie rozpoznaje języka polskiego, dlatego próba wpisania polskiego tekstu poprzez mowę będzie się kończyła rozczarowaniem. >>>> Następna strona: funkcje fitnessowe, aplikacje rozrywkowe, praca akumulatora, podsumowanie #break# Stay fit Samsung po raz kolejny stawia bardzo mocno na funkcje fitnessowe. Co prawda, w tegorocznym modelu nie znajdziemy już na przykład aplikacji Nike+, ale wciąż jest obecna aplikacja S Health, która na wiele sposób zachęca do większej aktywności fizycznej. Dzięki wielu podzespołom zegarek jest w stanie liczyć pokonywane kroki, liczbę pięter, dystans, a także prędkość z jaką się poruszamy. Urządzenie robi to zaskakująco dokładnie. No, może poza odnotowywaniem pokonanych pięter, które często nie były mi zaliczane. Zegarek cały czas monitoruje stan naszego organizmu poprzez pomiar tętna. Dzięki włączonym domyślnie celom urządzenie będzie co jakiś czas nas dopingowało do rozpoczęcia jakiejś aktywności fizycznej, a gdy zasiedzimy się na przykład przed książką, czy komputerem, poinformuje nas o zbyt długim siedzeniu i zachęci do rozciągnięcia. W takiej sytuacji zegarek sam zaproponuje odpowiednie ćwiczenie i sprawdzi za pomocą sensorów, czy rzeczywiście je wykonaliśmy.  Muszę przyznać, że zaprogramowane komunikaty rzeczywiście zachęcają do większej aktywności, przez co parokrotnie wybierałem spacer (przy temperaturach rzędu -10 stopni Celsjusza), zamiast tramwaju. Na uwagę zasługuje obecność modułu GPS, dzięki któremu urządzenie może bardzo dokładnie monitorować naszą aktywność. Jest to element, którego brak był mocno odczuwalny w modelu Gear S2. Rozczarowujący jest jednak fakt, że tylko nieliczne aplikacje go wykorzystują. Niestety, nawet reklamowane przez producenta mapy HERE domagają się włączenia GPS w telefonie, co oznacza, że ignorują obecność tego elementu w zegarku. Jest to na pewno rzecz do poprawy! Chwila rozrywki Nowy zegarek pozwala m.in. na odtwarzanie muzyki – można to robić na różne sposoby. Urządzenie może odtwarzać pliki muzyczne znajdujące się na urządzeniu lub też na telefonie. Odtwarzać można także utwory z serwisu Spotify za pomocą dedykowanej aplikacji. Muzyka może wydobywać się z głośnika znajdującego się w zegarku, w telefonie, czy też z bezprzewodowych słuchawek. Pośród aplikacji dostępnych w sklepie Galaxy Apps znajdziemy także gry. Są to proste produkcje, takie jak na przykład znana gra Fruit Ninja, jednak mogą one w łatwy sposób stać się przyjemnym pochłaniaczem czasu. Aplikacja Samsung Gear Aby móc w ogóle korzystać z zegarka musi on zostać powiązany z jakimś telefonem. Do tego służy aplikacja Samsung Gear dostępna na platformie Android i od niedawna także na iOS. Jeśli chodzi o ten element, muszę odnotować zauważalny krok do tyłu. Nie chodzi o samo działanie aplikacji, które jest całkiem przyzwoite, a o samą liczbę wymaganych apek. Aby móc korzystać z wszystkich funkcji smartwatcha na telefonie będziemy musieli zainstalować aż cztery osobne programy! Dlaczego nie dało się wszystkiego zawrzeć w jednej aplikacji? Oprogramowanie Samsung Gear oferuje nam wszelkie możliwe informacje na temat naszego przenośnego urządzenia. Poprzez nią możemy zarządzać zegarkiem, a także stylizować go według naszego gustu. To właśnie tam uzyskamy dostęp do sklepu Galaxy Apps, który oferuje setki unikalnych tarczy zegarka, a także ciekawych aplikacji. Z przykrością muszę jednak stwierdzić, że duża liczba elementów w sklepie jest płatna, co często nie idzie w parze z ich jakością. Po dłuższym szperaniu można jednak także znaleźć ciekawe tarcze i aplikacje dostępne nieodpłatnie.
Praca akumulatora Ogromną zmianą w najnowszym modelu z serii Gear S jest czas pracy na jednym naładowaniu akumulatora. Podczas gdy wśród większości smartwatchów czas pracy oscyluje pomiędzy jednym, a dwoma dniami, Samsung Gear S3 jest w stanie pracować bez przerwy nawet cztery dni. I nie są to tylko przesadne hasła marketingowe – ten zegarek rzeczywiście tak długo działa!Prawdopodobnie to właśnie ten element jest tym, który najbardziej mnie zaskoczył. Gdy po pierwszym dniu ciężkiej pracy odłożyłem zegarek na biurko i zobaczyłem, że akumulator jest naładowany w niecałych 80% byłem wręcz zdumiony. Muszę jednak odnotować, że sam wskaźnik potrafi spłatać niezłe figle. Podczas gdy pierwsze 50% pojemności baterii maleje powoli, to gdy przekroczymy barierę 40% naładowania procenty uciekają błyskawicznie. Warto o tym pamiętać, gdy zdecydujemy się wyjść z domu bez doładowania akumulatora. A samo ładowanie odbywa się dokładnie tak samo jak w poprzednim modelu – za pomocą bezprzewodowej, ładnej podstawki. Pełne naładowanie akumulatora o pojemności 380 mAh trwa dosyć długo – około 2,5 godziny. Podsumowanie Zegarek Samsung Gear S3 to bardzo udany następca zegarka Gear S2. Koreański producent po raz kolejny pokazał, że dobrze wie jak powinno się tworzyć smartwatche. Na uwagę zasługuje zmieszczenie w obudowie modułu GPS, głośnika, a także powiększonego akumulatora. Dzięki tym krokom Samsung rozwiązał większość bolączek poprzedniego modelu Gear S2.Oczywiście jak większość urządzeń, Gear S3 nie jest zegarkiem idealnym. Oprogramowanie wciąż nie wspiera obsługi głosowej w języku polskim, a żeby urządzenie w ogóle mogło funkcjonować, konieczne jest zainstalowanie paru aplikacji na telefonie. Miejmy nadzieję, że Samsung popracuje nad tymi wadami w swoim kolejnym modelu. Za najnowsze zegarki Samsunga – Gear S3 w wersji frontier i classic trzeba zapłacić 1699 złotych. Jest to cena niewątpliwie wysoka i z pewnością dla wielu osób będzie ona przeszkodą, z powodu której nie zdecydują się na zakup smartwatcha. Trzeba jednak uczciwie powiedzieć, że jeśli szukamy inteligentnego zegarka dla siebie, obecnie nie znajdziemy lepszego wyboru na rynku. Konkurencja ciągle śpi, nie prezentując nowych ciekawych smartwatchy, a Samsung po raz kolejny pokazuje jak zrobić dobry zegarek.
Zalety: Wady:
- możliwość używania własnego paska
- intuicyjny, wygodny system Tizen
- możliwość przeprowadzania rozmów głosowych
- rozbudowane funkcje fitnessowe
- obecność wbudowanego modułu GPS
- długi czas pracy
- brak rozpoznawania głosu w języki polskim
- konieczność instalacji wielu aplikacji na telefonie
        Samsung Gear s3 frontier recenzja]]>
Testy Najbardziej polecane Sun, 22 Jan 2017 16:50:00 +0100
Recenzja Lenovo Moto Z i projektora Moto Mods Insta-Share Projector http://www.conowego.pl/testy/recenzja-lenovo-moto-z-i-projektora-moto-mods-insta-share-projector-21113/ Po przetestowaniu tańszego Lenovo Moto Z Play, sięgnęliśmy po jego wydajniejszego brata - Lenovo... testować Lenovo Moto Z Play. Smartfon ten zrobił na mnie mega pozytywne wrażenie swoją wydajną baterią, efektownym wyglądem, pięknym ekranem oraz aktualnym oprogramowaniem. Lenovo Moto Z jest od "Playa" droższy i wydajniejszy - czy to oznacza, że lepszy?
Lenovo Moto Z - specyfikacja
Ekran: 5,5" AMOLED 1440x2560 pikseli
Procesor: 4-rdzeniowy Snapdragon 820
RAM: -- 4 GB
Pamięć: 32 GB
Aparaty: 13 Mpix f/1.8, OIS, LED + 8 Mpix f/2.2 LED
Bateria: 2600 mAh TurboCharge
System: Android 7.0

Recenzja Lenovo Moto ZRecenzja Lenovo Moto ZW pudełku ze smartfonem znajduje się szybkoładowarka TurboCharge, a także silikonowe, minimalistyczne etui, które pomaga chronić krawędzie i ekran urządzenia. Montuje się je wyłącznie na ramce obudowy, dzięki czemu nie psuje ono w sposób znaczący wyglądu smartfona, który sam w sobie wygląda jak dwa miliony dolarów. Oprócz tego, w opakowaniu znalazłem przejściówkę z USB Typu C na złącze jack oraz akcesoryjny panel obudowy.Recenzja Lenovo Moto ZRecenzja Lenovo Moto ZRecenzja Lenovo Moto ZLenovo Moto Z to smartfon z efektem "wow" "Wow" to bowiem przeważnie pierwsze słowo, które wydobywa się z ust osoby, która bierze ów telefon w swe dłonie (serio, sprawdziłem, było tak w 3 przypadkach na 4). Piękny, 5,5-calowy ekran AMOLED, metalowa, złota ramka otaczająca ekran i obudowa o grubości zaledwie... 5.2 milimetra. To po prostu musi robić wrażenie. Wiem, że brzmi to jak średni marketingowy tekst, ale sami rzućcie okiem na poniższe zdjęcia.Recenzja Lenovo Moto ZRecenzja Lenovo Moto ZRecenzja Lenovo Moto ZNa wypadek gdyby grubość smartfona okazała się zbyt niska, do jego złącza magnetycznego przypiąć można akcesoryjny panel - w zestawie z urządzeniem znajdziecie jeden z nich.Recenzja Lenovo Moto ZRecenzja Lenovo Moto ZKonstrukcja Lenovo Moto Z jest dość osobliwa i ma kilka cech, które nie każdemu przypadną do gustu. Przede wszystkim, nie znajdziemy tutaj złącza jack 3.5 mm - na szczęście w zestawie znajdziemy przejściówkę, która umożliwia podpięcie przewodowych słuchawek za pośrednictwem złącza USB Typu C.Recenzja Lenovo Moto ZDrugą istotną cechą konstrukcyjną jest obecność kwadratowego, wypukłego czytnika linii papilarnych, w miejscu, w którym zazwyczaj znajduje się przycisk Home. Jedyną funkcją kwadracika jest jednak odczytywanie naszych danych biometrycznych - nic poza tym. Co ciekawe, czytnikiem linii papilarnych można także blokować ekran. Jego działanie jest perfekcyjne - działał w 10 przypadkach na 10, a nawet wtedy, gdy... kładłem na nim opuszek palca w sposób odwrotny do zarejestrowanego.Recenzja Lenovo Moto Z #break# Lenovo, podobnie jak w innych modelach swoich smartfonów, postanowiło umieścić przyciski wirtualne w obrębie ekranu. Oznacza to, że zajmują one nieco przestrzeni, którą można by było wykorzystać na wyświetlanie obrazu. Tego typu rozwiązanie jest ponoć, według badań, preferowane przez większość użytkowników smartfonów. Na pewno nie przeze mnie. :)Recenzja Lenovo Moto ZObiektyw aparatu głównego o rozdzielczości 13 Mpix wystaje znacząco poza obrys ultracienkiej obudowy do momentu, w którym do złącza magnetycznego przypniemy akcesoryjny panel obudowy lub któryś z Moto Mods. Dla mnie nie jest to wadą, ale niektórych może irytować.Recenzja Lenovo Moto ZGniazdo na dwie karty SIM (lub kartę SIM i kartę pamięci micro SD) umieszczono w górnej części ramki otaczającej ekran. Trzy metalowe, ładnie wykończone przyciski fizyczne, znajdziemy tuż obok siebie, na prawej stronie ramki. Ich klik jest bardzo wyraźny, choć przyciski są niewielkie i umieszczone dość wysoko, przez co obsługa smartfona jedną dłonią jest utrudniona.Recenzja Lenovo Moto ZŻałuję, że nie mogę powiedzieć wiele dobrego o pojedynczym głośniku mono, umieszczonym pod ekranem. We flagowcach Lenovo Moto poprzedniej generacji mieliśmy świetne głośniki stereo, a tutaj? Ultracienka konstrukcja wymusiła najwyraźniej zastosowanie takiego, a nie innego systemu, który jak na flagowca, sprawdza się niestety przeciętnie. Głośnik gra bardzo głośno, ale w górnych granicach skali charakteryzuje się przesterowaniem i metalicznym brzmieniem. W Lenovo Moto Z Play było... lepiej! Najwyraźniej nie można mieć wszystkiego.Recenzja Lenovo Moto ZEkran godny flagowca Lenovo Moto Z korzysta z efektownego ekranu AMOLED o rozdzielczości QHD (1440x2560 pikseli). Prawdę mówiąc wolałbym, aby producenci stosowali w swoich urządzeniach ekranu Full HD. Większość użytkowników nie zobaczy różnicy wizualnej, a wyświetlacz o niższej rozdzielczości zagwarantuje nieco dłuższy czas pracy na baterii. Jak przystało na ekran typu AMOLED, mamy tu do czynienia z perfekcyjnym odwzorowaniem czerni. Lenovo Moto Z nie ma najjaśniejszego wyświetlacza w swojej klasie.Recenzja Lenovo Moto ZMaksymalny, zmierzony przeze mnie poziom jasności wynosił 501 nitów - w trybie auto. W trybie manualnym było dużo gorzej, a kolorymetr wskazał... 383 nity. To bardzo przeciętny wynik, ale dostatecznie dobry, aby w trybie auto korzystać z niego nawet w pełnym słońcu. Wyświetlacz prezentuje się za to doskonale jeśli chodzi o wysoki współczynnik kontrastu, a także kąty widzenia. Ludzkie oko nie jest w stanie dostrzec degradacji kolorów, nawet gdy patrzymy na ekran pod kątem ok. 60-70 stopni - najmniejszych! Multimedia, wydajność i oprogramowanie Lenovo obiecało szybką aktualizację do Androida 7.0 - jak obiecało, tak zrobiło. Android 7.0 został udostępniony w formie aktualizacji OTA, a więc takiej, którą pobrać można w łatwy sposób za pośrednictwem sieci Wi-Fi. Nowy Android wygląda fenomenalnie i działa równie dobrze i sprawnie.
Recenzja Lenovo Moto Z
Recenzja Lenovo Moto Z Recenzja Lenovo Moto Z
Lenovo nie instalowało w systemie żadnych zbytecznych aplikacji - ograniczono się do apki dla Moto Mods, narzędzia umożliwiającego głosowe sterowanie smartfonem oraz wywoływania określonych akcji za pomocą intuicyjnych gestów. Uwielbiana przeze mnie funkcja Moto Display pozwala na przykład pokazywać powiadomienia na wygaszonym ekranie, gdy podniesiemy telefon. Pozwala to w znaczący sposób oszczędzać baterię. Podświetlane są wyłącznie piksele z tekstem i grafiką - reszta pozostaje bowiem, jak przystało na ekran AMOLED, czarna, wyłączona. Innym ciekawym gestem jest gest obrócenia smartfonem ekranu do dołu, który wycisza dźwięk przychodzącego połączenia.
Recenzja Lenovo Moto Z
Chciałbym żeby wszyscy producenci podchodzili do kwestii oprogramowania w swoich smartfonach właśnie tak jak Lenovo - minimum zbytecznych narzędzi, maksimum aktualizacji systemowych, w jak najkrótszym czasie po ich premierze. Pytanie o wydajność wydaje się niestosowne w przypadku smartfona z układem Snapdragon 820 i 4 GB pamięci RAM. W benchmarku AnTuTu uzyskał wynik 128 208, co pozwala mu być w czołówce najwydajniejszych smartfonów na świecie. Doskonałe, lekkie oprogramowanie od Lenovo, czyli praktycznie czysty Android 7.0, chodzi tutaj bez choćby najmniejszego zająknięcia. Tak właśnie powinien działać każdy smartfon z Androidem.
Nie spodziewałem się, aby Lenovo Moto Z brakowało czegokolwiek w departamencie łączności. Mamy więc dwuzakresowe Wi-Fi 802.11 ac, Bluetooth 4.1 LE, NFC, Wi-Fi Direct oraz NFC. Ba, urządzenie ma nawet... czujnik temperatury. Lenovo Moto Z jest także kompatybilne, jako jeden z wciąż niewielu smartfonów, z Google Daydream. Aparat jest dobry, ale po zmroku…Recenzja Lenovo Moto ZAparat tylny Lenovo Moto Z ma tę samą irytującą przypadłość, co aparat Lenovo Moto Z Play. Kompletnie nie radzi sobie po zmroku z ustawianiem ostrości w świetle żarowym. Kompletnie! Trzeba nieźle nagimnastykować się, aby uzyskać w miarę satysfakcjonujący efekt. Mam nadzieję, że to tylko kwestia oprogramowania i Lenovo w końcu coś z tym zrobi. Zdjęcia wykonane w nocy są poddane dość mocnemu odszumianiu, ale prezentują się nieźle, choć to też zależy.
W trybie automatycznym pojawia się często dość duże ziarno. Za dnia – nie ma na co narzekać. Tryb automatyczny radzi sobie z dobieraniem ustawień lepiej niż dobrze, a na użytkowników zaawansowanych czeka rozbudowany tryb manualny. Zdjęcia są ostre na całej powierzchni kadru, kolory odwzorowane w sposób naturalny i nieprzerysowany, a tryb HDR, jak to w smartfonach Lenovo Moto, działa wzorcowo. Kamera przednia jest naprawdę świetna! Miłośników selfie ucieszy obecność doświetlającego scenę LEDa.


#break# Bateria? Do Moto Z Play dłuuuga droga... Testując Lenovo Moto Z Play nie mogłem się nadziwić i nachwalić, jak długo tamten smartfon był w stanie działać, bez konieczności doładowywania jego baterii. Lenovo Moto Z to jednak zupełnie inna historia... Bateria o pojemności 2600 mAh w smartfonie ze Snapdragonem 820 i ekranem QHD o przekątnej 5,5-cala? To nie mogło skończyć się dobrze. Czas pracy na baterii jest po prostu przeciętny... Najbardziej zasobożerne okazuje się korzystanie z przeglądarki internetowej przy wykorzystaniu sieci LTE. Nawet po zmniejszeniu jasności ekranu do połowy, smartfon z trudem wytrzymał podróż pociągiem z Katowic do Warszawy i z powrotem (nieco ponad 5,5 godziny). W teście odtwarzania wideo był w stanie działać przez 9,5 godziny. Nie są to wyniki najlepsze. Na szczęście ładowarka Turbo Charger ładuje baterię smartfona do poziomu ok. 55% w zaledwie 30 minut. Lenovo Insta-Share Projector to zaskakująco dobry projektor Telefony z serii Lenovo Moto Z oferują wsparcie dla dodatków Moto Mods, mocowanych do tylnej części smartfona za pomocą złącza magnetycznego. Z Moto Z Play testowałem Incipio Power Pack. Tym razem miałem przyjemność pobawić się modułem projektora o nazwie Lenovo Insta-Share Projector. Poprosiłem o niego nieprzypadkowo - uważam, że moduł baterii i kosztujący (niestety) 1299 złotych moduł projektora mogą okazać się najbardziej przydatnymi akcesoriami tego typu. Moduł baterii dostał moją rekomendację. Jak jest z projektorem?Recenzja Lenovo Moto ZRecenzja Lenovo Moto ZJa byłem bardzo pozytywnie zaskoczony. Mobilny projektor wyposażono w lampę DLP o mocy 50 ANSI lumenów i skromnej rozdzielczości 480p (854x480 pikseli). Czego jednak chcieć więcej do wyświetlania biznesowych prezentacji lub okazjonalnego oglądania filmów lub filmików z YouTube? Byłem przekonany, że działający niemal bezgłośnie, aktywnie chłodzony moduł projektora będzie bezużyteczny za dnia. W pochmurny dzień jasność okazała się w zupełności wystarczająca, aby na ścianie rzutować całkiem czytelny obraz. Wbudowana bateria o pojemności 1100 mAh pozwala wyświetlać obraz z projektora przez ok. godzinę, przy czym moduł może korzystać z zasilania smartfona.Recenzja Lenovo Moto ZRecenzja Lenovo Moto ZInformacje o możliwości rzutowania obrazu o przekątnej 70-cali włożyłbym między bajki - 40 cali to moim zdaniem max co możemy uzyskać, przy jednoczesnym zachowaniu odpowiedniej jakości obrazu. A to i tak dobry wynik! Automatyczna korekcja trapezowa działa doskonale, a regulacja ostrości odbywa się za pomocą umieszczonego tuż przy lampie pokrętła.Recenzja Lenovo Moto ZAktywacja Lenovo Insta-Share Projector ogranicza się do podpięcia go pod smartfona, kliknięcia jednego przycisku i... działa. Tak po prostu! Czy opłaca się kupić Lenovo Insta-Share Projector? Na to pytanie musicie odpowiedzieć sobie samodzielnie. Jeśli uważacie, że skorzystacie z jego potencjału - jasne. Jest dużo mniejszy i wygodniejszy w użyciu, niż pikoprojektory, a cenowo bez problemu z nimi konkuruje.Recenzja Lenovo Moto ZLenovo Moto Z - ciekawy smartfon z drobnymi wadami Użytkowanie Lenovo Moto Z było dla mnie bardzo przyjemnym doświadczeniem. W codziennej pracy tak wydajne urządzenie po prostu musi spisywać się znakomicie. Aparat, na który co nieco ponarzekałem, z powodzeniem zastępować może w wielu sytuacjach pełnowymiarowe, dedykowane urządzenia do fotografii. Najnowszy, niemal czysty Android 7.0 śmiga tu jak złoto i szkoda, że dostępny jest jedynie dla bardzo wąskiej grupy urządzeń. Lenovo Moto Z prezentuje się niezwykle efektownie, ale ceną za szałowy wygląd i ultracienką obudowę jest niestety przeciętny czas pracy na baterii.Recenzja Lenovo Moto ZSwoją cegiełkę do jego zmniejszenia przykłada świetny, 5,5-calowy ekran AMOLED o rozdzielczości QHD. Lenovo Moto Z jest wygodny w obsłudze za sprawą funkcji Moto Display i obsługi wielu praktycznych gestów, ale ze względu na rozmieszczenie przycisków fizycznych dość trudno obsługiwać go jedną ręką. Ach, no i obsługa modułów! Lenovo zrobiło to do tej pory najlepiej - testowane moduły baterii i projektora są świetnym dodatkiem do tego nowoczesnego urządzenia. Niestety, cena Lenovo Moto Z jest nieco zbyt wysoka. Wynosi ona obecnie 2999 złotych i prawdę mówiąc... wolałbym kupić tańszą Moto Z Play, którą testowałem w listopadzie.
Mocne strony: Słabe strony:
Recenzja Lenovo Moto Z
- czysty Android 7.0
- bardzo dobry przedni aparat
- dobry tylny aparat
- oszałamiający wygląd
- ultracienka obudowa
- ekran o świetnych parametrach
- bardzo wysoka wydajność
- obsługa Moto Mods
- doskonały czytnik linii papilarnych
- ładowarka TurboCharge w zestawie
- adapter USB C - jack w zestawie

- brak jacka 3.5 mm
- brak głośników stereo
- kiepski czas pracy na baterii
- problemy z autofokusem po zmroku
Recenzja Lenovo Moto Z]]>
Testy Najbardziej polecane Tue, 17 Jan 2017 19:25:00 +0100
Najlepsze gry i aplikacje na Androida i iOS - styczeń 2017 http://www.conowego.pl/testy/najlepsze-gry-i-aplikacje-na-androida-i-ios-styczen-2017-21073/ Wybieramy najciekawsze gry i aplikacje, dostępne w tym miesiącu na system iOS i Android. Oczywiście... Pigment Coloring BookPigment Coloring Book Mało rzeczy działa tak kojąco na zszargane nerwy, jak kolorowanki. Te są dostępne także na smartfony z Androidem, a jedną z najlepszych jest Pigment - Coloring Book. Oferuje ona olbrzymi wybór obrazków, które pokolorujemy w bardzo intuicyjny i satysfakcjonujący sposób. Do wyboru wiele użytkowników oddano wiele rodzajów ołówków, flamastrów i pędzli.
----------------

DriveTribeDriveTribe

Oto serwis społecznościowy dla miłośników motoryzacji, stworzony przez trio znane z programu motoryzacyjnego Top Gear, obecnie występującego w show o nazwie The Grand Tour. Jeremy Clarkson, Richard Hammond i James May oferują narzędzie, w którym maniacy czterech kółek mogą chwalić się swoimi samochodami, podróżami, a także zrzeszać w lokalne grupy, organizując na przykład ciekawe wydarzenia. Jeśli jesteś kierowcą i kochasz samochody - sprawdź koniecznie!
----------------

Friendly for FacebookFriendly for Facebook

Przed Wami ultralekkie połączenie aplikacji Facebooka i komunikatora Messenger w jednym! Dostępne w Polsce, dla niemal wszystkich urządzeń, znacząco wydłuży czas pracy Waszego smartfona, jeśli do tej pory korzystaliście z dwóch oficjalnych narzędzi dostarczanych przez Facebooka. Oficjalnie dystrybuowanych FB Lite i Messengera Lite wciąż nie możemy się doczekać, więc...
----------------

Gfycat LoopsGfycat Loops

Tworzenie gifów chyba jeszcze nigdy nie było tak proste. Gfycat Loops pozwala tworzyć w błyskawiczny sposób pliki, które będziemy mogli błyskawicznie przesłać znajomym lub udostępnić je w sieci na serwisach społecznościowych, takich jak Facebook, Instagram, Tumblr, Twitter, czy też Pinterest. Nie zabrakło opcji dodawania filtrów i podpisów.
----------------

Papersea Live WallpaperPapersea Live Wallpaper

Czy ktoś tu korzysta z animowanych tapet? Jeśli chcecie nadać swojemu smartfonowi nieco kolorytu, a także wywoływać u siebie uśmiech za każdym razem, kiedy spojrzycie na jego ekran, zainstalujcie apkę Papersea Live Paper. Pozwoli ustawić ona wiele ciekawych animowanych tapet, których tematyka oscyluje wkoło uspokajających motywów akwarystyczno-morskich.
---------------- NIEDOSTĘPNE NA iOS

Pyrope BrowserPyrope Browser

Jeśli przeglądarka Chrome lub inna domyślna przeglądarka nie działa najlepiej na Waszym smartfonie z Androidem, spójrzcie w stronę Pyrope Browser. To narzędzie powstałe na bazie przeglądarki z CyanogenMod oraz Chromium. Jej twórcy obiecują, że jest o 10-40% szybsza i bardziej energooszczędna od innych przeglądarek, jeśli korzystamy z niej na smartfonie z procesorem Snapdragon.
---------------- NIEDOSTĘPNE NA iOS

Mega Man 6 MobileMega Man 6 Mobile

Mega Man powraca w nowej odsłonie platformówki, dostosowanej do możliwości urządzeń mobilnych. Przyjemny gameplay, dwa poziomu trudności do wyboru i przyjazna graczowi mechnika rozgrywki przykują Was na długo przed ekranami smartfonów. Uwaga: gra jest naprawdę trudna!
----------------

Milkmaid of the Milky WayMilkmaid of the Milky Way

Tytuł brzmi znajomo? Nic dziwnego. Ta oldschoolowa przygodówka z elementami gry logicznej zadebiutowała pierwotnie na platformie Steam, skąd trafiła na urządzenia z systemem iOS. Charakterystyczna dla produkcji z lat 90' grafika, często dość trudne zagadki i ciekawa fabuła sprawią, że nie pożałujecie wydanych na ten tytuł pieniędzy. Rewelacyjne recenzje graczy mówią z resztą  same za siebie.
NIEDOSTĘPNE NA ANDROIDA ----------------

Castle Creeps TDCastle Creeps TD

Gier typu tower defense nigdy za wiele, zwłaszcza tak wciągających! Ta darmowa produkcja oferuje wszystko, co lubimy najbardziej w tego rodzaju tytułach - liczne ulepszenia wież, bardzo ładna grafika, mnóstwo poziomów i niezwykle przyjemna obsługa samej gry. Nie ma na co czekać, trzeba pobierać!
----------------

CrowntakersCrowntakers

Kombinacja turowej strategii typu roguelike, z grą RPG rozgrywającą się na heksagonalnym polu bitwy - brzmi dobrze? No pewnie! Generowane losowo środowiska czynią z tego tytułu pozycję na długie tygodnie zabawy. Rozgrywkę urozmaicają różne klasy postaci, obecność najemników, spory wachlarz zróżnicowanych oponentów, a także system zarządzania zasobami i możliwość doposażania bohaterów w nowy sprzęt.
----------------
]]>
Testy Najbardziej polecane Sun, 15 Jan 2017 18:23:00 +0100
Pojedynek wygodnych myszek w dobrej cenie - Ozone, Ravcore, Trust http://www.conowego.pl/testy/pojedynek-wygodnych-myszek-w-dobrej-cenie-ozone-ravcore-trust-21040/ Przetestowaliśmy trzy wygodne myszki dla graczy od Ozone, Ravcore i Trust, sprzedawane w... Myszki testowaliśmy na nowiutkiej podkładce Ozone Origen.Gryzonie użytkowane były także przy wsparciu ciekawego urządzenia jakim jest Ravcore Crux - bungee dla myszek, ułatwiające wygodne i estetyczne prowadzenie kabla, a także zapewniające łatwo dostępny i wygodny w użyciu hub USB 3.0. Macie już swojego faworyta? Wynik tego pojedynku może Was zaskoczyć.
Ravcore Blizzard


Sensor: Laserowy - Avago 9800, 8200 DPI
Liczba przycisków: 6
Waga: 145 g
Ciężarki: 3 x 5 g
Podświetlenie: TAK
Cena: ok. 149 złotych

 

Trust GTX 155C


Sensor: A3050, 4000 DPI
Liczba przycisków:
11
Waga:
116 g
Ciężarki:
8 x 2 g
Podświetlenie: TAK
Cena: ok. 149 złotych

 

Ozone Exon F60 Origen


Sensor: Optyczny - Pixart PMW 3310, 7000 DPI
Liczba przycisków:
6
Waga:
94 g
Ciężarki:
-
Podświetlenie: TAK, RGB
Cena: ok. 285 złotych

Zawartość zestawu Myszek Ravcore do tej pory nie testowałem. Zaskoczyła mnie wysoka jakość wykonania pudełka, ale jeszcze bardziej jego zawartość. Na jakie znaleziska można liczyć w opakowaniu z polską myszką Ravcore Blizzard, sprzedawaną za 149 złotych? Ha! Oprócz instrukcji obsługi w języku polskim znajdziecie tu brelok będący jakże praktycznym otwieraczem do butelek, naklejkę z logo producenta oraz dodatkowe ślizgacze (!), zestaw zapasowych gumek na obudowę myszy (!), a także trzy tajemnicze śrubki (tak naprawdę to odważniki) oraz śrubokręt, służący do... no wiecie, przykręcania śrubek. Pozytywne zaskoczenie!Ravcore BlizzardPudełeczko skrywające w sobie myszkę Trust GXT 155 jest nieco skromniejsze jeśli chodzi o zawartość, ale tak naprawdę co chcielibyście w nim znaleźć? Wewnątrz opakowania, oprócz myszki i instrukcji, znajdziemy jeszcze ładne, plastikowe etui na metalowe ciężarki. Tych jest łącznie 8, a każdy z nich zwiększa masę gryzonia o 2 gramy. Ich obecność w myszce kosztującej 149 złotych jest pozytywnym zaskoczeniem.Trust GXT 155Firma Ozone przyzwyczaiła mnie do tego, że w pudełku ze sprzętem rzadko znajdują się jakieś dodatkowe akcesoria. Nie inaczej było tym razem. W zestawie z myszką Ozone Exon F60 Origen, oprócz krótkiej broszurki, znajdziemy wyłącznie powietrze. Ciężarków nie ma, gdyż myszka takowego systemu nie oferuje. Szkoda, bo w gryzoniu za 285 złotych taka funkcja mogłaby się pojawić.Ozone Exon F60 OrigenZwycięzca: Ravcore Blizzard Budowa i komfort obsługi Ravcore Blizzard to mysz wyłącznie dla osób praworęcznych, podobnie jak inne myszki w zestawieniu. Świadczy o tym specyficzny, lekko opadający w dół po prawej stronie profil oraz wygodne miejsce na kciuk po lewej stronie. Tuż nad tą podpórką znajdziemy dwa przyciski o niewielkim skoku - ten bliżej frontu myszki dość trudno jest efektywnie klikać. Na myszce znajduje się łącznie 6 programowalnych przycisków, wliczając klikalną w pionie rolkę. Cała myszka pokryta jest przyjemnym w dotyku, gumowanym, matowym tworzywem.Ravcore BlizzardProducent nie zapomniał o przewodzie w oplocie. Niestety, zabrakło stosownego zabezpieczenia pomiędzy wyjściem z myszki i przewodem - z czasem może to doprowadzić do przetarcia się przewodu w tym miejscu.Ravcore BlizzardLewy i prawy przycisk myszy aktywuje się bardzo niewielką siłą nacisku, a oba klawisze odbijają błyskawicznie. To świetny gryzoń do dynamicznych FPSów. Na prawym przycisku myszy umieszczono diodę wskazującą aktualną rozdzielczość myszki (do wyboru 800, 1600, 3200 i 5600 DPI). Przełączać między nimi możemy się jedynie "w górę". Myszka oferuje czerwone podświetlenie.Ravcore BlizzardU spodu gryzonia znajdziemy sześć niewielkich, teflonowych ślizgaczy. Pośrodku znajduje się laserowy, popularny sensor Avago 9800. Od spodu także wkręcamy akcesoryjne śrubki (3 x 5 gramów), będące ciężarkami. Taki rodzaj montażu uważam za niepotrzebne udziwnienie, choć trzeba przyznać, że zmiany obciążenia dokonuje się i tak sporadycznie. #break# Trust GXT 155 sprzedawany jest w kolorze czarnym oraz dwóch różnych kamuflażach - leśnym, zielonym oraz miejskim - w odcieniach szarości. Z pewnością spodoba się on graczom preferującym MMORPGi, w których zaletą jest posiadanie dużej liczby przycisków w myszce.Trust GXT 155Dość powiedzieć, że przy samej podkładce na kciuk znajduje się ich 5 (wygodna obsługa pozostawia sporo do życzenia), a łącznie gryzoń posiada ich aż... 11! Z prawej strony myszki umieszczono podpórkę na dwa kolejne palce.Trust GXT 155Trust GXT 155Lewy i prawy przycisk myszy klikają bez większego oporu, jednak dość ospale "odbijają". Może to irytować miłośników gier, w których istotny jest tap shooting i szybkie oddawanie pojedynczych strzałów - vide Counter-Strike.Trust GXT 155Powierzchnia myszki jest dość ciekawa w dotyku, choć czuć tutaj nieco "taniość" konstrukcji. Plastik przy kciuku jest chropowaty, a klikalna rolka ma wyczuwalny luz i przy okazji pracuje dość głośno. Na szczęście wierzchnia strona jest okej i pokryto ją przyjemnym w dotyku materiałem. Nawet kilkugodzinne użytkowanie nie wywołuje potliwości dłoni i nie osłabia pewności chwytu.Trust GXT 155Kabelek w oplocie wychodzący z centralnej części myszki jest odpowiednio zabezpieczony w tym miejscu. Podświetlenie gryzonia prezentuje się nieźle. Nie zabrakło wskaźnika 4 poziomów rozdzielczości, które zmieniać możemy w obie strony, za pomocą dwóch dedykowanych temu przycisków.Trust GXT 155Myszka oferuje wygodny system ciężarków, instalowanych od spodu urządzenia. Gryzonia można szybko dociążyć ośmioma odważnikami o łącznej wadze 16 gramów. Pomiędzy czterema dość dużymi ślizgaczami znajdziemy niedrogi, optyczny sensor A3050 o maksymalnej rozdzielczości 4000 DPI (płynna regulacja w zakresie 100-4000). Konstrukcja Ozone Exon F60 Origen jest zdecydowanie najlepiej dostosowana pod dłoń o niemal każdym rozmiarze, pod warunkiem oczywiście, że będzie to dłoń prawa. W F60 Origen znajdziemy bardzo wygodną podkładkę pod kciuk prawej dłoni, w zasięgu którego znajdują się z kolei dwa idealnie umiejscowione przyciski.Ozone Exon F60 OrigenMyszka pokryta została przyjemnym w dotyku, neutralnym w zapachu i zapobiegającym potliwości materiałem. Umieszczono na niej łącznie 6 programowalnych przycisków, w tym klikającą w pionie rolkę. Wszystkie klawisze są bardzo ciche, podobnie jak funkcja scroll rolki, który działa tu nieco lepiej i bardziej precyzyjnie, niż u konkurentów. Niestety, Ozone zadbał o wyłącznie jeden przycisk do zmiany DPI.Ozone Exon F60 OrigenKabelek w oplocie wychodzący ze spodu myszki jest odpowiednio zabezpieczony przed przetarciem. Gryzoń oferuje bardzo ładne podświetlenie RGB.Ozone Exon F60 OrigenWażący 94 gramy gryzoń jest bardzo lekki i dynamiczny, co czyni go idealnym do każdego rodzaju gier. Sprzyja temu także precyzyjna praca dwóch głównych przycisków myszy, które aktywuje się niewielką siłą, a które błyskawicznie wracają do swojego wyjściowego położenia.Ozone Exon F60 OrigenNa spodzie myszki, pomiędzy dwoma bardzo dużymi ślizgaczami, znajdziemy najlepszy w tej klasie cenowej myszek sensor optyczny Pixart PMW 3310. Pamiętajcie, że Ozon Exon F60 Origen kosztuje 285 złotych, co czyni go niemal dwa razy droższym od konkurentów. Trudno dziwić się, że znajdziemy tutaj nieco dokładniejszy sensor.Ozone Exon F60 OrigenTrudno wskazać jednoznacznych zwycięzców kategorii, bo każda myszka ma swoje drobne grzeszki od strony konstrukcyjnej. Ravcore źle zabezpieczyło kabel (w zasadzie tego nie zrobiło), Trust mógł bardziej przyłożyć się do konstrukcji rolki i ogólnej estetyki, a Ozone w swojej cenie – pomyśleć o systemie ciężarków, bez którego myszka jest bardzo lekka. Najbardziej ergonomiczną myszką jest jednak bez wątpienia gryzoń od Ozone. Budowa i jakość wykonania - zwycięzca: Remis Komfort obsługi - zwycięzca: Ozone Exon F60 Origen #break# Wydajność w grach Żaden z testowanych gryzoni nie zawiódł mnie, jeśli chodzi o pracę sensora. Najlepsze "czucie" w grach (Overwatch, Battlefield 1) uzyskałem korzystając z myszki od Ozone. Dla nikogo nie powinno być to jednak zaskoczeniem, bowiem w Exon F60 Origen zastosowano jeden z najlepszych sensorów, w parze z którym idzie jednak relatywnie wysoka cena urządzenia.W porównaniu z cenami Trusta GXT 155 oraz Ravcore Blizzarda, jest ona niemal dwukrotnie wyższa. Czy subtelna różnica w prowadzeniu myszki warta jest takiej dopłaty? Musicie ocenić sami - urządzeń na pewno nie dzieli przepaść jakościowa w tej kwestii. W przypadku typowej pracy biurowej różnice są w zasadzie nieodczuwalne - te uwidaczniają się dopiero przy wyższych ustawieniach czułości sensora. Wszystkie myszki charakteryzował dobry klik – jedynie w Trust GXT 155 był nieco ospały, co może niektórym przeszkadzać w FPSach. Zwycięzca: Remis Podsumowanie Wybór odpowiedniego gryzonia jest kwestią mocno subiektywną i trudno jest wskazać jednoznacznego zwycięzcę, jeśli wszyscy rywale w teście spisują się co najmniej dobrze. Jeśli chodzi o parametry pracy sensora, na który sporo osób zwraca uwagę, to na prowadzenie wysuwa się myszka Ozone z najlepszym sensorem w swojej klasie.W parze z wydajnością myszki Exon F60 Origen idzie jednak wyższa niż w przypadku myszek Ravcore i Trust cena. Jej konkurenci nie odstają jednak mocno, nadrabiając innymi atutami – bogatą zawartością zestawu, wygodniejszą regulacją DPI, czy też po prostu – niższą ceną.Wszystkie konstrukcje posiadają swoje drobne grzeszki (Ozone – brak ciężarków, Ravcore – niezabezpieczony na wyjściu z myszki kabelek, Trust – drobne niedociągnięcia jakościowe), jednak wszystkie mają wspólną cechę: są wygodne w użytkowaniu i nie zawodzą w tym, do czego zostały stworzone – w grach. Każde z testowanych urządzeń jest warte swojej ceny.  

Ravcore Blizzard
Mocne strony: Słabe strony:
- bardzo atrakcyjna cena
- liczne akcesoria
- wygodna konstrukcja
- system ciężarków
- dobra jakość wykonania
- efektowny wygląd
- dobre oprogramowanie
- niezły sensor

- jeden przycisk DPI
- brak płynnej regulacji DPI
- źle zabezpieczony kabelek
 

Trust GTX 155C

Mocne strony: Słabe strony:
- bardzo atrakcyjna cena
- wygodna konstrukcja
- system ciężarków
- wygodna regulacja DPI
- dobre oprogramowanie

- wykonanie nieco kuleje
- przeciętna ergonomia

 


Ozone Exon F60 Origen
Mocne strony: Słabe strony:
- atrakcyjna cena
- świetna ergonomia
- wygodna konstrukcja
- ładny wygląd
- świetna jakość wykonania
- najlepszy sensor w zestawieniu
- dobre oprogramowanie

- jeden przycisk DPI
- brak systemu ciężarków
- ubogie (zerowe) wyposażenie
]]>
Testy Najbardziej polecane Gaming Thu, 12 Jan 2017 19:45:00 +0100
TOP 13 - najciekawsze obudowy komputerowe http://www.conowego.pl/testy/top-13-najciekawsze-obudowy-komputerowe-21022/ Prezentujemy zestawienie 13 polecanych przez redakcję Conowego.pl obudów komputerowych. Znajdziecie... 1. SilentiumPC Regnum RG1SilentiumPC Regnum RG1 Regnum RG1 od polskiej firmy SilentiumPC to jedna z najlepszych tanich obudów. Dowodzi ona, że "tanio" może oznaczać "dobrze. Dwukomorowa konstrukcja, usprawniająca przepływ powietrza, kompaktowe wymiary i możliwość zamontowania aż 6 wentylatorów (jeden jest w zestawie) robią wrażenie. W obudowie mieszczą się pełnowymiarowe płyty główne w formacie ATX. Typ: Middle Tower
Standard płyty: microATX, ATX
Karty rozszerzeń: 7
Maks. długość grafiki: 380 mm
Zainstalowane wentylatory: 1 x 120 mm (tył)
Opcjonalne wentylatory: 3x 120 mm (przód) / 2x 120 mm (lewy bok)
Wymiary: 449 x 208 x 430 mm (wysokość/szerokość/głębokość)

Cena: ok. 129 złotych

2. SilentiumPC Brutus Q20SilentiumPC Brutus Q20

Jeśli szukacie niewielkiej obudowy, która pasowałaby do projektu energooszczędnego komputera, pełniącego przy okazji rolę elementu wystroju otoczenia - zainteresujcie się SPC Brutus Q20. Niewielka skrzynka nie rzuca na kolana jeśli chodzi o przewiewność i oferuje możliwość zamontowania wysokiego na zaledwie 60 mm chłodzenia na procesor, ale... jakie to ma znaczenie jeśli Wasze podzespoły nie są podkręcane, a komputer nie służy Wam do gier? Typ: Mini Tower
Standard płyty: Mini-ITX, microATX
Karty rozszerzeń: 3
Maks. długość grafiki: 210 mm
Wymiary: 248 x 200 x 277 mm Cena: 129 złotych

3. Zalman R1Zalman R1

Zalman R1 to niedroga obudowa dla osób, które cenią sobie widok minimalistycznego, schludnego frontu urządzenia. Aby uzyskać ten efekt, zastosowano tu jednolite drzwiczki, które po otwarciu odsłaniają prosty kontroler obrotów, pozwalający sterować maksymalnie 5 wentylatorami zamontowanymi w obudowie. Wygląd obudowy poprawia dodatkowo boczne okno, pozwalające zajrzeć do jej wnętrza. Typ: Middle Tower
Standard płyty: Mini-ITX, microATX, ATX
Karty rozszerzeń: 7
Maks. długość grafiki: 360 mm
Zainstalowane wentylatory: 1x 120 mm (góra), 1x 120 mm (tył),  1x 120 mm (przód)
Opcjonalne wentylatory: 1x 120 mm (góra), 1x 120 mm (przód)
Wymiary: 465 x 192 x 450 mm

Cena: 189 złotych

4. SilentiumPC Alea M50SilentiumPC Alea M50

Oto kolejna obudowa dla posiadaczy płyt głównych w standardzie mini ITX oraz micro ATX. Niewielka, bardzo przewiewna i dodatkowo wyposażona w boczne okno. Nie dajcie się jednak zwieść jej kompaktowym rozmiarom - dzięki 279 mm szerokości, na procesorze zamocujecie cooler o dowolnej wysokości! Maksymalna długość karty graficznej, jaką można włożyć do obudowy wynosi 360 mm, a możliwość montażu 5 wentylatorów pozwoli w niej zamknąć naprawdę wydajny sprzęt. Typ: Cube Case
Standard płyty: Mini-ITX, microATX
Karty rozszerzeń: 4
Maks. długość grafiki: 360 mm
Zainstalowane wentylatory: 1 x 120 mm (tył), 1 x 200 mm (przód)
Opcjonalne wentylatory: 2 x 120/140 mm (góra), 1 x 80 mm (tył), 1 x 140mm, 1 x 120 mm (przód)
Wymiary: 410 x 279 x 412 mm

Cena: 229 złotych

5. SilentiumPC AQUARIUS AQ-X70WSilentiumPC AQUARIUS AQ-X70W

Przed Wami jedna z najtańszych obudów, które pozwalają na wygodny montaż chłodzenia wodnego! W Aquarius X70W zamontujecie nawet trzy chłodnice - z przodu obudowy (360 mm), a także nad tacką płyty głównej (240 mm) i z tyłu obudowy (120 mm). Możliwość wygodnego prowadzenia kabli i przejrzyste, duże okno, na pewno spodobają się modderom i miłośnikom estetyki. Typ: Middle Tower
Standard płyty: Mini-ITX, microATX, ATX
Karty rozszerzeń: 7
Maks. długość grafiki: 415 mm (bez klatek HDD)
Zainstalowane wentylatory: 2 x 120 mm (przód), 1 x 120 mm (tył)
Opcjonalne wentylatory: 1 x 120/140 mm (przód), 2 x 120/140 mm (góra)
Wymiary: 508 x 230 x 475 mm

Cena: 239 złotych

6. Zalman Z9 NEOZalman Z9 NEO

Nie wiem jak Wy, ale ja mam totalną fiksację na punkcie białych obudów. W takim właśnie kolorze sprzedawana jest jedna z wersji popularnego Zalmana Z9 Neo - schludnej, minimalistycznej obudowy, oferującej beznarzędziowy montaż dysków, wbudowane filtry przeciwpyłowe oraz aż 5 wentylatorów w zestawie! W tej cenie jest to naprawdę doskonały wybór. Typ: Middle Tower
Standard płyty: ITX, microATX, ATX
Karty rozszerzeń: 7
Maks. długość grafiki: 420 mm
Zainstalowane wentylatory: 2 x 120 mm (przód), 2 x 120 mm (góra), 1 x 120 mm (tył)
Opcjonalne wentylatory: 2 x 140 mm (przód)
Wymiary: 490 x 205 x 482 mm

Cena: ok. 269 złotych

7. Bitfenix Prodigy MBitfenix Prodigy M

Bitfenix Prodigy M sprzedawany jest w różnych kolorach. My proponujemy absolutnie wyróżniający się na tle innych - pomarańcz. Designerska obudowa ma wbrew pozorom całkiem spore gabaryty. Jest przede wszystkim szeroka, co pozwala zamontować w niej dowolne chłodzenie powietrzne procesora. Można zainstalować w niej nmawet 6 wentylatorów o średnicy do 140 milimetrów. Boczny panel, solidna konstrukcja (obudowa waży 7 kg) oraz porty USB 3.1 na panelu bocznym czynią z niej ciekawą, nietuzinkową propozycję. Typ: Middle Tower
Standard płyty: Mini-ITX, microATX
Karty rozszerzeń: 5
Zainstalowane wentylatory: 1 x 120 mm (przód), 1 x 120 mm (tył)
Opcjonalne wentylatory: 2 x 120 mm (dół), 1 x 140 mm (tył), 2 x 120 mm (góra)
Wymiary: 405 x 250 x 364 mm

Cena: ok. 319 złotych #break#

8. Bitfenix Aegis CoreBitfenix Aegis Core

Nasza kolejna fenomenalna konstrukcja Bitfenixa przeznaczona jest niestety wyłącznie dla mniejszych płyt głównych w standardach mini ITX oraz micro ATX. Jeśli planujecie zbudować komputer w oparciu o taką właśnie płytę - nie wahajcie się wziąć pod uwagę Aegis Core. Doskonała cyrkulacja powietrza (niskie temperatury i cisza!), filtry przeciwkurzowe, system aranżowania kabli, możliwość montażu chłodzenia wodnego i aż 7 wentylatorów czynią z niej świetną propozycję bez względu na zastosowania. Typ: Mini Tower
Standard płyty: Mini-ITX, microATX
Karty rozszerzeń: 5
Maks. długość grafiki: 380 mm
Zainstalowane wentylatory: 1 x 120 mm (tył)
Opcjonalne wentylatory: 2 x 120/140 mm (góra), 3 x 120 mm/2 x 140 mm (przód), 1 x 140mm, 1 x 120 mm (lewy bok)
Wymiary: 470 x 205 x 480 mm

Cena: ok. 319 złotych

9. NZXT Phantom 240NZXT Phantom 240

Obudowy NZXT to obiekt westchnień milionów graczy na całym świecie. NZXT Phantom 240 z oknem to jeden z tańszych sposobów na wejście w posiadanie "Ferrari" świata obudów komputerowych. Wzorowa jakość wykonania i ciężka, gruba blacha czynią z niej naturalny wybór dla estetów i pecetowców poszukujących jak najcichszych skrzynek. System zarządzania kablem ułatwia ułożenie ich w taki sposób, aby wnętrze widziane przez okno było czyste i schludne. Typ: Middle Tower
Standard płyty: Mini-ITX, ATX, microATX
Karty rozszerzeń: 7
Maks. długość grafiki: 400 mm (bez klatek HDD), 290 mm (z klatką HDD)
Zainstalowane wentylatory: 1 x 12 0mm (przód), 1 x 120 mm (tył)
Opcjonalne wentylatory: 2 x 120/140 mm (góra), 1 x 120 mm (lewy bok), 1 x 120 mm (przód)
Wymiary: 530 x 195 x 531 mm

Cena: ok. 369 złotych

10. Corsair Carbide Clear 400C CaseCorsair Carbide Clear 400C Case

Corsairowi udało się stworzyć jedną z najmniejszych obudów, które pozwalają na wygodny montaż chłodzenia wodnego (nawet trzech chłodnic!). Obudowę perfekcyjnie wykonaną i pasującą do wnętrza nowoczesnego mieszkania. Dodatkowo, przeszklony panel boczny jest jednym z najbardziej przejrzystych, spotykanych w obudowach. To oczywista zaleta dla osób, które swojego peceta chcą wzbogacić o taśmy LED lub wentylatory z podświetleniem. Nie sposób nie wspomnieć także o wygodnych w czyszczeniu filtrach przeciwpyłowych, mocowanych na magnesach. Typ: Middle Tower
Standard płyty: Mini-ITX, microATX, ATX
Karty rozszerzeń: 7
Maks. długość grafiki: 370 mm
Zainstalowane wentylatory: 1 x 140 mm (przód), 1 x 120 mm (tył)
Opcjonalne wentylatory: 1 x 120/140 mm (przód), 2 x 120/140 mm (góra)
Wymiary: 464 x 215 x 425 mm

Cena: ok. 419 złotych

11. be quiet! Silent Base 600be quiet! Silent Base 600

Nazwa marki zobowiązuje. Obudowa od be quiet! oferuje doskonale przemyślany system przepływu powietrza i doskonałą jego cyrkulację, która nie tylko gwarantuje niskie temperatury, ale także ciszę. Panel boczny skonstruowano tak, by dodatkowo tłumił dźwięki z wnętrza obudowy. Wraz z Silent Base 600 dostajemy jedne z najlepszych na rynku wentylatory Pure Wings 2. Pomyślano nawet o gumowych szynach, które niwelują ewentualne drgania przenoszone z dysków talerzowych - a to dopiero początek. Innowacja goni tu innowację. Standard płyty: Mini-ITX, ATX, microATX
Karty rozszerzeń: 7
Maks. długość grafiki: 294 mm, 413 mm (bez górnych klatek HDD)
Zainstalowane wentylatory: 1 x 120 mm (tył), 1 x 140 mm (przód)
Opcjonalne wentylatory: 1 x 120 mm (lewy bok), 1 x 140 mm (dół), 2 x 140 mm (góra), 1 x 140 mm (przód)
Wymiary: 493 x 230 x 495 mm

Cena: ok. 469 złotych

12. Modecom Volcano V1Modecom Volcano V1

Modecom to nie tylko tani sprzęt dla graczy - to także urządzenia z wysokiej półki jakościowej, czego dowodem są doskonałe zasilacze z certyfikatemi 80 Plus Gold oraz obudowy, takie jak Modecom Volcano V1. Szukacie solidnej obudowy w formacie Big Tower, z opcją montażu płyt głównych extended ATX? Oto jedna z nich - w jej wnętrzu zamontujecie wszystko, o czym tylko sobie zamarzycie. Doskonałe możliwości aranżacji przestrzeni osiągnięto przez niemal całkowitą modularność, a o niskie temperatury dbać może nawet 7 wentylatorów (5 znajdziecie w zestawie). Typ: Big Tower
Standard płyty: EATX, microATX, ATX
Karty rozszerzeń: 8
Maks. długość grafiki: 350 mm
Zainstalowane wentylatory: 2 x 120 mm (góra), 1 x 140 mm (tył), 2 x 120 mm (przód)
Opcjonalne wentylatory: 2 x 120 mm (dół)
Wymiary: 560 x 240 x 590 mm

Cena: ok. 525 złotych

13. be quiet! Dark Base Pro 900be quiet! Dark Base Pro 900

Najlepsza obudowa z oferty jednego z najbardziej uznanych producentów sprzętu tego typu. Czy trzeba dodawać coś więcej? Obsługa każdego formatu płyty głównej, pełna modularność, nieograniczone możliwości montażu chłodzenia wodnego, fenomenalny wygląd i najwyższa jakość wykonania. Trudno wskazać tu jakieś braki - nawet panel boczny wykonano z hartowanego szkła. W be quiet! Dark Base Pro 900 zamontujecie nawet 10 wentylatorów i 15 dysków 2.5". Obudowa waży 14,35 kg, co jest potwierdzeniem solidności zastosowanych materiałów. Chcecie obudowy z najwyższej półki? Koniecznie weźcie pod uwagę tę konstrukcję. Typ: Full Tower
Standard płyty: EATX, XL-ATX, Mini-ITX, microATX, ATX
Karty rozszerzeń: 8
Maks. długość grafiki: 322 mm (z klatką HDD), 472 mm (bez klatek)
Zainstalowane wentylatory: 2 x 140 mm (przód), 1 x 140 mm (tył)
Opcjonalne wentylatory: 2 x 140 mm (dół), 4 x 120 mm (góra), 1 x 140 mm (przód)
Wymiary: 577 x 243 x 582 mm

Cena: ok. 949 złotych]]>
Testy Najbardziej polecane Gaming Wed, 11 Jan 2017 20:50:00 +0100
LG PH450UG - recenzja małego projektora o ultrakrótkim rzucie http://www.conowego.pl/testy/lg-ph450ug-recenzja-malego-projektora-o-ultrakrotkim-rzucie-20959/ Przed Wami projektor, który z odległości zaledwie 7 centymetrów jest w stanie rzucać obraz o... LG PH450UG, oprócz oczywiście kompaktowych wymiarów, jest tak zwany "krótki rzut", czyli technologia, która umożliwia rzucanie obrazu na ścianę lub ekran z odległości dosłownie kilku centymetrów. Klasyczne projektory potrzebują znacznie większej ilości przestrzeni do tego, aby wyświetlać obraz o odpowiednio dużej przekątnej. LG PH450UG z odległości 7,5 centymetra wyświetla obraz o przekątnej 40-cali. Przy ok. 30 centymetrach jest to już 80-cali, co jest raczej górną granicą w przypadku tego urządzenia.LG PH450UG - recenzjaTestowany projektor ultrakrótkiego rzutu znajdzie swoje zastosowanie nie tylko w małym mieszkaniu, gdzie wystarczy postawić go na półce przed ekranem. Ze względu na swoją podstawową cechę, a także kompaktowe wymiary i niewielką wagę, przyda się także pracownikom biznesowym i może okazać użyteczny w firmach, w których często wyświetla się prezentacje.LG PH450UG - recenzjaLG PH450UG zwraca uwagę swoją specyficzna konstrukcją. Próżno szukać tutaj obiektywu, którego miejsce zajęło prostokątne lustro, ustawione pod odpowiednim kątem. To właśnie od niego odbijany jest obraz, który następnie rzucany jest na ekran projekcyjny. Wszystko za sprawą panelu DLP oraz technologii LED RGB.LG PH450UG - recenzjaMaksymalna jasność obrazu wynosi tutaj 450 lumenów i o ile nie jest tu duża wartość w porównaniu do większych projektorów, to LG chwali się, że w tej klasie wielkościowej urządzeń nie znajdziemy nic jaśniejszego. Nie jest to niestety wartość wystarczająca, aby oglądać komfortowo filmy w pełnym świetle słonecznym i nie jest satysfakcjonująca, aby robić to w świetle dziennym, jeśli zależy nam na odpowiednio dobrych parametrach obrazu. Jednym słowem: coś za coś. Nie jest to typowy filmowy projektor do zastosowania w każdym warunkach, ale...LG PH450UG - recenzjaProjektor LG PH450UG ma mnóstwo funkcji, które czynią z niego idealne urządzenie przenośne i służące do wyświetlania seansów po zmroku. Przede wszystkim, gadżet ten ma wbudowaną baterię, która w trybie ekonomicznym (niższa jasność lampy) pozwala mu pracować nawet przez 2,5 godziny. Nocny seans latem w plenerze, wyświetlany na prześcieradle w środku lasu? Proszę bardzo. Szybka prezentacja w biurze, bez konieczności noszenia ze sobą zasilacza? Czemu nie. Sytuację dodatkowo poprawia obecność technologii Bluetooth, pozwalająca podłączyć do gadżetu bezprzewodowe słuchawki lub głośniki. Urządzenie obsługuje także technologie WiDi i Miracast, które umożliwiają przesyłać nań zawartość ekranu innych urządzeń mobilnych. No i to jest wygoda!LG PH450UG - recenzjaOprócz tych złącz i technologii, LG PH450UG dysponuje także portem HDMI z MHL, a także portem USB, pod który można podpiąć dowolny nośnik danych lub moduł Wi-Fi (także na zasilaniu bateryjnym). Rozmiar projektora i jego cena (ok. 2600 złotych) wymusza więcej kompromisów niż tylko relatywnie niewysoką jasność obrazu. Jest nią rozdzielczość. LG PH450UG rzutuje obraz o rozdzielczości 1280x720 pikseli, co na pewno nie usatysfakcjonuje wielu kinomanów. Ze znajomymi oglądaliśmy film rzutowany na ekranie o przekątnej mniej więcej 80-90 cali i... cóż, nie mogę powiedzieć, aby wyglądał on źle. Żadna z 4 oglądających osób nie narzekała na rozdzielczość. Jaki z tego morał? Ano morał z tego taki, że większość osób nie dostrzeże nawet różnicy, ale gdyby rozdzielczość była wyższa, to obraz byłby bardziej szczegółowy - tyle.LG PH450UG - recenzjaSamo przygotowanie projektora do rzutowania obrazu jest bardzo proste, choć pewną trudność może sprawić idealne wypoziomowanie projektora. Na blacie biurka, stołu, czy też półki nie jest to oczywiście problem, ale schody mogą zacząć się "w terenie". Gdy projektor leży już stabilnie, przesuwamy przełącznik na pozycję ON (uruchamia się błyskawicznie!), ustawiamy go w odpowiedniej odległości od ekranu, ustawiamy automatyczną korekcję trapezową (działającą całkiem nieźle w zakresie 30 stopni), podpinamy nośnik i voila. Działa. Od razu mówię, że rzutowanie obrazu na materiał typu prześcieradło jest... niezbyt komfortowe. Idealnie widać bowiem każdego jego zagięcie, każdą "falę" i doznania z seansu są przeciętne. Optymalną powierzchnią wydaje się specjalny ekran lub ściana. Ostrość obrazu reguluje się manualnie, pokrętłem "Focus".LG PH450UG - recenzja #break# Na użytkowników zaawansowanych czeka dość proste menu ustawień, w którym najlepiej wyłączyć na starcie tryb ekonomiczny i dopasować sobie odpowiednią temperaturę barwową. Opcji nie ma zbyt wiele i trudno się w nich pogubić, tym bardziej jeśli korzystaliście wcześniej np z telewizora marki LG. Nawigujemy w nich za pomocą niewielkiego dżojstika na urządzeniu.LG PH450UG - recenzjaLG PH450UG - recenzjaA jak się na tym ogląda filmy? No jest dokładnie tak jak napisałem wcześniej: po zmroku i w zupełnych ciemnościach jest w porządku. Po urządzeniu tak niewielkim trudno jest wymagać cudów, tym bardziej, że jest to projektor o dość szerokich zastosowaniach mobilnych i ogromnej zalecie w postaci ultrakrótkiego rzutu, a nie kombajn do wyświetlania filmów o każdej porze dnia. LG PH450UG radzi sobie jednak z filmami przyzwoicie, zapewniając satysfakcjonujący kontrast, bardzo przeciętną czerń, ale też całkiem niezłe kolory jak na projektor o tak małych gabarytach. Trudno zestawiać go z większymi braćmi, bo zostałby po prostu zjedzony na śniadanie. W swojej klasie jest natomiast naprawdę dobry i kładzie na łopatki dowolny pikoprojektor. Ultrakrótki rzut pozwala wykorzystywać go wszędzie tam, gdzie pełnowymiarowe, klasyczne projektory nie znalazłyby zastosowania.LG PH450UG - recenzjaInną ogromną zaletą jest niski poziom emitowanego hałasu - wentylator pracuje tu nienachalnie i naprawdę cicho. Spodziewałem się raczej pracy godnej odrzutowca, a spotkało mnie miłe zaskoczenie. Obsługę urządzenia uprzyjemnia dołączony w zestawie, bardzo funkcjonalny pilot. PH450UG posiada również głośniki stereo, ale korzystałbym z nich wyłącznie w sytuacjach podbramkowych lub w trakcie wyświetlania prezentacji multimedialnych. Do filmów po prostu niezbyt się nadają.LG PH450UG - recenzjaWarto wspomnieć, że na amatorów kina czeka dwa razy droższy model oferujący krótki rzut - LG PH1000U o jasności 1000 lumenów i rozdzielczości Full HD za 5000 złotych. Nie miałem go okazji testować, ale większa jasność wydaje się eliminować jedyny "mankament" testowanego modelu i wszystkie towarzyszące mu konsekwencje, związane z niedostatkami wyświetlanego obrazu.
Mocne strony: Słabe strony:
--
- ultrakrótki rzut idealny w małych pomieszczeniach
- niewielkie wymiary, niska waga - spora mobilność
- najjaśniejszy w swojej klasie (450 lumenów)
- obecność Bluetooth, Miracast i WiDi
- złącze USB oraz HDMI z MHL
- mnogość obsługiwanych formatów wideo
- głośniki stereo
- satysfakcjonująca jakość obrazu
- cicha praca wentylatora
- niezły akumulator

- wydajność zadowala głównie po zmroku
- niezbyt wysoki kontrast
- przeciętna czerń
- tylko 1280x720 pikseli
Cena w dniu publikacji testu: ok. 2600 złotych.]]>
Testy Najbardziej polecane Sat, 07 Jan 2017 16:10:00 +0100
Steelseries Arctis 5 vs Ozone Ekho H80 - pojedynek słuchawek dla graczy http://www.conowego.pl/testy/steelseries-arctis-5-vs-ozone-ekho-h80-pojedynek-sluchawek-dla-graczy-20783/ Postanowiliśmy skonfrontować ze sobą słuchawki dla graczy Steelseries Arctis 5 oraz Ozone Ekho H80....
Steelseries Arctis 5 -- Ozone Ekho H80 RGB
Dźwięk:
Impedancja:
Pasmo przenoszenia:
Przetworniki:
Wtyczka:
Mikrofon:
Kompatybilność:
DTS 7.1 Surround Sound
32 Ohm
20-22000 Hz
40 mm
USB / jack 3.5 mm
dwukierunkowy
Windows/Mac/PlayStation/Xbox/Android/iOS

7.1
32 Ohm
10-20000 Hz
53 mm
USB
jednokierunkowy
Windows

Steelseries Arctis 5 recenzja
Ozone Ekho H80 RGB recenzja
Cena: 499 złotych 389 złotych

Zawartość opakowania

Słuchawki dla graczy powinny oferować coś ekstra. Umówmy się, że "to nie są tanie rzeczy" i każdy lubi otrzymywać w zestawie jakieś fajne akcesoria. Na co możemy liczyć w tym przypadku? Steelseries Arctis 5 Powiedzieć, że SteelSeries rozpieszcza nabywców Arctisów 5 to jak nie powiedzieć nic. Po otwarciu pudełka dosłownie oniemiałem. Oprócz słuchawek znalazłem w nim dwa ładne listy skierowane do nabywcy, odpinany kabelek sygnałowy, przejściówkę do jacka 3,5 mm, oraz niewielki pilot stacjonarny z pokrętłem ChatMix i z końcówką USB, do którego wpinamy słuchawki, jeśli chcemy skorzystać z opcji USB. Ponadto, do zestawu dorzucono naklejki, a nawet... pendrive'a przypominającego wyglądem kartę kredytową. Brakowało tylko fajnego pokrowca. O obecności instrukcji nie wspominam - to chyba żadna atrakcja? Cena Steelseries Arctis 5 wynosi 499 złotych.Steelseries Arctis 5Ozone Ekho H80 RGB W pudełku ze słuchawkami Ozone Ekho H80 RGB, oprócz naszego głównego obiektu zainteresowania, znajdziemy... cóż, głównie powietrze. Pomijam oczywiście broszurkę ze skróconą instrukcją obsługi. Ozone nas nie rozpieszcza w tym aspekcie, ale nie zwiastuje to przecież niczego złego. Dla niektórych dodatkowe gadżety to po prostu zbytek. Mniejsza ilość "bajerów" znajduje odzwierciedlenie w niższej cenie urządzenia. Ta wynosi 389 złotych.Ozone Ekho H80 RGBZwycięzca: Steelseries Arctis 5

Wygląd, budowa i jakość wykonania

Jakie powinny być słuchawki dla gracza od strony budowy? Przede wszystkim solidne i trwałe - gracze w końcu znani są z tego, że "katują" swój sprzęt do upadłego. Muszą być również wygodne - w końcu przed monitorem spędzamy często długie godziny. Wreszcie, winny zostać rozsądnie zaprojektowane, bo nie ma nic bardziej irytującego niż mikrofon znajdujący się na wysokości nosa lub pałąk, którego regulacja jest tak trudna, że aż irytująca. Zestaw słuchawkowy dla gracza powinien być także po prostu... ładny! Bohaterowie dzisiejszego testu pochodzą do kwestii konstrukcji w zupełnie odmienny od siebie sposób. Steelseries Arctis 5 Szał, szyk, moda, wow. Steelseries Arctis 5 to słuchawki minimalistyczne, eleganckie i bardzo, ale to bardzo zgrabne. Nie ma tutaj wielkich napisów i krzykliwych kolorów - wszystko jest podane ze smakiem i wprawne oko szybko znajdzie w konstrukcji headsetu wiele ładnych akcentów. Słuchawki nigdzie nie chwalą się, że są produktem typu "premium", ale tak właśnie wyglądają.Steelseries Arctis 5Z zewnątrz słuchawki pokryte są matowym, czarnym, miłym w dotyku tworzywem. Na obu muszlach znajdziemy białe, podświetlane logo producenta, a także drugi podświetlany element - niewielką obwódkę otaczającą każdy nausznik. Kolor podświetlenia wybieramy z szerokiej palety barw RGB. Próżno tu szukać skóry - poduszki muszli o średniej wielkości wykonano tu z miękkiej w dotyku, przewiewnej tkaniny. Z tkaniny wykonano także gumowy pasek pokryty tkaniną (identyczny jak ten znany z gogli narciarskich!), pełniący rolę pałąka przylegającego od góry do głowy.Steelseries Arctis 5Zastąpił on zawieszenie znane ze słuchawek SteelSeries z serii Siberia. Jest to rozwiązanie nieco mniej wygodne, ale... wciąż komfortowe w codziennym, długotrwałym użytkowaniu. Niezbyt wygodna jest natomiast jego regulacja. Domyślny, czarno-biały pasek można wymienić na inny, choć za tego typu akcesorium przyjdzie nam zapłacić 90 złotych.Steelseries Arctis 5Steelseries Arctis 5Muszle skrywają w sobie 40 milimetrowe przetworniki - identyczne, jakie znajdziemy w tańszym modelu Arctis 3 i droższym Arctis 7. Nauszniki nie zakrywają całkowicie ucha, przez co nie tłumią najlepiej odgłosów otoczenia. Na lewym nauszniku umieszczono pokrętło do regulacji głośności, któremu towarzyszy przycisk wyłączania mikrofonu. Jest tam także gniazdo minijack, wyjście micro USB oraz wysuwany mikrofon.Steelseries Arctis 5Ozone Ekho H80 RGB Ozone Ekho H80 RGB zwracają uwagę swoim rozmiarem. Zestaw słuchawkowy waży słuszne 380 gramów, co czyni go znacznie cięższym od zgrabnych Arctisów 5. Na szczęście, ze względu na swoją konstrukcję, jest to headset bardzo wygodny.Ozone Ekho H80 RGBLwia część Ekho H80 wykonana została z solidnego plastiku, pokrytego cienką warstwą gumowanego tworzywa. Pałąk obszyto materiałem skóropodobnym, a od jego wewnętrznej strony umieszczono dodatkowo trzy niewielkie poduszki. To właśnie dzięki nim, nawet po kilku godzinach użytkowania, nie czujemy ucisku zestawu na wierzchnią część głowy.Ozone Ekho H80 RGBO komfort małżowin usznych dbają ogromne nauszniki, skrywające w sobie głośniki z membranami o średnicy aż 53 milimetrów. Bez problemu są w stanie zmieścić wewnątrz nawet pokaźnych rozmiarów ucho. Do głowy w okolicach ucha przylega natomiast pokryta skóropodobnym tworzywem, ładnie obszyta muszla, która skrywa w sobie materiał podobny do pianki memory foam.Ozone Ekho H80 RGBOzone Ekho H80 RGB nie są może tak ładne jak SteelSeries Arctis 5, ale po paru godzinach użytkowania - odrobinę wygodniejsze. Regulacja pałąka jest bardzo precyzyjna i możliwa dzięki zastosowaniu dobrej jakości szyny, wykonanej z grubego kawałka metalu.Ozone Ekho H80 RGBPodświetlane są tutaj zarówno grafiki na obu muszlach, jak i umieszczony na kabelku wielofunkcyjny pilot. Ba, producent nie zapomniał nawet o podświetleniu końcówki umieszczonego w lewej muszli, wysuwanego mikrofonu. Podświetlenie pilota oraz nauszników można regulować w zakresie 16,8 mln barw. Mikrofon zawsze świeci się na ten sam kolor - w zależności od tego czy jest włączony, czy nie. Zwycięzca: Remis #break#

Funkcje

Steelseries Arctis 5 są szalenie uniwersalne. Możemy podłączyć je do smartfona lub karty dźwiękowej za pomocą przejściówki jack 3,5 mm. Gdy słuchami muzyki ze smartfona przydatną funkcją okazuje się regulacja głośności na jednym z nauszników. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby słuchawki podpiąć do konsoli, komputera stacjonarnego lub laptopa poprzez kabelek USB, korzystając przy okazji z pilota biurkowego. Wreszcie, za pośrednictwem złącza mini jack można podpiąć headset także do... innych słuchawek Arctis i współdzielić w ten sposób muzykę ze znajomymi. Kabelki można na czas transportu odpiąć, co jest sporą zaletą, jeśli często podróżujemy. Regulowane podświetlenie RGB prezentuje się tu doskonale i jest miłym dodatkiem. Użytkownik może wybrać podświetlenie niezależnie dla każdej słuchawki.Steelseries Arctis 5Ozone Ekho H80 RGB współpracują wyłącznie z komputerami osobistymi. Obecność wtyczki USB pozwala podpiąć je do dowolnego komputera stacjonarnego oraz laptopa wyposażonego w system Windows XP lub nowszy. Na 2 metrowej długości kabelku znajduje się wygodny w obsłudze pilot, z poziomu którego regulować można głośność, a także szybko wyciszyć headset oraz włączyć lub wyłączyć mikrofon. Kabelek niestety nie jest odpinany. Ozone Ekho H80 RGBposiadają piękne, subtelne podświetlenie - wybierać możemy z palety 16,8 miliona barw.Ozone Ekho H80 RGBZwycięzca: SteelSeries

Oprogramowanie

Firma SteelSeries przyzwyczaiła mnie już do bardzo dobrej jakości oprogramowania. Soft dla Arctisów 5 nie jest zbyt rozbudowany, ale zawiera wszystkie niezbędne opcje. Jest przede wszystkich bardzo schludny, czytelny i intuicyjny. Wszystkie opcje zawarte są na zaledwie jednej karcie. Dzięki temu nikt nie poczuje się zagubiony i nikt nie będzie miał najmniejszych problemów z nawigowaniem. Oprogramowanie pozwala ustawić nawet niezależny kolor podświetlenia dla każdej ze słuchawek oraz wybrać opcję płynnego przejścia z jednego koloru w inny, pulsowania barw i kilku innych podobnych. Nie zabrakło opcji usuwania akustycznego szumu rejestrowanego przez doskonały dwukierunkowy mikrofon oraz możliwości wyłączenia dźwięku 7.1 w sytuacji, gdy chcemy posłuchać muzyki. Zawiódł mnie nieco niezbyt rozbudowany, 5-suwakowy equalizer.steelseries arctis 5 softOprogramowanie firmy Ozone bywa różne, ale w przypadku Ozone Ekho H80 RGB stoi na dobrym poziomie. Wprawdzie ustawienia rozmieszczone są chaotycznie i sprawne poruszanie się po menu wymagana nieco wprawy, to opcji jest całe zatrzęsienie. Mamy tutaj możliwość aktywowania dynamicznych basów, normalizacji głośności, wzmocnienia dźwięku przestrzennego oraz dostosowania dźwięku surround do swoich preferencji. Oczywiście im więcej ulepszaczy, tym gorzej podczas odsłuchu muzyki. Cieszy obecność całkiem rozbudowanego equalizera, a także możliwość łatwej regulacji podświetlenia słuchawek. W oprogramowaniu jest też śmiesznostka w postaci możliwości zmiany „w locie” swojego głosu (np. podczas rozmowy) na głos imitujący dinozaura (sic!), czy też przedstawiciela (lub –ki) przeciwnej płci.Zwycięzca: Remis

Jakość dźwięku

SteelSeries Arctis 5 Słuchawki SteelSeries Acrtis 5 (podobnie jak inne modele z tej serii) podpięte za pośrednictwem złącza USB oferują dźwięk przestrzenny w formacie DTS 7.1 Surround Sound. Niestety, jest on dostępny wyłącznie w systemie Windows 7 i nowszych. Posiadacze konsol i komputerów Mac OS obejdą się smakiem. W praktyce dźwięk jest fenomenalny - donośny i pozwalający perfekcyjnie określić lokalizację źródła, z którego dobiega. Ma to niebagatelne znaczenie w grach wideo, gdzie pozwoli bez problemu zlokalizować przeciwnika. Przestrzeń jest naprawdę duża i grając mamy naprawdę wrażenie siedzenia w środku akcji. Nawet niezbyt muzykalne osoby będą w stanie lokalizować odgłosy w pełnym zakresie 360-stopni.Steelseries Arctis 5Pomimo, że słuchawki są idealnie skonfigurowane pod gry, trochę zabawy z equalizerem pozwoli zaawansowanym użytkownikom wydobyć z nich pełnię potencjału także jeśli chodzi o muzykę. W połączeniu z dobrą kartą dźwiękową w komputerze lub wzmacniaczem w smartfonie, brzmią świetnie jak na słuchawki gamingowe. Nie brakuje im przestrzeni, basy nie są zbyt nachalne, środek pasma (wokale) należycie eksponowany - mi się naprawdę podobało. Nawet w trybie USB jest nieźle, ale ponownie, wymaga to odrobiny gimnastyki z ustawieniami. Ostrzegam: out of the box szału nie będzie.Steelseries Arctis 5Ozone Ekho H80 RGB Ozone Ekho H80 oferują graczowi wirtualny dźwięk surround w formacie 7.1. Pozwala on w precyzyjny sposób lokalizować przeciwników w grach, bez względu na kierunek, z którego nadchodzą. Testowane w Overwatchu i Battlefieldzie 1 słuchawki spisywały się na medal. Właśnie tego oczekiwałbym od słuchawek sprzedawanych w cenie 389 złotych. Ozone Ekho H80 grają odczuwalnie głośniej niż Arctisy 5. Ustawienie głośności na 75% w wielu przypadkach może zakończyć się przekroczeniem progu bólu.Ozone Ekho H80 RGBMuszę przyznać, że podczas słuchania muzyki subiektywnie bardziej podobało mi się brzmienie Arctisów 5. Dźwięk wydawał mi się bardziej naturalny. W Ozone Ekho H80 nawet po obowiązkowym wyłączeniu wszystkich "ulepszaczy" w oprogramowaniu, miałem wrażenie że dźwięki w muzyce brzmią momentami sztucznie. Jednocześnie jednak, tym razem już obiektywnie, doceniam dobrą ekspozycję pasma średniego, mocniejsze i cieplejsze niż w przypadku Arctisów basy (bardziej dudniące - wiele osób takie właśnie lubi), choć zauważam nieco mniejszą dynamikę dźwięków.Ozone Ekho H80 RGBW grach oba zestawy spisują się tak samo dobrze. W przypadku muzyki - wiele zależy od indywidualnych preferencji. Takie rzeczy po prostu wypada sprawdzić podczas odsłuchu. W przypadku muzyki instrumentalnej - wygrywają Arctisy, w przypadku muzyki typowo imprezowej - stawiałbym na Ekho H80. Zwycięzca: Remis

Podsumowanie

Jeżeli patrzeć na zwycięstwa w poszczególnych kategoriach, to w pojedynku zwyciężyły słuchawki Steelseries Arctis 5 (5:3). Są urządzeniem o wiele bardziej uniwersalnym – można je podpiąć także pod konsole oraz do smartfonów - i nieco ładniejszym. Ozone Ekho H80 są jednak odrobinę wygodniejsze podczas długotrwałego użytkowania, a to jedna z najważniejszych cech słuchawek dla graczy. Oba urządzenia cechują się wysokiej jakości wykonaniem oraz dobrym oprogramowaniem. Żaden z headsetów nie zawodzi jeśli chodzi o jakość dźwięku i oba możemy śmiało polecić wymagającym graczom – obsługa dźwięku przestrzennego w formacie 7.1 jest w końcu nie do przecenienia. Jeśli będziecie wybierać pomiędzy SteelSeries Arctis 5 oraz Ozone Ekho H80 i rozpatrywać wszelkie „za” i „przeciw”, być może zechcecie wziąć pod uwagę cenę obu zestawów. SteelSeries Arctis 5 kupimy za 499 złotych, podczas gdy Ozone Ekho H80 znaleźć można już za 389 złotych.
Steelseries Arctis 5 --------------------------- Ozone Ekho H80
Mocne strony: - Słabe strony: -- Mocne strony: - Słabe strony:
- szeroka kompatybilność
- design
- dobre brzmienie
- dźwięk DTS 7.1
- jakość wykonania
- liczne akcesoria
- świetny mikrofon
- podświetlenie RGB
- dobre oprogramowanie
- DTS tylko na Windows
- niezbyt duże muszle
- niezłe brzmienie
- dźwięk 7.1
- solidna budowa
- wygodna konstrukcja
- jakość wykonania
- dobry mikrofon
- podświetlenie RGB
- dobre oprogramowanie
- tylko USB
- niska kompatybilność
Steelseries Arctis 5 recenzja Ozone Ekho H80 RGB recenzja
]]>
Testy Najbardziej polecane Sat, 24 Dec 2016 09:00:00 +0100
Lenovo YOGA Book - recenzja urządzenia stworzonego dla studentów http://www.conowego.pl/testy/lenovo-yoga-book-recenzja-urzadzenia-stworzonego-dla-studentow-20753/ Lenovo nie ustaje w podążaniu własną, unikalną ścieżką jeśli chodzi o projektowanie urządzeń... Lenovo YOGA Book sprzedawana jest w wersjach z systemem Windows 10 oraz Android 6.0. Bardzo się cieszę, że w moje ręce trafiła wersja z Windowsem 10. Dlaczego? Bo to właśnie ten system wykorzystuje moim zdaniem pełnię potencjału zastosowań, jakie daje Lenovo YOGA Book i jego unikalne funkcje. Wychodzę z założenia, że urządzenia 2w1 powinny stawiać na produktywność, a do tego Android się zdecydowanie nie nadaje.Lenovo YOGA Book - recenzjaCzym jest więc Lenovo YOGA Book? Powiedziałbym, że jest to idealne urządzenie dla każdego studenta. Dlaczego? Cóż, powodów jest kilka. Konstrukcja urządzenia, a konkretnie jego bransoletowy zawias, pozwala obracać dotykowy ekran IPS o przekątnej 10,1-cala (i rozdzielczości 1920x1080 pikseli) w taki sposób, aby błyskawicznie móc przekształcić urządzenie w cieniutki (9,6 mm) tablet.Lenovo YOGA Book - recenzjaJasność wyświetlacza wynosi zadowalające 405 cd/m2. Nie jest to wartość niesamowicie duża, ale wystarczająca do komfortowej pracy w niemal każdych warunkach.Lenovo YOGA Book - recenzjaW urządzeniu jest dostępna także klawiatura, która nie jest jednak rozwiązaniem typowo fizycznym. Halo Keyboard to w istocie klawiatura wirtualna - przyciski aktywujemy jednak nie na ekranie urządzenia a na specjalnej płytce, znajdującej się w miejcu, w którym zazwyczaj znajdziemy fizyczną klawiaturę. Każdy z przycisków jest ładnie podświetlany, a ich aktywację sygnalizują wibracje (co można wyłączyć). Niestety, wibracje pojawiają się z delikatnym opóźnieniem, a jeśli próbujemy pisać bardzo szybko - niektóre wibracje w ogóle się nie pojawiają. Korzystanie z tego rodzaju klawiatury wymaga odrobiny przyzwyczajenia, jednak jest nieporównywalnie wygodniejsze niż korzystanie z klawiatury ekranowej.Lenovo YOGA Book - recenzjaKomfort korzystania jest jednak nieco niższy od komfortu korzystania z klawiatury membranowej z niewielkim skokiem. Nie zrozumcie mnie źle - jest w porządku, jednak do pisania długich artykułów lepsza będzie normalna klawiatura. Pod klawiaturą znajduje się także niewielki touchpad. Halo Keyboard daje jednak jeszcze jedną, bardzo istotną i szalenie praktyczną możliwość.Lenovo YOGA Book - recenzjaPowierzchnię klawiatury jednym przyciśnięciem można zamienić w powierzchnię do rysowania i wykonywania odręcznych notatek! W zestawie z Lenovo YOGA Book znajduje się bowiem doskonały stylus RealPen, który rozpoznaje aż 2048 poziomów nacisku. Można nim także operować na ekranie urządzenia, choć notowanie i rysowanie jest zdecydowanie wygodniejsze z poziomu Halo Keyboard, gdyż ta przestaje wtedy reagować na dotyk, co umożliwia wygodne położenie na niej nadgarstka. Czy to wszystko? Skądże znowu!Lenovo YOGA Book - recenzjaLenovo dołącza w zestawie także trzy wymienne końcówki do stylusa, zawierające atrament. Zaintrygowani? Otóż na Halo Keyboard wystarczy położyć kartkę papieru w formacie A5, wymienić końcówkę stylusa na akcesoryjną i... wykonywać w ten sposób zarówno odręczne notatki, jak i zapisywać je na bieżąco w formie cyfrowej w pamięci urządzenia. Po prostu czad! Gdy korzystamy z YOGA Book z systemem Android, w tym trybie możemy nawet wyłączyć wyświetlacz urządzenia, aby oszczędzać jego baterię. Niestety, w wersji z systemem Windows brakuje tej, bardzo przydatnej funkcji. Kolejnym atutem Lenovo YOGA Book jest jego budowa. Wspomniałem już, że obudowa charakteryzuje się niewielką grubością na poziomie 9,6 mm. Doliczcie do tego wagę na poziomie 685 gramów i fakt, że jest w całości magnezowo-aluminiowa. Całość prezentuje się obłędnie, a zajmuje przy tym mniej miejsca w torbie, niż 32 kartkowy zeszyt.Lenovo YOGA Book - recenzjaLenovo YOGA Book - recenzjaRobi się zbyt słodko, to może dla odmiany trochę ponarzekam? Żaden problem. Przede wszystkim, zabrakło mi tutaj nowoczesnego złącza USB Typu C. W urządzeniu tej klasy, po prostu mogłoby być obecne. Coraz więcej urządzeń korzysta z tego standardu i Lenovo powinno nadążać za tego typu trendami, zwłaszcza w tak szykownym urządzeniu. #break# Zamiast tego portu mamy tutaj micro USB, za pośrednictwem którego ładujemy urządzenie (ładowarka jest notabene niewiele większa niż taka dla smartfona!), micro HDMI, mini Jack, gniazdo na kartę nanoSIM (tak, tak, jest obsługa LTE), gniazdo kart pamięci micro SD i... tyle. Dużo to czy mało? Wystarczająco w tego rodzaju urządzenie. Ponadto urządzenie oferuje łączność Wi-Fi 802.11 n oraz Bluetooth 4.1.Lenovo YOGA Book - recenzjaLenovo YOGA Book - recenzjaO wydajność urządzenia dba procesor Intel Atom X5-Z8550, współpracujący z 4 GB pamięci RAM. Za wyświetlanie grafiki odpowiedzialny jest zintegrowany układ Intel HD Graphics 4000. Jak widzicie nie jest to urządzenie, które dostarczy wydajności niezbędnej do w pełni płynnej obsługi programów graficznych lub renderowania wideo, ale do zastosowań biurowych nadaje się idealnie. Film w Full HD + parę kart w przeglądarce nie stanowią dla YOGA Book na szczęście żadnego wyzwania. Niezbyt wydajne podzespoły pomagają jednak brylować urządzeniu w innej, znacznie ważniejszej moim zdaniem kwestii.Lenovo YOGA Book - recenzjaLenovo YOGA Book zawstydza konkurentów czasem pracy na baterii. Tak, tak - właśnie tego powinno się oczekiwać od urządzeń 2w1. Długiego czasu pracy na baterii. A tutaj Lenovo YOGA Book ma niewielką konkurencję. Lenovo przyzwyczaiło nas już do tego, że w swoich "wynalazkach" mocno akcentuje długość czasu pracy na baterii, więc i w tym przypadku po prostu nie mogło być inaczej. Bateria o pojemności 8500 mAh pozwoliła surfować po Internecie z przygaszonym do 50% ekranem (ok. 180 nitów) i włączonym Wi-Fi przez 9 godzin i 56 minut. Co Wy na to? Nawet mój Chromebook nie osiąga takiego rezultatu. Ba, nie spodziewajcie się, aby Microsoft Surface 3 był w stanie przepracować tak długi czas.Lenovo YOGA Book - recenzjaW parze z powyższym szła dobra ergonomia urządzenia. To nie nagrzewało się do wysokich temperatur nawet podczas intensywnej pracy, dając możliwość komfortowego wykonywania powierzanych mu zadań. Lenovo YOGA Book ma kamerki o rozdzielczości 8 i 2 megapikseli, ale mówiąc szczerze zupełnie zlekceważyłem ich obecność. Ta przednia z pewnością nadaje się do wideorozmów, a tylna ZAPEWNE do tego, do czego nadaje się większość kamer w tabletach i urządzeniach 2w1. Nie zabrakło niezłej jakości mikrofonu, a także dwóch głośniczków, umieszczonych po bokach urządzenia. O dobiegających z nim dźwięku można powiedzieć krótko: jak na urządzenie o tak niewielkiej grubości, jest po prostu dobrze.Lenovo YOGA Book - recenzjaDrobnym mankamentem dla niektórych użytkowników może okazać się rodzaj zastosowanej pamięci. Nie znajdziemy tu bowiem dysku SSD, a jedynie 64 GB pamięci eMMC. Nie jest to pamięci najszybsza (przy kopiowaniu dużych plików ok. 30 MB/s), ale parametry transferów nie odbiegają tutaj tym, które charakteryzują dyski talerzowe. Osobiście nie odczuwałem z tego tytułu żadnych nieprzyjemności – na urządzeniu tego rodzaju rzadko raczej kopiuje się pliki o dużych rozmiarach. Prędkość uruchamiania się systemu była w pełni satysfakcjonująca. Wbudowaną pamięć można zwiększyć bez problemu za pośrednictwem karty pamięci micro SD o kolejne 128 GB.Lenovo YOGA Book - recenzjaLenovo YOGA Book – czy warto kupić? YOGA Book jest z pewnością urządzeniem godnym uwagi. Moim zdaniem przypadnie do gustu większości studentów, którzy szukają lekkiego, mobilnego urządzenia z systemem Windows, które wykorzystają jako nowoczesny i praktyczny notatnik podczas wykładów i zajęć. Klawiatura Halo Keyboard pozwala, dzięki dołączonemu w zestawie rysikowi RealPen, wykonywać w wygodny sposób odręczne notatki i rysunki. Wymienne wkłady z atramentem pozwolą je wykonywać nawet na papierze, a przy okazji zapisywać także w pamięci urządzenia! Z drugiej jednak strony, nie zapewnia ona tak wysokiego komfortu pisania długich tekstów za pomocą palców, jakie zapewniłaby klawiatura fizyczna. Dodatkowym atutem na niejednej uczelni może okazać się gniazdo na kartę nanoSIM i obsługa łączności LTE.Lenovo YOGA Book - recenzjaLenovo YOGA Book to urządzenie efektowne, eleganckie, zgrabne i bardzo dobrze wykonane. Można z niego korzystać tak samo wygodnie w trybie laptopa, jak i tabletu. Posiada istotną chyba dla każdego z nas cechę, która powinna być kluczową dla wszystkich tego typu urządzeń: oferuje bardzo długi czas pracy na baterii. 10 godzin pracy z włączonym Wi-Fi to doskonały rezultat jak na hybrydę tabletu z laptopem. Niestety, ze względu na niską wydajność (procesor Intel Atom), Lenov YOGA Book nie okaże się przydatny dla osób, które na co dzień potrzebują nieco większej mocy obliczeniowej.
Mocne strony: Słabe strony:
--
- najładniejszy z hybrydowych laptopów
- laptop, tablet i notatnik w jednym
- niebywale lekka, mobilna konstrukcja
- magnezowo-aluminiowa obudowa
- świetna jakość wykonania
- bardzo użyteczny, precyzyjny stylus
- zaskakująco długi czas pracy na baterii
- podświetlenie "klawiszy"
- wersja z Windows 10 i Androidem 6.0 do wyboru
- doskonały sprzęt dla studenta

- brak USB Typu C
- niezbyt wydajny procesor
- klawiatura raczej do okazjonalnego pisania
Cena Lenovo YOGA Book w dniu publikacji testu: 3199 złotych. Lenovo YOGA Book recenzja]]>
Testy Najbardziej polecane Thu, 22 Dec 2016 09:00:00 +0100
Technologie w służbie jamy ustnej - irygator i szczoteczka soniczna Panasonic http://www.conowego.pl/testy/technologie-w-sluzbie-jamy-ustnej-irygator-i-szczoteczka-soniczna-panasonic-20683/ Rozwój technologii dotyka wszystkie dziedziny naszego życia. Na ogół śledzimy nowinki w świecie...

Soniczna szczoteczka Panasonic EW-DM81

Soniczne szczoteczki zaczęto produkować na dużą skalę już w 1992 roku. Stanowiły one zawsze lepszy wariant szczoteczki elektrycznej. Zwykłe szczoteczki elektryczne to szczoteczki obrotowe, które w ciągu 1 minuty mogą wykonać ok. 10 000 ruchów. Szczoteczki soniczne to szczoteczki wibrująco-pulsacyjne, które wykonują 31 000 tego rodzaju ruchów w tej samej jednostce czasu. Według badań szczoteczki tego rodzaju usuwają nawet 6 razy więcej płytki nazębnej niż szczoteczki manualne i 2 razy więcej niż zwykłe szczoteczki elektryczne.Panasonic EW-DM81Panasonic EW-DM81 przekonał mnie do siebie przede wszystkim bardzo drobnym, delikatnym włosiem, dostępnym w obu końcówkach (zwykła i precyzyjna) dołączonych w zestawie. Dzięki średnicy włosia na poziomie ok. 0,02 mm jest w stanie ono czyścić nie tylko zęby, ale wnikać także do kieszonek dziąsłowych na głębokość do 3 milimetrów. Pozwala to uniknąć chorób takich jak paradontoza, czyli tzw. "zaniku dziąseł", pojawiającego się często w wyniku osadzania się kamienia nazębnego u podstawy zęba.Panasonic EW-DM81Wibracje soniczne przy tym są znacznie delikatniejsze dla szkliwa - włosie czyści dokładniej bez konieczności wywierania dużego nacisku na zęby i dziąsła.Panasonic EW-DM81Szczoteczka posiada ponadto dwa tryby szczotkowania - tryb normalny oraz "soft", czyli delikatniejszy. Jeśli chcemy, możemy zacząć właśnie od trybu delikatniejszego, z czasem przechodząc w tryb normalny. Wbudowany 30-sekundowy czasomierz ułatwi dodatkowo liczenie czasu poświęconego na szczotkowanie.Panasonic EW-DM81Szczoteczka do zębów Panasonic EW-DM81 jest bardzo stylowa i elegancka. Matowa biel ładnie współgra ze smukłą linią urządzenia. Rozmiary szczoteczki są naprawdę ultrakompaktowe (14,4 x 2,7 x 2,3 mm) - urządzenie jest niewiele grubsze niż pióro i waży zaledwie 55 gramów.Panasonic EW-DM81Jedynym mankamentem wizualnym są nadrukowane na "odwrocie" napisy, których producent mógł tam po prostu nie umieszczać. W zestawie znajdziemy także niewielką ładowarkę podstawkową. Na jednym ładowaniu szczoteczka jest w stanie przepracować ok. 35 minut. Producent określa żywotność akumulatora na 3 lata.Panasonic EW-DM81Cena szczoteczki Panasonic EW-DM81 wynosi ok. 299 złotych.

Irygator Panasonic EW1411

Irygator to gadżet uzupełniający w pewien sposób działanie szczoteczki do zębów. Dzięki niemu można w delikatny sposób czyścić przestrzenie między zębami z resztek pokarmu, a także usuwać kamień zalegający w kieszonkach dziąsłowych. W skrócie? To taka niewielka sprężarka, pomagająca strzelać powietrzem zmieszanym z wodą, pod dużym ciśnieniem. #break# Irygator pomoże z pewnością osobom, które borykają się z problemem krwawiących dziąseł lub miewają zapalenie dziąseł, powodowane właśnie przez nadmiar kamienia lub bakterie gromadzące się w kieszonkach dziąsłowych. Dodatkową zaletą korzystania z irygatora jest masowanie dziąseł, poprawiające ich stan.Panasonic EW1411Podobnie jak soniczna szczoteczka do zębów, irygator Panasonic EW1411 zasilany jest akumulatorowo, co pozwala go zabrać bez ładowarki w dowolną podróż. Pełne naładowanie akumulatora zapewnia ok. 15 minut pracy urządzenia.Panasonic EW1411Podobnie jak szczoteczka soniczna, irygator został wykonany schludnie, estetycznie i elegancko. Posiada zintegrowany zbiornik na wodę lub płyn irygacyjny, który zamykany jest za pomocą odpowiedniej uszczelki. W zestawie znajdują się dwie dysze, które po osadzeniu na górnej części urządzenia pozwalają rozpocząć zabieg.Panasonic EW1411Panasonic EW1411Niewielki panel na urządzeniu pozwala wybrać odpowiedni tryb pracy irygatora. Tryb Interdental pozwala czyścić przestrzenie międzyzębowe lekkim strumieniem wody, tryb JET aktywuje mocniejszy strumień, tryb Air In wspomaga czyszczenie kieszonek przyzębowych, a Air In Soft pozwoli delikatnie masować dziąsła.Panasonic EW1411Co tu dużo mówić, irygator to taka wykałaczka XXI wieku. Nieszkodliwy dla zębów, otacza dodatkową opieką także dziąsła. Stanowi na prawdę praktyczne uzupełnienie funkcji szczoteczki do zębów, która nie zawsze jest w stanie doczyścić jamę ustną w idealny sposób. Irygator Panasonic EW1411 kosztuje obecnie ok. 285 złotych. Podsumowanie Z poprzedniej szczoteczki elektrycznej korzystałem niechętnie (wolałem tradycyjną, bo mogłem myć zęby delikatniej), ale soniczna szczoteczka do zębów skutecznie mnie do siebie przekonała. Panasonic EW-DM81 jest po prostu fajnym gadżetem. O jego skuteczności przekonam się przy okazji kolejnej wizyty u dentysty, ale już teraz wiem, że czyści zęby delikatnie, a końcówki dołączone w zestawie nie powodują krwawienia dziąseł – to mi wystarczy. Przemawiają do mnie też liczby – 31 000 ruchów na minutę… nieźle! Ile zrobimy „kółek” w minutę szczoteczką tradycyjną? ;) Irygator stanowi dobre uzupełnienie szczoteczki. Jeśli ktoś ma problemy z próchnicą lub krwawiącymi dziąsłami, koniecznie powinien zaopatrzyć się w taki gadżet. Jego cena wydaje się z pozoru wysoka, ale mówi się przecież, że zdrowie jest bezcenne i nie należy na nim oszczędzać, prawda?

Panasonic EW1411

Panasonic EW-DM81

Panasonic EW1411 Panasonic EW-DM81
Panasonic EW1411 Panasonic EW-DM81]]>
Testy Najbardziej polecane Sat, 17 Dec 2016 11:10:00 +0100
LG 31MU97Z - recenzja. O takim monitorze marzą graficy http://www.conowego.pl/testy/lg-31mu97z-recenzja-o-takim-monitorze-marza-graficy-20570/ Na rynku pojawią się coraz więcej monitorów 4K. Mało które urządzenie może jednak pochwalić się tak... Wydawać by się mogło, że LG 31MU97Z to po prostu kolejny monitor 4K. Nic bardziej mylnego. To tak jakby na równi postawić Suzuki Hayabusę i motorynki Pony. LG 31MU97Z to urządzenie oferujące 99,5-procentowe pokrycie przestrzeni kolorów Adobe RGB. Dla porównania, większość monitorów dostępnych na rynku osiąga wyniki w granicach 73-80%. Monitor z matrycą IPS oferuje 10-bitową głębię kolorów, co w połączeniu z rozdzielczością Digital Cinema 4K, czyli 4096x2160 pikseli, stawia monitor na piedestale rozwiązań dla osób zajmujących się na co dzień szeroko pojętą obróbką grafiki. Dobrze przeczytaliście - rozdzielczość wynosi 4096x2160 pikseli, a nie spotykane najczęściej w telewizorach i monitorach 4K 3840x2160 pikseli. Różnica wydaje się Wam subtelna? Co powiecie więc na to, że wynosi ona 500 tysięcy pikseli? Cóż, różnicę po prostu widać, zwłaszcza, że matowy ekran o proporcjach bliskich 17:9 ma aż 31 cali.31MU97Z - recenzjaTak duży monitor wymaga oczywiście odpowiedniej podstawy i solidnej konstrukcji. LG nie zawiodło także w tym temacie. Nawet bardzo mocno trącony monitor stoi na biurku solidnie niczym skała. Jest doskonale wyważony, co w połączeniu z ergonomiczną podstawą z metalowym rdzeniem, pozwala uniknąć przykrego wypadku.31MU97Z - recenzjaUwagę każdego zwrócą na pewno ogromne możliwości, jakie daje monitor, w zakresie regulacji jego położenia. Użytkownik może dostosować w bardzo szerokim zakresie wysokość panelu w osi pionowej i obrócić go do pozycji pionowej. Producent nie zapomniał również o możliwości przechylenia monitora do przodu i do tyłu.31MU97Z - recenzja31MU97Z - recenzjaMinimalistyczne, czarne wykończenie monitora prezentuje się po prostu bardzo dobrze. Ramki otaczające ekran nie są grube i sprawiają, że całość wygląda elegancko i solidnie. Każdy element jest dobrze spasowany, a przy czynnościach regulacyjnych plastik w żadnym miejscu nawet odrobinę nie trzeszczy. Z przodu panelu nie znajdziemy żadnych przycisków - wszystkie akcje wykonamy za pomocą wygodnego w obsłudze joysticka umieszczonego pod ekranem.31MU97Z - recenzja31MU97Z - recenzjaPo monitorze dla profesjonalistów spodziewamy się szerokiej gamy złączy. LG 31MU97Z w tej kwestii nie zawodzi. Obecne są dwa złącza HDMI, Thunderbolt, 3 x mini DisplayPort, DisplayPort, 3 x USB 3.0 i USB-up.W zestawie z monitorem znajdziemy kabel Mini DisplayPort - Display Port, który pozwoli podłączyć do niego nie tylko komputer z systemem Windows lub Linuks, ale także Maca od Apple. To właśnie dzięki temu przewodowi cieszyć się możemy rozdzielczością 4K w 60 klatkach na sekundę. Niestety, obecne w urządzeniu dwa złącza HDMI wykonano w standardzie 1.4, a nie 2.0, więc transfer 4K @60 kl./s. za ich pośrednictwem nie będzie możliwy. Szkoda.31MU97Z - recenzja31MU97Z - recenzjaDo monitora dołączony jest wydruk z kalibracji. Zawarte są na nim informacje związane z temperaturą barwową (oczywiście 6500 K), współczynnikiem Gamma, parametrami Delta E, a także równomiernością podświetlenia, gdzie odchyłka sięga zaledwie 3%. Wraz monitorem otrzymujemy także oprogramowanie Total Color Management, które pomaga regulować barwy przy wykorzystaniu specjalnego kalibratora (kolorymetru). To przydatna sprawa, o ile oczywiście posiadamy takie urządzenie. Dzięki dodatkowej kalibracji zminimalizujemy różnice pomiędzy obrazem źródłowym, obrazem na ekranie oraz wydrukiem. Odpowiednio skalibrowany monitor w zasadzie do zera eliminuje różnice pomiędzy zdjęciem obrabianym na monitorze, a wywoływanym później u fotografa. To właśnie tutaj z pomocą przychodzi aż 99,5-procentowe pokrycie przestrzeni barwowej AdobeRGB i dedykowany tryb. Ukłonem w stronę osób zajmujących się obróbką wideo jest z kolei zgodność ze standardem DCP-P3 Digital Cinema Color i stworzenie specjalnego trybu wyświetlania obrazu. Jest on potwierdzeniem tego, że na ekranie monitora zobaczymy dokładnie takie kolory, jakie zarejestrowała w momencie filmowania profesjonalna kamera. Ma to niebagatelny wpływ na dalszą pracę nad manualną korekcją nasycenia barw, jasności sceny oraz rozjaśniania zacienionych miejsc w kadrze.LG 31MU97ZPodsumowanie Jeżeli zależy Wam na wyświetlaczu z najwyższej półki, którego chcecie wykorzystywać w swojej pracy - LG 31MU97Z będzie strzałem w dziesiątkę. Wysoka rozdzielczość, jakość każdego z wyświetlanych pikseli i odwzorowanie szerokiego spektrum barw czynią go wspaniałą propozycją dla fotografów, grafików i osób zajmujących się obróbką wideo. Uwaga: jeśli korzystacie z tabletu graficznego, będziecie potrzebowali naprawdę wielkiego urządzenia, celem uzyskania satysfakcjonującej precyzji. Gracze, którym nie przeszkadza czas reakcji na poziomie 5 ms (mi nie przeszkadzał ani przez moment) również będą zachwyceni. LG 31MU97Z urzeka jakością wykonania, szerokimi możliwościami w zakresie regulacji i bogactwem złącz na miarę monitora dedykowanego profesjonalistom. Przesyłanie obrazu w rozdzielczości 4K i 60 klatkach na sekundę jest tu możliwe wyłącznie za pośrednictwem złącza DP. Dlaczego? Producent nie postawił tu na wejścia HDMI w standardzie 2.0, a w starszym – 1.4.
Mocne strony: Słabe strony:
--
- rozdzielczość Digital Cinema 4K (4096x2160 pikseli)
- 10 bit spektrum barw
- 99,5% pokrycia przestrzeni Adobe RGB
- spore możliwości regulacji
- bogaty zestaw złącz
- przyjazna obsługa
- bardzo wysoka jakość wykonania
- niezłe głośniki o mocy 5 W
- złącze Thunderbolt


- bardzo wysoka cena (3999 złotych)
- brak złącza HDMI 2.0 (jest 1.4)
]]>
Testy Najbardziej polecane Thu, 15 Dec 2016 12:10:00 +0100