Conowego.pl http://www.conowego.pl/ conowego.pl pl Conowego.pl http://www.conowego.pl/fileadmin/templates/main/images/ico-rss.png http://www.conowego.pl/ 15 15 conowego.pl TYPO3 - get.content.right http://blogs.law.harvard.edu/tech/rss Mon, 10 Jun 2019 12:30:00 +0200 Razer BlackWidow Chroma V2 – recenzja mechanika dla graczy http://www.conowego.pl/testy/razer-blackwidow-chroma-v2-recenzja-mechanika-dla-graczy-29129/ W tym tygodniu postanowiliśmy zrecenzować dla Was kolejne urządzenie Razera. Mowa o klawiaturze... Klawiaturę wykonano z twardego i matowego plastiku, który wygląda na wysoce solidny. Jako że jest ona czarna, szybko osiada na niej kurz, ale wszystkie klawisze można na tyle łatwo i prędko wyjąć z obudowy, że mycie ich jest tylko formalnością. Nie musicie się przy tym obawiać, że jakikolwiek element klawiszy wyłamiecie – te także w całości stworzono z wytrzymałego plastiku. Pod klawiszami umieszczono metalowy backplate koloru białego, który poprawia odbiór światła światła z diod RBG. Cała bryła klawiatury cechuje się minimalizmem i prostotą. Dzięki temu ta doskonale pasuje do każdego komputera i każdych innych urządzeń peryferyjnych.RazerJakie klawisze znajdziemy na Razer BlackWidow Chroma V2? Mamy do czynienia z klawiaturą pełnowymiarową, która posiada także blok numeryczny. Nad nim dodatkowo umieszczono podświetlane symbole informujące o tym, czy klawisze caps lock, num lock oraz scroll lock są aktywne, a także o tym, czy uruchomiliśmy tryb Game Mode, wyłączający klawisz Windows oraz niektóre skróty klawiszowe (na przykład Alt + F4). Razer umieścił na urządzeniu również pięć dedykowanych klawiszy makr, które znalazły się po lewej części urządzenia. Jest to dla nich idealne miejsce. Dzięki temu nie przeszkadzają bowiem w używaniu pozostałych klawiszy. Warto wspomnieć, że klawiatura pozwala także na przypisywanie makr do innych klawiszy. Można dokonywać tego z pomocą przycisku F9.RazerJak przystało na Razera, klawiatura BlackWidow Chroma V2 posiada doskonałe podświetlenie. Światło urządzenia widać nie tylko na symbolach klawiszy, ale również między samymi klawiszami. Poza tym, jest ono równomierne – żaden klawisz nie jest podświetlony jaśniej w stosunku do drugiego.RazerOprogramowanie Razera – Razer Synapse – pozwala na dowolne dostosowywanie układu podświetlenia. Możemy nie tylko wybrać stworzone przez producenta zestawy efektów i barw, ale również tworzyć w zakładce Chroma Studio własne kombinacje, a do dyspozycji mamy, aż 16,8 miliona kolorów i 11 efektów. Co więcej, możemy sprawić, aby podświetlenie zmieniało się w rytm odtwarzanej muzyki czy dźwięków z filmów i gier. Wystarczy skorzystać z zakładki Chroma Visualiser.RazerJeśli chodzi o wygodę płynącą z użytkowania, należy stwierdzić, że klawiaturze BlackWidow Chroma V2 nie można niczego zarzucić. Producent dołączył do niej nawet ergonomiczną podpórkę pod nadgarstki, podszytą ekoskórką i wypełnioną miękką i przyjemną gąbką. Prawdę mówiąc, nie sądziłam że będę z niej korzystać, ale bardzo szybko ją polubiłam.  Warto wspomnieć, że podpórka nie ujmuje klawiaturze estetyki, gdyż ta jest do niej przyczepiana z pomocą wbudowanych magnesów, zamiast zaczepów.RazerBlackWidow Chroma V2 ponadto nie ślizga się na biurku za sprawą swoich pięciu podkładek antypoślizgowych. Od spodu znajdziemy również dwie wysuwane nóżki, które pozwalają na regulację kąta nachylenia klawiatury. Całość nie skrzypi, ani nie ugina się. Urządzenie podpinamy do komputera z pomocą dwóch wtyczek USB oraz opcjonalnego złącza jack umieszczonych na przewodzie w oplocie. Przewód ten jest na tyle długi, że z pewnością starczy Wam, nawet jeżeli Wasz komputer znajduje się stosunkowo daleko od monitora. Nie obawiajcie się poza tym o to, że klawiatura za bardzo ograniczy ilość dostępnych portów USB w Waszym komputerze. Na jednym z boków posiada ona dodatkowy port USB, pod który możecie podpiąć chociażby myszkę. Tuż obok umieszczono wyjście audio jack 3,5 mm. Klawiatura bardzo dobrze sprawdza się i w grach, i podczas pisania wszelakiego rodzaju tekstów. Przełączniki Razer Yellow są idealnym wyborem dla osób, które lubią spędzać czas wolny w Counter-Strike: Global Offensive i innych strzelankach online. Niemniej, i w trakcie pracy nie mogłam na nie narzekać. Czy klawiatura BlackWidow Chroma V2 ma jakiekolwiek wady? Jedną z nich z pewnością jest cena. Ta waha się od 599 złotych w polskich sklepach, do 189 euro (ok. 805 złotych) w oficjalnym internetowym sklepie Razera. Mimo to, jeśli szukacie solidnej, doskonale wykonanej klawiatury mechanicznej, której towarzyszy ładne podświetlenie oraz świetne oprogramowanie - będą to bardzo dobrze wydane pieniądze. No, to oprogramowanie mogłoby być nieco bardziej intuicyjne, ale za to oferuje ono więcej funkcji niż większość tego typu programów.

Mocne strony:

--

Słabe strony:

- przełączniki Razer Yellow świetne zwłaszcza do grania
- stosunkowa niska głośność klawiszy
- wysoka wygoda użytkowania
- ergonomiczna podkładka pod nadgarstki w zestawie
- piękne podświetlenie i możliwości jego konfiguracji
- wielofunkcyjne oprogramowanie
- 5 dedykowanych klawiszy makr
- wysoka jakość wykonania

 

---- - wysoka cena
- tylko jeden port USB
- oprogramowanie niedostatecznie intuicyjne
Razer]]>
Testy Gaming Mon, 10 Jun 2019 12:00:00 +0200
SteelSeries Rival 710 - recenzja myszki, która potrafi więcej http://www.conowego.pl/testy/steelseries-rival-710-recenzja-myszki-ktora-potrafi-wiecej-29128/ Niemal dokładnie trzy lata temu sprawdzaliśmy możliwości myszki dla graczy SteelSeries Rival 700.... Rivala 700, firma SteelSeries zaprezentowała jego następcę. Na pierwszy rzut oka SteelSeries Rival 710 to urządzenie niemal identyczne, jednak krótkie spojrzenie w specyfikację ujawnia nowości.Steelseries Rival 710 recenzjaRival 710 to kolejna generacja myszy, która pozytywnie zaskoczyła graczy wbudowanym systemem wibracji oraz niewielkim ekranem OLED, na którym można wyświetlać zarówno statyczne, jak i dynamiczne grafiki. Te funkcje pozostały na swoim miejscu. Pierwszą nowością jest jeszcze lepszy sensor optyczny TrueMove 3 o rozdzielczości 12 000 DPI, który zastąpił skądinąd pracujący bez zarzutu sensor Avago 3360. Ogromną jego zaletą jest fakt, że w razie awarii można go bez problemu wymienić w domowym zaciszu na akcesoryjny sensor Pixart 9800.Steelseries Rival 710 recenzjaW zestawie z myszką w dalszym ciągu znajdują się dwa kabelki. Krótszy pozbawiony jest oplotu - dłuższy natomiast ma oplot. Ile znacie myszek przewodowych z systemem wymiennych kabli? Moim zdaniem to świetna sprawa - w końcu kable też potrafią się wycierać.Steelseries Rival 710 recenzjaErgonomiczna konstrukcja gryzonia została zachowana a liczba przycisków niezmieniona - wciąż jest ich 7. Myszka ze względu na swój wyprofilowany kształt dedykowana jest wyłącznie osobom praworęcznym. Świetnie leży na nim zarówno mała, jak i średniej wielkości dłoń. Uwaga: osoby o krótkich palcach mogą mieć problem z sięganiem do bliższego rolce przycisku po lewej stronie. Mogą, ale nie muszą - wszystko zależy od preferowanego chwytu. W chwycie palm grip bywa to kłopotliwe.Steelseries Rival 710 recenzjaPowierzchnia antypoślizgowa na lewym panelu myszy spełnia dobrze swoją funkcję, a specyficzna faktura sprawia, że spoczywający na niej kciuk nie poci się i jest dobrze wentylowany. Również wierzchni hydrofobowy materiał nie sprzyja nadmiernej potliwości i jest przyjemny w dotyku. Prawdę mówiąc nigdy nie korzystałam z wygodniejszej myszki - nawet 5-6 godzinne sesje w ulubionej grze nie były męczące dla mojego nadgarstka. Praca sensora nawet na taniej podkładce była zawsze wzorowa.Steelseries Rival 710 recenzjaParę kliknięć w lewy i prawy przycisk myszy zdradza kolejną z nowości. Nowe przełączniki o wytrzymałości szacowanej na ok. 60 milionów kliknięć mają nieco bardziej zaznaczony skok, ale siła niezbędna do ich aktywacji nie wzrosła zbyt mocno w stosunku do Rivala 700, którego użytkuję bez najmniejszej awarii po kilkanaście godzin dziennie już od... 3 lat. To pozwala przypuszczać, że Rival 710 będzie równie niezawodny.Steelseries Rival 710 recenzjaRival 710 podświetlony jest na logotypie SteelSeries umieszczonym w miejscu spoczywania nadgarstka oraz przy rolce myszy. Jest to oczywiście podświetlenie RGB, które można swobodnie konfigurować z poziomu oprogramowania SteelSeries Engine. Aplikacja jest minimalistyczna, schludna, czytelna i działa zawsze błyskawicznie. To własnie za jej pośrednictwem nagramy makra lub wgramy interesującą nas grafikę na wyświetlacz, bądź skomponujemy własną.Flagową funkcją Rivala 710 są wibracje. Tutaj w zasadzie nic nie zmieniło się od czasu testu Rivala 700. Przypominamy: O ile ekran OLED wiele osób potraktuje jako "bajer", to system wibracji jest już czynnikiem dającym niejednokrotnie BARDZO istotną przewagę nad przeciwnikiem. Pozwala on bowiem skupić swoje myśli w całości na strzelanu i nie przejmować się takimi kwestiami jak liczba nabojów w magazynku. Dlaczego? Oprogramowanie SteelSeries pozwala na skonfigurowanie aż 13 rodzajów wibracji przekazywanych przez myszkę. Rzecz jasna ich aktywowanie uzależnić trzeba najpierw od zaistnienia odpowiednich warunków. Przykładowo: myszka powiadomi Was jednym rodzajem wibracji o tym, że w magazynku zostało Wam 50% amunicji, jeszcze innym, gdy zostanie 10%, a zupełnie odmiennym w sytuacji, w której w komorze magazynka tkwił będzie ostatni pocisk.Osobne kilka rodzajów wibracji przypiszecie do poziomu życia. I tak dalej... Jak sami widzicie, myszka Rival 710 pozwala zupełnie odwrócić myśli od wszelkich wskaźników ekranowych i skupić się w pełni na rozgrywce. Docenią to zwłaszcza osoby, które biorą rywalizację w grach online bardzo serio. Drobnym mankamentem myszy może być dla niektórych możliwość zmiany rozdzielczości w locie "jedynie" w ramach dwóch ustawień. Prawdę mówiąc nigdy nie korzystam z tej funkcji, ale przypuszczam, że osoby oczekujące zwiększonej precyzji, na przykład podczas mierzenia z karabinu snajperskiego w grze, będą w zupełności usatysfakcjonowane taką liczbą ustawień.Steelseries Rival 710 recenzjaSteelSeries Rival 710 został wyceniony bardzo rozsądnie, podobnie jak jego poprzednik. Nie jest to oczywiście sprzęt rozdawany za półdarmo - technologia wibracji i dodatek w postaci wyświetlacza OLED muszą skutkować odpowiednią ceną. 349 złotych za SteelSeries Rivala 710 - patrząc na dużo droższe myszki o mniejszych możliwościach - nie jest kwotą wygórowaną. To jedna z najlepszych myszek dla graczy, dostępna w cenie typowej dla myszki ze "średniej" półki gamingowej. Z czystym sumieniem ją polecam.  
Mocne strony: Słabe strony:
----
- idealnie dopasowana do małej i średniej dłoni
- wygodna konstrukcja
- świetne wyważenie
- niezwykle precyzyjny sensor
- szalenie przydatny system wibracji
- wymienne kabelki (dwa w zestawie)
- dobre oprogramowanie SteelSeries Engine
- sensor jest wymienny
- wyświetlacz OLED jako "bajer"
- podświetlenie RGB
- atrakcyjna cena
- zmiana DPI klawiszem pomiędzy dwoma wartościami
- krawędzie ślizgaczy szybko zbierają kurz
- tylko dla praworęcznych
Steelseries Rival 710 recenzja]]>
Testy Gaming Mon, 10 Jun 2019 08:00:00 +0200
Huawei P30 Lite – recenzja. Spodoba się Wam, jeśli... http://www.conowego.pl/testy/huawei-p30-lite-recenzja-spodoba-sie-wam-jesli-29101/ Przetestowaliśmy smartfon Huawei P30 Lite, który może stać się przebojem w ofertach operatorów. Na... Co w pudełku? Standard, choć o takim standardzie mogą pomarzyć osoby kupujące iPhone'y za kilka tysięcy złotych. Przede wszystkim, producent dodaje w zestawie szybkoładowarkę o mocy 18 W, a oprócz niej dorzuca także kabelek USB Typu C oraz proste, przeciętnie grające słuchawki. Czego zabrakło? Cóż, może silikonowego etui?Huawei P30 Lite – recenzjaHuawei P30 Lite jest przede wszystkim zjawiskowo piękny. Do testu otrzymałam najładniejszą z wersji kolorystycznych. Niebieski gradient prezentuje się dużo bardziej okazale, niż oklepana czerń. Jeśli ktoś potrafi robić doskonałe gradientowe obudowy, to są to właśnie firmy Huawei i Honor. Od strony wyglądu - piątka z plusem.Huawei P30 Lite – recenzjaHuawei P30 Lite – recenzjaWarto wspomnieć, że Huawei P30 Lite wygląda niemalże identycznie jak Huawei P30. Konia z rzędem temu, kto wychwyci różnicę wizualną między dwoma sprzętami patrząc jedynie na front. Dlaczego jedynie na front? Bo w P30 Lite zastosowano czytnik linii papilarnych umieszczony na tylnym panelu. W Huawei P30 zintegrowano go z ekranem. Prawdę mówiąc rozwiązanie z P30 Lite działa szybciej, przez co... bardziej mi odpowiada.Huawei P30 Lite – recenzjaRóżnica pomiędzy dwoma urządzeniami tkwi także w samym ekranie, choć "gołym okiem" większość Polaków jej pewnie nie dostrzeże. W P30 postawiono na panel AMOLED, a w P30 Lite - zwykły LCD. 6.15-calowy wyświetlacz o rozdzielczości 1080x2312 pikseli w Huwaei P30 Lite jest naprawdę ładny, a estetykę całej konstrukcji podkreśla dodatkowo wcięcie w kształcie kropli wody nad jego powierzchnią. W pełnym, naprawdę ostrym słońcu ekranowi brakowało nieco czytelności. Na moje oko mógłby być jaśniejszy.Huawei P30 Lite – recenzjaZastrzeżenia trudno mieć do jakości konstrukcji. Gdybyśmy cofnęli się kilka lat wstecz i pokazali komuś taki sprzęt jak P30 Lite, to każdy bez dwóch zdań stwierdziłby, że to arcydzieło. Huawei P30 Lite wygląda jak flagowiec, choć brakuje mu rzecz jasna wielu cech flagowca.Huawei P30 Lite – recenzjaHuawei P30 Lite – recenzjaPort USB typu C na szczęście jest, podobnie jak jack 3.5 mm. Jest też obsługa dwóch kart SIM lub karty SIM i karty pamięci micro SD. Obudowa o wymiarach 152.9 x 72.7 x 7.4 mm świetnie leży w dłoni i organoleptycznie nie czuć tu żadnych oszczędności. Niestety, konstrukcja nie jest uszczelniona przed działaniem wody, a multimedia odtwarzane są na głośniku mono (głośnym i zaskakująco ładnie grającym). Na szczęście, na pokładzie jest NFC, które umożliwia dokonywanie płatności zbliżeniowych. #break# Jak to działa? O wydajność smartfonu Huawei dba średniopółkowy układ Kirin 710 i 4 GB RAMu, a do dyspozycji użytkowników oddano aż 128 GB pamięci na dane. Niby fajnie, ale... Huawei P30 Lite kosztuje 1599 złotych, a za te pieniądze można nabyć dużo wydajniejszego, flagowego Huawei P20, z układem Kirin 970 i dużo lepszym aparatem. Przez grzeczność nie wspominam o konkurencji w postaci smartfonów innych producentów. O tym wspomnę jeszcze później, a teraz skupmy się na tym jak działa P30 Lite.Huawei P30 Lite – recenzjaDziała poprawnie. Od P30 Lite trudno wymagać cudów. Średniopółkowe smartfony powinny stanowić rozsądny kompromis pomiędzy ceną i wydajnością - tak jest i w tym przypadku. System działa płynnie, aplikacje otwierają się wolniej, niż na smartfonach z wydajniejszymi procesorami - co dość oczywiste, ale jeśli już zdecydujecie się użytkować P30 Lite... nie będziecie mieli powodów do narzekania. Urządzenie działa jak przystało na średniaka: radzi sobie z absolutną większością gier i tylko w najbardziej wymagających tytułach odczujecie spadki płynności animacji.
Oprogramowanie EMUI zainstalowane na Androida 9.0 budzi nierzadko kontrowersje, ale ja je polubiłam. Producent preinstalował tylko jedną "śmieciową" apkę w postaci programu Amazon Shopping, który da się wywalić. Cała reszta to aplikacje producenta - mniej lub bardziej przydatne. Samo oprogramowanie oferuje duże możliwości personalizacji. Nie zabrakło możliwości obsługi urządzenia za pomocą gestów. To świetny sposób - niemal identyczny jak w smartfonach Xiaomi - który pozwala oszczędzić nieco przestrzeni na ekranie po ukryciu przycisków wirtualnych.
Jako dość wymagający użytkownik stwierdzam, że do moich zastosowań P30 Lite wystarcza. Mogłabym z nim żyć, mimo że na co dzień korzystam z LG G7 ThinQ, którego bardzo sobie chwalę (i który uważam za smartfon o klasę lepszy).
Czas pracy na baterii jest zadowalający i zauważyć należy, że dużo dłuższy, niż w przypadku poprzedniego modelu, Huawei P20 Lite. Huawei P30 Lite powinien przepracować 1.5 dnia na pojedynczym ładowaniu baterii o dość skromnej pojemności 3340 mAh. Większość z Was będzie ładować smartfon każdego dnia, więc musicie wiedzieć, że ładowanie do pełna trwa zaledwie ok. 1 godziny i 20 minut. Moim zdaniem to świetny wynik. #break# Aparat Aparat? Cóż, jakość zdjęć najlepiej oceńcie sami. Napiszę tyle, że zawiodłam się nieco na obiektywie szerokokątnym, który zapewnia dużo gorszą jakość zdjęć, niż podstawowy sensor Sony IMX586. Ten radzi sobie nieźle, zwłaszcza w nocy i przede wszystkim wtedy, gdy korzystamy z wizytówki smartfonów Huawei - trybu nocnego.Huawei P30 Lite – recenzjaOgólnie od strony fotograficznej Huawei P30 Lite sprawdza się dobrze, choć byłoby miło, gdyby zamiast obiektywu pełniącego funkcję pomiaru głębi tła pojawił się teleobiektyw. Zoom dostępny w oprogramowaniu (2x) to zoom cyfrowy. Przednia kamerka o rozdzielczości 24 Mpix z obiektywem f/2.0 i stałym autofokusem robi poprawne zdjęcia. Zobaczcie sami. Zoom 0.6x (szeroki kąt) - Zoom 1x - Zoom 2x (cyfrowy) #break# Podsumowanie Huawei P30 Lite to smartfon, który da się lubić. Jakość wykonania jest tu naprawdę wysokiej jakości, bateria jest wydajna i da się ją szybko ładować, oprogramowanie działa płynnie, a ekran - pomimo nie najwyższej czytelności w pełnym słońcu - prezentuje niezłej jakości obraz. Niestety, Huawei P30 Lite jest obecnie zdecydowanie za drogi - kosztuje aż 1599 złotych!Huawei P30 Lite – recenzjaTaniej można kupić LG G7 ThinQ, Huawei P20, Xiaomi Mi 9 SE, czy nawet Redmi Note 7 (za pół ceny!). Smartfony te są wydajniejsze, a G7 ThinQ i Huawei P20 robią dużo ładniejsze zdjęcia i zapewniają lepszą jakość rejestrowanego wideo. Dlaczego mając do wyboru tyle (w zasadzie jeszcze więcej) tańszych i porównywalnych lub lepszych smartfonów ktoś miałby wybrać akurat Huawei P30 Lite? Nie potrafię znaleźć odpowiedzi na to pytanie. Jeśli z jakiegoś powodu chcecie kupić akurat Huawei P30 Lite, bo na przykład oferuje go w dobrej cenie operator - weźcie go, a nie zawiedziecie się. Jeśli jednak kupujecie sprzęt za gotówkę, to wiedzcie, że istnieją ciekawsze alternatywy. Kończąc zdanie z tytułu recenzji: spodoba się Wam, jeśli... przymkniecie oko na jego cenę.  
Mocne strony: Słabe strony:
-------
- fenomenalny design
- wysoka jakość wykonania
- płynne działanie
- szybkie ładowanie 18 W
- przyjazne oprogramowanie
- wygodne obsługa dzięki gestom
- jack 3.5 mm
- NFC
- cena jest zdecydowanie zbyt wysoka
- przeciętna wydajność
- rozczarowujący obiektyw szerokokątny
- brak wodoodporności
- brak głośników stereo
]]>
Testy Najbardziej polecane Thu, 06 Jun 2019 08:00:00 +0200
Redmi Note 7 - recenzja. Nowy król budżetowców http://www.conowego.pl/testy/redmi-note-7-recenzja-nowy-krol-budzetowcow-29007/ Sprawdzamy czy po raz kolejny #xiaomilepsze. Redmi Note 7 w swojej cenie wydaje się deklasować...

Redmi Note 7 - specyfikacja

Ekran: 6.3", 1080x2340 pikseli
Procesor: Snapdragon 660
RAM: 4 GB
Pamięć: 64 GB
Karta pamięci: Tak
Aparaty: 48 MPix (f/1.8, piksel 0.8 µm, PDAF) + 5 Mpix (f/2.2, głębia tła) / 13 Mpix (f/2.0, 1.12 µm)
Dual SIM: TAK (standby, hybrydowy)
Łączność: USB Typu C (2.0), GPS, Wi-Fi 802.11ac, Bluetooth 5.0 LE, IRDa, radio FM
System: Android 9.0 z MIUI 10.3
Akumulator: 4000 mAh (szybkie ładowanie 18 W)
Wymiary: 159.2 x 75.2 x 8.1 mm
Waga: 186 gramów
Cena: ok. 849 złotych


Redmi Note 7 dostarczany jest w pudełeczku z kablem USB Typu C, ładowarką sieciową o mocy 10 W oraz silikonowym etui. Tylko tyle i aż tyle - wiele osób postanowi skorzystać z etui i nic dziwnego. Smartfon zamknięty w etui jest nie tylko mniej narażony na uszkodzenia, ale także na odciski palców. patrząc jednak na to jak pięknie prezentuje się niebieska obudowa... aż szkoda zamykać ją w jakimkolwiek "kejsie".Redmi Note 7 - recenzjaUwagę z miejsca przykuwa nowoczesny design przedniego panelu. Oczywiście design z notchem przypominającym kroplę wody nie jest niczym nowym, ale wykonanie w tym wypadku jest świetne. Ramki są relatywnie wąskie i Redmi Note 7 wcale nie wygląda jak sprzęt kosztujący tylko 849 złotych. Uwagę zwraca smukła, dopracowana konstrukcja. Obudowa nie jest uszczelniona przed szkodliwym działaniem wody, ale chroniona z przodu szkłem Gorilla Glass 5. To zawsze miły dodatek. Miłym dodatkiem jest tez dioda powiadomień, umieszczona dość nietypowo - pod ekranem, u dołu ramki otaczającej wyświetlacz. Jej czytelność pozostawia nieco do życzenia.Redmi Note 7 - recenzjaCzytnik linii papilarnych znajduje się na tylnym panelu. Jego praca jest sprawna i często nawet pobrudzony palec zostaje odczytany poprawnie. Obok czytnika znajdziemy wysepkę z nieznacznie wystającym poza obudowę aparatem.Redmi Note 7 - recenzjaW górnej części smartfonu znajdziemy port podczerwieni, pozwalający zamienić smartfon w pilot do telewizora. U dołu znajdziemy port USB Typu C - i całe szczęście. Obok niego plasuje się złącze audio jack 3.5 mm. Przyciski fizyczne dobrze klikają, nie mają luzów i wyraźnie wystają ponad krawędź obudowy, przez co łatwo je wyczuć pod palcem.Redmi Note 7 - recenzjaO ile jakość dźwięku dobywająca się z głośnika multimedialnego w ok. 200 złotych tańszym Redmi 7 woła o pomstę do nieba, to w Redmi Note 7 praca głośnika mono jest więcej niż poprawna. Dźwięk jest naprawdę donośny, a przy tym w miarę pozbawiony zniekształceń. Od smartfonu sprzedawanego w tej cenie trudno wymagać więcej.Redmi Note 7 - recenzjaCała konstrukcja jest dość ciężka i duża i jej obsługa za pomocą jednej dłoni jest utrudniona. Waga na poziomie 186 gramów czyni smartfon jednym z cięższych. Z drugiej strony, pewnie leży dzięki temu w ręce - kształt obudowy sprawia, że urządzenie nie ma tendencji do wyślizgiwania się z dłoni. Redmi Note 7 wyposażono w ekran o jakości niespotykanej w klasie cenowej. Oczywiście wciąż jest to "tylko" panel LCD, ale... 6.3-calowy wyświetlacz o rozdzielczości 1080x2340 pikseli chroniony jest szkłem Gorilla Glass 5. Jego maksymalna, zmierzona przeze mnie jasność to rozsądne 485 nitów, przy minimalnej jasności na poziomie zaledwie 4 nitów. Współczynnik kontrastu w trybie domyślnym wynosi 1332:1. W pełnym słońcu ekran radzi sobie jak typowy średniak: przyzwoicie i lepiej, niż nieco tańszy Redmi 7. Nasycenie kolorów jest dobre, czcionki są ostre, a samo osadzenie panelu - efektowne. Ramki są relatywnie niewielkie jak na tak tani smartfon, co potęguje pozytywne doznania.Redmi Note 7 - recenzja #break#

Wydajność i multimedia

Snapdragon 660 i 4 GB RAMu to duet w praktyce niespotykany w tak tanich smartfonach. Doskonale radzi sobie on z płynną obsługą systemu Android 9.0 z nakładką MIUI 10.3, ale nawet także bardziej wymagających aplikacji. Zdecydowana większość gier 3D działa płynnie, a pojedyncze przypadki to gry Fortnite i PUBG w wysokich ustawieniach graficznych. Uruchamianie aplikacji trwa krótko, a wywoływanie ich z pamięci podręcznej przebiega w mgnieniu oka. Uwagę zwraca bogate zaplecze komunikacyjne - dwuzakresowe Wi-Fi 802.11ac i Bluetooth 5.0 LE w tak tanim urządzeniu w praktyce nie występują. Niestety, NFC na pokładzie również nie ma - to jedna z niewielu wad urządzenia.Redmi Note 7 - recenzjaMIUI można lubić lub nienawidzić. Nakładka jest bardzo rozbudowana i odnalezienie się we wszystkich jej zakamarkach może przysporzyć nie lada problemów osobom przyzwyczajonym do czystego Androida lub nakładek innych producentów. Wiele osób uważa MIUI za przeładowane zbędnym oprogramowaniem - to prawda. Faktycznie propozycji od Xiaomi jest tu sporo i tylko niektóre są przydatne z punktu widzenia Polaków. Wśród nich warto wymienić menadżera telefonu (Panel Sterowania), funkcję szybkiego czyszczenia telefonu lub funkcję nagrywania pulpitu. Wśród innych narzędzi są choćby notatnik, odtwarzacz muzyki, zdjęć, przeglądarka internetowa, dyktafon, aplikacja pogodowa, kalendarz, czy też nawet apka forum MIUI. Dodatkowo, zainstalowano zupełnie zbyteczne apki Amazona, AliExpress oraz Joom.
Przyciski ekranowe można ukryć i obsługiwać smartfon za pomocą gestów. To naprawdę najlepszy możliwy sposób jego obsługi, gdyż gesty są intuicyjne, a ich opanowanie trwa może minutę. Jeśli często obsługujecie smartfon jedną ręką, możecie aktywować tryb obsługi... jedną ręką. Przestrzeń robocza ekranu urządzenia zostanie pomniejszona do 3.5-, 4- lub 4.5-cala i przesunięta do wskazanej uprzednio krawędzi.
Uwagę zwraca też przydatna funkcja o nazwie "druga przestrzeń", pozwalająca wydzielić w systemie aplikacje dla jednej i drugiej karty SIM. Estetykę systemu oceńcie sami, podziwiając galerię zrzutów ekranu. #break#

Aparat

Xiaomi chwaliło się przed premierą urządzenia sensorem o rozdzielczości 48 Mpix, wykorzystującym układ Quad Bayer. Jakość zdjęć nie jest oczywiście tak dobra jak w przypadku sensorów Bayer o tej samej rozdzielczości, ale w standardowej rozdzielczości 12 Mpix zdjęcia są naprawdę szczegółowe, ostre i kontrastowe. Ach, zdjęcia 48 Mpix można wykonywać tylko w trybie manualnym, profesjonalnym.Redmi Note 7 - recenzjaDodatkowa kamerka to sensor 5 Mpix wykorzystywany tylko do pomiarów głębi tła. Ogólna jakość zdjęć z Redmi Note 7 jest zaskakująco wysoka i zaryzykuję stwierdzenie, że lepsza, niż w przypadku konkurencyjnych, nieco droższych smartfonów Moto G7 i Moto G7 Plus, o Moto G7 Power nie wspominając.Redmi Note 7 - recenzjaTryb HDR działa dobrze, ale nie jest tak agresywny jak w Redmi 7. Zdjęcia HDR tracą odrobinę na kontraście i momentami wydają się nieco przepalone. Nie zabrakło rzecz jasna trybu upiększania, także w przypadku przedniej kamerki oraz funkcji AI rozpoznającej scenę i dobierającej w teorii najlepsze parametry dla danej sceny. Przednia kamerka do selfie radzi sobie poprawnie, ale jak przystało na budżetowe smartfony, jej działanie jest bardzo nierówne. Nagrywania w 4K - zabrakło. Jakość zdjęć oceńcie sami. Moim zdaniem jest zacnie, nawet w nocy. #break#

Bateria

Długość czasu pracy na baterii to kolejny, dość niespodziewany atut Redmi Note 7. Wydawać by się mogło, że Snapdragon 660 ochoczo konsumował będzie pokaźne ilości energii. Nic bardziej mylnego - smartfon nie ma większych problemów z przepracowaniem 1.5-2 dni na baterii i to przy całkiem intensywnym użytkowaniu. W swojej klasie cenowej wyróżnia się mocno ponad średnią.Redmi Note 7 - recenzjaMiłym dodatkiem jest obsługa technologii ładowania Quick Charge 4.0, która to jednak nie rozwinie skrzydeł, dopóki nie dokupicie odpowiedniej ładowarki. Ta dostarczana w zestawie z Redmi Note 7 ładuje z mocą zaledwie 10 W, co pozwala naładować baterię od 0 do 30% w mniej więcej pół godziny.

Podsumowanie

Krótko: Redmi Note 7 to nowy król budżetowców. To urządzenie, które daje najwięcej w najniższej cenie. To zdecydowany lider jeśli chodzi o współczynniki ceny do wydajności, ceny do jakości i ceny to współczynnika "chcę to". Trudno uwierzyć, że tak dopracowane urządzenie można kupić w cenie 849 złotych. Jeśli jakiś smartfon może się z nim mierzyć, to będzie to raczej smartfon blisko dwa razy droższy.Redmi Note 7 - recenzjaPrzewrotnie, zacznę od wad. Na pokładzie nie ma NFC, a więc Redmi Note 7 nie pozwala na dokonywanie płatności zbliżeniowych. Niektórym wystarczy to, aby skreślić urządzenie ze swojej listy. To w zasadzie wszystkie wady (serio), jeśli pominiemy brak możliwości rejestrowania materiałów wideo w rozdzielczości 4K. Oczywiście mógłbym tu wznosić się na wyżyny absurdu i pisać o głośniku mono lub braku wodoodpornej obudowy, ale mówimy o sprzęcie za 849 złotych, więc nie bedę nawet narażał się na śmieszność. Redmi 7 jest piękny, solidnie wykonany, pracuje długo na baterii, ma świetny jak na tę klasę cenową aparat i jest naprawdę wydajny. Ma ładny ekran, estetycznego notcha, USB Typu C i złącze audio jack. Wasi rodzice nie potrzebują niczego więcej, Wasi dziadkowie - również. Mam pewne wątpliwości czy którakolwiek grupa użytkowników *realnie* potrzebuje czegoś więcej. Serio, ten smartfon redefiniuje pojęcie "smartfonu dla ludu". Warto go kupić - nawet się nie zastanawiajcie.

Ocena ogólna: 9

Wyświetlacz: 8
Wydajność: 8
Bateria i czas ładowania: 8.5
Możliwości foto/wideo: 8
Design i jakość wykonania: 9


Mocne strony: Słabe strony:
------------
- bezkonkurencyjny stosunek ceny do możliwości
- piękna obudowa dobrej jakości
- bardzo wydajny w tej półce cenowej procesor
- długi czas pracy na baterii
- dobry aparat
- szybkie ładowanie Quick Charge 4.0
- donośny, czysto grający głośnik
- świetny zestaw modułów łączności (prócz braku NFC)
- obsługa dwóch kart SIM
- jack 3.5 mm
- brak NFC
- brak wideo 4K
- kiepska jakość wideo
]]>
Testy Najbardziej polecane Wed, 22 May 2019 08:00:00 +0200
Moto G7 Plus - recenzja. Fajny smartfon, z jednym zastrzeżeniem... http://www.conowego.pl/testy/moto-g7-plus-recenzja-fajny-smartfon-z-jednym-zastrzezeniem-28939/ Testujemy najdroższego spośród czterech przedstawicieli serii smartfonów Motorola Moto G7. Czy...

Motorola Moto G7 Plus - specyfikacja

Ekran: 6.47", 1080x2380 pikseli
Procesor: Snapdragon 636
RAM: 4 GB
Pamięć: 64 GB
Karta pamięci: Tak
Aparaty: 16 MPix (f/1.7, 1.22 µm, PDAF, OIS) + 5 MPix (f/2.2, głębiatła) / 12 MPix (1.25 µm)
Dual SIM: TAK (standby, hybrydowy)
Łączność: USB Typu C (2.0), GPS, Wi-Fi 802.11ac, Bluetooth 5.0, NFC, Radio FM
System: Android 9.0
Akumulator: 3000 mAh (szybkie ładowanie 27 W)
Wymiary: 157 x 75.3 x 8.3 mm
Waga: 176 gramów
Cena: ok. 1399 złotych


To, że Moto G7 Plus jest smartfonem drogim już wiecie. Nie wiem co myślą sobie przedstawiciele Motoroli, ale w cenie 1399 złotych są obecnie dostępne flagowe smartfony LG G7 ThinQ i Pocophone F1, a nie średniaki z takim układem. Xiaomi Redmi 7 ze Snapdragonem 660 kupimy za 799 złotych. Konkurencyjne smartfony Honora i Huawei kupić można za 1099/1199 złotych. Dlaczego ktoś miałby chcieć kupić Moto G7 Plus? Sprawdźmy.Moto G7 Plus - recenzjaZawartość zestawu jest... krzepiąca. Oprócz smartfonu znalazło się w nim silikonowe, przezroczyste etui dobrej jakości, słuchawki, kabelek USB Typu C i ładowarka TurboPower o mocy 27 W. Świetnie - pierwsze wrażenie jest naprawdę dobre. Moto G7 Plus jest smartfonem, który prezentuje się solidnie od strony wizualnej. Motorola trzyma się specyficznego dla serii urządzeń designu, ulepszając każdego roku to i owo. Mamy tu do czynienia z pokrytą z obu stron szkłem Gorilla Glass 3 konstrukcją, która wyróżnia się na tle tańszych Moto G7 Play i Moto G7 Power. Wyróżnikiem jest przede wszystkim notch w kształcie kropli wody, umieszczony nad ekranem.Moto G7 Plus - recenzjaObudowa nie została uszczelniona przed działaniem wody, ale Motorola podaje, że jest odporna na zachlapania za sprawą nałożonej na nią specjalnej nanopowłoki. Dobre i to. Od strony kolorystycznej prezentuje się ładnie. Ramki otaczające ekran z roku na rok zmniejszają się - widać progres.Moto G7 Plus - recenzjaWszystkie trzy przyciski fizyczne umieszczono na prawej krawędzi. Przycisk blokady ma nierównomierną fakturę, co pozwala go łatwo wyczuć. Przyciski są odrobinę miękkie, ale dobrze klikają. Tacka na dwie karty SIM lub kartę SIM i kartę pamięci umieszczona jest na górnej części ramki otaczającej urządzenie.Moto G7 Plus - recenzjaMoto G7 Plus - recenzjaOd spodu widnieje maskownica pojedynczego głośnika multimedialnego, USB Typu C (niestety w standardzie 2.0) oraz gniazdo słuchawkowe jack 3.5 mm. Głośnik mono w Moto G7 Plus jest jednym z najlepszych w swojej klasie. Gra naprawdę głośno w większości z trybów Dolby Audio i dostarcza zaskakująco wysokiej jakości dźwięku.Moto G7 Plus - recenzjaUwagę na tylnym panelu zwraca wystająca poza obrys obudowy wysepka z podwójnym aparatem i podwójnym LEDem. Pod nią umieszczono świetnie działający czytnik linii papilarnych z logo Motorola. W dolnej tylnej części obudowy rzuca się w oczy dziurka - ta skrywa drugi z mikrofonów odpowiedzialny za redukcję szumów tła.Moto G7 Plus - recenzjaObudowa jest dość śliska, ale nieznacznie zaoblone krawędzie obudowy poprawiają pewność chwytu. Smartfon jest smukły, stosunkowo lekki i dobrze leży w dłoni. Ekran otoczony jest przez relatywnie niewielkie ramki. Na dolnej ramce umieszczono logo producenta. Górna ramka zarezerwowana jest dla obiektywu kamery o rozdzielczości 12 Mpix i sporych rozmiarów głośnika do rozmów. Na notchu znajduje się także czujnik zbliżeniowy u czujnik oświetlenia - stąd duży jego rozmiar jak na stylizację w kształcie kropli wody.Moto G7 Plus - recenzjaMoto G7 Plus wyposażono w ekran IPS o przekątnej 6.2-cala i rozdzielczości 1080x2270 pikseli. Ciekawostka: identyczny ekran o tym samym rozmiarze otrzymał model Moto G7. Maksymalna jasność wyświetlacza w trybie manualnym to ok. 480 cd/m2, a jego kontrast to 1415:1. W trybie automatycznym jasność rośnie do o wiele sensowniejszej w przypadku ekranu IPS jasności na poziomie 565 cd/m2. Niestety, jasność taka może być utrzymywana tylko przez kilka chwil, w pełnym słońcu. Odwzorowanie kolorów jest takie sobie, czernie prezentują się znośnie, ale na pocieszenie barwy są ładnie nasycone. Niebieskawe zabarwienie bieli umknie zapewne większości osób z grupy docelowej, do której kierowany jest ten telefon. Ekran jest średni i nie wyróżnia się niczym szczególnym. G7 ThinQ w podobnej cenie wypada dużo lepiej.Moto G7 Plus - recenzja #break# Wydajność i multimedia Wydajność Moto G7 Plus rozczarowuje. Nie zrozumcie mnie źle, Motorola świetnie zoptymalizowała system i G7 Plus działa na tym poziomie niezwykle płynnie. Problem uwidacznia się w czasie otwierania aplikacji lub w trakcie grania w gry. Nawet kilkaset złotych tańsze smartfony konkurencji radzą sobie z tym lepiej, nie mówiąc już o sprzedawanych w podobnej cenie Xiaomi Mi 9 z Chin, czy też Pocophone F1 i LG G7 ThinQ. Motorola mogła postarać się chociaż o Snapdragona 660. Snapdragon 636 sromotnie przegrywa nawet z Kirinem 710 stosowanym w 200-300 złotych tańszych smartfonach Huawei i Honor. Do niezbyt wymagających gier wystarczy - to bardziej wymagających produkcji 3D - nie. Moto G7 Plus nie jest smartfonem do gry w Fortnite. Potwierdza to wynik w AnTuTu na poziomie ok. 116 998 punktów. Dla porównania, Huawei Mate 20 Lite osiągna wynik ok. 137 000 punktów, a kosztujący 799 złotych Redmi Note 7 - 139 401 punkty.Moto G7 Plus - recenzjaAndroid 9.0 jest niemal identyczny jak na urządzeniach Google Pixel, co dla wielu osób będzie ogromną zaletą. Jest tu nawet funkcja obsługi smartfona za pomocą gestów aktywowanych z niewielkiej belki, pełniącej funkcję przycisku Home. Nawigacja jest przyjemna, intuicyjna i zupełnie bezproblemowa. Ekran odblokować można odciskiem palców lub mniej bezpieczną i łatwą do oszukania funkcją 2D Face Unlock.
Nie zabrakło sztandarowych dla smartfonów Motorola funkcji Moto Display (Wyświetlacz Moto) i Moto Actions (Akcje gestów Moto). Wyświetlacz Moto pozwala wyświetlać energooszczędne powiadomienia na wyłączonym ekranie. Gesty Moto pozwalają z kolei na wygodniejszą obsługę urządzenia za pomocą łącznie 10 proponowanych gestów (nie związanych akurat z nawigacją). Gestami są na przykład podniesienie telefonu, mające na celu wyciszenie nadchodzącego połączenia, lub odwrócenie urządzenia ekranem do dołu, by aktywować tryb "Nie przeszkadzać". Na smartfonie nie zainstalowano żadnych dodatkowych, zbędnych aplikacji.
Moduł GPS działa dobrze, podobnie jak Bluetooth w wersji 5.0 LE. Na pokładzie jest także dwuzakresowe Wi-Fi 802.11ac, które działa poprawnie. To właśnie m.in. te detale odróżniają G7 Plus od tańszej G7 Power z BT 4.2 i Wi-Fi 802.11n. Na pokładzie droższego z urządzeń znajdziemy umożliwiający płatności zbliżeniowe moduł NFC oraz moduł GNS (A-GPS, GLONASS, GALILEO). Po podpięciu słuchawek korzystać można z radia FM. Do dyspozycji użytkownika jest ok. 49 GB z 64 GB pamięci oferowanej przez urządzenie. #break# Aparat Smartfony Moto G od kilku lat zaskakują swoimi możliwościami fotograficznymi. Nie inaczej jest w przypadku Moto G7 Plus, która jest jednym z nielicznych "średniaków", których główny aparat oferuje optyczną stabilizację obrazu oraz możliwość rejestrowania nagrań w rozdzielczości 4K i 30 klatkach na sekundę. Wprawdzie obiektyw pomocniczy jest tu niemalże wyłącznie "dla ozdoby" (odpowiada za efekt rozmycia tła), ale obiektyw główny w pojedynkę dobrze sprawdza się w fotografii w dobrych warunkach oświetleniowych.Moto G7 Plus - recenzjaPrzednia kamerka to moduł o rozdzielczości 12 Mpix z całkiem dużym pikselem 1.25 µm, który... również jest w stanie przechwytywać wideo w rozdzielczości 4K. Jaki z tego pożytek? Niewielki, ale wciąż - jest to coś, na co trzeba zwrócić uwagę.Moto G7 Plus - recenzjaJakość zdjęć za dnia jest świetna. Zdjęcia są kontrastowe, trzymają ostrość na całej powierzchni kadru, a reprodukcja kolorów stoi na należytym poziomie. HDR w trybie automatycznym, jak zawsze w smartfonach Motorola, pełni swoją rolę znakomicie ratując utracone w cieniach detale i czyniąc fotografię jeszcze ładniejszymi. Gdzieniegdzie wdają się w tym trybie lekkie rozmycia, ale nie będę kręcił nosem na takie detale w smartfonie sprzedawanym w takiej cenie. Po zmroku jakość zdjęć spada, choć prezentuje się dużo lepiej, niż w przypadku tańszego modelu Moto G7 Power. W rękach sprawnego fotografa G7 Plus w świetle żarowym oraz wieczorami spisywała się będzie dobrze, w rękach amatora - po prostu poprawnie. Selfie są dość przeciętne i często wychodzą rozmyte. Ogólną jakość zdjęć pozostawiam jak zawsze do oceny Wam.Zdjęcia bez HDR vs z HDRSelfie #break# Bateria Czas pracy na baterii okazuje się rozczarowujący. Akumulator o pojemności 3000 mAh jest zbyt "mały", nawet w połączeniu z niezbyt energożernym układem Snapdragon 636. Trudno powiedzieć czy takiego stanu rzeczy powinno dopatrywać się w ekranie, czy może w oprogramowaniu, ale smartfon miewa problemy z przepracowaniem intensywnego dnia na pojedynczym ładowaniu baterii. Do tego seria Moto G zdecydowanie mnie nie przyzwyczaiła.Moto G7 Plus - recenzjaMając w pamięci rekordowe wyniki Moto G7 Power... Na pocieszenie, ładowarka TurboPower ładuje baterię do poziomu 80% w około 30 minut. Warto ją nosić przy sobie. Podsumowanie Smartfony marki Motorola przyzwyczaiły mnie już do tego, że zawsze działają co najmniej dobrze. Producent ten naprawdę potrafi stworzyć urządzenie, którym zachwyceni będą konsumenci szukający smartfonów w przystępnej cenie, do kwoty powiedzmy 1000 złotych. Niestety, Moto G7 Plus nie łapie się w tym przedziale cenowym, a nie oferuje wiele ponad to, co w tych pieniądzach oferuje konkurencja. Nie znaczy to, że Moto G7 Plus jest smartfonem złym, wręcz przeciwnie - jest urządzeniem źle wycenionym. Moto G7 Plus zachwyca błyskawicznym ładowaniem 27 W, płynnie działającym systemem, a także świetną jakością zdjęć wykonywanych w dobrych warunkach oświetleniowych. Ekran jest po prostu przyzwoity, a sprzęt od strony wizualnej i jakości wykonania prezentuje się doprawdy zacnie. W zestawie znajdziemy słuchawki i dobrej jakości etui, pełniące funkcję poprawiających humor gratisów. To jednak wciąż za mało. Od smartfonu w cenie 1399 złotych wymagam więcej.Moto G7 Plus - recenzjaMoto G7 Plus lekko rozczarowuje czasem pracy na baterii, a także zastosowanym w niej układem Snapdragon 636. Czepiam się, ale skoro konkurencja za kilkaset złotych mniej daje wydajniejszego Snapdragona 660, a w podobnej cenie da się wyrwać sprzęt ze Snapdragonem 845 (który nie ustępuje G7 Plus także w innych aspektach), to... nie wiem dlaczego miałbym wybrać akurat Moto G7 Plus. Czy rekomenduję zakup Moto G7 Plus? Jak najbardziej - gdy tylko stanieje do poziomu ok. 800-900 złotych. Na pewno zachęcam Was do bliższego zapoznania się z tym sprzętem - możecie to zrobić choćby w jednej z nowootwartych stref Motorola w Katowicach i Krakowie. Tymczasem, polecam cieplutko zakup Moto G7 Power ze świetną baterią. Po co przepłacać za urządzenie podobnej klasy?

Ocena ogólna: 7.5

Wyświetlacz: 8
Wydajność: 7.5
Bateria i czas ładowania: 7
Możliwości foto/wideo: 8
Design i jakość wykonania: 8

Mocne strony: Słabe strony:
-------
- design i jakość wykonania
- dobrej jakości dźwięk
- czysty, płynnie działający Android
- szybkie ładowanie 27 W
- wysoka jakość zdjęć w niemal każdych warunkach
- stabilizacja optyczna w aparacie głównym
- nagrywanie 4K w 30 kl./s.
- kiepski czas pracy na baterii
- w tej cenie zbyt słaby procesor
]]>
Testy Najbardziej polecane Sat, 11 May 2019 15:00:00 +0200
Huawei MateBook 13 - recenzja. Piękny i lekki laptop dla... każdego http://www.conowego.pl/testy/huawei-matebook-13-recenzja-piekny-i-lekki-laptop-dla-kazdego-28859/ Przepracowałem miesiąc z nowym laptopem Huawei Matebook 13. Mało który producent będzie w stanie... Huawei MateBook X Pro i Huawei MateBook D zamiatały w swojej klasie. Wyjątkowo dobrze zapamiętałem model MateBook X Pro, który dla większości polskich konsumentów jest sprzętem nieosiągalnym. Tym bardziej ucieszyłem się widząc, że bliźniaczo do niego podobny Huawei Matebook 13 startuje z cenami od 3899 złotych.Huawei MateBook 13 - recenzja

Huawei Matebook 13 - specyfikacja

Ekran: 13" IPS, 2160x1440 pikseli, 350 cd/m2
Procesor: Intel Core i7-8565U (4 rdzenie, 8 wątków, 1.8 GHz, 4.1 GHz Turbo)
Karta graficzna: NVIDIA GeForce MX150 2 GB 25 W, Intel HD Graphics 620
RAM: 8 GB DRR3 2133 MHz, wlutowany
Dysk: 512 GB SSD M.2 PCIe x4 NVM (Samsung PM961)
Wymiary: 286 x 211 x 14.9 mm
Waga: 1.3 kg
Bateria: 41.7 Wh
System operacyjny: Microsoft Windows 10 Home 64-bit
Cena: od 3899 złotych


Testowany egzemplarz przyjechał do mnie w najmocniejszej ze specyfikacji, wycenionej na XYZ złotych. Sprzęt wyposażono w procesor Intel Core i7-8565U, 8 GB RAMu LPDDR3, dysk twardy PCIe SSD 512 GB oraz dedykowaną kartę graficzną GeForce MX150, czyniącą sprzęt, na którym można pokusić się o granie w gry. Tak, granie w gry na sprzęcie, który swoją budową przypomina raczej 32-kartkowy zeszyt.Huawei MateBook 13 - recenzja13-calowa dotykowa matryca IPS o proporcjach obrazu 3:2 i rozdzielczości 2160x1440 pikseli robi piorunująco dobre wrażenie. Pierwsze zdziwienie przychodzi w momencie, kiedy uświadomimy sobie, że tak duży ekran zamknięto w tak kompaktowej obudowie. Powłoka matrycy jest błyszcząca, ale nie jest to doprawdy duży mankament. Jasność wyświetlacza na poziomie ok 375 cd/m2 (sporo jak na laptopa) czyni go użytecznym także w pełnym słońcu. W oczy rzuca się krawędziowy bleeding przy wyświetlaniu czarnych obrazów, ale cóż, nie można mieć wszystkiego. Pokrycie palety barw sRGB wynosi tu 98% i jest to wynik niezły. Po kalibracji współczynnik deltaE wynosił zaledwie 1.3, więc odwzorowanie kolorów jest to dobre.Huawei MateBook 13 - recenzjaHuawei MateBook 13 - recenzjaUwagę zwraca piękna, aluminiowa obudowa. Złośliwi szybko dostrzegą podobieństwo produktu Huawei do MacBooków Apple. Nic dziwnego - patrząc w stronę klawiatury i ogromnego jak na tak małe urządzenie touchpada skojarzenia nasuwają się same. Dla mnie to podobieństwo nie ma większego znaczenia - ważne, że przyciski podświetlanej klawiatury są duże i wygodne. Sporych rozmiarów responsywna płytka dotykowa to kolejna zaleta - ma mi przeszkadzać to, że Apple postawiło na podobnie praktyczne rozwiązanie? Całe szczęście, że Apple nigdy nie opatentowało koła - to by dopiero było.Huawei MateBook 13 - recenzjaHuawei MateBook 13 - recenzjaHuawei MateBook 13 - recenzjaNiewielkich rozmiarów głośniki multimedialne umieszczone są z przodu, od spodu obudowy. Nie wiem jakimi słowami je opisać, więc powiem, że są "w porządku". Głośniki w ultrabookach nigdy nie grają nadzwyczajnie - te grają po prostu poprawnie. Dźwięk jest czysty, donośny, o neutralnym zabarwieniu. Do filmów w zupełności wystarczą.Huawei MateBook 13 - recenzjaSztywność obudowy jest niemalże wzorowa, a powierzchnia w okolicy klawiatury laptopa nie ugina się pod nadgarstkami. Delikatnie pod naciskiem ugina się klapa, ale jest to naprawdę minimalne potknięcie. MateBook 13 waży zaledwie 1.3 kg, co czyni go cięższym od Della XPS 13 9370, ale stawia go w jednym szeregu z najlżejszymi, dużo droższymi laptopami, takimi jak Huawei MateBook X Pro, Microsoft Surface Laptop 2 i Apple MacBook Pro 13 2018.Huawei MateBook 13 - recenzjaHuawei MateBook 13 - recenzjaSuperlekkie i kompaktowe laptopy przyzwyczaiły mnie do tego, że oferują ograniczoną ilość portów. Huawei Matebook 13 oferuje dwa porty USB Typu C, złącze combo jack 3.5mm i... tyle. Urządzenie ładować można wyłącznie za pośrednictwem specjalnie oznaczonego portu po stronie lewej, szkoda. W tym miejscu ujawnia się jednak kolosalna zaleta urządzenia: dołączoną w zestawie ładowarkę można pomylić z ładowarką do smartfonu. Serio! Ładowarka o mocy 65 W jest tak niewielka, że przypomina ona źródło zasilania do mojego Huawei P30 Pro lub testowanego Oppo RX17 Pro z SuperVOOC. Ładowarkę do Huawei Matebook 13 można nosić dosłownie w kieszeni.Huawei MateBook 13 - recenzjaHuawei MateBook 13 - recenzjaDoskwiera brak czytnika kart pamięci. Brakuje także wsparcia dla Thunderbolt 3, dostępnego w znacznie droższym MateBooku X Pro. Na otarcie łez producent dołącza w zestawie niewielką multi przejściówkę, która po podpięciu do portu USB Typu C rozszerza wybór złącz o port USB 3.0 Typu A, USB 3.0 Typu-C, pełnowymiarowe złącze HDMI, a nawet... wyjście VGA. Portu Ethernet - brak, szkoda.Huawei MateBook 13 - recenzjaHuawei MateBook 13 - recenzjaHuawei MateBook 13 - recenzjaUmieszczony po prawej stronie nad klawiaturą przycisk zasilania jest także czytnikiem linii papilarnych. Wystarczy go dotknąć, aby po uprzednim zapisaniu swojego odcisku palca zalogować się sprawnie do systemu Windows 10. Jest to naprawdę szalenie wygodne.Huawei MateBook 13 - recenzjaWygodnym novum jest także funkcja One Hop Share, w którą wyposażone są wszystkie tegoroczne urządzenia Huawei. Dzięki niej możecie bardzo wygodnie przenosić pliki pomiędzy laptopem i smartfonem z systemem operacyjnym Android połączonymi w sieci lokalnej, bez połączenia z siecią. Wystarczy wyświetlić materiał na ekranie smartfonu lub zaznaczyć kilka plików, dotknąć smartfonem prawego rogu obudowy i voila - pliki lądują na pokładzie laptopa. Działa to także w drugą stronę. MateBook 13 nie jest jednak w stanie nagrywać za pomocą One Hope Share ekranu i współdzielić schowka - potrafi to tylko tegoroczny, droższy model MateBook X Pro.Huawei MateBook 13 - recenzjaSporą zaletą Huawei Matebook 13 jest jego wydajność. Procesor Intel Core i7-8565U w połączeniu z grafiką NVIDIA GeForce MX150 spisują się wyśmienicie. Producent postawił tu na szybszy wariant MX150 25 W, w miejsce MX150 10 W stosowanego często w laptopach z tej półki cenowej. W przypadku mniej wymagających zadań technologia Optimus przełącza urządzenie na energooszczędną kartę Intel UHD Graphics 620, wydłużając czas pracy urządzenia na baterii. Do dyspozycji jest jedynie 8 GB RAMu, ale da się to przeboleć. Procesor z nowego laptopa Huawei jest o ok. 25% szybszy od Core i7-8550U. Na laptopie zupełnie sprawnie można montować filmy, obrabiać zdjęcia, a nawet... grać w gry. W Wiedźmina 3 na średnich detalach pograłem w średnich 42 klatkach na sekundę w rozdzielczości 1366x768 pikseli. Uważam to za wynik wręcz szokująco dobry. Jednocześnie, temperatura pracy procesora nie przekroczyła 65 stopni w pokoju, w którym temperatura oscylowała w okolicach 20 stopni Celjsusza.Huawei MateBook 13 - recenzjaZastanawiacie się, czy urządzenie jest głośne pod dużym obciążeniem? Cóż, podczas grania w gry jest - za sprawą aż dwóch niewielkich wentylatorów umieszczonych wewnątrz niewielkiej obudowy. Te jednak na pełnych obrotach będą pracować niezwykle rzadko. Przeważnie laptop chłodzony będzie pasywnie - podczas pracy biurowej, przeglądania Internetu, czy nawet odtwarzania filmów. Spód laptopa podczas niemalże zerowego obciążenia nigdy nie przekroczył 29 stopni Celsjusza.Huawei MateBook 13 - recenzjaPriorytetem w urządzeniach pokroju Huawei Matebook 13 zawsze jest długi czas pracy na baterii. Udało mi się bez większego wysiłku osiągnąć w podróży czas pracy na poziomie ok. 8 godzin przy włączonej sieci Wi-Fi i korzystaniu z routera mobilnego. Na mój gust całkiem nieźle - znów jeśli weźmiemy pod uwagę półkę cenową, na której znajduje się laptop. Ładowanie do pełna baterii laptopa zajmuje ok. 1.5 godziny. Jednocześnie należy zwrócić uwagę na to, że w trakcie intensywnej rozgrywki laptop potrafi się czasem szybciej rozładowywać, niż ładować. Nie ma sensu z tego powodu robić chyba wielkiego "halo", bowiem nie jest to sprzęt stworzony do intensywnych rozgrywek w grach AAA. Podsumowanie Trudno mi sobie wyobrazić osobę, której Huawei MateBook 13 miałby się nie spodobać. W przystępnej jak na tę klasę urządzeń cenie kupić można laptopa pięknego, niezwykle lekkiego, a przede wszystkim wysokowydajnego. Dość powiedzieć, że wydajnością MateBook 13 bije nawet dużo droższego Huawei MateBooka X Pro z zeszłego roku. Czas pracy na baterii jest długi, a dołączona w zestawie ładowarka przypomina ładowarkę od smartfonu - taka jest mała!Huawei MateBook 13 - recenzjaLaptop Huawei pozwala nie tylko wykorzystywać go w zastosowaniach profesjonalnych jak obróbka wideo, projektowanie lub obrabianie zdjęć. Wydajne podzespoły umożliwiają także granie - tutaj uwaga: bateria potrafi rozładowywać się szybciej, niż ładować. Huawei MateBook 13 to świetna propozycja dla tych, którzy wolą postawić na wydajność, niż rekordowo długi czas pracy na baterii.

Ocena ogólna: 9.5

Wyświetlacz: 9
Wydajność: 9.5
Bateria: 9
Design i jakość wykonania: 9

Mocne strony: Słabe strony:
-------
- doskonała relacja ceny do możliwości
- bardzo jasny, duży ekran
- kompaktowa obudowa bardzo wysokiej jakości
- sporych rozmiarów klawiatura
- ogromny touchpad
- ultrakompaktowa ładowarka
- wydajniejszy od MateBooka X Pro!
- karta graficzna NVIDIA na pokładzie
- przejściówka z dodatkowymi portami w zestawie
- tylko 8 GB RAMu
- brak Thunderbolt 3
- brak czytnika kart pamięci
- brak złącza Ethernet na przejściówce
Huawei MateBook 13 recenzja]]>
Testy Najbardziej polecane Tue, 30 Apr 2019 17:10:00 +0200
Oppo RX17 Pro - recenzja. Kusi wyglądem i jakością zdjęć http://www.conowego.pl/testy/oppo-rx17-pro-recenzja-kusi-wygladem-i-jakoscia-zdjec-28834/ Oppo zadebiutowało w Polsce z łącznie pięcioma smartfonami, a już wkrótce dołączy do nich zupełnie...

Specyfikacja Oppo RX17 Pro

Ekran: 6.4", 1080x2340 pikseli
Procesor: Snapdragon 710
RAM: 6 GB
Pamięć: 128 GB
Karta pamięci: Tak
Aparaty: 12 Mpix (f/1.5-2.4, 26 mm, piksel 1.4 µm, OIS, PDAF) + 20 Mpix (f/2.6, AF), kamera TOF 3D / 25 Mpix (f/2.0, piksel 0.9 µm)
Dual SIM: TAK (standby, hybrydowy)
Łączność: USB Typu C (3.1), czytnik linii papilarnych w ekranie, GPS, Wi-Fi 802.11ac, Bluetooth 5.0, NFC
System: Android 8.1 (Color OS 5.2)
Akumulator: 3700 mAh (szybkie ładowanie SuperVOOC 50 W)
Wymiary: 157.6 x 74.6 x 7.9 mm
Waga: 183 gramy
Cena: ok. 2199 złotych


Moda na gradientowe obudowy trwa w najlepsze i Oppo RX17 Pro jest najlepszym przykładem tego, jak wspaniale może wyglądać smartfon w takiej kolorystyce. Obudowa testowanego urządzenia w kolorze Radiant Mist mieni się odcieniami kolorów niebieskiego i fioletowego. Prawa strona konstrukcji jest fioletowa. Kolor ten płynnie przechodzi w odcienie błękitu po lewej stronie urządzenia. Prezentuje się to doprawdy pięknie - aż szkoda zamykać taki smartfon w jakimkolwiek kejsie. Niestety, warto to zrobić.Oppo RX17 Pro - recenzjaPrzedni panel Oppo RX17 Pro pokryty został szkłem Gorilla Glass 6. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że tył urządzenia jest metalowy, ale nic bardziej mylnego. Pokrywa go szkło Gorilla Glass 5, które dość szybko zaczęło się rysować. Gradientowe kolory na krawędziach przyjęły barwę srebrną. Obstawiam, że pół roku w torebce wystarczy, aby piękny kolor dość poważnie zmasakrować.Oppo RX17 Pro - recenzjaGórna i dolna krawędź ramki otaczającej obudowę jest ostatnio "wypłaszczana" przez niektórych producentów smartfonów. Oppo RX17 Pro w tej ramce ma... nieznacznie zagłębienia. Wygląda to doprawdy niebanalnie. Na dolnej części ramki znajdziemy port USB Typu C 3.1, w asyście pojedynczego głośnika multimedialnego. Brak głośników stereo boli, ale po czśści owo niedociągnięcie rekompensuje donośność niezłej jakości dźwięku płynącego zza pojedynczej membrany. Na dolnej części aluminiowej ramki jest także tacka na dwie karty SIM lub kartę SIM i kartę pamięci. Złącza jack 3.5 mm nie ma.Oppo RX17 Pro - recenzjaOppo RX17 Pro - recenzjaProducent postawił na ekran AMOLED o proporcjach 19.5:9 i rozdzielczości 1080x2340 pikseli. Wygląda znajomo? To panel dobrze znany z OnePlus 6T, również wyposażony w subtelnego notcha przypominającego kroplę wody. Maksymalna jasność wyświetlacza w trybie auto wynosi ok. 450 cd/m2. Nie jest to wartość rzucająca na kolana, ale czytelność w pełnym słońcu jest bardzo dobra. Kontrast jest nieskończony, co znacząco poprawia jakość obrazu w trudnych warunkach oświetleniowych i rekompensuje relatywnie niską jasność panelu. Obraz wyświetlany na ekranie Oppo RX17 Pro cieszy oko dobrze nasyconymi barwami, choć ich odwzorowanie nie jest wzorcowe. Czy ktokolwiek będzie weryfikował to podobnie jak ja, za pomocą kolorymetru? Nie sądzę, więc nie ma to większego znaczenia. Mało kto dostrzeże różnicę, choć... szkoda, że nie można dokonywać żadnych manualnych korekt. Tak czy siak, to z pewnością jeden z najlepszych ekranów z tej półki cenowej.Oppo RX17 Pro - recenzjaCzytnik linii papilarnych zintegrowano z wyświetlaczem. Jeśli korzystaliście kiedyś z takiego rozwiązania, wiecie na pewno, że działa ono dość powoli. Skuteczność również jest dyskusyjna - palec trzeba zeskanować naprawdę dobrze, żeby urządzenie radziło sobie w miarę przyzwoicie z jego rozpoznawaniem. Prawdę mówiąc dużo lepiej działa odblokowywanie twarzą, choć... jest to dość prymitywny system 2D, który trudno nazwać bezpiecznym. #break# Wydajność i oprogramowanie Oppo RX17 Pro korzysta z mocy obliczeniowej 8-rdzeniowego układu Snapdragon 710 z GPU Adreno 616, wspieranego przez 6 GB RAMu. Użytkownik na swoje pliki otrzymuje 128 GB przestrzeni, którą rozszerzyć może za sprawą karty micro SD o kolejne 256 GB. W benchmarku AnTuTu sprzęt uzyskał wynik na poziomie 154 920 punktów. Nie jest to wynik wysoki i nawet zeszłoroczne średniaki pokroju Honora Play z Kirinem 970, nie mówiąc już o wycenionym na 1299 złotych Pocophone F1 ze Snapdragonem 845, osiągają znacznie lepsze wyniki. W praktyce system działa płynnie, a nawet wymagające gry 3D działają co najmniej poprawnie.Oppo RX17 Pro - recenzjaOppo RX17 Pro - recenzjaSmartfon dysponuje nowoczesnym zapleczem komunikacyjnym z NFC, Bluetooth 5.0 i Wi-Fi 802.11ac na czele. Nie brakło nawigacji z GPS, GLONASS, GALILEO i BDS. Wśród czujników znajdziemy akcelerometr, czujnik zbliżeniowy, cyfrowy kompas, czujnik natężenia światła oraz żyroskop.Oppo RX17 Pro - recenzjaAndroid 8.1 w smartfonie za niemal 2200 złotych? Wybaczcie, to się nie godzi. Oppo RX17 Pro korzysta z tej właśnie wersji systemu Google, przykrytej przez nakładkę ColorOS 5.2. Planów aktualizacji na horyzoncie nie widać, ale może kiedyś? Na szczęście nakładka jest przyjazna, choć... ma swoje braki.
Uwagę zwraca panel skrótów wysuwany z bocznej krawędzi ekranu. Wyświetla on skróty do popularnych funkcji, a także 16 ostatnio modyfikowanych plików. Ciekawostką jest także przeglądarka Opera, która zastępuje w systemie faworyzowany na każdym kroku przez Google Chrome. Domyślny program pocztowy? AquaMail. Nie powiem, nie są to aplikacje wybierane często przez Polaków, stąd też na polskim rynku domyślnymi powinny być raczej popularniejsze apki.
Smartfon obsługuje gesty na wyłączonym ekranie, oferuje tryb nocny, a także dysponuje wbudowanym narzędziem ułatwiającym utrzymywanie pamięci urządzenia w dobrym stanie. Nie zabrakło możliwości włączenia praktycznych funkcji, jak choćby odbierania połączeń po przyłożeniu smartfonu do ucha.
Zastanawiającym jest brak ikon powiadomień na belce głównej w górnej części ekranu. Wyświetlany jest tylko domyślny zestaw ikon, ale powiadomienia z aplikacji nie są tam widoczne! Zdumiewającym jest brak zaawansowanych statystyk zużycia baterii, umożliwiających choćby wgląd w czas uruchomienia ekranu na ostatnim ładowaniu baterii. Parę „baboli” wytknąć należy również w kwestii spolszczenia nakładki. Tryb portretowy w aparacie jest tutaj... układem pionowym. Nie dało się tego dopracować? #break# Aparat Zestaw aparatów w Oppo RX17 Pro będzie budził u wielu zaawansowanych użytkowników mieszane uczucia. Na szczęście jakość zdjęć i nagrań, także nocnych, rekompensuje niemalże wszystko. Oppo RX17 Pro korzysta z trzech aparatów głównych. Wśród nich znajdziemy sensor 12 Mpix z obiektywem o zmiennej ogniskowej f/1.5-2.4 o kącie 26 mm, czujnik odpowiadający za głębię tła o rozdzielczości 20 Mpix (obiektyw f/2.6) oraz kamerkę TOF 3D. Zdumieni? Ja też. Za precyzyjny pomiar głębi tła powinna odpowiadać kamera TOF 3D, która w Oppo RX17 Pro wydaje się być bezrobotna. Drugi sensor mógłby zostać sparowany z obiektywem szerokokątnym - wtedy wszyscy byliby zadowoleni.Oppo RX17 Pro - recenzjaZ przodu znajdziemy kamerkę o rozdzielczości 25 Mpix z obiektywem f/2.0. Autofokusu, który jest standardem w lwiej części urządzeń, niestety nie ma, a szkoda. Oppo RX17 Pro robi przednim aparatem naprawdę ładne zdjęcia i przykro mi, że nie są one jeszcze lepsze za sprawą modułu automatycznie dopasowującego ostrość.Oppo RX17 Pro - recenzjaTryb AI w oprogramowaniu Oppo, widoczny na ekranie głównym po włączeniu aparatu odpowiada wyłącznie za poprawę wyglądu twarzy i za nic poza tym. Rozpoznawanie sceny za pomocą AI należy włączyć w menu ustawień kamery. Jakość zdjęć z aparatu głównego jest bardzo wysoka. Fotografie są bogate w detale, a prezentują się jeszcze lepiej po włączeniu całkiem szybko działającego trybu HDR. Zaszumienie jest mniejsze, niż w przypadku niektórych droższych flagowców. Ostrość jest świetna - niemal w każdych warunkach oświetleniowych, choć czasem oprogramowanie przesadza z wyostrzaniem detali w trybie HDR. Największym zaskoczeniem była dla mnie jakość zdjęć nocnych, także z przedniej kamerki. Pozytywnym zaskoczeniem! Oppo RX17 Pro podejmuje w tej kwestii walkę z najlepszymi smartfonami w tej klasie. Wszystkie poniższe fotografie wykonane zostały w trybie automatycznym. Nie korzystałem z trybu nocnego Nightscape, który moim zdaniem niepotrzebnie wyostrzał zdjęcia. Jakość zdjęć oceńcie sami - moim zdaniem jest świetna. Zdjęcia bez HDR vs zdjęcia z HDR Zoom 1x vs Zoom 2x Selfie #break# Bateria W departamencie baterii i zasilania jest się czym zachwycać. Oppo RX17 Pro dysponuje baterią o pojemności 3700 mAh, która pozwoli przepracować mu ok. 1.5 dnia przy normalnym użytkowaniu. Przy użytkowaniu intensywnym wystarczy bez problemu na cały dzień działania. Ogromna zaletą smartfonu marki Oppo jest obsługa jednej z najszybszych dostępnych dla smartfonów technologii ładowania.Oppo RX17 Pro - recenzjaZa sprawą ładowarki SuperVOOC o mocy 50 W Oppo RX17 Pro naładujecie od 0 do 95% w ok. 30 minut. Ładowanie do pełna zajmuje... 35 minut. Nawet Huawei P30 Pro ładuje się "aż" ok. 58 minut, choć wspomnieć należy, że dysponuje on akumulatorem o pojemności 4200 mAh (i ładowarką 40 W). Tak czy siak, Oppo RX17 Pro jest urządzeniem wprost stworzonym dla tych, którzy ze swojego smartfonu korzystają nad wyraz często. Podsumowanie Dość wysoka cena mogła zniechęcać wiele osób do zakupu Oppo RX17 Pro. Teraz, gdy Oppo obniżyło ją do poziomu 2199 złotych, smartfon może znaleźć większe grono amatorów. Zasługuje na to! Mimo mojego sceptycznego podejścia, układ Snapdragon 710 w Oppo RX17 Pro spisywał się świetnie i gwarantował wydajność wystarczającą do pełni szczęścia absolutnej większości użytkowników smartfonów. Doskonale zoptymalizowana nakładka ColorOS czyniła korzystanie z urządzenia bardzo przyjemnym, choć wytknąć muszę fakt, że przykrywa ona leciwego już Androida 8.1.Oppo RX17 Pro - recenzjaNajwiększymi zaletami Oppo RX17 Pro są bez wątpienia błyskawiczne ładowanie SuperVOOC, świetny ekran z niewielkim notchem oraz rewelacyjna jakość zdjęć wykonywanych zarówno kamerami głównymi, jak i aparatem przednim. Pozytywnie zaskoczyły mnie zwłaszcza fotografie nocne, które okazały się nie ustępować robionym przez flagowce znacznie bardziej rozpoznawalnej w Polsce konkurencji. Oppo RX17 Pro ma przy tym kilka wad, spośród których niektórych producent mógł chyba uniknąć. Głośnik mono, brak wodoodporności, czy też najnowszej wersji systemu Android rzucają się w oczy (i uszy). Boli brak choćby elektronicznej stabilizacji obrazu przy nagraniach 4K, a także łatwo rysujący się skądinąd piękny tylny panel obudowy.Oppo RX17 Pro - recenzjaMoje dotychczasowe doświadczenia z Oppo RX17 Pro pozwalają mi szczerze polecić go wszystkim tym, którzy od smartfonu wymagają czegoś więcej, niż najwyższej w danej cenie wydajności. Tej Oppo RX17 Pro z pewnością nie brakuje, choć nie jest to smartfon ze Snapdragonem 855. Między innymi ze względu na relatywnie niewysoką wydajność w tej cenie zmuszony jestem odjąć 0.5 pkt z oceny ogólnej. Suma zalet urządzenia moim zdaniem mimo wszystko znacząco przewyższa wady. Jeśli zaakceptujecie drobne potknięcia producenta - RX17 Pro z pewnością Wam się spodoba.

Ocena ogólna: 8

Wyświetlacz: 9
Wydajność: 7
Bateria i czas ładowania: 9.5
Możliwości foto/wideo: 8.5
Design i jakość wykonania: 9.5

Mocne strony: Słabe strony:
---------------
- błyskawiczne ładowanie (100% w 35 minut)
- świetny ekran AMOLED z niewielkim notchem
- czytnik linii papilarnych w ekranie
- stabilna, wydajna praca
- świetna jakość zdjęć, także nocnych
- niezła jakość selfie
- wysoka jakość wideo
- długi czas działania na baterii
- piękna obudowa
- NFC
- wydajność mogłaby być wyższa
- brak AF w aparacie przednim
- wideo 4K bez stabilizacji
- głośnik mono
- brak wodoodporności
- brak jacka 3.5 mm
- tylny panel szybko się rysuje
- Android 8.1

oppo rx17 pro recenzja]]>
Testy Najbardziej polecane Fri, 26 Apr 2019 18:55:00 +0200
Huawei Watch GT Active - recenzja. Zegarek z GPS dla ambitnych amatorów http://www.conowego.pl/testy/huawei-watch-gt-active-recenzja-zegarek-z-gps-dla-ambitnych-amatorow-28792/ W marcu firma Huawei zaprezentowała nie tylko nowe flagowe smartfony Huawei P30 i P30 Pro. Na... Przede wszystkim, nowy Huawei Watch GT Active to krok w dobrą stronę. Nie muszę chyba mówić, że moduł GPS to pozycja obowiązkowa w zegarku typu smart. Bez niego użyteczność urządzenia tego typu jest dyskusyjna. Ba, moim zdaniem smartwatch bez takiego modułu to sprzęt bezużyteczny. Do mierzenia kroków wystarczy przecież tania opaska, która wyświetla często także godzinę, prawda?Huawei Watch GT Active - recenzjaHuawei Watch GT Active - recenzjaW zestawie z zegarkiem znajdziemy niewielką platformę do ładowania oraz kabelek USB Typu C. Huawei Watch GT Active sprzedawany jest w wariancie z gumowym paskiem w kolorze pomarańczowym lub ciemno zielonym. Gumowy pasek o szerokości 22 milimetrów jest bardzo wygodny. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby podmienić go na jeden z akcesoryjnych pasków Huawei lub... pasków dowolnego innego producenta - także produkującego paski do zegarków klasycznych. Uszy koperty są zupełnie standardowe, więc nie będzie z tym choćby najmniejszych problemów. Szybką i łatwą wymianę paska bez wykorzystania narzędzi zapewnia system QuickFit.Huawei Watch GT Active - recenzjaHuawei Watch GT Active zamknięto w kopercie o rozmiarze 46.5 milimetrów, w której osadzono okrągły, 1.39-calowy ekran dotykowy AMOLED o wysokiej rozdzielczości 454x454 pikseli.  Otaczający wyświetlacz bezel nie jest obrotowy. Wyświetlany obraz prezentuje się świetnie - czcionki są ostre, a kolory dobrze nasycone. Cała konstrukcja została uszczelniona przed działaniem wody (5 ATM) i w zegarku można śmiało pływać. Grubość koperty na poziomie 10.6 mm sprawia, że dobrze leży ona także na chudym nadgarstku. Na moim nadgarstku o obwodzie ok. 17 centymetrów zegarek prezentuje się moim zdaniem nieźle i wcale nie jest zbyt duży.Huawei Watch GT Active - recenzjaHuawei Watch GT Active - recenzjaDesign smartwatcha Huawei czyni z niego sprzęt niezwykle uniwersalnym. Jasne, nietaktem będzie założenie go do eleganckiego garnituru, ale na większość okazji typu smart casual będzie jak ulał - zwłaszcza po założeniu odpowiedniego paska. Użytkownik może personalizować wygląd tarczy, wybierając jeden spośród piętnastu dostępnych jej rodzajów. Więcej zainstalować można z poziomu sklepu, ale na chwilę obecną jest ich zaledwie garstka.Huawei Watch GT Active - recenzjaHuawei Watch GT Active - recenzjaDo obsługi zegarka wykorzystuje się nie tylko "tapnięcia" i gesty (wyświetlacz jest czuły i ochoczo na nie reaguje), ale także dwa duże przyciski fizyczne umieszczone po prawej stronie od tarczy. Jeden z nich pozwala przełączać się pomiędzy ekranami zainicjowanej aktywności, drugi zaś pozwala rozpocząć lub zastopować ćwiczenia. Nowością w Huawei Watch GT Active jest teraz tryb triathlon, który powinien zainteresować osoby biorące od czasu do czasu udział w zawodach tego rodzaju.Huawei Watch GT Active - recenzjaHuawei Watch GT Active - recenzjaHuawei Watch GT Active jest smartwatchem, więc może wyświetlać powiadomienia ze sparowanego z nim smartfonu. Z poziomu aplikacji Huawei Zdrowie możemy określić, które aplikacje mogą wysyłać powiadomienia na zegarek. Wyłączyłem wszystkie. Dlaczego zegarek miałby mi zawracać głowę?! Wystarczy, że zawibruje, gdy ktoś dzwoni, zawibruje, gdy na smartfonie włączy się alarm i... tyle. Dla mnie Huawei Watch GT Active to przede wszystkim zegarek sportowy.Huawei Watch GT Active - recenzjaKażdy z zegarków wyposażony jest w całą paletę czujników. Huawei wyposażył Watch GT Active w akcelerometr, żyroskop, czujnik tętna, czujnik światła, barometr oraz czujnik pola magnetycznego. Co ciekawe, pomiar tętna z nadgarstka jest niebywale dokładny. Przekłamanie w porównaniu do opaski HRM firmy Garmin wynosiło maksymalnie 1 uderzenie na minutę, co mieści się w granicy błędu pomiarowego. Zegarek reagował na zmianę tempa być może odrobinę wolniej, niż zegarek Garmina połączony z opaską HRM, ale są to różnice, które nie powinny przeszkadzać nawet bardziej ambitnym amatorom. Na co dzień, włączyć możemy funkcję stałego pomiaru tętna. Co ciekawe, nie zużywa ona baterii w sposób znaczący. Funkcję warto włączyć, by wykryć ewentualne nieprawidłowości w rytmie pracy swojego organizmu - serio!Huawei Watch GT Active - recenzjaBieganie w terenie, bieganie na bieżni, marsz w terenie, wspinaczka, bieg przełajowy, kolarstwo, rower stacjonarny, pływanie na basenie oraz na wodach otwartych, triathlon - oto dyscypliny widniejące w menu głównym zegarka. Dla każdego z rodzajów treningów dostosować możemy różne funkcje zegarka - w zależności od dyscypliny możliwości są nieco odmienne. W przypadku większości możemy ustawić cel - dystans, czas lub liczbę spalonych kalorii. Do niektórych można ustawić także "wirtualnego partnera", pilnującego tempa docelowego. Zegarek proponuje także kilka predefiniowanych treningów biegowych. Funkcję monitorowania snu TruSleep traktuję jako bajer. Gdy spałem zegarek zmierzył dobrze długość snu - jak dobrze zmierzył fazy? Tego nie wiem. Wiem natomiast, że zegarek zdjęty z nadgarstka potrafił rejestrować czasem sen leżąc na półce. Ba, wskazywał nawet poszczególne fazy tego snu. To sprawiło, że straciłem zaufanie do funkcji i po prostu ją dezaktywowałem. Jest to z pewnością fajna ciekawostka, ale monitoring snu... nie, nie wierzę. ;) Nie opuszczę przez to oceny, bo mam świadomość, że dla większości osób jest to tylko zbędna funkcja. Kto sypia w zegarku?!Huawei Watch GT Active - recenzjaZegarek ładujemy z maksymalną mocą 10 W (5V 2A), co pozwala zapełnić stan baterii w mniej niż godzinę za pośrednictwem ładowarki sieciowej, na przykład od smartfonu. Ładowanie jest błyskawiczne zważywszy na to, że zegarek serio jest w stanie przepracować 14 dni bez ładowania przy wyłączonym GPS. Po włączeniu GPS Huawei Watch GT Active z włączonym pomiarem tętna z nadgarstka działał będzie przez około 18 godzin. To znakomity wynik, który pozwoli Wam w nim ukończyć dowolny maraton lub zarejestrować naprawdę długą jazdę na rowerze. Po każdym z treningów zegarek wyświetla krótkie podsumowanie. Oprócz podstawowych danych jak przemierzony dystans, czas, czy też tętno, znajdziemy także statystyki zaawansowane jak długość kroku, tempo biegu, a przy regularnie wykonywanych treningach także zmiany w VO2 Max (wydolność tlenowa). Jednym słowem: wszystko co zadowoli wielu amatorów i ambitnych amatorów.Huawei Watch GT Active - recenzjaZegarek ma pewne braki, z czego jeden jest niezwykle istotny. NFC zegarek nie ma, co nie jest wielką wadą, ale... Wychodząc na trening nie biorę ze sobą telefonu. Po prostu nie biorę, i już! Lubię biegać "na lekko" i nie ukrywam, że moduł NFC w zegarku ułatwiłby mi zakup przekąski lub napoju podczas dłuższego wybiegania. Wiele osób jeżdżących na rowerze również mogłoby zechcieć płacić zegarkiem - w tym wypadku nie będzie miało możliwości. Nie jest to oczywiście tragedia, zwłaszcza w tak rozsądnie wycenionym zegarku, ale... Doskwierał mi nieco brak możliwości tworzenia własnych treningów - czy to z poziomu zegarka, czy to aplikacji Huawei Zdrowie, która wykorzystywana jest do połączenia z urządzeniem poprzez moduł Bluetooth 4.2 z BLE Użytkownik nie ma możliwości tworzenia żadnych personalizowanych ćwiczeń pokroju biegów interwałowych lub innych zaawansowanych.Huawei Watch GT Active - recenzjaJeszcze większym mankamentem, który niemalże zdyskwalifikował zegarek w moich oczach (i który skreśli go w oczach wielu sportowców - amatorów) jest... brak możliwości eksportowania treningów do zewnętrznych aplikacji. Byłem zdumiony, że Huawei Zdrowie nie pozwala na synchronizację treningów z Endomondo, ani Stravą. Nawet tanie zegarki Xiaomi automatycznie synchronizują aktywności z serwisem Strava i pozwalają eksportować trening do pliku GPX. Huawei Watch GT Active i aplikacja Huawei Zdrowie nie tylko nie pozwalają na synchronizację, ale nawet nie zezwalają na skopiowanie danych do pliku, który odręcznie będzie można wrzucić na ulubiony serwis. Tak się po prostu nie robi. Rozumiem, że Huawei chce popularyzować swoje rozwiązanie, ale absolutnie nie tędy droga. Mało której osobie, która poważnie podchodzi do analizy swoich treningów, taki stan rzeczy się spodoba, bo aplikacja Huawei Zdrowie jest... taka sobie - brakuje w niej choćby opcji społecznościowych i zaawansowanej analizy ćwiczeń. W moim odczuciu to największa wada zegarka Huawei. Podsumowanie Huawei Watch GT Active stanowi znaczący krok naprzód względem tego, co producent zaprezentował w zeszłym roku. Zegarek wyposażony jest nareszcie w moduł GPS, który czyni z urządzenia świetne narzędzie treningowe. Elegancki design zegarka nie zdradza przy tym, że mamy do czynienia z urządzeniem zaprojektowanym z myślą o trudnych warunkach. Wygląd urządzenia pozwala wykorzystywać go na co dzień, także jako elegancki dodatek do ubioru smart casual. Czas pracy na baterii na poziomie 2 tygodni jest osiągalny - pod warunkiem, że nie korzystacie z GPS. W trakcie treningów bateria jest w stanie wytrzymać nawet 18 godzin, co poczytuję jako świetny rezultat, porównywalny z najlepszymi urządzeniami firmy Garmin. Pomiar tętna z nadgarstka jest zaskakująco precyzyjny, podobnie jak szybko łapiący „fixa” odbiornik GPS. Czas ładowania baterii także jest krótki.Huawei Watch GT Active - recenzjaWady? Są. Huawei mogło stworzyć rewelacyjny zegarek. Za sprawą dwóch potknięć producenta Huawei Watch GT Active jest tylko i aż... dobry. Brak możliwości eksportowania treningów do plików .gpx oraz brak synchronizacji z jakimkolwiek popularnym trackerem sportowym to ograniczenia zupełnie niezrozumiałe, za które zegarkowi odejmuję całe dwa punkty. Obie wady da się naprawić za pomocą aktualizacji oprogramowania i odrobiny dobrej woli. Może Huawei się zrehabilituje, hm? Mimo powyższych wad trudno jest mi nie polecić zegarka Huawei Watch GT Active. Jeśli ktoś chce zrzucić kilka kilogramów lub po prostu żyć zdrowo - przeżyje bez Endomondo i Stravy (lekkiego lansu, zastrzyku motywacji, aspektu społecznościowego, dokładniejszej analizy treningów) i przeboleje konieczność korzystania z dość podstawowej apki Huawei Zdrowie.

Ocena ogólna: 7.5

 
Mocne strony: Słabe strony:
-------
- atrakcyjny i uniwersalny design zegarka
- wygodny pasek gumowy
- wysoka jakość wykonania
- ładny ekran o wysokiej rozdzielczości
- precyzyjny pomiar tętna
- dokładny GPS
- dokładny krokomierz
- bardzo długi czas pracy na baterii
- krótki czas ładowania
- wodoszczelność 5 ATM
- możliwość zastosowania dowolnego paska 22 mm
- kilkanaście ładnych tarcz do wyboru
- brak synchronizacji z Endomondo/Stravą
- brak możliwości eksportu plików (.gpx i innych)
- brak możliwości tworzenia treningów
- kiepskie monitorowanie snu

Huawei Watch GT Active

Huawei Watch GT Active - recenzja]]>
Testy Najbardziej polecane Sun, 21 Apr 2019 21:15:00 +0200
Huawei P30 Pro - recenzja. Znowu to zrobili! http://www.conowego.pl/testy/huawei-p30-pro-recenzja-znowu-to-zrobili-28748/ Huawei Mate 20 Pro czy Huawei P30 Pro? Takie pytanie zadaje sobie obecnie wiele osób pragnących...

Huawei P30 Pro - specyfikacja

Ekran: 6.47", 1080x2380 pikseli
Procesor: Kirin 980
RAM: 6 GB
Pamięć: 128 GB
Karta pamięci: Tak, format Nano Memory
Aparaty: 40 MPix (f/1.6, 27 mm, 1/1.7", OIS) + 20 MPix (f/2.2, 16 mm, 1/2.7") + 8 MPix (f/3.4, 125 mm, 1/4", 10x zoom optyczny, OIS) + TOF 3D / 32 MPix (f/2.0)
Dual SIM: TAK (standby, hybrydowy)
Łączność: USB Typu C (3.1), czytnik linii papilarnych w ekranie, GPS, Wi-Fi 802.11ac, Bluetooth 5.0, NFC, Radio FM
System: Android 9.1 (EMUI 9.1)
Akumulator: 4200 mAh (szybkie ładowanie 40 W, bezprzewodowe 15 W)
Wymiary: 158 x 73.4 x 8.4 mm
Waga: 192 gramy
Cena: ok. 3799 złotych


Patrząc na powyższą tabelę i porównując dane w niej zawarte ze specyfikacją Huawei Mate 20 Pro można dojść do wniosku, że... zmieniło się tak naprawdę niewiele. Ekran w Huawei P30 Pro jest teraz zaoblony na krawędziach i... nieznacznie większy, niż w modelu Mate 20 Pro. Rozdzielczość spadła, ale nie jest to powód do rozpaczy. 1080x2380 pikseli to rozdzielczość optymalna dla ekranu o tej przekątnej. Smartfon dysponuje teraz baterią o pojemności 4200 mAh, identyczną jak w Mate 20 Pro i obsługuje ładowanie 40 W, wcześniej zarezerwowane wyłącznie dla najdroższego urządzenia z serii Mate. Skupmy się na różnicach.Huawei P30 Pro - recenzjaHuawei P30 Pro czy Huawei Mate 20 Pro? Różnice Pierwszą z zauważalnych różnic po otwarciu pudełka jest brak przejściówki USB Typu C do jacka 3.5 mm w zestawie. Smartfon pozbawiony jest złącza audio, z którego coraz częściej rezygnuje się, próbując zmusić konsumentów do korzystania z rozwiązań bezprzewodowych. Jeśli lubicie swoje słuchawki "z kabelkiem", będziecie musieli dokupić kosztującą kilka, może kilkanaście złotych przejściówkę. Była ona dodawana do modelu Mate 20 Pro i na pewno nie powinno jej zabraknąć w zestawie z nowym urządzeniem, które cenowo dogoniło serię Mate. Pozostajemy przy dźwięku i patrzymy w stronę głośników. Huawei P30 Pro korzysta z pojedynczego głośnika multimedialnego, który umieszczony został na dolnej krawędzi ramki urządzenia. Głośnik mono we flagowcu? Jestem na nie. Jest donośny (nieznacznie głośniejszy od głośników w Huawei Mate 20 Pro) i emituje dobrej jakości dźwięk, ale wciąż nie zapewnia dźwięku stereo.Huawei P30 Pro - recenzjaZauważycie w trymiga, że przy górnej krawędzi wyświetlacza próżno szukać głośnika do rozmów głosowych. To prawda - ukryto go bowiem pod powierzchnią ekranu. Rozwiązanie sprawdza się bardzo dobrze, a dźwięk jest czysty i pozbawiony zakłóceń. Osoby postronne nie słyszą tego, co mówi do Was rozmówca. Wystarczy przyłożyć ucho do ekranu i... to wszystko. Na moje ucho dźwięk jest odrobinę mniej donośny, niż w Huawei Mate 20 Pro, ale dostatecznie głośny, by rozmówcę słyszeć bez problemu nawet na ruchliwej ulicy - bez obaw. W górnej części ekranu wcześniej umieszczone były sensory odpowiedzialne za pracę funkcji 3D Face Unlock, umożliwiającej odblokowywanie urządzenia za pomocą twarzy. Huawei Mate 20 Pro jako jedyne urządzenie oprócz nowych iPhone'ów pozwalało na ten rodzaj uwierzytelniania. Z pomocą kamerze przychodziła także dioda podczerwieni. W Huawei P30 Pro notcha zastąpiło wcięcie w ekranie i dla zestawu czujników zabrakło po prostu miejsca. Sprzęt oferuje tylko 2D Face Unlocka, który działa kiepsko po zmroku i nie jest szybki jak bardziej zaawansowana wersja zabezpieczeń. Szkoda, bo 3D Face Unlock był jedną z moich ulubionych funkcji w Mate 20 Pro.Huawei P30 Pro - recenzjaFirmie Huawei udało się usprawnić działanie czytnika linii papilarnych znajdującego się w ekranie. Pole do przyłożenia palca jest teraz umieszczone nieco niżej, w nieco bardziej odruchowo osiągalnym miejscu. Podświetlenie palca jest intensywniejsze, a rozpoznanie odcisku palca jest jakby szybsze i mniej zawodne w sensie prawidłowej identyfikacji linii papilarnych.Huawei P30 Pro - recenzjaNowościami w Huawei P30 Pro jest też zestaw aparatów, którym poświęciliśmy osobny artykuł. Zupełnie nowy, peryskopowy teleobiektyw otrzymał teraz optyczną stabilizację obrazu. Moduł pozwala na uzyskanie bezstratnego powiększenia hybrydowego 10x i optycznego 5x. Ba, z pomocą zoomu cyfrowego 50x możemy podziwiać obiekty oddalone o "hektar" od użytkownika przechwytującego zdjęcie. Trudno w to uwierzyć, ale satysfakcjonujące efekty można bez problemu uzyskać robiąc zdjęcie "z ręki". Pozwólcie, że posłużę się przykładem. Huawei P30 Pro przykładowe zdjęciaHuawei P30 Pro przykładowe zdjęciaHuawei P30 Pro przykładowe zdjęciaHuawei P30 Pro przykładowe zdjęcia

Huawei P30 Pro: zoom 0.6x, 1x, 5x, 10x, 50x

Novum jest także kamera TOF 3D, która pozwala uzyskać o niebo lepszy efekt rozmycia tła na zdjęciach portretowych. Znacie problem z niepoprawnym rozpoznawaniem krawędzi i rozmywania pojedynczych kosmyków włosów? W Huawei P30 Pro te problemy niemalże nie występują i to wystarczy, aby ocenić posunięcie producenta jako dobre.Huawei P30 Pro - recenzjaNo dobra, ale jaki jest Huawei P30 Pro? #break# Przede wszystkim, fenomenalnie wykonany. Musicie mi wybaczyć, ale dysponuję najmniej efektowną kolorystycznie wersją czarną. Na zdjęciach fenomenalnie prezentują się warianty Amber i Opal. Ogólnie mam wrażenie, że Huawei znalazł patent na kolorystykę smartfonów wywołującą ogromne emocje. Wszystkie Huawei P30 Pro są po prostu przepiękne, w każdym świetle. Nawet czarny P30 Pro znajdzie swoich amatorów.Huawei P30 Pro - recenzjaHuawei P30 Pro - recenzjaHuawei P30 Pro wykonany jest podobnie jak Huawei Mate 20 Pro - z dbałością o najmniejsze detale. Szkło jest podatne na uszkodzenia, ale prezentuje się zacnie, oczywiście do momentu pojawienia się pierwszych odcisków palców. Wiele osób zamyka tak cenne smartfony w kejsie, co nie jest wcale złym pomysłem. Przyciski fizyczne wykonane zostały z metalu - wszystkie są osadzone należycie i klikają znakomicie (nawet nie czuję, że rymuję). Na przycisk blokady ekranu naniesiono dodatkowo czerwony akcent.Huawei P30 Pro - recenzjaGórną i dolną część ramki otaczającej obudowę „wypłaszczono”, co daje całkiem ciekawy efekt. Na spodzie urządzenia znajduje się tacka na pojedynczą kartę SIM oraz kartę pamięci w standardzie NM. Huawei, pls stahp. Nie róbcie tego - popularyzowanie nowego standardu kart nie ma sensu i wprowadza tylko zbyteczne zamieszanie. Karty NM są drogie. Nie ma sensu wymyślać koła na nowo. Obok tacki znajduje się złącze USB C 3.1. Gniazda jack 3.5 mm nie ma. Smartfon dysponuje systemem mikrofonów z aktywną redukcją szumów, która działa wzorcowo. Pytałem wielokrotnie czy moi rozmówcy słyszą hałas ulicy, przejeżdżający obok tramwaj lub karetkę. Nie słyszeli żadnego z tych odgłosów tła, co jest doskonałą rekomendacją dla mikrofonów w Huawei P30 Pro. Jakość połączeń jest wysoka i głośnik umieszczony pod ekranem spełnia swoje zadanie bardzo dobrze. Na górnej ramce ekranu nie zabrakło diody podczerwieni, która pozwala zamienić smartfona w pilot do telewizora. Obudowa jest wodoszczelna, co potwierdza norma IP68. Super.Huawei P30 Pro - recenzjaHuawei P30 Pro korzysta z 6.47-calowego ekranu AMOLED o rozdzielczości 1080x2340, obsługującego technologię HDR. Miejsce notcha zajęło niewielkie i bardzo estetyczne wycięcie w górnej części ekranu, na którym umieszczono kamerkę o rozdzielczości 32 Mpix. Ekran o proporcjach obrazu 19.5:9 wyświetla czytelny, ostry obraz o jasności sięgającej 600 cd/m2 w trybie Auto. W trybie manualnym jest odrobinkę ciemniejszy i wartość ta sięga 580 cd/m2. Kontrast jest oczywiście nieskończony. Jak przystało na panel AMOLED, czytelność w pełnym słońcu jest idealna i przewyższa nawet nieznacznie pod tym względem ekran z chwalonego przeze mnie Huawei Mate 20 Pro. Odwzorowanie kolorów jest takie sobie, ale użytkownik nie dysponujący kolorymetrem nie będzie tego świadomy.Huawei P30 Pro - recenzjaHuawei P30 Pro - recenzja #break#

Wydajność i oprogramowanie

Huawei P30 Pro wykorzystuje najnowszy system Android 9.1 z nakładką EMUI 9.1. Moje poprzednie doświadczenia z modelem Huawei Mate 20 Pro pozwalają ufać, że aktualizacje oprogramowania będą w przypadku P30 Pro regularne, jak przystało na flagowce tego producenta. W modelu Mate 20 Pro co miesiąc dostawałem poprawki zabezpieczeń oraz nieco rzadziej - inne drobne usprawnienia.Huawei P30 Pro - recenzjaO wydajność Huawei P30 Pro dba znany już od kilku miesięcy układ Kirin 980 i 6 GB RAMu - zestawienie identyczne jak w przywoływanym przeze mnie na każdym kroku Mate 20 Pro. Oznacza to oczywiście najwyższą możliwą dla smartfona obecnie moc obliczeniową. Kirin 980 ustępuje może Snapdragonowi 855 pod względem mocy obliczeniowej GPU, ale przede wszystkim w benchmarkach. Oprogramowanie Huawei działa płynnie, podobnie jak wszystkie, nawet najbardziej wymagające gry, które zechcecie zainstalować na tymże smartfonie. Huawei usprawniło system chłodzenia, dzięki czemu P30 Pro nagrzewa się nieco mniej podczas rozgrywki w produkcjach takich jak Fortnite.
Nakładka EMUI 9.1 przykrywająca Androida 9.1 wprowadziła kilka ciekawych zmian, choć największe są niewidoczne dla oczu. Huawei P30 Pro korzysta z innego systemu plików, niż Huawei Mate 20 Pro z EMUI 9.0. system plików ERO podnosi 3-krotnie szybkość odczytu plików i nawet o 10% skrócony czas otwierania programów. Pliki systemowe zajmują ok. 20% mniej przestrzeni w pamięci urządzenia. Czy różnica jest odczuwalna? Nie, ale jeśli położycie oba smartfony obok siebie, to otwierając po sobie kilka aplikacji pod rząd różnicę zauważycie.
Nowa funkcja GPU Turbo 2.0 zwiększa wydajność w grach. Nie brakuje innych charakterystycznych dla smartfonów Huawei funkcji, w tym Huawei Share pozwalającego błyskawicznie dzielić się plikami z posiadaczami innych urządzeń Huawei za sprawą tworzonych ad-hoc szybkich sieci Wi-Fi. Na pokładzie jest modem LTE Cat. 21, jest Wi-Fi 802.11 ac (do 1732 Mbps), nie zabrakło GPS z GLONASS, Beidou i Galileo, Bluetooth 5.0 z LE i AptX oraz NFC. Huawei P30 Pro korzysta z gestów nawigacyjnych, podobnych jak w Mate 20 Pro. Przyciski nawigacyjne w dolnej części ekranu można śmiało schować, zwiększając przez to przestrzeń roboczą. Podstawowa nawigacja odbywa się za pomocą przesunięcia palca od prawej krawędzi ekranu w lewo (wstecz), przesunięcia go od dołu do góry ekranu (home) lub przesunięcia od dołu do góry i przytrzymania opuszka w miejscu (aplikacje działające w tle). Moim zdaniem to najlepszy ze sposobów obsługi tego urządzenia. Notcha można ukryć, zmienić można też układ aplikacji na klasyczną szufladę.Huawei P30 Pro - recenzjaOprogramowanie Huawei zawiera wprowadzoną przez Huawei Mate 20 Pro "Higienę cyfrową". Z poziomu tego panelu uzyskacie dokładny wgląd w to, jak użytkujecie swojego smartfona i co w największym stopniu pożera Wasz czas. Możecie ustawić ile godzin dziennie korzystać będziecie mogli z danej aplikacji lub, po ustawieniu w urządzeniu profilu dziecka, ile na danej aktywności czasu będzie mogła spędzić Wasza pociecha.
Nie zabrakło trybu dzielonego ekranu. Huawei proponuje także całkiem niezłą galerię, bazującą na sztucznej inteligencji. Ta zapamiętuje przedmioty i twarze, przez co łatwo jest wyszukiwać konkretnych fotografii. #break#

Aparat

Na pleckach P30 Pro umieszczono aż cztery moduły o rozdzielczości 40, 20 i 8 Mpix oraz sensor ToF, które składają się na aparat główny. Pierwszy z nich to standardowy obiektyw z OIS i przysłoną f/1.6. Drugi jest obiektywem ultraszerokokątnym o jasności f/2.2. Trzeci zaś o świetle f/3.4 pomoże osiągnąć 5-krotny zoom optyczny i 10-krotny bezstratny zoom hybrydowy - będzie to możliwe dzięki peryskopowej budowie. Ten aparat również wyposażono w optyczna stabilizację obrazu.Huawei P30 Pro - recenzjaUrządzenie oferuje możliwość skorzystania z 50-krotnego zoomu cyfrowego. Najlepiej korzystać z niego znajdując solidny punkt podparcia. Efekty jego pracy zobaczycie pośród poniższych zdjęć.Huawei P30 Pro przykładowe zdjęciaHuawei P30 Pro przykładowe zdjęciaHuawei P30 Pro przykładowe zdjęciaHuawei P30 Pro przykładowe zdjęcia

Huawei P30 Pro: zoom 1x, 5x, 10x, 50x (1343 mm)

Jakość portretów znacząco poprawia sensor ToF. Za sprawą sensora ToF smartfon oblicza odległości w przestrzeni kadru, co umożliwia uzyskanie jeszcze bardziej artystycznego efektu Bokeh polegającego na większym rozmyciu bardziej oddalonych od aparatu przestrzeni lub obiektów. P30 Pro radzi sobie świetnie w fotografii portretowej i nareszcie niemalże nie rozmywa kosmyków włosów! Efekt jest świetny i różnice pomiędzy P30 Pro i Mate 20 Pro są dostrzegalne. Aparaty fotograficzne obu modeli zostały wyposażone w innowacyjny sensor SuperSpectrum. Dzięki temu rozwiązaniu czułość ISO aparatu P30 Pro w trybie automatycznym wynosi nawet 410 tysięcy - prawie 4-krotnie więcej w porównaniu do modelu Huawei P20 Pro. To pozwala na wykonywanie zdjęć nocnych w jeszcze lepszej jakości.Huawei P30 Pro: zoom 1x, 5x, 10x, 50xHuawei P30 Pro: zoom 1x, 5x, 10x, 50xHuawei P30 Pro: zoom 1x, 5x, 10x, 50xNiestety, przedniej kamerce do ideału sporo brakuje. Za dnia nowy moduł o rozdzielczości 32 Mpix i przysłonie f/2.0 robi naprawdę przyzwoite ujęcia, jednak po zmroku jest nieco gorzej.Huawei P30 Pro - recenzjaPrzydałby się w końcu autofocus, a także lepsza wydajność w trudnych warunkach oświetleniowych. Jest to jeden z lepszych smartfonów do selfie, jednakże z pewnością nie jest najlepszy. Od smartfona za takie pieniądze chciałoby się wymagać więcej.Huawei P30 Pro przykładowe zdjęciaHuawei P30 Pro przykładowe zdjęciaMożliwości fotograficzne Huawei P30 Pro wprawiają w osłupienie. Autofocus działa znakomicie - szybko i precyzyjnie. Żaden inny smartfon nie rejestruje tak wielu detali w trudnych warunkach oświetleniowych, zwłaszcza w trybie nocnym. Zdjęciom nie brakuje detali także po skorzystaniu z zoomu optycznego. Portrety prezentują się pięknie - efekt rozmycia tła wygląda piorunująco i niesprawione oko nie dostrzeże różnicy pomiędzy zdjęciem wykonanym smartfonem, a lustrzankom. Pewne zastrzeżenia mam tylko do koloru niebieskiego, który na każdym zdjęciu wygląda nieco inaczej. Problemy występują również z wiernością odwzorowania kolorów w trudnych warunkach oświetleniowych - nie zawsze jest idealnie. Ostateczny werdykt na temat fotografii pozostawiamy Wam - z doświadczenia wiem, że na temat jednego zdjęcia różne osoby potrafią mieć zupełnie odmienne spostrzeżenia.Huawei P30 Pro: zoom 1x, 5x, 10x, 50xHuawei P30 Pro: zoom 1x, 5x, 10x, 50xHuawei P30 Pro: zoom 1x, 5x, 10x, 50xHuawei P30 Pro: zoom 1x, 5x, 10x, 50xHuawei P30 Pro: zoom 1x, 5x, 10x, 50xHuawei P30 Pro: zoom 1x, 5x, 10x, 50xHuawei P30 Pro: zoom 1x, 5x, 10x, 50xHuawei P30 Pro: zoom 1x, 5x, 10x, 50xHuawei P30 Pro: zoom 1x, 5x, 10x, 50xHuawei P30 Pro: zoom 1x, 5x, 10x, 50xHuawei P30 Pro: zoom 1x, 5x, 10x, 50xHuawei P30 Pro: zoom 1x, 5x, 10x, 50xHuawei P30 Pro: zoom 1x, 5x, 10x, 50xNie ma tu może rewolucji na miarę tej wprowadzonej przez model P20 Pro, ale widać konsekwentną poprawę jakości. Nowy zoom wprowadza spory powiew świeżości w zakresie możliwości ukazania fotografowanych obiektów z nowej perspektywy. Pokażcie mi drugi smartfon, którym zrobicie zdjęcia z tak dużych odległości, w tak dużym detalu. #break#

Bateria

Huawei P30 Pro korzysta z baterii o pojemności 4200 mAh, identycznej jak w modelu Huawei Mate 20 Pro. Pozwala to urządzeniu uzbrojonemu w procesor Kirin 980 osiągać czas pracy przewyższający nieznacznie zeszłorocznego flagowca. Trudno w to uwierzyć, ale SOT wynosi nawet 8 godzin. W trakcie podróży pociągiem przez 2.5 godziny oglądałem film na obniżonej do ok. 30% jasności ekranu, co skutkowało ubytkiem 10% baterii. Dwa dni średnio intensywnego użytkowania urządzenia? Proszę bardzo.Huawei P30 Pro - recenzjaW zestawie dołączona jest ładowarka 40 W, pozwalająca naładować Huawei P30 Pro do pełna w czasie zaledwie około 58 minut. Wszystko jest zasługą usprawnionej technologii SuperCharge o parametrach 10V/4A, która pozwala utrzymywać niższe temperatury smartfonu w trakcie ładowania. Pozdrawiam w tym miejscu cieplutko firmę Apple, która w 2019 roku do smartfonów sprzedawanych w cenie 7299 złotych wciąż dorzuca ładowarkę 5 W. Powracając do smartfonów wartych wykładanych na nie pieniędzy, Huawei P30 Pro oferuje także możliwość ładowania bezprzewodowego, do czego wykorzystać można akcesoryjną ładowarkę 15 W.

Podsumowanie

Smartfon Huawei P30 Pro podtrzymuje dobrą passę producenta rozpoczętą jeszcze premierą modelu P20 Pro. Najnowszy model to znaczący krok naprzód względem poprzednika. Ba, pod kilkoma względami P30 Pro przewyższa nawet zeszłorocznego Huawei Mate 20 Pro, który bądź co bądź jest przedstawicielem "wyższej" serii. Huawei stało się marką flagowych smartfonów niedoścignionych w kwestii fotografii nocnej. Bardzo dobre zdjęcia za dnia wykonać można także "średniakiem", ale żaden smartfon nie imponuje kombinacją 10-krotnego bezstratnego zoomu hybrydowego oraz 50-krotnego zoomu cyfrowego. Urządzenie oczarowuje wyglądem, jakością wykonania, pięknym ekranem, bardzo długim czasem pracy na baterii i wydajnością. Czego można chcieć więcej od smartfona kosztującego 3799 złotych? Kilku rzeczy, których zabrakło. Brak głośników stereo tłumaczony jest ukryciem głośnika do rozmów telefonicznych pod ekranem - zgoda. Dlaczego jednak tak znakomity smartfon fotograficzny nie oferuje możliwości rejestrowania wideo w 4K i 60 klatkach na sekundę? Dlaczego producent wciąż po macoszemu traktuje kamerkę przednią? Wreszcie, czy nie można było dorzucić kosztującej kilka złotych przejściówki USB C do jacka 3.5 mm? Jak widzicie moje zastrzeżenia są raczej detalami i bledną przy liście zalet Huawei P30 Pro.Huawei P30 Pro - recenzjaHuawei P30 Pro to bez dwóch zdań jeden z najbardziej kompletnych smartfonów, które są obecnie dostępne na rynku. Uważacie cenę za wysoką? Samsung i Apple wyceniają swoje flagowe smartfony wyżej, a to właśnie te dwie firmy stanowią obecnie jedyną realną konkurencję dla producenta z Chin w segmencie tak drogich urządzeń. Ich problemem jest jednak to, że jakiś czas temu przestały pozytywnie zaskakiwać innowacjami. Huawei nie ma z tym problemów, a Huawei P30 Pro jest tego namacalnym dowodem. PS spędziłem ostatnie pół roku z Huawei Mate 20 Pro. Jeśli zastanawiacie się czy kupić Huawei Mate 20 Pro, czy Huawei P30 Pro, odpowiem bez wahania: bierzcie tańsze urządzenie. Smartfony są do siebie bardzo podobne, a skoro nie widać (większej) różnicy... :) Nie zrozumcie mnie źle: Huawei P30 Pro jest świetny. "Problem" Huawei polega na tym, że Huawei Mate 20 Pro też.

Ocena ogólna: 9.5

Wyświetlacz: 9.5
Wydajność: 10
Bateria i czas ładowania: 10
Możliwości foto/wideo: 9.5
Design i jakość wykonania: 9

Mocne strony: Słabe strony:
----
- wysoka wydajność
- piękny ekran AMOLED
- bardzo długi czas pracy na baterii
- fenomenalna jakość wykonania
- rewelacyjna praca aparatów tylnych
- kamera TOF 3D
- zoom optyczny 5x, hybrydowy 10x, cyfrowy 50x
- doskonałe mikrofony z redukcją szumów
- ładowanie 40 W
- bezprzewodowe ładowanie 15 W
- wodoodporność IP68
- sprawnie działający czytnik linii papilarnych w ekranie
- Android 9.1
- przedni aparat bez AF wciąż przeciętny
- brak głośników stereo
- brak możliwości nagrywania 4K w 60 kl./s.
- karta pamięci w formacie NM
- brak przejściówki USB C - jack 3.5 mm

Huawei P30 Pro

Huawei P30 Pro recenzja]]>
Testy Najbardziej polecane Tue, 16 Apr 2019 07:00:00 +0200
OMEN Mindframe - recenzja. Słuchawki z 'klimatyzacją' http://www.conowego.pl/testy/omen-mindframe-recenzja-sluchawki-z-klimatyzacja-28713/ Mało produktów dla graczy zbiera w mediach technologicznych tak skrajne recenzje jak intrygujące... Zawartość pudełka jest raczej skromna jak na sprzęt, za który trzeba zapłacić 799 złotych. W środku oprócz naklejek oraz instrukcji obsługi próżno jest szukać jakichkolwiek dodatków. Kabelek USB nie jest odczepiany, a co za tym idzie wymienny. Sprawia to też, że ze słuchawek nie da się korzystać w trybie pasywnym, po podłączeniu do smartfonu lub tabletu.OMEN Mindframe - recenzjaOMEN Mindframe to kolejny produkt z rodziny dedykowanych graczom, który nie wygląda odpustowo. Kolorystyka jest stonowana i przeważa tu czerń. Czerwonym akcentem jest jedynie przewód łączący ze sobą oba przetworniki, poprowadzony we wierzchniej części pałąka. Oczywiście nie mogło zabraknąć podświetlenia LED, które otacza logo znajdujące się po boku każdej z muszli.OMEN Mindframe - recenzjaMuszle wykonane zostały z tworzywa pokrytego gęstą siatką. Dziwi nieco, że producent nie postawił na skórę - myć może celem lepszej przewiewności konstrukcji? Trudno posądzać firmę o oszczędności tego rodzaju. Muszle są wygodne i mniejsze ucho niemal całkowicie się w nich "zatopi".OMEN Mindframe - recenzjaNiezmiernie wygodne jest też elastyczne zawieszenie a la to znane z produktów SteelSeries, opierające się o czubek głowy. Dzięki niemu waga słuchawek na poziomie ok. 450 gramów jest w zasadzie niewyczuwalna. Nawet kilkugodzinna rozgrywka w słuchawkach OMEN Mindframe była czystą przyjemnością.OMEN Mindframe - recenzjaOMEN Mindframe - recenzjaCałkiem sensownym dodatkiem jest metalowe pokrętło umieszczone przy prawej muszli. Za jego pomocą regulować można głośność systemową. Słuchawki wyposażono w zintegrowany mikrofon. W domyślnej pozycji, skierowany ku górze jest dezaktywowany. Symbolizuje to dodatkowo niewielki LED umieszczony w końcówce pałąka. Po opuszczeniu pałąka mikrofon jest aktywowany. Niestety, zarówno rozkładaniu, jak i składaniu mikrofonu towarzyszy mikroprzycięcie dźwięku. Wydaje mi się, że można było dopracować oprogramowanie w taki sposób, by owo "cyknięcie" nie występowało. Nie zrozumcie mnie źle - to detal, jednakże od słuchawek sprzedawanych za niemal 800 złotych można wymagać wiele, prawda?OMEN Mindframe - recenzjaOMEN Mindframe - recenzjaPrzejdźmy do tego, co najbardziej Was interesuje, a mianowicie systemu chłodzenia. W tytule napisałem, że urządzenie dysponuje "klimatyzacją". Nie jest to klimatyzacja w pełnym tego słowa znaczeniu, a moduł mający podobne zadanie - słodzenie uszu gracza w trakcie wirtualnej rozgrywki. Gdyby w nauszniku umieszczono jakiegoś rodzaju klimatyzację, to użytkownik z pewnością szybko by się pochorował. HP postawiło na inne rozwiązanie. W OMEN Mindframe zastosowano tak zwane Moduły Peltiera. To urządzenia wykorzystujące efekt Peltiera do chłodzenia uszu użytkownika słuchawek. Każdy z modułów zbudowano z dwóch cienkich płytek pomiędzy którymi poprowadzono miedziane ścieżki oraz szeregowo ułożone półprzewodniki z tellurku bizmutu domieszkowanego antymonem i selenem. W zależności od natężenia prądu elektrycznego mogą one chłodzić uszy mniej lub bardziej intensywnie. Poziom skuteczności chłodzenia określić można z poziomu oprogramowania OMEN Command Center. Ustawienie go na maksimum nie ma większego sensu, chyba że chcecie poczuć się jak zimą bez czapki. Oczywiście nieco przesadzam, ale po kilkugodzinnej rozgrywce uszy mogą być zmarznięte.OMEN Mindframe - recenzjaOczywiście moduł chłodzący wydziela także ciepło. Im większe natężenie prądu, tym więcej ciepła generuje moduł. Z zewnątrz konstrukcja cechuje się faktycznie nieco wyższą temperaturą, ale trudno to jakkolwiek odczuć. Klimatyzacja sprawdza się znakomicie i słuchawki sprawdzają się dobre, chyba że... ucho cały czas dotyka metalowej powierzchni wewnątrz muszli. Jeśli ktoś ma naprawdę duże i odstające uszy, które mieszczą się zarazem w muszlach, podczas korzystania z OMEN Mindframe może odczuwać pewien dyskomfort. Warto byłoby przymierzyć słuchawki przed zakupem lub zamówić je przez internet, by w razie czego móc je zwrócić. O ile system chłodzenia działa naprawdę dobrze, to mam ogromne zastrzeżenia do oprogramowania. Dacie wiarę, że oprogramowanie OMEN Command Center nie ma wbudowanego equalizera? Nie żartuję - jeśli nie skorzystacie z aplikacji pokroju Nahimica, to nie zmienicie domyślnego brzmienia słuchawek. Ba, nie da się wyłączyć także wirtualnego dźwięku 7.1, co będzie ogromną wadą dla osób pragnących w gamingowym headsecie słuchać także muzyki. Oprogramowanie od marki OMEN oprócz regulacji intensywności chłodzenia pozwala tylko na... regulację podświetlenia RGB. To zdecydowanie za mało!OMEN Mindframe - recenzjaOMEN Mindframe - recenzjaSkoro OMEN nie pozwala ingerować w dźwięk za sprawą swojego oprogramowania, to słuchawki testowałem na ustawieniach domyślnych. Jak OMEN Mindframe radzi sobie z dźwiękiem przestrzennym w grach? Znakomicie, ale nie spodziewałem się niczego innego po słuchawkach w takiej cenie. Nieco basowa charakterystyka słuchawek pasuje doskonale do gier pokroju Battlefielda V, gdzie na polu walki dzieje się naprawdę sporo. Pomaga niezła separacja tonów, którą da się wysłyszeć także w trakcie odsłuchu muzyki. Średnie tony mają nieco basowe naleciałości. Przestrzeń, jak przystało na konstrukcje zamknięte, nie jest imponująca, ale w grach prezentuje się znakomicie. Niestety, w trakcie słuchania muzyki jest nierówno. Tony wysokie są fajnie akcentowane, ale wciąż zdają się mieć dziwnie basowe naleciałości. Wszystkie pasma momentami nieco "bulgoczą", nie pozwalając usłyszeć niektórych bardziej subtelnych dźwięków. Daje to czasem efekt płaskiego dźwięku, który z pewnością nie zadowoli najbardziej wybrednych melomanów. Ponownie, po słuchawkach z tej półki cenowej można spodziewać się czegoś więcej.

OMEN Mindframe - czy warto kupić?

OMEN Mindframe to headset, który powinien zadowolić każdego gracza. System wirtualnego dźwięku przestrzennego 7.1 to must have podczas rywalizacji w grach sieciowych. Brzmienie zestawu słuchawkowego marki OMEN w grach jest dobre i nie sposób się do niego przyczepić. Ponadto, Mindframe jest szalenie wygodny - muszle nie powodują nadmiernego ucisku na uszy, a obecności zestawu na głowie niemalże nie da się odczuć za sprawą świetnego, elastycznego zawieszenia, przylegającego do czubka głowy. System chłodzenia uszu sprawdza się znakomicie, a jest to flagowa funkcja tego urządzenia. Są też wady.OMEN Mindframe - recenzjaW oprogramowaniu brakuje equalizera oraz możliwości wyłączenia dźwięku przestrzennego. Słuchawki nie mają wymiennego kabla, oferując przy tym wyłącznie końcówkę USB. W trakcie słuchania muzyki ich brzmienie wypada mniej korzystnie niż podczas grania. To dość poważne zarzuty, jeśli pod uwagę weźmiemy wysoką cenę zestawu. Jeśli macie wystarczającą ilość gotówki i chcecie kupić OMEN Mindframe ze względu na aktywny system chłodzenia oraz jakość dźwięku w grach - śmiało sięgajcie do portfela. Jeśli szukacie najlepszych i najbardziej uniwersalnych słuchawek w tej cenie - nie tędy droga.

Ocena ogólna: 7

Mocne strony: Słabe strony:
-----
- skuteczne chłodzenie uszu gracza
- dobry dźwięk 7.1 w grach
- bardzo wygodna konstrukcja
- wysoki poziom wykonania
- tylko USB (brak jacka 3.5 mm)
- przeciętne do muzyki
- brak możliwości wyłączenia dźwięku 7.1
- brak equalizera w oprogramowaniu
- mikroprzycięcie dźwięku przy aktywacji mikrofonu
]]>
Testy Najbardziej polecane Wed, 10 Apr 2019 15:35:00 +0200