Conowego.pl http://www.conowego.pl/ conowego.pl pl Conowego.pl http://www.conowego.pl/fileadmin/templates/main/images/ico-rss.png http://www.conowego.pl/ 15 15 conowego.pl TYPO3 - get.content.right http://blogs.law.harvard.edu/tech/rss Sat, 18 Nov 2017 13:10:00 +0100 Call of Duty: WWII - recenzja. Tylko i aż solidny powrót do korzeni serii http://www.conowego.pl/testy/call-of-duty-wwii-recenzja-tylko-i-az-solidny-powrot-do-korzeni-serii-24439/ Call of Duty: WWII zalicza długo wyczekiwany przez graczy "restart", wracając do realiów, za które... "mogło być lepiej, znowu ten sam silnik graficzny, stare pomysły ale w sumie spoko - 8/9", z drugiej gracze, których średnie oceny na Metacritic oscylują wkoło 3.5. Nie inaczej jest z Call of Duty: WWII, które nareszcie przywróciło serię w realia II Wojny Światowej. To właśnie takie osadzenie historyczne zjednało serii wielu sympatyków i właśnie ono sprawiło, że marka Call of Duty zyskała status kultowej. Czy Call of Duty: WWII to zwiastun nowego i powiew świeżości? A przeczytaliście uważnie pierwsze zdanie tego akapitu?
Gdyby Michael Bay nakręcił film o II Wojnie Światowej, to wyglądałby on tak, jak wygląda nowe Call of Duty: World War II. Wszystko zaczyna się po raz kolejny, a jakże, od lądowania na jednej z plaż Normandii w trakcie operacji Overlord, w roku 1944. Studio Sledgehammer Games wraca tym samym do korzeni, przypominając graczom nie tylko scenę z filmu Szeregowiec Ryan (którą mocno się tu inspirowano), ale także tą, którą starsi gracze pamiętają z gry Medal of Honor: Allied Assault. Filmowy klimat spodoba się zwłaszcza osobom, które chwaliły serial produkcji HBO Kompania, Braci - w końcu lądujemy tu pośrodku zbieraniny "zwykłych chłopaków", których losy rzuciły na wojenny front. Podobnie jak w grze "Kompania Braci", w kolejnych misjach kampanii współpracujemy z innymi żołnierzami, którzy zaopatrzyć nas mogą w amunicję, pomóc wezwać atak moździerzowy, czy też rzucą apteczkę. Tak, w Call of Duty: WWII leczymy się za pomocą apteczek - nie ma tu regenerującego się paska życia.Call of Duty: WWII recenzjaGra zaczyna się w Normandii i kończy zdobywaniem mostu na Renie w 1945 roku. Warstwa fabularna jest bardzo miałka i ogranicza się do zarysowania relacji na linii żołnierz - przełożony oraz "prawdziwej męskiej przyjaźni". Call of Duty po raz kolejny bardzo mocny nacisk stawia na natężenie akcji na ekranie i stara się co rusz zaskakiwać gracza coraz to nowymi wydarzeniami na ekranie - a to budynek wali się na głowę, a to trzeba zniszczyć w pojedynkę kilkadziesiąt samolotów, wesprzeć oddział precyzyjnymi strzałami z karabinu snajperskiego lub zatrzymać cały batalion Niemców za pomocą stacjonarnego karabinu maszynowego. Problem polega na tym, że to wszystko już było i jeśli graliście w poprzednie odsłony CODa to nie zaskoczy Was absolutnie nic. Powiem więcej: mnie strasznie wkurzało nierealistyczne podejście do sprawy w stylu "sam przeciwko przeważającym siłom wroga". Battlefield 1 w prologu doskonale pokazał to, jak mało na wojnie znaczy jednostka, CoD: WWII próbuje przekonać gracza, że jeden zawzięty w sobie żołnierz może wpłynąć na losy wojny. Z realizmem nowy COD ma niewiele wspólnego, podobnie niestety jak z prezentowaniem ciekawej opowieści, która byłaby w stanie zaangażować graczy w sposób emocjonalny. Naprawdę nie wiem jakie środki odurzające brali redaktorzy zachwycający się fabułą w grze, a byli tacy. Przejście całej kampanii zajmuje od 6 do 8 godzin.Call of Duty: WWII recenzjaNa szczęście nie zabrakło kilku nowości - drobiazgów, które jednak odbiera się na przestrzeni drugowojennej przygody pozytywnie. Call of Duty: WWII stara się pokazać okrucieństwa wojny i nie boi się epatować przemocą. Żołnierze potraktowani miotaczem ognia płoną i wiją się w konwulsjach, pociski dużego kalibru w oskryptowanych sekwencjach rozrywają żołnierzy na kawałki, a w grze pojawiają się elementy pokazujące zbrodnie wojenne na ludności cywilnej, a nawet poruszany jest temat antysemityzmu. W niektórych misjach dodatkowe "punkty heroiczne" zdobywamy za ocalenie życia sojuszników na placu boju, w innych - za trzymanie przeciwnika na muszce, nie oddanie w jego stronę strzału i wzięcie go jako jeńca. W grze pojawiły się też elementy skradankowe, które nie każdemu przypadną do gustu, ale wnoszą z pewnością powiew świeżości do serii, która łaknie wszelakich nowości. Sekwencje QTE przyjmują wtedy formę, na przykład wybrania odpowiedniej opcji dialogowej w krótkim czasie.Call of Duty: WWII recenzjaUdźwiękowienie jest znakomite i zasługuje na wyrazy uznania. Świetna muzyka połączona z realistycznymi odgłosami wydawanymi przez broń zachęca do przesuwania suwaka głośności w pobliże maksimum skali. Wszystko to przy założeniu, że gracie w wersję angielską. Polskiej wersji językowej dałem szansę, ale moja cierpliwość wyczerpała się mniej więcej w drugiej minucie zabawy, kiedy wyszedłem z gry, zmieniłem język na angielski i zacząłem rozgrywkę od nowa. Przepraszam, ale tak nijakiego aktorstwa, z takim zadęciem i przeważnie zbędnym patetyzmem, dawno nie słyszałem. Dla własnego dobra, nie grajcie w Call of Duty: WWII po polsku. Oprawa graficzna jest dobra, a momentami całkiem efektowna, ale... Kolejna odsłona Call of Duty została przygotowana na dobrze znanym z poprzednich części serii silniku, który momentami odkrywa swoje niedostatki, choć przez większą część gry cieszy oko. Tekstury w ogrywanej przeze mnie wersji PC prezentowały się nieźle, podobnie jak broń i efekty cząsteczkowe. Niemożność destrukcji elementów otoczenia wpływa w poważny sposób na to, że świat gry stwarza wrażenie sterylnego. Brakuje tu demolki znanej z serii Battlefield, a szkoda. Trzeba przy tym przyznać, że gra jest nieźle zoptymalizowana i działa płynnie w wysokich ustawieniach także na starszych kartach graficznych.Call of Duty: WWII recenzjaDla wielu osób tryb rozgrywki jednoosobowej w Call of Duty jest tylko rozgrzewką dla zabawy w trybie multiplayer. Tam z graczami zmierzymy się na 10 mapach rozsianych po całej Europie. Wszystkie mapy są małe i ciasne, wymuszając tym samym bardzo dynamiczną rozgrywkę, której tempo jest właściwe dla wszystkich poprzednich odsłon serii. W zasadzie nikt nie liczy się z życiem, a zabawa pozbawiona jest elementów taktycznych. Wśród trybów rozgrywki standard - Team Deathmatch, Domination, Hardpoint, Gridiron (czyli odmiana CTF) oraz jedna nowinka - tryb wojny. Ten przypomina Szturm z Battlefielda 1, czyli złożoną rozgrywkę z przejmowaniem kolejnych sektorów mapy, wraz z realizowaniem kolejnych celów. Za sprawą szalonego tempa niemal zawsze, niezależnie czujemy się jakbyśmy grali w zwykły Deathmatch. Traci się tu niestety cały drugowojenny klimat, a rozgrywka zmienia się w typową naparzankę. Możecie grać czarnoskórą Niemką, wyposażoną w broń z celownikiem kolimatorowym. Naprawdę.Call of Duty: WWII recenzjaCall of Duty: WWII to także nowy aspekt socjalny w postaci specjalnego huba, umieszczonego w scenerii rodem z jednej z normandzkich plaż. Jest to miejsce, gdzie wcielając się w swój awatar żołnierza możemy pochwalić się przed innymi graczami odblokowanymi wraz ze zdobywaniem kolejnych poziomów skórkami, rozpocząć kolejne misje tygodniowe, rzucić komuś wyzwanie 1v1, czy też wypróbować nową broń na strzelnicy. Jest także pewnego rodzaju easter egg z 8-bitowymi minigierkami. Czy nowa opcja w realny sposób wpływa na nawiązywanie interakcji pomiędzy graczami? Prawdę mówiąc, nie czułem tego. Czułem natomiast, że system wyzwań i możliwość odblokowywania naprawdę wielu przedmiotów (kosmetycznych i nie tylko) działa uzależniająco. Niektóre przedmioty są realnie przydatne w ostatnim z trybów gry, który akurat w serii Call of Duty niemal zawsze wypada bez zarzutu.Call of Duty: WWII recenzjaTryb zombie został w nowej odsłonie serii dopracowany zaskakująco dobrze i oferuje on tonę frajdy, zwłaszcza jeśli gramy w gronie znajomych i korzystamy z komunikatora głosowego. Pokonywanie kolejnych fal nieumarłych, zgłębianie ciekawej fabuły oraz przemierzanie tajemniczego, mrocznego bawarskiego miasteczka jest niebywale satysfakcjonujące i stanowi czasem niemałe wyzwanie. Odpieranie ataków zombie jest przeplatane koniecznością wykonywania zadań pobocznych oraz odkrywania kolejnych zagadek na terenie mapy. The Final Reich to zabawa na długie godziny - nie sposób ukończyć tego trybu "na raz".

Podsumowanie

Powrót serii do korzeni niczym niestety nie zaskakuje. W kampanii po raz kolejny doświadczamy czegoś, czego doświadczaliśmy już dziesiątki razy - skrypty, te same sceny ucieczek, zatrzymywanie całej niemieckiej armii lądowej oraz sił powietrznych (scena z Junkersami Ju 87 Stuka) w pojedynkę oraz znienawidzone przez wielu sekwencje QTE.  Otrzymaliśmy hollywoodzką papkę, która przyswoić jest łatwo, ale dla wielu może okazać się ciężkostrawna. Seria niestety nie dojrzewa wraz z graczami i mi, jako osobie, która grała we wszystkie części serii, bardzo trudno jest się z tym pogodzić.Call of Duty: WWII recenzjaDynamiczny tryb multiplayer nie każdemu przypadnie do gustu. Ciasne mapy, niewielka liczba graczy podczas każdego meczu, brak dedykowanych serwerów na PC - te rzeczy rzutują na moją negatywną ocenę. W multi odnajdą się osoby, które lubią dynamiczne, krótkie mecze oraz nie będą przykładać zbyt dużej wagi do klimatu II Wojny Światowej. Celowniki kolimatorowe na karabinach oraz murzyni w mundurach SS pasują tam jak pięść do nosa. Call of Duty: Modern Warfare II jest co najwyżej grą dobrą. Nazwałbym ją produkcją skalkulowaną. Wszystko tutaj jest przewidywalne, "na swoim miejscu", nic nie zaskakuje, a całość trzyma wypracowany wcześniej poziom - warstwa graficzna, gra aktorska, fabuła i udźwiękowienie. Od tego czy jesteście fanami CODa, czy nie, zależy to, czy poziom ten nazwiecie wysokim, czy też... wręcz przeciwnie. Dla całej reszty tytuł będzie po prostu poprawny.
Mocne strony: Słabe strony:
-----
- nareszcie II Wojna Światowa
- próba pokazania II WŚ wraz z jej okrucieństwami
- ciekawa, choć przewidywalna kampania
- zróżnicowanie akcji w kampanii
- specyficzny, ale ogólnie niezły tryb multi
- świetny, emocjonujący tryb zombie
- nowy pomysł na interaktywny hub dla graczy
- dużo przedmiotów do odblokowania
- bardzo dobre udźwiękowienie
- niezła oprawa graficzna
- dobra optymalizacja
- Bay'owski klimat kampanii
- kiepska gra polskich aktorów
- niewielkie, ciasne mapy w multi
- po raz nty ten sam silnik graficzny

OCENA OGÓLNA: 72%

]]>
Testy Najbardziej polecane Tue, 14 Nov 2017 07:00:00 +0100
Xiaomi Mi Mix 2 - recenzja następcy smartfona, który rozpoczął szał na 18:9 http://www.conowego.pl/testy/xiaomi-mi-mix-2-recenzja-nastepcy-smartfona-ktory-rozpoczal-szal-na-189-24420/ Przetestowaliśmy smartfona Xiaomi Mi Mix 2, który wkrótce będzie dostępny w sprzedaży także w... Xiaomi Mi Mix 2 to urządzenie w pewien sposób podobne do swojego poprzednika. Oba smartfony dzieli jednak kilka różnic. Przede wszystkim Xiaomi zrezygnowało z głośnika ukrytego pod taflą ekranu na rzecz tradycyjnego głośniczka do rozmów nad wyświetlaczem. Poprzedni model wykorzystywał technologię przewodnictwa kostnego - tutaj tego nie ma.Xiaomi Mi Mix 2 - recenzjaNowy Mix 2 w każdej ze swoich wersji ma tylny panel wykonany z kruchej, ale odpornej na zarysowania ceramiki. W wersji specjalnej z ceramiki wykonana jest też ramka otaczająca obudowę, która w testowanej wersji wykonana jest z metalu. Wreszcie, nie można narzekać na dostępność Mi Mixa 2, którego od ręki dostaniemy zarówno w Polsce, jak i, nieco taniej, sprowadzimy z Chin. Oba smartfony różnią się rzecz jasna w kwestii specyfikacji technicznej.

Specyfikacja Xiaomi Mi Mix 2:

Ekran: 5.99" IPS, 1080x2160 pikseli
Procesor: Snapdragon 835
RAM: 6/8 GB
Pamięć: 64/128/256 GB UFS 2.1
Micro SD: NIE
Aparaty: 12 Mpix (sensor 1/2.9", piksel 1.25 µm), f/2.0, 4-osiowy OIS, dual LED / 5 Mpix f/2.0
Dual SIM: TAK (2 x Nano-SIM, stand-by)
Łączność: USB Typu C (3.0), czytnik linii papilarnych, NFC, GPS, Wi-Fi 802.11ac, Bluetooth 5.0 z A2DP i LE
System: Android 7.1.1 z MIUI 9
Akumulator: 3400 mAh + szybkie ładowanie QC 3.0
Wymiary: 151.8 x 75.5 x 7.7 mm
Waga: 185 gramów


W sprzedaży znajduje się kilka wariantów Xiaomi Mi Mixa 2. W moje ręce trafił podstawowy, wyposażony w 6 GB pamięci RAM i 64 GB przestrzeni na dane. Przy zakupie smartfonu warto pamiętać o tym, że nie dysponuje on gniazdem kart pamięci micro SD. Cena Xiaomi Mi Mix 2 w testowanej wersji wynosi w Chinach ok. 1750 złotych. W Polsce zapłacimy za niego prawdopodobnie ok. 2999 złotych. Informacje odnośnie planów jego wprowadzenia na nasz rynek zostaną przekazane mediom dnia 14 listopada.Xiaomi Mi Mix 2 - recenzjaJuż kontakt z pudełkiem zdradza, że mamy do czynienia ze smartfonem specjalnym. Kwadratowe, minimalistyczne, czarne opakowanie ze złotym napisem "MIX" różni się mocno od prostokątnych, niewielkich opakowań, w których sprzedawane są inne smartfony tej marki. Po podniesieniu pokrywy wita nas ponownie złoty font i słowa CEO Xiaomi, Lei Juna. Dopiero podniesienie tej tekturki zdradza zawartość opakowania.Xiaomi Mi Mix 2 - recenzjaW środku pudełka znajdziemy ładowarkę Quick Charge 3.0, kabelek USB Typu C, przejściówkę z USB Typu C do jacka 3.5 mm oraz, co jest miłym zaskoczeniem, twarde plecki na ceramiczną, tylną część obudowy Xiaomi Mi Mixa 2. Podobny dodatek, wykonany z silikonu, znajdował się w opakowaniu ze smartfonem Xiaomi Mi 6. Naprawdę miły bonus, zważywszy na to, że ceramika w momencie upadku tłucze się bardziej ochoczo niż szkło.Xiaomi Mi Mix 2 - recenzjaSmartfon od strony frontowej, przed włączeniem ekranu, prezentuje się raczej nieco niepozornie. Uwagę zwraca jedynie umieszczona pod wyświetlaczem, w prawej dolnej części obudowy, przednia kamerka, która nie mogła znaleźć się nad ekranem z racji braku przestrzeni.Xiaomi Mi Mix 2 - recenzjaXiaomi Mi Mix 2 - recenzjaTym, co zwraca uwagę jest tylny, ceramiczny panel. Tam znajdziemy wystającą nieco ponad obrys obudowy pojedynczą kamerkę o rozdzielczości 12 Mpix (sensor Sony IMX386, 4-osiowa OIS), której obiektyw posiada pozłacaną ramkę. Obok niego - podwójny LED, pod nim - okrągły czytnik linii papilarnych. Nieco miejsca zajmuje także zaskakująco estetyczny (oczywiście złoty) napis "Mix designed by Xiaomi".Xiaomi Mi Mix 2 - recenzjaRamka otaczająca urządzenie wykonana została z lakierowanego na ciemny kolor aluminium. W wersji specjalnej ramka ta wykonana jest z ceramiki i bardzo jestem ciekaw jej odporności na uszkodzenia. W końcu aluminiowe ramki w smartfonach często są poobijane, a ceramika jest niezwykle krucha.Xiaomi Mi Mix 2 - recenzjaXiaomi Mi Mix 2 - recenzjaNa aluminiowej ramce znalazło się miejsce dla trzech, doskonale wykonanych i spasowanych przycisków fizycznych. W spodniej jej części znajdziemy pojedynczy głośnik (w połączeniu z głośnikiem do rozmów tworzy system stereo, znany z Mi 6), USB Typu C oraz dostrzeżemy brak złącza jack 3.5 mm. Niestety, przejściówka nie rekompensuje w pełni tego niedostatku, a słuchawki Bluetooth wydają się tylko częściowo rozwiązywać problem. W Mi Mixie dwa zabrakło niestety podczerwieni, a więc próżno szukać w nim stosownej diody IR. Tacka na dwie karty nano SIM umieszczona jest z lewej strony urządzenia.Xiaomi Mi Mix 2 - recenzjaXiaomi Mi Mix 2 - recenzjaXiaomi Mi Mix 2 waży aż 185 gramów, co w przypadku tak pięknego smartfona robi jednak pozytywne wrażenie. Urządzenie jest sztywne, solidne i perfekcyjnie wykonane - nie ma tu choćby jednego elementu, do którego można by się przyczepić. Urządzenie dobrze leży w dłoni, jednak jego ramki są stosunkowo śliskie. Zwracam uwagę: ramki, nie ceramiczne plecki. Te sprawiają wrażenie mniej śliskich, niż szklane panele w innych smartfonach.Xiaomi Mi Mix 2 - recenzjaXiaomi Mi Mix 2 - recenzjaJedynymi elementami plastikowymi w smartfonie są oczywiście linie anteny, które w Mi Mixie 2 są niemal niewidoczne i biegną w dolnej i górnej części aluminiowej ramki. Pozostając przy ramkach, Mix 2 przeszedł lekką kurację odchudzającą - 7.7 mm grubości obudowy robi niemałe wrażenie - pierwszy Mi Mix cechowała grubość na poziomie 7.9 mm. Ekran w rozmiarze 5.99-cala w Mi Mixie 2 wydaje się idealny rozmiarowo, jeśli chodzi o smartfona z wyświetlaczem o proporcjach 18:9. Urządzenie jest dzięki niemu znacznie mniejsze od swojego poprzednika, wyposażonego w ekran 6.44-calowy.Xiaomi Mi Mix 2 - recenzjaEkran Mi Mixa 2 ramki oczywiście ma, jednak te są ledwo widoczne. Prawdę mówiąc wyświetlacz i tak wygląda świetnie i od strony czysto wizualnej (nie chodzi mi o parametry!) przypadł mi do gustu bardziej, niż Infinity Edge w Galaxy S8+. Dlaczego? Z prostej przyczyny: trudniej go uszkodzić. W tym wypadku jestem skłonny poświęcić te parę % powierzchni przedniego panelu na rzecz lepszej ochrony. Function over fashion, nie na odwrót. Zobaczcie z resztą sami, oceńcie jak się prezentuje i odpowiedzcie mi na krótkie pytanie: co by musiało zrobić Xiaomi inaczej, aby wyglądał lepiej?Xiaomi Mi Mix 2 - recenzjaPowierzchnia wyświetlacza IPS o przekątnej 5.99-cala i rozdzielczości 1080x2160 pikseli jest ładnie zaokrąglona na krawędziach. Jak już wspominałem, Xiaomi porzuciło format 17:9 znany z Mixa na rzecz 18:9, spotykanego niemal we wszystkich nowych bezramkowcach. Współczynnik kontrastu nie jest tu zbyt wysoki w trybie domyślnym i wynosi 1020:1, ale w zupełności wystarcza to do wyświetlania ostrych czcionek. Włączenie tryby podwyższonego kontrastu wpływa pozytywnie nie tylko na kontrast (zwiększa go do poziomu 1311:1), ale także jasność ekranu. Zmierzyliśmy, że w tym trybie Mi Mix 2 legitymuje się jasnością na poziomie 523 cd/m2, a w trybie domyślnym... zaledwie 394 cd/m2. Odwzorowanie kolorów wypada bardzo dobrze (żeby nie powiedzieć świetnie), podobnie jak czytelność ekranu w pełnym słońcu. Ekran mógłby oferować lepsze kąty widzenia, ale wciąż uważam, że na wyświetlacz smartfona patrzymy niemal zawsze pod kątem 90 stopni, więc utrata nasycenia barw powyżej 30 stopni w każdą ze stron jest pomijalna. To "tylko" IPS, ale z pewnością jeden z najlepszych IPS na rynku.Xiaomi Mi Mix 2 - recenzja Następna strona: Multimedia i wydajność #break#

Multimedia i wydajność

O tym, że MIUI to jedna z najlepszych i najbardziej rozbudowanych nakładek dla Androida pisałem już wielokrotnie. Nie ma chyba drugiego producenta smartfonów, który podobnie jak firma Xiaomi przykładałby tak ogromną wagę do dopracowania nakładek pod indywidualne potrzeby każdego ze swoich urządzeń. Nie ma drugiego producenta, który tak długo oferowałby wsparcie dla swoich "starych" smartfonów i publikował dla nich nowe wersje MIUI. Dość powiedzieć, ze MIUI 9 otrzymają nawet smartfony sprzed kilku lat. MIUI 9 w połowie miesiąca otrzyma też Mix 2, który w testowanej wersji dysponował dobrze mi znanym MIUI 8.5. Wyróżnikiem MIUI 8.5 dla Mixa 2 jest możliwość rozmieszczenia przycisków wirtualnych znajdujących się na powierzchni wyświetlacza w taki sposób, aby znajdowały się blisko siebie, na środku. Ułatwia to obsługę urządzenia za pomocą jednej ręki, choć rzecz jasna Mixa 2 stworzono raczej z myślą o korzystaniu z niego oburącz.

MIUI 8.5.20 oferuje lawinę opcji personalizacji urządzenia - od zmiany wyglądu ikonek i ich układu po zmianę wyglądu całego systemu dzięki tematom dostępnym offline i wielu tematom online (darmowym). Jest także funkcja niezależnego korzystania z dwóch wersji tej samej aplikacji - po jednej dla każdej karty SIM. Rozszerzeniem tej funkcji jest możliwość utworzenia dwóch zupełnie niezależnych kont użytkownika (Druga przestrzeń) - z własnymi aplikacjami, galerią obrazów i książką telefoniczną oraz zabezpieczenia ich hasłem lub odciskiem palca. Taki telefon w telefonie.
Wysuwany od góry pasek narzędzi w MIUI jest praktyczny, choć irytującym jest fakt, że suwaki nie są "klikalne" w dowolnym punkcie - aby zmienić głośność dźwięków lub zmienić jasność ekranu należy przesuwać suwaki. Kolejność przycisków wirtualnych, znajdujących się pod ekranem, można zamienić w menu ustawień. Ekran wybudzić można także przez dwukrotne tapnięcie. Nie zabrakło trybu czytania, który redukuje ilość szkodliwego światła niebieskiego – można przestawić go w taki sposób, aby aktywował się w określonych godzinach, a nawet tylko w wybranych aplikacjach.
W oprogramowaniu znalazło się też miejsce na aplikację do spraw bezpieczeństwa, czyli Panel Sterowania. Z jego poziomu skanować można system w poszukiwaniu potencjalnych zagrożeń, usuwać cyklicznie śmieci systemowe, kontrolować zużycie danych pakietowych, zarządzać uprawnieniami aplikacji i optymalizować czas pracy baterii. MIUI 8.5 ma własny, bardzo przyjazny w obsłudze eksplorator plików o nazwie Eksplorer. Na uwagę zasługuje też program Notatki, który wygląda podobnie do Google Keep.
Snapdragon 835 w połączeniu z 6 GB RAMu działa dokładnie tak, jak należałoby się tego spodziewać, czyli perfekcyjnie. Xiaomi Mi Mix 2 to ścisła światowa czołówka smartfonów, jeśli chodzi o wydajność oferowaną na każdym kroku - w grach, multimediach i rzecz jasna w samym systemie. Podobnie jak w przypadku Xiaomi Mi 6, nie występuje tu problem z kasowaniem aplikacji z pamięci podręcznej, występujący w starszych wersjach nakładki MIUI i w mniej wydajnych smartfonach z oferty tego producenta. MIUI 9 na pewno przyniesie dalsze optymalizacje działania systemu i aplikacji - w przypadku mojego Xiaomi Mi 6 tak się stało, choć różnice są niemalże niedostrzegalne, bo wszystko działa po prostu świetnie. Dość powiedzieć, że Mix 2 na stabilnym MIUI 8 osiąga 162 304 punkty w benchmarku AnTuTu, a po zainstalowaniu na nim softu MIUI 9 w wersji Beta (na którym go ostatecznie nie testowałem), wynik ten wzrasta do 180 502 punktów, co jest wynikiem najlepszym, spośród wszystkich smartfonów z Androidem. Najmniejszych zastrzeżeń nie można mieć też do czytnika linii papilarnych, który umieszczony został na tylnym panelu urządzenia. Jest to jeden z najlepszych czytników, jakie do tej pory umieszczano w smartfonach. Działa on poprawnie nawet wtedy, gdy użytkownik ma lekko zabrudzone palce.Xiaomi Mi Mix 2 - recenzjaW parze z ładnym ekranem idzie solidny system dźwięku. Tak jak wspomniałem, dźwięk na wyjściu USB Typu C jest analogowy i po skorzystaniu z dołączonej w zestawie przejściówki, pod smartfona podepniemy zwykłe słuchawki. Jego subiektywnie odbierana jakość jest bardzo wysoka. Głośniki stereo grają bardzo donośnie i nie przesterują nawet przy ustawieniu wartości skali na maksimum. Na ciepłe słowa zasługuje także jakość dźwięku na wyjściu USB Typu C - jest głośno i przejrzyście, a przestrzeń i separacja tonów są zachowane jak należy. Audio w Mi Mixie 2 jest godne flagowego smartfonu. Xiaomi Mi Mix 2 oferuje i obsługuje chyba wszystkie najnowsze i najbardziej pożądane standardy łączności. Za sprawą modemu X16 LTE nie zabrakło tak ważnego dla wielu Polaków LTE B20, które jest jednym z 24 (!) obsługiwanych pasm LTE (nie zabrakło też 7 pasm HSDPA). Kolejny plus do agregacja pasm 4x20 MHz, z której skorzystacie, o ile tylko Wasz operator to umożliwia. Jest na pokładzie dwuzakresowe Wi-Fi 802.11ac z MIMO, jest też najnowszy Bluetooth 5.0. Nie zabrakło NFC umożliwiającego płatności zbliżeniowe. Jak wspomniałem wcześniej, nie ma jacka 3.5 mm (na szczęście dźwięk z portu USB Typu C jest analogowy, a jego barwę pozwala wydobyć załączona w zestawie przejściówka), nie ma podczerwieni, nie ma także radia FM. Poprzednia strona: Multimedia i wydajność
Następna strona: Aparat #break#

Aparat

Przede wszystkim: Xiaomi Mi Mix 2 bije na głowę pierwszego Mi Mixa, jeśli chodzi o jakość dźwięk. Wszystko za sprawą sensora Sony IMX386 o rozdzielczości 12 Mpix, 4-osiowej stabilizacji obrazu oraz obiektywu o skromnej jak na flagowca jasności f/2.0. Jak widać, producent nie zastosował tu podwójnego obiektywu, co... trudno tak naprawdę postrzegać jako wadę. Wydaje mi się, że Xiaomi Mi Mix 2 robi lepsze zdjęcia od Xiaomi Mi 6, co czyni go najlepszym z fotograficznych smartfonów Xiaomi. Mix 2 odstaje jednak od najlepszych fotograficznych smartfonów na rynku. Po zmroku przeszkodą jest zbyt niska jasność obiektywu i wysokie zaszumienie, a we w pełni pozytywnym odbiorze materiałów wideo przeszkadza nieco nieprzewidywalny autofokus. Na dużo ciepłych słów zasługuje tryb HDR, który w odpowiednich warunkach oświetleniowych czyni cuda. Wrażenie na każdym zrobią szczegółowe panoramy o wysokiej rozdzielczości. Tryb manualny jest w porządku, choć czas ekspozycji na minimalnym poziomie 1/4s na nikim nie zrobi wrażenia. Za dnia i nawet popołudniową porą fotografie prezentują się bardzo dobrze, a poziom zaszumienia jest niski. Na pochwałę zasługuje zarówno rozpiętość tonalna, odwzorowanie kolorów. Kontrast mógłby być nieco wyższy, a tryb automatyczny powinien radzić sobie lepiej z dostosowaniem ekspozycji, którą często warto skorygować ręcznie. Drugi z mankamentów dotyczy jednak absolutnej większości smartfonów dostępnych na rynku.

Kilka zdjęć bez i z HDR

Poprzednia strona: Aparat
Następna strona: Bateria, Podsumowanie #break#

Bateria

Xiaomi Mi Mix 2 posiada znacznie mniej pojemną baterię od swojego poprzednika, co niestety przekłada się na krótszy od Mi Mixa czas pracy. Mi Mix 2 w tej kwestii nie wypada źle, ale nie zasługuje także na szczególne słowa pochwały. Screen on time nie jest nadzwyczajny i to właśnie optymalizacja oprogramowania wydaje się głównym problemem Mi Mixa 2, który ponoć został usunięty w MIUI 9. Egzemplarz testowany na MIUI w wersji 8.5 zdołał odtwarzać film przez 9 godzin i 40 minut, pozwalając na mniej więcej tyle samo surfowania po sieci.Na pocieszenie: Xiaomi Mi Mix 2 ładuje się piekielnie szybko za sprawą technologii Quick Charge 3.0 i dołączonej w zestawie ładowarki. Ładowanie do pełna trwa ok. 1.5 godziny, a urządzenie od 0 do 50% ładuje się w czasie zaledwie 30 minut. Świetny wynik, godny pochwały.

Podsumowanie

Wiele osób, wśród których znajdowałem się także ja, spodziewało się po Mi Mixie 2 rewolucji na miarę Mi Mixa 1. Rewolucji nie ma, jest za to pod każdym względem pozytywna ewolucja. Krokiem w dobrą stronę było zmniejszenie przekątnej ekranu z 6.44-cala do 5.99-cala, co czyni smartfona przystępniejszym dla większej liczby odbiorców. Zmieniono także proporcje z 17:9 na 18:9, co wydaje się przy tym już tylko zmianą kosmetyczną. Xiaomi Mi Mix 2 jest jednym z najpiękniejszych smartfonów dostępnych w sprzedaży i jednym z najrozsądniej wycenionych. Za ok. 2000 złotych oferuje on bowiem nie tylko wysoką jakość wizualiów, ale także niezrównaną wydajność. Snapdragon 835 i 6/8 GB RAMu to w połączeniu z nakładką MIUI 8/9 duet nie do zatrzymania przez żadną aplikację, ani wymagającą, trójwymiarową grę. Jakość wykonania stoi na najwyższym poziomie i żadnej z nieświadomych osób, trzymających w rękach Mixa 2 nie przyjdzie nawet do głowy, że jest to "Chińczyk". Powiedzmy sobie wprost: Xiaomi Mi 6 oraz Xiaomi Mi Mix 2 to smartfony zupełnie innej klasy, niż cała reszta propozycji Xiaomi.Xiaomi Mi Mix 2 - recenzjaMix 2 nie jest ideałem - czas pracy na baterii mógłby być lepszy, choć ten zostanie zoptymalizowany wraz z premierą stabilnej wersji nakładki MIUI 9, już w połowie tego miesiąca. Na pocieszenie zostaje technologia szybkiego ładowania Quick Charge 3.0, która baterię smartfona ładuje do pełna w nieco ponad 1.5 godziny, a do 50% w zaledwie 30 minut. Poza brakiem slotu na karty micro SD, złącza podczerwieni, radia FM, czy też jacka 3.5 mm - większych wad nie stwierdzono. No, chyba że zwrócimy uwagę na jakość zdjęć z przedniej kamerki lub nienajlepszą jakość zdjęć z kamerki głównej po zmroku. Xiaomi Mi Mix 2 kupić można obecnie za ok. 485.99 dolarów (ok. 1755 złotych) w sklepie Gearbest (wersja z China ROM, który można łatwo podmienić - wersja z Global ROM jest droższa). Xiaomi Mi Mix 2 w Polsce zostanie zaprezentowany 14 listopada. Mi Mix 2 to jedna z najlepszych ofert z tej półki cenowej i nietuzinkowy sprzęt dla osób szukających najwyższej wydajności, świetnej jakości, chcących się wyróżnić w tłumie, czy też wejść w posiadanie dopracowanego następcy sprzętu, który zapoczątkował modę na ekrany 18:9.
Mocne strony: Słabe strony:
------------
+ świetna jakość wykonania
+ efektowny, niemal bezramkowy wyświetlacz
+ bardzo dobre parametry ekranu
+ ceramiczna, odporna na zarysowania odbudowa
+ rekordowo wysoka wydajność na MIUI 9
+ świetne oprogramowanie
+ najlepszy aparat spośród smartfonów Xiaomi
+ LTE B20
+ wzorowa praca czytnika linii papilarnych
+ bardzo dobra jakość dźwięku
+ głośniki stereo
+ obsługa dwóch kart SIM
+ przejściówka jack 3.5 mm w zestawie
+ etui na tylny panel w zestawie
- brak gniazda Micro SD
- brak jacka 3.5 mm
- brak wodoodporności
- brak radia FM
- jakość zdjęć po zmroku
- przeciętna kamerka przednia
Xiaomi Mi Mix 2 recenzja]]>
Testy Najbardziej polecane Sat, 11 Nov 2017 20:00:00 +0100
ASUS Strix RX 560 Gaming OC i ASUS Strix RX 570 Gaming OC - recenzja http://www.conowego.pl/testy/asus-strix-rx-560-gaming-oc-i-asus-strix-rx-570-gaming-oc-recenzja-24378/ Nie tylko drogimi kartami graficznymi gracze żyją! Przetestowaliśmy ASUS Strix RX 560 Gaming OC i... Platforma testowa

Procesor: Intel Core i7-6700K
Płyta główna: MSI X99A
RAM: 2 x 8 GB HyperX DDR4 2666 MHz
Dysk: SSD Samsung 850 EVO 500 GB
Zasilacz: Enermax 850 W
Obudowa: SilentiumPC Aquarius X95W
System: Windows 64-bit
Sterowniki: AMD - 17.8.2 / NVIDIA - 388.13

Metodologia testowa

Podjąłem decyzję o przetestowaniu obu kart graficznych w odmiennych ustawieniach graficznych, jako że są to karty z innych segmentów i nie należy ich raczej rozpatrywać jako rozwiązań alternatywnych. RX 560 to podstawowa konstrukcja stworzona z myślą o rozgrywce w raczej średnich detalach w rozdzielczości 1080p. RX 570 pozwala na zabawę w wysokich i ultra detalach, czasem także w rozdzielczości 1440p. Na stronie dotyczącej pomiarów wydajności Strix 560 OC znajdziecie wykresy wydajności w ustawieniach średnich, z uwzględnieniem Strix 570 OC. Na stronie Strix 570 OC testowane są gry w ustawieniach wysokich i najwyższych, z uwzględnieniem Strix 560 OC. Do pomiaru temperatur wykorzystałem program CPUID HW Monitor.

Spis treści artykułu:

1. Wprowadzenie i metodologia testowa
2. ASUS Strix RX 560 Gaming OC 4 GB
3. ASUS Strix RX 560 Gaming OC 4 GB – wydajność, overclocking, temperatury
4. ASUS Strix RX 570 Gaming OC 4 GB
5. ASUS Strix RX 570 Gaming OC 4 GB - wydajność, overclocking, temperatury
6. Podsumowanie #break#

ASUS Strix RX 560 Gaming OC 4 GB

ASUS Strix RX 560 Gaming OC to jedna z najtańszych sensownych kart graficznych dla graczy pragnących czerpać przyjemność z grania w najnowsze tytuły AAA. W swojej cenie o względy miłośników gier rywalizuje z kontrpropozycją od firmy Nvidia, czyli GeForce GTX 1050 Ti. Karta wykorzystująca GPU oparte o architekturę Polaris oferować ma podstawową wydajność, wystarczającą do uruchomienia najnowszych tytułów w rozdzielczości 1080p, w co najmniej średnich ustawieniach graficznych.ASUS Strix RX 560 Gaming OC 4 GB

Specyfikacja ASUS Strix RX 560 Gaming OC 4 GB

Model: AMD Radeon RX 560
Taktowanie GPU: 1326 MHz
Pamięć wideo: 4 GB GDDR5
Taktowanie pamięci: 7000 MHz
Interfejs pamięci: 128 bit
Wyjścia: DP 1.4, HDMI 2.0, DVI
Wymiary: 19.4 x 12 x 3.5 cm


Testowany przez nas wariant ASUS Strix RX 560 Gaming OC jest kartą graficzną fabrycznie podkręconą względem konstrukcji referencyjnej. GPU pracuje tu z taktowaniem 1221 MHz i osiąga 1326 MHz w trybie Boost. Zużycie energii jest relatywnie niewielkie i wynosi 80-100 W (GTX 1050 Ti ma TDP na poziomie 120 W). Karta graficzna korzystająca z PCB z sekcjami zasilania w układzie 4+1, wystarczy pojedyncza wtyczka 6-pin.ASUS Strix RX 560 Gaming OC 4 GBASUS Strix RX 560 Gaming OC 4 GBW pudełku z kartą ASUS Strix RX 560 Gaming OC znajdziemy praktyczne opaski zaciskowe do uporządkowania okablowania w obudowie, a także naklejki Republic of Gamers.ASUS Strix RX 560 Gaming OC 4 GBJuż na opakowaniu widać, że karta graficzna ASUSa ma dodatkowy "bajer" w postaci LEDowego podświetlenia Aura Sync, które konfigurować można za pomocą przyjaznego w obsłudze oprogramowania. Użytkownik może rozświetlić logo Republic of Gamers na dowolny kolor.ASUS Strix RX 560 Gaming OC 4 GBASUS Strix RX 560 Gaming OC 4 GBASUS Strix RX 560 Gaming OC 4 GBNa dwuslotowy układ chłodzenia Strix w wypadku RX 560, oprócz radiatora, składają się dwa 95-milimetrowe wentylatory dmuchające powietrze z prędkością obrotową do 2500 obr./min., w sposób wertykalny, a co za tym idzie, do wnętrza obudowy. Nie jest to wielki problem, gdyż, jak wykazały nasze pomiary, ASUS Strix 560 Gaming OC nie wydziela nadmiernych ilości ciepła.ASUS Strix RX 560 Gaming OC 4 GBASUS Strix RX 560 Gaming OC 4 GBKarta graficzna wyposażona jest w zestaw wszystkich nowoczesnych złącz, jakie możecie sobie wymarzyć. Jest więc DisplayPort 1.4, jest też HDMI 2.0. Nie zabrakło złącza DVI dla posiadaczy monitorów starszej generacji.

Spis treści artykułu:

1. Wprowadzenie i metodologia testowa
2. ASUS Strix RX 560 Gaming OC 4 GB
3. ASUS Strix RX 560 Gaming OC 4 GB – wydajność, overclocking, temperatury
4. ASUS Strix RX 570 Gaming OC 4 GB
5. ASUS Strix RX 570 Gaming OC 4 GB - wydajność, overclocking, temperatury
6. Podsumowanie #break#

ASUS Strix RX 560 Gaming OC 4 GB – wydajność, overclocking, temperatury

Overclocking

Pomimo, że zegary karty zostały fabrycznie podkręcone, postanowiliśmy sprawdzić o ile bezpłatnie zwiększyć będzie mógł wydajność jej użytkownik. Okazuje się, że całkiem sporo! Zegar GPU pracujący domyślnie z częstotliwością 1326 MHz udało mi się podnieść do wartości 1450 MHz, która gwarantowała stabilną pracę w grach i pozbawiony artefaktów obraz. Wiązało się to oczywiście ze wzrostem temperatury o kilka stopni, ale ten nie powodował najmniejszego zagrożenia dla karty graficznej. Wzrost wydajności o 8-12% jest warty takiego zabiegu.

Temperatury

  • RX 560 4 GB (IDLE) - 41
  • RX 560 4 GB (LOAD) - 59
  • RX 560 4 GB OC (IDLE) - 42
  • RX 560 4 GB OC (LOAD) - 67

Spis treści artykułu:

1. Wprowadzenie i metodologia testowa
2. ASUS Strix RX 560 Gaming OC 4 GB
3. ASUS Strix RX 560 Gaming OC 4 GB – wydajność, overclocking, temperatury
4. ASUS Strix RX 570 Gaming OC 4 GB
5. ASUS Strix RX 570 Gaming OC 4 GB - wydajność, overclocking, temperatury
6. Podsumowanie #break#

ASUS Strix RX 570 Gaming OC 4 GB

Ze względu na bardzo niestabilne ceny kart graficznych, wywołane przez masowe ich wykupowanie przez osoby wydobywające kryptowaluty, doszło do dziwnej sytuacji, w której za cenę testowanej przez nas karty ASUS Strix 570 Gaming OC kupić można... jedną z najtańszych niereferencyjnych wersji układu RX 580. Różnice wydajnościowe pomiędzy kartami są minimalne, ale i tak warto mieć to na uwadze planując ewentualne zakupy.ASUS Strix RX 570 Gaming OC 4 GBASUS Strix 570 Gaming OC to ulepszony wariant debiutującego rok temu układu RX 470. W swojej cenie układ konkuruje na rynku z kartą Nvidia GeForce GTX 1060 w wersji z 3 GB pamięci RAM. Karta AMD posiada przewagę w postaci większej ilości pamięci RAM, która w jej wypadku korzysta z szyny 256-bitowej (192-bit w przypadku propozycji firmy Nvidia).

Specyfikacja ASUS Strix RX 570 Gaming OC 4 GB

Model: AMD Radeon RX 570
Taktowanie GPU: 1300 MHz
Pamięć wideo: 4 GB GDDR5
Taktowanie pamięci: 7000 MHz
Interfejs pamięci: 256 bit
Wyjścia: DP 1.4, HDMI 2.0, 2x DVI
Wymiary: 24 x 12.9 x 3.9 cm


Taktowanie zegarów karty graficznej ASUS Strix 570 Gaming OC 4 GB, mimo nieco mylącej nazwy urządzenia, nie zostało wcale fabrycznie podniesione. Dlaczego? Cóż, AMD nie zaprezentowało po prostu wariantu referencyjnego karty RX 570. GPU w karcie ASUSa pracuje z częstotliwością 1300 MHz, a pamięci - 1750 MHz.ASUS Strix RX 570 Gaming OC 4 GBASUS Strix RX 570 Gaming OC 4 GBW pudełku z kartą ASUS Strix 570 Gaming OC znajdziemy praktyczne opaski zaciskowe do uporządkowania okablowania w obudowie, a także naklejki Republic of Gamers.ASUS Strix RX 570 Gaming OC 4 GBASUS Strix RX 570 Gaming OC 4 GBASUS Strix RX 570 Gaming OC 4 GBUkład chłodzenia do złudzenia przypomina ten zastosowany w Strixie 560. Ponownie mamy do czynienia z chłodzeniem dwuslotowym, korzystającym z dwóch 95-milimetrowych wentylatorów (pionowy wyciąg powietrza, do wnętrza obudowy) o prędkości obrotowej 2500 obr./min. i radiatora, do którego ciepło z rdzenia karty odprowadzają niklowane rurki cieplne o średnicy 6 mm.ASUS Strix RX 570 Gaming OC 4 GBASUS Strix RX 570 Gaming OC 4 GBNa płytce PCB nie pojawił się niestety umożliwiający skuteczniejsze odprowadzanie ciepła backplate, a jedynym podświetlanym elementem, pozwalającym skorzystać użytkownikowi z podświetlenia Aura Sync, jest niewielkie iluminowane logo Republic of Gamers. Długość karty wynosi zaledwie 24.2 cm, co czyni z niej kartę bardzo kompaktową. Do jej zasilenia wystarczy pojedyncza wtyczka 8-pin. Deklarowane TDP karty wynosi 120 W.ASUS Strix RX 570 Gaming OC 4 GBASUS Strix RX 570 Gaming OC 4 GB

Spis treści artykułu:

1. Wprowadzenie i metodologia testowa
2. ASUS Strix RX 560 Gaming OC 4 GB
3. ASUS Strix RX 560 Gaming OC 4 GB – wydajność, overclocking, temperatury
4. ASUS Strix RX 570 Gaming OC 4 GB
5. ASUS Strix RX 570 Gaming OC 4 GB - wydajność, overclocking, temperatury
6. Podsumowanie #break#

ASUS Strix RX 570 Gaming OC 4 GB - wydajność, overclocking, temperatury

Overclocking

Potencjał podkręcania karty ASUS Strix 570 Gaming OC 4 GB jest niestety niewielki. GPU udało mi się podkręcić o ledwie 45 MHz do stabilnej wartości 1345 MHz, podczas gdy nieco bardziej ochoczo zareagowała pamięć, dająca ustawić się na wartości 2010 MHz. Podkręcenie karty ASUSa wiązało się będzie z ok 4-6% wzrostem liczby klatek w grach. Niby nic, ale... zawsze coś! Oczywiście wzrost wydajności oznacza wzrost temperatury do poziomu, który w kiepsko wentylowanych obudowach może być zbyt wysoki.

Temperatury

  • RX 570 4 GB (IDLE) - 38
  • RX 570 4 GB (LOAD) - 70
  • RX 570 4 GB OC (IDLE) - 40
  • RX 570 4 GB OC (LOAD) – 78

Spis treści artykułu:

1. Wprowadzenie i metodologia testowa
2. ASUS Strix RX 560 Gaming OC 4 GB
3. ASUS Strix RX 560 Gaming OC 4 GB – wydajność, overclocking, temperatury
4. ASUS Strix RX 570 Gaming OC 4 GB
5. ASUS Strix RX 570 Gaming OC 4 GB - wydajność, overclocking, temperatury
6. Podsumowanie #break#

Podsumowanie

ASUS Strix RX 560 Gaming OC 4 GB

W klasie tanich kart graficznych ASUS Strix 560 Gaming OC 4 GB jest interesującą propozycją, ale wszystko zależy od ceny, w jakiej uda Wam się ją kupić. Karta ustępuje odczuwalnie GeForce GTX 1050 Ti, przewyższając przeważnie wydajnością nieznacznie GeForce GTx 1050. Urządzenie jest ciche, nie emituje wysokich temperatur, a spory potencjał OC pozwala zwiększyć wydajność karty graficznej o satysfakcjonujące 10%. Obecnie w sklepach komputerowych cena ASUS Strix 560 Gaming OC 4 GB przewyższa niestety o ok. 100 złotych ceny najtańszych kart GeForce GTX 1050 Ti. Z tego też powodu trudno jest nam ją jednoznacznie polecać.ASUS Strix RX 560 Gaming OC 4 GB

ASUS Strix RX 570 Gaming OC 4 GB

Asus Strix RX 570 OC to karta bez dwóch zdań udana, która osiągnęła swój cel w postaci bycia wydajniejszą od sprzedawanej swojego czasu w porównywalnej cenie GeForce GTX 1060 3 GB - głównie dzięki większej ilości pamięci. Czasy się zmieniły, a ceny kart AMD ze względu na niewielką dostępność poszły w górę. Obecnie RX 570 OC należałoby zestawiać z najtańszymi GeForce GTX 1060 OC 6 GB, które są mniej więcej o 100 złotych droższe. Karty te wypadają na szczęście dla karty ASUSa podobnie. Asus Strix RX 570 OC jest więc naprawdę ciekawą propozycją w swojej klasie cenowej. Co ciekawe, w cenie Strix RX 570 OC kupić można obecnie najtańsze, nieco wydajniejsze układy RX 580. A wszystko przez kryptowaluty... ;)ASUS Strix RX 570 Gaming OC]]>
Testy Najbardziej polecane Gaming Wed, 08 Nov 2017 07:00:00 +0100
Destiny 2 - recenzja shootera dla wyjadaczy i casuali http://www.conowego.pl/testy/destiny-2-recenzja-shootera-dla-wyjadaczy-i-casuali-24360/ Destiny 2 w wersji na komputery osobiste to bez dwóch zdań najlepsza ze wszystkich wersji głośnej... Gra od razu po wybraniu klasy bohatera i procesie personalizacji jego wyglądu rzuca gracza w sam środek wielkiego konfliktu. Konfliktu okraszonego oprawą graficzną godną tytułu AAA, jakim bez wątpienia jest Destiny 2. Zachwyt wizualiami potęguje doskonała optymalizacja wersji pecetowej gry, która swoją premierę miała w miesiąc po premierze wersji konsolowych. Dzieło studia Bungie uruchomiłem w najwyższych ustawieniach graficznych i, ku mojemu zaskoczeniu, Core i5 4670K w połączeniu z GeForce GTX 970 i 16 GB pamięci RAM radził sobie z nimi bez zająknięcia w 60 klatkach na sekundę, w rozdzielczości Full HD. GTX 970 widnieje z resztą obok GTX 1060 w ustawieniach rekomendowanych gry, więc... nic dziwnego. Ano tak, konflikt!Destiny 2 recenzjaNa ekranach monitorów obserwujemy wydarzenia od momentu ataku Czerwonego Legionu, dowodzonego przez Ghaula, na bazę Strażników. W wyniku ofensywy niektórzy Strażnicy tracą Światło, bez którego ich umiejętności bojowe są poważnie zredukowane. Zadaniem gracza jest, nie zgadniecie, ściganie Ghaula po różnych planetach w obrębie Układu Słonecznego z niedalekiej przyszłości. Co dla niektórych może okazać się zdumiewające, zawartości w kampanii jest niewiele, a jej zaliczenie trwa zaledwie kilka godzin. Fabuła nie jest najmocniejszą stroną Destiny 2, ale nikt chyba nie spodziewał się, że będzie. Kampania to w zasadzie jedynie prolog do rozpoczęcia "poważnej" rozgrywki sieciowej i trampolina umożliwiająca wskoczenie na 20 (na tę chwilę maksymalny) poziom.Destiny 2 recenzjaPoznając grę i jej mechaniki poznajemy przy okazji kolejne planety, a także kosmicznych przybyszy, którzy na jej powierzchniach walczą o swoje interesy. Interesy te są oczywiście sprzeczne z interesami gracza, który niemal nieustannie rozwiązuje wszystkie wynikające z tego problemy za pomocą pokaźnego arsenału pukawek. Mechanika prowadzenia ognia jest niesamowicie satysfakcjonująca i przyznam szczerze, że dawno się tak dobrze nie bawiłem w żadnym FPSie. Podczas rozgrywki możemy nosić ze sobą maksymalnie 3 rodzaje broni, z czego jedna z nich jest bronią specjalną, ładowaną specjalną amunicją, którą znajdujemy w stosunkowo niewielkich ilościach. Poszczególne karabiny, strzelby, granatniki, karabiny snajperskie i pistolety różnią się od siebie nie tylko parametrami takimi jak szybkostrzelność, czas przeładowania, czy też obrażenia. Każdy z pistoletów zadaje obrażenia od innego żywiołu, co wykorzystać można przeciwko wrogom na modłę znaną choćby z serii Borderlands. Na dokładkę dysponujemy również granatami oraz atakiem specjalnym, unikalnym dla każdej z klas postaci.Destiny 2 recenzjaCyklicznie na ekranie ma miejsce większa lub mniejsza rozpierducha, a na nudę czasu nie ma. Twórcy gry zadbali o to, by gracze przemierzający planety mijali po drodze specjalnie wyznaczone miejsca, w których w krótkich odcinkach czasu mają miejsce różnorakie eventy typu PVE. Za dołączenie do nich w locie i ich ukończenie nagradzani jesteśmy przedmiotami, takimi jak nowe bronie, czy też elementy pancerzy, które pomagają podnieść poziom ogólnej osłony, czy też stać się jeszcze skuteczniejszą maszyną do zabijania. Przeciwnicy są zróżnicowani, a w grze nie zabrakło także różnych rodzajów bossów, których wykończenie wymaga nieco większej ilości gimnastyki.Destiny 2 recenzjaOprócz tego na graczy czekają rozgrywki PvP (zarówno typowy quick play, jak i competitive) w kilku trybach, a także możliwość zabawy w co-opie, czy też wykonywanie charakterystycznych dla serii Destiny raidów przeciwko przeciwnikom sterowanym przez komputer w różnych instancjach rozsianych po całym świecie gry. Największą frajdę daje fakt, że wszystko dzieje się płynnie, a do każdej z powyższych form dołączamy "w locie" lub niemalże natychmiast, ot eksplorując świat gry i decydując się na wejście w określone miejsce. Co ciekawe, w rozgrywkach PvP biorą udział gracze o różnych poziomach, jednakże sprzęt tych "lepszych" ma osłabiane statystyki, aby zniwelować różnice i pozwolić każdemu wykazać się indywidualnymi umiejętnościami. Na dokładkę, Bungie serwuje różnorakie czasowe eventy w grze, które jeszcze mocniej urozmaicają i tak już bogatą zawartość gry.
Społeczność zrzeszona wkoło Destiny 2 ma ograniczone możliwości komunikacji, które domyślnie ograniczono jedynie do przekazywania sobie pozdrowień w formie emotek. Nie jesteśmy więc napastowani na czacie i karani wulgaryzmami za sam fakt tego, że dopiero zaczęliśmy przygodę z grą i nie do końca ogarniamy pewne kwestie. Czat oczywiście można odblokować i zdecydować z kim chcemy rozmawiać i od kogo otrzymywać wiadomości prywatne.Destiny 2 recenzjaDestiny 2 jest shooterem, który spodoba się zarówno hardkorowym graczom, jak i tak zwanym "casualom". Odnajdą się w nim osoby, które chcą wyjąć ze swojego życiorysu ponad setkę godzin w parę nocy oraz gracze, którzy chcą się zrelaksować od czasu do czasu przed ekranem komputera i po prostu "postrzelać do czegoś". Pomaga w tym bardzo satysfakcjonująca mechanika prowadzenia ognia, podobnie jak urozmaicona zawartość gry oraz ładna oprawa graficzna. Destiny 2 nie jest grą pozbawioną wady dość typowej dla gier MMO oraz typu multiplayer. Endgame, który w tym przypadku następuje po około 100 godzinach jest... dość monotonny. Po zebraniu wszystkich najfajniejszych przedmiotów w grze nie ma po prostu co robić, a sama zabawa w PvP nie wystarcza. Sytuację mogą rozwiązać nadchodzące DLC. Płatne DLC. PS PC to moim zdaniem najlepsza platforma dla Destiny 2! Piękna grafika, mysz, klawiatura i 60 kl./sekundę... czego chcieć więcej?
Mocne strony: Słabe strony:
------
- doskonała optymalizacja
- mechanika prowadzenia ognia
- oprawa graficzna
- udźwiękowienie
- przyjazna także dla "casuali"
- sporo aktywności sieciowych
- zróżnicowane klasy postaci
- szeroka paleta znajdziek
- świetna zabawa na długie godziny
- nadciągające DLC
- kampania jest niesamowicie krótka...
- ...a fabuła taka sobie
- powtarzalny endgame (po ok. 100 godzinach zabawy)
- płatne DLC
]]>
Testy Najbardziej polecane Mon, 06 Nov 2017 18:00:00 +0100
Assassin’s Creed Origins - recenzja http://www.conowego.pl/gaming/assassins-creed-origins-recenzja-24350/ Gra Assassins’s Creed Origins nareszcie doczekała się premiery. Przekonajcie się, czy jest to tytuł...

Z czym to się je? W Assassin’s Creed Origins przenosimy się do Starożytnego Egiptu, gdzie o władzę walczą Ptolemeusz, jego siostra Kleopatra oraz Juliusz Cezar. Z tego powodu państwo stoi na skraju katastrofalnej wojny. My wcielamy się w Bayeka, jednego z tak zwanych Medżaj – wojowników, którzy dawniej służyli faraonom, ale za sprawą dynastii Ptolemeuszy stali się reliktem przeszłości. W grze możemy poznać historię powstania bractwa Asasynów, z którą postać głównego bohatera jest ściśle związana.Assassin's Creed OriginsAssassin's Creed OriginsNiemalże na samym wstępie muszę powiedzieć, iż już po samej konstrukcji fabuły w grze widać, że przerwa od serii przydała się zespołowi Ubisoftu. Oczywiście, nie jest ona dziełem bez skazy. Początek rozgrywki jest nieco chaotyczny - trudno od razu zrozumieć, o co chodzi głównemu bohaterowi i jaki jest jego cel, a całość rozkręca się dosyć powoli, ale rozwiązania które zastosowano później zdecydowanie dodają jej uroku. W pierwszych etapach doświadczymy znanego nam już schematu zemsty i zabijania kolejnych ważnych celów, jednak potem wszystko nabiera nowych kolorów. Twórcy połączyli więc „stare” z „nowym”, co wyszło im prawie że świetnie. Użyłam wyrażenia „prawie że”, ponieważ, jak już wspominałam, główny wątek fabularny rozwija się w wolnym tempie. Przyczyna tego problemu jest jedna. Otóż, aby móc wykonywać kolejne główne zadania, najpierw musimy co chwilę zabierać się za zadania poboczne, które pozwalają nam na rozwijanie naszej postaci i podnoszenie jej poziomu doświadczenia. Stopień trudności jest więc tutaj sztucznie zawyżany. Mogłabym przymknąć na to oko, gdyby nie fakt, że owe poboczne questy są wyjątkowo… nudne – serio. Głównie te zadania to zadania typu „zabij tego, zabij tamtego”, albo „uwolnij kogoś”, a nawet jak już otrzymamy quest o jakimś ciekawszym celu, znużą Was dialogi mu towarzyszące, które najlepiej po prostu omijać.Assassin's Creed OriginsNieco lepiej w Assassin’s Creed Origins mają się inne poboczne aktywności. Jedną z takich aktywności, między innymi, jest możliwość brania udziału w wyścigach rydwanów na Hipodromie. W grze możemy również na przykład polować na zwierzęta, czy napadać na statki. W ten sposób możemy zbierać surowce, które pozwalają na ulepszanie pewnych elementów wyposażenia.Assassin's Creed OriginsAssassin's Creed OriginsW tym momencie warto wspomnieć o ciekawym systemie, którzy twórcy zaimplementowali w produkcji, a który przydaje się zarówno podczas wszelkiego rodzaju zadań, jak i omówionych dodatkowych aktywności. System ten bazuje na wykorzystywaniu orlicy Senu, która może namierzać przeciwników, szukać źródeł wybranych surowców, a nawet, po rozwinięciu drzewka umiejętności w odpowiednim kierunku, atakować niektórych wrogów. Jest to zupełna nowość, która spełnia swoją rolę, a w tym samym czasie w niczym nie wadzi, a co za tym idzie – stanowi jedną z zalet gry.Assassin's Creed OriginsPoza wątkiem osadzonym w Starożytnym Egipcie, gra posiada wątek współczesny. Nie jest on zbyt rozbudowany, ale właśnie dzięki temu powinien zadowolić i te osoby, które go oczekiwały, jak i te, które nie chciały go zobaczyć.Assassin's Creed OriginsŚwiat pełen życia Starożytny Egipt to dla mnie świetny wybór w kwestii czasu i miejsca akcji gry. Okres panowania faraonów to według mnie bowiem jeden z najciekawszych historycznych okresów. Dla innych ważniejsze będzie jednak, jak klimat tej epoki został przez twórców produkcji oddany. Mogę Was zapewnić, że w tym aspekcie w Assassin’s Creed Origins niczego nie brakuje. Przemierzając świat gry możemy ujrzeć ogromne pustynie czy akweny, jednak najbardziej zachwyca to, w jaki sposób odtworzono starożytne egipskie miasta – Siwę, Aleksandrię, i nie tylko. Każde z nich czymś się wyróżnia, żyje własnym życiem i zapewnia wspaniałe widoki.Assassin's Creed OriginsAssassin's Creed OriginsSkoro mowa o świecie gry, należy pochwalić go za jego ogromny rozmiar. Teren, który twórcy umieścili w Assassin’s Creed Origins jest po prostu tak rozległy, że ciężko to ująć w słowa. Z pewnością sporo czasu zajmie Wam poznanie jego każdego zakamarka i wspięcie się na jego każdą wieżę (choć sama wspinaczka jest nieco uproszczona, a więc wymaga rzadszego planowania dróg pokonywania kolejnych ścian). Na szczęście, nie jest to świat pusty. Wypełniono go licznymi znajdźkami w postaci interesujących tekstów – to jest listów czy prywatnych wiadomości, zagadkami, i nie tylko. Questów pobocznych również nie brakuje, ale jak już wspomniałam, nie porywają one swoją treścią.Assassin's Creed OriginsAssassin's Creed OriginsAssassin's Creed OriginsAssassin's Creed OriginsOczywiście, dla odbioru klimatu gry duże znaczenie ma nie tylko jej oprawa wizualna. Równie ważna jest bowiem muzyka. Ta także jest niczego sobie. Podczas rozgrywki do naszych uszu trafiają nie tylko utwory typowo nawiązujące do czasów starożytnych, ale również nuty o trochę bardziej… nowoczesnym rytmie, które raz na jakiś czas przypominają nam, że w rzeczywistości nieustannie jesteśmy w Animusie. W Assassin’s Creed Origins pojawiają się również liczne historyczne postacie, które dodatkowo ożywiają świat gry. Wśród nich znalazła się na przykład Kleopatra – słynna ostatnia królowa hellenistycznego Egiptu, panująca w latach 51-30 przed naszą erą. To między innymi wokół niej koncentrują się wydarzenia przedstawione w produkcji. Dzięki temu, że w grze mamy szansę poznać właśnie takie osobistości oraz za sprawą możliwości zwiedzania takich budowli jak Piramidy oraz innych grobowców czy egipskich świątyń, tytuł posiada ogromną wartość edukacyjną. Warto dodać, że ta w przyszłym roku stanie się jeszcze większa, a to za sprawą debiutu trybu „Discovery Tour”. Bohater na miarę swoich czasów Bayek, czyli przedstawiony wcześniej Medżaj, a zarazem główny bohater gry, nie jest postacią wybitnie charyzmatyczną, interesującą, ani błyskotliwą, a jednak z jakiegoś powodu bardzo łatwo go polubić. Być może stoi za tym fakt, że widać, iż jest on zwykłym szarym człowiekiem, który doświadczył ogromnej straty w życiu, a nie jednym z superbohaterów, których momentami mogli przypominać asasyni z pozostałych części serii. Oczywiście, posiada on umiejętności, które pomagają mu z radzeniem sobie w ciężkich sytuacjach, ale jego możliwości nie są nieograniczone, o czym wielokrotnie udało mi się przekonać, gdy podjęłam się walki ze zbyt wielką ilością przeciwników. Bayek jest też osobą, która nie podąża bezmyślnie od misji do misji, od celu do celu, ale dba także dba o swoich przyjaciół, mieszkańców Egiptu, którym chętnie służy pomocą oraz swej żonie – Ayi. Wszystko to sprawia, że Bayekowi całkiem przyjemnie się kibicuje, a dzięki niemu fabułę gry aż chce się śledzić. Assassin’s Creed dużo zyskuje dzięki takiemu bohaterowi. Raczej niewiele bym w tej postaci zmieniła.Assassin's Creed OriginsWalka ma swoje uroki, ale… System walki to element, który w poprzednich odsłonach cyklu pozostawiał wiele do życzenia. Dlatego Ubisoft postanowił dołożyć wszelkich starań do tego, aby w Assassin’s Creed Origins zaprezentować go w nowej, lepszej formie. I tak, o ile widać, że w tej grze system walki rzeczywiście jest powiewem świeżości, nie można ocenić go w stu procentach pozytywnie. Starcia z przeciwnikami w Assassin’s Creed Origins wymagają od nas więcej uwagi, przemyślanego wyprowadzania ataków, korzystania z tarczy czy wykonywania uników, a co za tym idzie – są nieco większym wyzwaniem niż w innych odsłonach serii. To sprawia, że walka jest bardziej ekscytująca i zaskakująca, ale… im dalej w las tym gorzej. Owy system świetnie sprawdza się podczas spotkań z niewielką liczbą wrogów, jednak jeśli jest ich nieco więcej, zaczyna on po prostu denerwować. Podczas takich starć kamera nam towarzysząca dosłownie głupieje, skacząc z przeciwnika na przeciwnika, co utrudnia orientację i zwykle prowadzi do śmierci bohatera – śmierci, której można by uniknąć, gdyby kamera postanowiła na przykład odjechać trochę dalej. Zauważyłam również, że podczas walki sterowanie nie jest tak responsywne, jakby się tego chciało. Poprawa systemu w tym aspekcie znacząco wpłynęłaby na jego jakość.Assassin's Creed OriginsNa szczęście, twórcy gry umieścili w niej szeroki wachlarz oręża, którym podczas pojedynków możemy się posługiwać. Do dyspozycji mamy rozmaite miecze, sztylety, włócznie, buławy, i nie tylko. Bronie podzielono na różne kategorie, w zależności od ich masy, a każda z nich wpływa na styl walki, którym posługuje się nasz bohater. Bronie możemy również w trakcie rozrywki ulepszać. Należy zaznaczyć, że przeciwników możemy zabijać nie tylko z bliska, ale także z dystansu - z pomocą łuków, których w grze znalazło się wiele rodzajów. Poza tym, odpowiednie rozwinięcie drzewka umiejętności odblokowuje dostęp do strzałek usypiających i innych akcesoriów, które dla asasyna są przydatne. W Assassin’s Creed Origins nie zabrakło ukrytego ostrza, ale tą broń otrzymujemy dopiero w dalszym etapie przygody. W końcu, mamy tu do czynienia z początkami bractwa asasynów.Assassin's Creed OriginsWspomniane przeze mnie drzewko rozwoju postaci jest zaskakująco duże. Bohatera możemy z jego pomocą rozwinąć w trzech kierunkach i tylko od nas zależy to, czy będziemy podążać we wszystkich trzech jednocześnie, czy wybierzemy jeden, który rozwiniemy najpierw. Dzięki niemu Bayek może zyskać wiele umiejętności pasywnych i aktywnych, a każda z nich w ciekawy sposób urozmaica rozgrywkę.Assassin's Creed OriginsPodejmowanie się otwartej walki nie jest w Assassin’s Creed Origins jedynym słusznym sposobem na pozbywanie się przeciwników. W grze położono bowiem również ogromny nacisk na skradanie się. Jako Bayek możemy chować się w trawie, za ścianami, chodzić w skulonej pozycji, gwizdać na wrogów, a także rzucać się na nich w odpowiednich momentach. Ciche eliminowanie rywali jest bardzo przyjemne, jednak jeśli nie jest to wasza broszka, ze skradania wcale nie musicie korzystać. Nic nie stoi na przeszkodzie ku temu, abyście placówkę gęsto obsadzoną przez strażników „zaatakowali od frontu”Assassin's Creed Origins

Czekam na większą płynność Jedną z większych wad gry Assassin’s Creed Origins jest niestety jej optymalizacja. Ze smutkiem muszę stwierdzić, że w niektórych momentach rozgrywki doświadczyłam sporych spadków ilości klatek na sekundę. Zwykle, na średnich ustawieniach utrzymywały się one na poziomie zbliżonym do 60, ale miałam do czynienia ze spadkami, na przykład, do 19. Spotkałam się również z dziwnym błędem, który powodował, że po wejściu do gry liczba klatek na sekundę nie przekraczała 20. W takich przypadkach trzeba ją było restartować.Assassin's Creed OriginsDodam również, że przy takim sprzęcie jaki posiadam (wymieniłam go poniżej) w Wiedźminie III mogę korzystać z wyższych ustawień graficznych, zachowując wydajność na takim poziomie, jaki w „Asasynie” utrzymuje się na detalach o średniej jakości. Dlatego w grze CD Projektu Red zawsze decyduję się na korzystanie z ustawień wysokich oraz ultra. W Assassin’s Creed Origins nie jest to możliwe, chociaż pod względem grafiki ten tytuł wcale nie prezentuje się lepiej niż "trzeci Wiedźmin". Mam nadzieję, że przyszłe aktualizacje coś zmienią w tym aspekcie.
Mój sprzęt: Karta graficzna: Nvidia GeForce GTX 960 4 GB
Procesor: Intel Core i5-4690K @3.5 GHz
Pamięć RAM: 16 GB
System operacyjny: Windows 7 (64-bit)
Udany powrót Jak napisałam na samym początku recenzji, Assassin’s Creed Origins z całą pewnością zasługuje na wyższą ocenę, niż ostatnie odsłony cyklu. Gra posiada swoje bolączki, między innymi w systemie walki czy takie, które są związane z wydajnością, ale uważam że wystarczy zaledwie kilka porządnych aktualizacji, aby się ich najzwyczajniej w świecie pozbyć. W związku z tym ja ten tytuł prędzej czy później polecam wypróbować, zwłaszcza zagorzałym fanom serii.
Mocne strony: Słabe strony:
--------
  • świetnie oddany klimat Starożytnego Egiptu
  • nieźle poprowadzona, choć rozwleczona fabuła
  • bohater, którego łatwo polubić
  • system orlicy Senu
  • ulepszony, jednak nadal niedoskonały system walki
  • ładna oprawa graficzna
  • ogromny świat
  • duża wartość edukacyjna

 

  • nudne zadania pobocze
  • spadki wydajności
  • praca kamery podczas walki

 

OCENA OGÓLNA: 82%AC

]]>
Gaming Porady Najbardziej polecane Testy Boks 3 Sun, 05 Nov 2017 18:15:00 +0100
OnePlus 5 - recenzja. Kupujcie, póki możecie! http://www.conowego.pl/testy/oneplus-5-recenzja-kupujcie-poki-mozecie-24143/ OnePlus to marka, która ma talent do wzbudzania ogromnych emocji. Takie właśnie emocje towarzyszyły... To nie żart. Smartfon OnePlus 5 jest tak popularny, że w oficjalnym sklepie OnePlus skończyły się niedawno jego zapasy. Wydaje się, że nie zostaną one odnowione, bo producent szykuje się do "niespodziewanej" prezentacji OnePlus 5T, czyli odświeżonej wersji popularnego flagowca. Jeśli chcieliście kupić smartfona OnePlus 5, to teraz nadarza się ku temu doskonały moment - sklepy takie jak Gearbest (skąd pochodzi nasz egzemplarz) wciąż mają je jeszcze na stanie, w cenie od ok. 489 dolarów (ok. 1760 złotych bez VAT) za wariant z 6 GB RAMu i 64 GB pamięci na dane. A kupić OnePlus 5 zdecydowanie warto. Dlaczego?

Specyfikacja OnePlus 5:

Ekran: 5.5" AMOLED 1080x1920 pikseli
Procesor: Snapdragon 835
RAM: 6/8 GB
Pamięć: 64/128 GB
Micro SD: NIE
Aparaty: 16 Mpix (f/1.7, 24 mm, EIS) + 20 Mpix (f/2.6, 36 mm) / 16 Mpix (f/2.0, EIS)
Dual SIM: TAK (standby)
Łączność: USB Typu C, czytnik linii papilarnych, NFC, GPS, Wi-Fi 802.11ac, Bluetooth 5.0 z A2DP, LE i aptX HD
System: Android 7.1.1
Akumulator: 3300 mAh + szybkie ładowanie
Wymiary: 154.2 x 74.1 x 7.3 mm
Waga: 153 gramy


OnePlus 5 to jeden z niewielu tegorocznych flagowców, którego kupić można w cenie poniżej 2000 złotych. Obecnie za zbliżone pieniądze dostaniemy Xiaomi Mi 6, Honora 9 i LG G6. OnePlus 5 rywalizuje z nimi wszystkimi bez najmniejszych kompleksów.OnePlus 5 - recenzjaW zestawie ze smartfonem znajduje się kolorowy zestaw akcesoriów w postaci ładnego, czerwonego kabelka USB Typu C oraz jednej z najszybszych na rynku ładowarek Dash Charge o mocy 20 W (5V/4A). Ta jest w stanie naładować smartfon do pełna w czasie zaledwie 1.5 godziny. To absolutnie rekordowy wynik wśród flagowców. Co ciekawe, smartfon w trakcie ładowania jest niezwykle chłodny.OnePlus 5 - recenzjaWygląd OnePlus 5 był obiektem sporych kontrowersji. Tylny panel obudowy, a zwłaszcza podwójny, umieszczony na "wysepce" aparat i usytuowanie podwójnej diody doświetlającej, przywodzą z miejsca na myśl design smartfonu iPhone 7 Plus. Czy to źle? Cóż, projektanci OnePlusa wyszli najwyraźniej z założenia, że jak kopiować, to od najlepszych. No i skopiowali wszystko całkiem nieźle.OnePlus 5 - recenzjaMetalowa obudowa dobrze leży w dłoni, choć za sprawą zastosowanego materiału lubi się z niej wyślizgiwać. Niestety, konstrukcja nie posiada żadnej normy wodoszczelności. Komfort obsługi poprawia zakrzywienie metalowych brzegów tylnego panelu oraz obecność szkła 2.5D z przodu. Urządzenie o wymiarach 154.2 x 74.1 x 7.25 mm waży zaledwie 153 gramy. Jest to najcieńszy z dotychczasowych smartfonów firmy OnePlus. Jest także aż o 35 gramów lżejszy od iPhone'a 7 Plus.OnePlus 5 - recenzjaObudowa OnePlus 5 jest bardzo minimalistyczna i poza niewielkim logo producenta (i naklejką, której zapomniałem zdjąć do zdjęć...) nie zobaczymy na niej żadnych innych symboli. Uwagę zwracają ładnie prowadzone linie anteny, wzdłuż górnej i dolnej krawędzi urządzenia.OnePlus 5 - recenzjaFront urządzenia zarezerwowany jest dla 5.5-calowego ekranu Optic AMOLED o rozdzielczości 1080x1920 pikseli. Od razu mówię, że w testowanym egzemplarzu nie zauważyłem występowania efektu galaretki, o którym pisaliśmy swojego czasu na łamach Conowego.pl, a który miał zostać wyeliminowany jedną z aktualizacji oprogramowania. Jest to najprawdopodobniej ten sam ekran, który stosowano w smartfonie OnePlus 3T. Cechuje się maksymalną jasnością na poziomie ok. 450 cd/m2 i jego czytelność w pełnym słońcu jest dobra. Ni mniej, ni więcej - ot dobra. Do Samsunga Galaxy S8+ długa droga, ale stoi na poziomie reprezentowanym przez większość konkurentów. W nocy, jasność ekranu można ustawić na poziomie 1 cd/m2. Współczynnik kontrastu jest nieskończony, a czerń - wzorcowa - w końcu wyświetlacze tego typu nie podświetlają pikseli na czarno.OnePlus 5 - recenzjaPod ekranem znajduje się jeden z najlepszych na rynku, ceramiczny czytnik linii papilarnych. Nie zarysujecie go nawet piaskiem. Jego responsywność jest wzorowa i stoi na poziomie co najmniej tak wysokim, jak oferowany przez wzorcowe, słynące z prędkości działania, czytniki od Huawei. Pod nim, na spodniej części ramki, umieszczono port USB Typu C, pojedynczy głośnik multimedialny oraz wyjście jack 3.5 mm.OnePlus 5 - recenzjaPrzyciski fizyczne odpowiadające za zmianę głośności umieszczono w miejscu nietypowym, bo po lewej stronie ekranu. Przycisk blokady ekranu pozostał na prawej stronie. Bonusowym przyciskiem fizycznym, za obecność którego wiele osób firmę OnePlus chwali, jest suwak odpowiedzialny za szybkie wyciszenie powiadomień.OnePlus 5 - recenzja #break#

Multimedia i wydajność

Smartfon OnePlus 5 wykorzystuje najwydajniejszy z dostępnych układów mobilnych firmy Qualcomm - Snapdragona 835 oraz 6 lub 8 GB pamięci RAM. Nie muszę chyba mówić, że taki duet pozwala na bezproblemową obsługę nawet najbardziej wymagających gier 3D i aplikacji. Płynność działania systemu to poezja, aplikacje wywoływane są z pamięci podręcznej błyskawicznie i, co najważniejsze, w "cudowny" sposób po jakimś czasie z niej nie znikają. Wystarczy chyba, że podkreślę, że, według różnych benchmarków, OnePlus 5 to jeden z czterech, może pięciu najwydajniejszych obecnie smartfonów. W AnTuTu 6 OnePlus 5 uzyskał wynik 180 102 punktów.OnePlus 5 - recenzjaSprawne funkcjonowanie zapewnia system Android 7.1.1 z dającą daleko idące możliwości personalizacji nakładką OxygenOS. Ta jest nie tylko bardzo schludna, ale także naprawdę miła dla oka. Jej ogromną zaletą jest zrzeszona wokół niej społeczność, która dba o powstawanie wielu ciekawych dodatków w postaci widgetów i różnych tematów. Wśród ciekawych funkcji systemowych nie zabrakło wybudzania urządzenia dwoma tapnięciami, wyciszania przesunięciem trzema palcami w dół oraz oczywiście obsługi gestów i symbolów (których ja akurat rysować nie lubię). Powiadomienia wyświetlane na ekranie blokady można rozwijać, co jest rewelacyjną funkcją. Brakuje jej między innymi w MIUI 8.

W systemie mamy dużo funkcji niemal żywcem przeniesionych z czystego Androida - między innymi górną belkę ze skrótami, czy też wprowadzony w Androidzie 7.0 tryb dzielonego ekranu w zdefiniowanych przez użytkownika proporcjach. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby z poziomu oprogramowania, zmienić funkcje przycisków wirtualnych lub przenieść je na ekran.
Mnogość funkcji i ich dostępność, wygląd systemu, a także sprawne jego działanie sprawia, że z czystym sumieniem mogę nazwać OxygenOS najlepszą z dostępnych obecnie nakładek. Może wynika to z tego, że korzystałem długo z OnePlus One, którego pokochałem za możliwość personalizacji absolutnie wszystkiego? OnePlus 5 obsługuje dwie karty SIM w standardzie Nano. Niestety, karty micro SD do smartfonu nie włożymy, bo ten nie posiada stosownego czytnika. Użytkownik zadowolić się musi 64 lub 128 GB wbudowanej pamięci UFS 2.1. One Plus 5 obsługuje ponadto LTE Cat. 13, LTE, NFC, GPS z GLONASS i Beidou, Wi-Fi 802.11ac, a nawet nową wersję Bluetooth 5.0 ze wsparciem dla kodeku aptxHD. Brakło niestety radia FM.
OnePlus 5 na wyjściu słuchawkowym nie bije rekordów głośności, ale w kwestii jakości dźwięku zasługuje na umieszczenie go w ścisłej czołówce smartfonów. Na pewno nie odstaje w tej kwestii od żadnego z konkurencyjnych flagowców. Nagana należy się natomiast za głośniki, a w zasadzie jeden głośnik mono. W smartfonach z wyższej półki każdy chyba wolałby widzieć dwa głośniki stereo. Na pocieszenie: OnePlus 5 gra głośno i nie przesteruje nawet w pobliżu maksimum skali.

Aparat

Swojego czasu bardzo ciekaw byłem tego jak wypada OnePlus 5 w porównaniu z Xiaomi Mi 6, jeśli chodzi o fotografię mobilną. Teraz już wiem. Oba smartfony mogłyby robić ładniejsze zdjęcia. ;) Oczywiście marudzę, bo zdjęcia za dnia OnePlus 5 robi niezłe, a filmy kręci fenomenalne (mimo braku optycznej stabilizacji obrazu), ale jednak nie jest to zdecydowanie poziom Galaxy S8+, nie mówiąc już o najnowszych smartfonach Google Pixel 2 XL, czy tez Apple iPhone 8.OnePlus 5 - recenzjaOnePlus 5 korzysta z podwójnej głównej kamery z matrycami o rozdzielczości 16 i 20 Mpix. Pierwsza wykorzystuje sensor Sony IMX398, druga (z teleobiektywem 35 mm), robi użytek z sensoru Sony IMX350. Teleobiektyw pozwala robić zdjęcia z niemal bezstratnym zoomem 2x. OnePlus 5 jest w stanie zapisywać zdjęcia w formacie RAW, ale tylko w trybie profesjonalnym. W oprogramowaniu dostępne są także tryby panoramy, timelapse oraz slow motion (dla wideo). Amatorów fotografii nocnej ucieszy fakt, że tryb Pro pozwala ustawić migawkę na wartość z zakresu 1/8000s do aż 30 sekund. Tak jak pisałem wcześniej, OnePlus 5 nie jest najlepszym smartfonem fotograficznym w klasie flagowców. Zdjęcia w dzień wychodzą dobrze i są bogate w detale, po zmroku - wręcz przeciwnie. Teleobiektyw ma tendencję do gubienia ostrości i spisuje się nieco gorzej niż ten w Xiaomi Mi 6. Zdjęcia z obiektywu zwykłego natomiast cechują się niższym poziomem zaszumienia niż te, pochodzące z flagowca Xiaomi. Przednia kamerka o rozdzielczości 16 Mpix radzi sobie świetnie za dnia i, podobnie jak aparat główny, bardzo przeciętnie po zmroku. Materiały wideo w rozdzielczości 4K i 30 klatkach na sekundę prezentują naprawdę świetny poziom. Elektroniczna stabilizacja obrazu po ostatnich aktualizacjach dostępna jest także w trybie 4K i można powiedzieć, że daje radę. Uwagę zwracają bardzo neutralne kolory, które można zawsze podkręcić w postprodukcji.OnePlus 5 - recenzjaOnePlus 5 - recenzjaOnePlus 5 - recenzjaOnePlus 5 - recenzjaOnePlus 5 - recenzjaOnePlus 5 - recenzjaOnePlus 5 - recenzjaOnePlus 5 - recenzjaOnePlus 5 - recenzjaOnePlus 5 - recenzjaOnePlus 5 - recenzjaOnePlus 5 - recenzja #break#

Bateria

OnePlus 5 korzysta z wbudowanego akumulatora o pojemności 3300 mAh, o 100 mAh mniejszego, niż zastosowany w smartfonie OnePlus 3T. Mam jednak dwie dobre wiadomości. Pierwsza dotyczy czasu ładowania baterii OnePlusa 5, za pomocą ładowarki Dash Charge. OnePlus 5 to najszybciej ładujący się smartfon na rynku, którego do pełna naładujemy w zaledwie 1.5 godziny. Jego obudowa, mimo że wykonana z metalu, w zasadzie nie nagrzewa się w trakcie tego procesu. Druga dobra wiadomość dotyczy czasu pracy na baterii, który jest pozwoli bez problemu korzystać z urządzenia przez dwa dni. Wszystko to pod warunkiem, że nie zamierzacie nonstop surfować po internecie. 4 godzinna podróż i ciągłe przeglądanie zasobów sieci spowodowały utratę ok. 40% naładowania baterii. Kolejne 4 godziny oglądania dwóch filmów pod rząd sprawiły jednak ubytek jedynie 25% baterii. Oceniając OnePlus 5 przez pryzmat samej baterii powiedziałbym, że jest po prostu dobrze, jednak uwzględniając właściwości ładowarki i krótki czas ładowania, powiem, że jest świetnie (jak na smartfona o tak dużej mocy obliczeniowej).OnePlus 5 - recenzjaPodsumowanie OnePlus 5 nie przejdzie może do historii, ale na pewno jest smartfonem, którego trzeba wziąć pod uwagę szukając urządzenia z kategorii „fajny”, „wydajny”, „ładny” i „najlepszy smartfon do około 2000 złotych”.  OnePlus 5 to przede wszystkim najszybciej ładujący się flagowiec na rynku, którego akumulator napełni się do 100% w przeciągu zaledwie 1.5 godziny. Wynik imponujący zważywszy na to, że telefon to wydajna bestia, wyposażona w Snapdragona 835 i 6 lub 8 GB pamięci RAM, która oferują całkiem niezłe wyniki, jeśli chodzi o długość czasu pracy na pojedynczym ładowaniu. OnePlus 5 to także smartfon wtórny od strony designu, ale ładnie i solidnie wykonany. Użytkownicy z przyjemnością patrzeć będą na 5.5-calowy wyświetlacz Optic AMOLED i większość z nich z pewnością polubi nakładkę OxygenOS zainstalowaną na Androida w wersji 7.1.1.OnePlus 5 - recenzjaWady? Jest ich niewiele. OnePlus 5 odstaje nieco od konkurencji jeśli chodzi o jakość zdjęć, zwłaszcza nocnych. Brakuje mu także gniazda kart pamięci micro SD oraz głośników stereo, które moim zdaniem powinny pojawiać się w każdym smartfonie aspirującym do miana flagowca. Jest jeszcze jeden drobny mankament: dostępność. W oficjalnym sklepie OnePlus na chwilę obecną smartfonów już nie ma i wygląda na to, że mogą się już w nim nie pojawić. Gdzie kupić OnePlus 5? Najlepiej w jednym z lepszych chińskich sklepów z elektroniką. My tradycyjnie polecamy Gearbest, jako sprawdzone przez nas miejsce. Tam OnePlus 5 w wersji z 6/64 GB kosztuje ok. 489 dolarów (ok. 1760 złotych bez VAT), a OnePlus 5 w najbogatszej wersji 8/128 GB - 549 dolarów (ok. 1975 złotych). Warto sprawdzać na bieżąco, czy nie pojawiają się kupony obniżające cenę urządzenia. OnePlus 5 to na pewno jedna z najlepszych propozycji w cenie do ok. 2000 złotych. Wśród jego głównych konkurentów wymieniłbym nieco mniejszego Xiaomi Mi 6, popularnego LG G6 z ekranem 18:9 oraz często niedocenianego Honora 9.
Mocne strony: Słabe strony:
------------
- fantastyczna wydajność
- doskonała nakładka Oxygen OS
- bardzo dobry wyświetlacz
- niezły czas pracy na baterii
- najszybciej ładujący się flagowiec
- jakość wykonania
- dobra jakość zdjęć za dnia
- błyskawiczny, ceramiczny czytnik linii papilarnych
- Bluetooth 5.0
- suwak do wyciszania powiadomień
- szybka pamięć UFS 2.1
- Dual SIM

- brak gniazda micro SD
- głośnik mono
- jakość zdjęć po zmroku
- brak OIS
- brak wodoodporności

OnePlus 5 - recenzja]]>
Testy Najbardziej polecane Wed, 18 Oct 2017 07:00:00 +0200
Xiaomi Redmi Note 5A - recenzja. Czy warto czekać na polską premierę? http://www.conowego.pl/testy/xiaomi-redmi-note-5a-recenzja-czy-warto-czekac-na-polska-premiere-24067/ Xiaomi Redmi Note 5A to jeden z najtańszych smartfonów w ofercie Xiaomi. Czy zwiastuje jakiś powiew... Specyfikacja Xiaomi Redmi Note 5A

Ekran: 5.5" IPS 720x1280 pikseli
Procesor: Snapdragon 425
RAM: 2 GB
Pamięć: 16 GB + micro SD (do 128 GB)
Aparaty: 13 Mpix f/2.2 + 5 Mpix f/2.0
Dual SIM: TAK (niezależne od micro SD!)
Łączność: LTE, Wi-Fi 802.11n, Bluetooth 4.2, GPS z A-GPS i GLONASS, USB 2.0
System: Android 7.1.1 z MIUI 8
Akumulator: 3080 mAh
Wymiary: 153 x 76.2 x 7.6 mm
Waga: 150 gramów


Wbrew nazwie, która może wprowadzać w błąd osoby niezaznajomione z ofertą Xiaomi, Redmi Note 5A nie jest następcą popularnego Redmi Note 4. Pod względem specyfikacji przypomina raczej Xiaomi Redmi 4A, czyli najtańszy smartfon tego producenta, dostępny w polskich sklepach w cenie ok. 699 złotych. Xiaomi Redmi Note 5A w Polsce nie jest jeszcze dostępny, a nasz egzemplarz został sprowadzony z Chin. Kosztował nas 150 dolarów, czyli ok. 550 złotych, w znanym sklepie z elektroniką Gearbest.Xiaomi Redmi Note 5A - recenzjaRedmi Note 5A działa w oparciu o system Android 7.1.1 z nakładką MIUI 8. W przygotowaniach jest wersja MIUI 9 (wbrew zapewnieniom, nie ma jej "na start"), a soft z polskim językiem udostępniany jest przez Xiaomi.eu. Niestety, tymczasowo zablokowano możliwość odblokowania bootloadera w smartfonach Xiaomi Mi 5X oraz Xiaomi Redmi Note 5A. Powodem są ponoć luki w zabezpieczeniach nowych wersji oprogramowania - gdy te zostaną usunięte, na smartfona będzie można wgrać dowolny soft. Na tę chwilę oprogramowania w wersji Global nie ma, a osoby pragnące wgrać ROM od Xiaomi.eu muszą uzbroić się w cierpliwość. [AKTUALIZACJA] Na stronie Xiaomi pojawił się oficjalny ROM w wersji Global. Jego wgranie jest bajecznie proste. Kwestią czasu wydaje się to, kiedy Redmi Note 5A trafi do Polski - w ofercie Xiaomi w polskich sklepach wciąż brakuje bowiem naprawdę taniego smartfonu z dużym ekranem.Xiaomi Redmi Note 5A - recenzjaWygląd i jakość wykonania Po serii Redmi nie należy spodziewać się fajerwerków jeśli chodzi o jakość wykonania. Urządzenia z dodatkową literą "A" na końcu swojej nazwy są wykonane w sposób... oszczędny. Nie inaczej jest w przypadku Redmi Note 5A, który i tak potrafił mnie dość pozytywnie zaskoczyć.Xiaomi Redmi Note 5A - recenzjaObudowa smartfonu wykonana jest w całości z plastiku. Nie jest to jednak niskiej jakości, uginający się pod naciskiem plastik, jaki spotkamy w wielu tanich smartfonach. Konstrukcja smartfonu jest zwarta i zaskakująco sztywna, a sama obudowa przyjemna w dotyku. Nie rozumiem dlaczego Xiaomi zdecydowało się na zabieg stylistyczny w postaciu umieszczenia na tylnej klapce... imitacji linii anten. Nie prezentują się one zbyt pięknie, ale można na nie przymknąć oko.Xiaomi Redmi Note 5A - recenzjaZa sprawą niezbyt dużej grubości obudowy (7.5 mm), niskiej wagi (150 gramów) i obecności ekranu o rozsądnej przekątnej 5.5-cala, Redmi Note 5A naprawdę dobrze leży w dłoni. Przyciski fizyczne umieszczone po prawej stronie ekranu rozmieszczone są w sposób ergonomiczny, są dobrze spasowane i przyjemnie klikają.Xiaomi Redmi Note 5A - recenzjaPo drugiej stronie krawędzi obudowy znajdziemy tackę na dwie karty SIM oraz kartę micro SD. Co ciekawe, Xiaomi postawiło na niezależne gniazda kart SIM i karty micro SD, dzięki czemu użytkownik może cieszyć się zarówno funkcjonalnością Dual SIM, jak i zwiększyć domyślne 16/32 GB przestrzeni na dane.Xiaomi Redmi Note 5A - recenzjaXiaomi w Redmi Note 5A postawiło na przestarzały port micro USB, co przy obecnej popularności standardu USB Typu C może nieco dziwić. Gniazdo znajduje się w asyście poprawnie i donośnie grającego głośnika mono. Gniazdo audio jack 3.5 mm znalazło się w górnej części ramki urządzenia. Koło niego znajdziemy diodę podczerwieni. Tak, Xiaomi Redmi Note 5A można zamienić w pilota do telewizora.Xiaomi Redmi Note 5A - recenzjaXiaomi Redmi Note 5A - recenzja5.5-calowy wyświetlacz IPS w Xiaomi Redmi Note 5A zasługuje na wiele ciepłych słów. Jest to bez dwóch zdań jeden z najlepszych wyświetlaczy z tej półki cenowej. Charakteryzuje się on jasnością na poziomie sięgającym 525 cd/m2 (!), poprawnym odwzorowaniem kolorów i minimalnym podświetleniem o niemal zerowej wartości (1 cd/m2). W pełnym słońcu jego czytelność stoi na wysokim poziomie. Trudno mieć zastrzeżenia do sposobu, w jaki odwzorowuje kolory, zwłaszcza jeśli pod uwagę weźmiemy niską cenę urządzenia. Moglibyśmy jedynie przyczepić się do dość niskiej rozdzielczości 720x1280 pikseli. Osoby szukającego taniego telefonu nie powinny jednak narzekać. Oprogramowanie pozwala aktywować filtr światła niebieskiego i specjalny tryb czytania, które dbają o oczy użytkownika.Xiaomi Redmi Note 5A - recenzjaPod ekranem znajdują się trzy przyciski wirtualne, którym brakuje podświetlenia. Na szczęście pola są dość duże i reagują sprawnie na dotyk, więc korzystanie z nich nie jest utrudnione nawet po zmroku.Xiaomi Redmi Note 5A - recenzja #break#

Oprogramowanie i wydajność

Xiaomi Redmi Note 5A działa w oparciu o system Android 7.1.1 z nakładką MIUI 8, a nie MIUI 9, jak zapewniano przed jego premierą. O jego wydajność dba duet w postaci Snapdragona 425 oraz 2 GB pamięci RAM. Takie podzespoły określiłbym mianem absolutnego minimum, niezbędnego do przyzwoitej pracy systemu i mniej wymagających gier 3D. Podczas codziennego użytkowania zdarzają się oczywiście lekkie lagi i przycięcia, ale nie jest to nic zaskakującego w tak tanim smartfonie. Powiedziałbym wręcz, że nie jest źle. W benchmarku AnTuTu testowane urządzenie uzyskuje wynik na poziomie 37 210 punktów. Szału nie ma.
Xiaomi Redmi Note 5A - recenzja Xiaomi Redmi Note 5A - recenzja
Xiaomi Redmi Note 5A - recenzja Xiaomi Redmi Note 5A - recenzja
MIUI 8 pozwala na daleko idącą personalizację systemu. Cechą charakterystyczną nakładki jest brak szuflady aplikacji - wszystkie programy "wyrzucone" są na pulpicie. Oczywiście użytkownik może tworzyć własne ekrany. Nie zabrakło trybu jednoręcznego oraz możliwości zmiany rozmiaru ekranu do 4.5-, 4- oraz 3.5-cala. Pojawiła się także opcja stworzenia drugiego profilu w telefonie - z własnymi aplikacjami i ustawieniami. W oprogramowaniu obecny jest też tryb uproszczony, który ułatwi korzystanie z urządzenia dzieciom i seniorom. Wszystkie podstawowe funkcje urządzenia wyświetlane są wtedy na ekranie głównym w postaci dużych i czytelnych kafelek.
Xiaomi Redmi Note 5A - recenzja
Xiaomi Redmi Note 5A - recenzja Xiaomi Redmi Note 5A - recenzja
Jeśli Redmi Note 5A trafi już do Polski, to wykorzystywał będzie nakładkę MIUI 9, która wprowadza sporo nowości. Jakich? Dowiedzcie się czytając naszą recenzję smartfonu Xiaomi Mi 5X.
Zaplecze komunikacyjne jest skromne, ale użytkownikom zapewniono minimum podstawowych funkcji. Mamy tu moduł Wi-Fi 802.11n, USB OTG, Bluetooth 4.2, GPS z A-GPS i GLONASS, a także LTE cat. 4. Zabrakło natomiast NFC. Spośród 16 GB pamięci na dane, do dyspozycji użytkownika zostaje 10.5 GB.

Aparat

Po smartfonie sprzedawanym w tak niskiej cenie nikt nie spodziewa się raczej dobrej jakości zdjęć. Xiaomi Redmi Note 5A pozwala jednak robić zdjęcia, które określiłbym mianem... poprawnych. W niektórych częściach kadru brakuje im może ostrości, a liczba detali nie zwala z nóg, jednakże smartfonem można wykonać ładne fotografie w korzystnych warunkach oświetleniowych.Xiaomi Redmi Note 5A - recenzjaBa, może się to udać także w świetle żarowym, o ile użytkownik ujarzmi ekspozycję. Po zmroku zdjęcia prezentują się znacznie gorzej. Przednia kamera "mydli" nawet w dzień. Zobaczcie sami. Kamera główna pozwala rejestrować filmy w rozdzielczości 1080p w 30 klatkach na sekundę.Xiaomi Redmi Note 5A - recenzjaXiaomi Redmi Note 5A - recenzjaXiaomi Redmi Note 5A - recenzjaXiaomi Redmi Note 5A - recenzjaXiaomi Redmi Note 5A - recenzja #break#

Bateria

W zależności od stylu użytkowania i ustawień jasności ekranu, Xiaomi Redmi Note 5A osiąga nawet 8 godziny SoT (screen on time). Smartfon bez większego problemu wytrzyma 2-2.5 dnia normalnego użytkowania, bez konieczności doładowywania jego baterii. Urządzenie, co ciekawe, obsługuje technologię szybkiego ładowania Qualcomm Quick Charge 2.0, jednakże w zestawie brakuje stosownej ładowarki. Za pomocą ładowarki od Mi 6 naładowałem akumulator smartfona o pojemności 3080 mAh w ciągu 2 godzin. Na ładowarce dołączonej w zestawie, ładowanie trwało ponad 3.5 godziny. Sporo.Xiaomi Redmi Note 5A - recenzjaPodsumowanie - czy warto czekać na polską premierę? Właśnie takich tanich smartfonów potrzebujemy. Xiaomi Redmi Note 5A nie przynosi żadnej rewolucji w swoim segmencie urządzeń, ale jest po prostu dobrze wykonanym, tanim smartfonem, który oferuje wszystko, czego moglibyśmy chcieć od telefonu w tej cenie. Mamy tu zaskakująco jasny, ładny, duży wyświetlacz, baterię zapewniającą ponad 2 dni normalnego użytkowania smartfonu, obsługę dwóch kart SIM (i niezależne gniazdo micro SD), a nawet obsługę szybkiego ładowania. Szkoda, że w zestawie znalazła się bardzo przeciętna ładowarka, smartfon zamknięty jest w plastikowej obudowie i nie wyposażono go w NFC i USB Typu C, ale... za te pieniądze nie można mieć wszystkiego. Jak tylko Redmi Note 5A trafi do Polski, z miejsca stanie się przebojem. O ile tylko dystrybutorzy nie przesadzą z ceną...Xiaomi Redmi Note 5A - recenzjaXiaomi Redmi Note 5A obecnie kupicie wyłącznie Chinach. Ze względu na obecne "problemy" z oprogramowaniem i odblokowaniem bootloadera, zalecamy jego sprowadzanie jedynie świadomym, zaawansowanym użytkownikom. Osoby, które "już nie mogą się doczekać" mogą obecnie zamawiać w przedsprzedaży wersję "Global" smartfonu. Zalecamy się jednak wstrzymać i poczekać na spadek ceny oraz oficjalne potwierdzenie, że oprogramowanie na smartfonie będzie "oficjalne". [AKTUALIZACJA] Na stronie Xiaomi pojawił się oficjalny ROM w wersji Global. Jego wgranie jest bajecznie proste. Cała reszta chętnych na zakup powinna poczekać na polską premierę urządzenia. Warto.
Mocne strony: Słabe strony:
----
- zaskakująco jasny ekran
- dobra jakość wykonania
- wydajna bateria
- obsługa szybkiego ładowania
- atrakcyjna cena
- tryb prosty
- Dual SIM
- niezależne gniazdo Micro SD
- USB OTG
- brak NFC
- brak USB Typu C
- długi czas ładowania na ładowarce z zestawu
- na tę chwilę niedostępny w Polsce
- na dzień 9.10 brak oficjalnego Global ROMu
]]>
Testy Najbardziej polecane Sun, 08 Oct 2017 15:00:00 +0200
Divinity: Original Sin 2 - recenzja najlepszego RPG ostatnich lat http://www.conowego.pl/testy/divinity-original-sin-2-recenzja-najlepszego-rpg-ostatnich-lat-23992/ Divinity: Original Sin 2 to najlepsze, co w tym roku spotka miłośników staroszkolnych RPGów.... Divinity: Original Sin II to gra piekielnie złożona. Gra, w której rozgrywka toczy się, można powiedzieć, piekielnie wolno (ja wolę powiedzieć: swoim tempem). To nie jest hack'n'slash, w którym pokonujecie tysiące wrogów w ciągu godziny zabawy. Tutaj w ciągu godziny ukończyć możecie co najwyżej kilka potyczek, choć zdarzają się wymagające pojedynki, z których zwycięsko wyjdziecie dopiero po 30 minutach. Original Sin II należy się delektować i smakować każdy z jego elementów. Słynną truskawką na torcie jest tutaj złożona fabuła, którą urozmaica mnogość wyborów, które gracze muszą podjąć, a które rzutują na kształt świata gry oraz podejście NPCów do wesołej kompanii złożonej z bohaterów korzystających z mocy Źródła. Tak jest, w przeciwieństwie do Divinity: Original Sin, tutaj wcielamy się w rolę bohatera gnębionego przez Łowców Źródła. Przygodę rozpoczynamy z resztą na statku jako niewolnik z antymagiczną obrożą na szyi, płynący do Fortu Joy celem "wyleczenia" swojej "dolegliwości". Zanim jednak wskoczymy na pokład statku i rozpoczniemy przygodę w świecie Rivellonu, stworzymy swoją postać, wybierając pomiędzy bohaterami "gotowymi" oraz kreowanymi samodzielnie.Divinity: Original Sin 2 - recenzjaLarian Studios zaproponowało kilku bohaterów z własnymi, wciągającymi historiami, które odkrywać można równolegle z przebiegiem kampanii dla jednego gracza. Decydując się na stworzenie bohatera "od zera", rezygnujemy z tego, niewątpliwie ciekawego, elementu gry. To tylko jeden z naprawdę wielu elementów Divinity: Original Sin 2, który zachęca do przejścia kampanii więcej niż jeden raz. Kolejnym jest opcja kreowania postaci wieloklasowych, wyposażonych w bardzo różnorodne perki i umiejętności. I pisząc "różnorodne" mam na myśli "RÓŻNORODNE". Przykład? Jesteście ciekawi co na temat otaczającego go świata myśli napotkana krowa? Żaden problem. Wybierzcie perk pozwalający na rozmowy ze zwierzętami. Będziecie zdumieni jak bardzo wzbogaci to wasz pogląd na mieszkańców Rivellonu. A może wybraliście postać nieumarłego i nie w smak Wam konwersacje z istotami żywymi? Możecie ograniczyć je do minimum a informacje pozyskiwać poprzez jedzenie zwłok i przywoływanie wspomnień trupów. Brzmi intrygująco, prawda? Drużyna, której losami pokierujemy, złożona będzie z maksymalnie czterech postaci. Każdy z bohaterów ma swoją indywidualną, wyjątkową historię, którą poznamy na przestrzeni rozgrywki, unikalne umiejętności i często dość osobliwe nastawienie do otaczającego świata. Pomiędzy członkami naszej kompanii dochodzić może do sprzeczek oraz romansów - zupełnie jak miało to miejsce w kilku innych, najlepszych grach gatunku.Divinity: Original Sin 2 - recenzjaCharaktery i indywidualne cechy bohaterów mają rzecz jasna wpływ na wybór opcji dialogowych z napotkanymi postaciami niezależnymi. W niektórych sytuacjach skórę uratuje nam żart, w innych groźne usposobienie, w jeszcze innych - umiejętność negocjacji. Sposobów na rozwiązywanie potencjalnych konfliktów jest mnóstwo i często sięgnięcie po oręż jest ostatecznością, która wcale nie musi się opłacać. Zabójstwo może przecież wpłynąć na nastawienie do naszej drużyny określonej grupy osób. Nigdy nie wiadomo jak odbije się to na dalszej historii i czy nie wpędzi nas w poważne tarapaty. Na każdym kroku zabawy z Divinity: Original Sin 2 zaskakuje to, jak dużą wagę Larian Studios przyłożyło do szeroko pojętych detali. Pomijając już nawet wyniesiony tu na wyżyny, a znany z choćby kultowej serii Baldur's Gate, wpływ dialogów na nastawianie NPCów do naszej drużyny, mamy do czynienia z innymi smaczkami, zaimplementowanymi na przykład w systemie walki. Na podłodze pomiędzy przeciwnikami jest kałuża kwasy? Podpal ją ogniem. Twoja postać płonie? Ugaś ją, korzystając z wody. A może chcesz zafundować przeciwnikom przechadzkę po lodowisku? Nic prostszego - użyj magii lodu na kałuży. To dopiero początek długiej listy forteli, które można wykorzystać w trakcie potyczek z bardzo inteligentnymi oponentami, aby uzyskać nad nimi przewagę. O takich oczywistościach jak możliwość ataku z zaskoczenia lub zajmowanie pozycji ofensywnych na wzniesieniach chyba nie muszę wspominać? No tak, pomyślano także o tym.Divinity: Original Sin 2 - recenzjaW przeciwieństwie do Torment: Tides of Numenera, w Divinity: Original Sin II zadbano o to, aby wszystkie, nawet najdrobniejsze kwestie dialogowe były odczytywane przez aktorów. Dzięki temu każda rozmowa pozwala jeszcze lepiej wczuć się w rozgrywkę. Warstwa dźwiękowa to z resztą ogromny atut gry - na ocenę bardzo dobrą zasługują nie tylko gra aktorska osób czytających tekst, ale także praca narratora oraz muzyka, towarzysząca kolejnym wykonywanym zadaniom. No właśnie, zadania. Trudno mi jest niestety w tym miejscu nie wytknąć najpoważniejszej i jednej z niewielu wad gry. Brak polskiej wersji językowej będzie dla wielu osób (zwłaszcza młodszych) poważną przeszkodą w pełnym zanurzeniu się w złożonym świecie gry, na który oprócz dość prostych w odbiorze dialogów składają się także tony różnej maści notatek, których zgłębianie wymaga przeważnie nieco lepszej znajomości języka. Mam jednak dobre wieści: polska wersja gry, na razie nie oficjalna, jest już w drodze.divinity original sin 2 recenzjaDivinity: Original Sin II nie jest grą na jeden, ani nawet kilka wieczorów. Jeśli zechcecie w pełni zanurzyć się we wszystkich wątkach fabularnych, także tych drobniejszych, pobocznych, to na zabawie spędzić możecie nawet 200 godzin. Mówię oczywiście jedynie o pierwszym podejściu do gry. Składa się na to nie tylko poziom trudności walk, ale także mnogość ciekawych zadań, do realizacji których zachęcają intrygująco prezentowane, nowe wątki. Długie godziny spędzić można także na odkrywaniu kolejnych magicznych receptur, tworzenia magicznych zwojów, a także kompletowaniu ekwipunku, który również można stworzyć "od zera". Receptur jest łącznie kilkaset. Original Sin II początkujących graczy może na wstępie zniechęcać swoją złożonością, ale powolne odkrywanie świata gry jest niezwykle satysfakcjonujące i wynagradza w pełni początkowy, lekki mętlik.

Divinity: Original Sin II to diament z drobniutką skazą

Divinity: Original Sin II ma absolutnie wszystko, czego moglibyśmy wymagać od rasowego RPGa. Ciekawy, duży i doskonale skonstruowany świat gry zachęca do zgłębiania jego nadrobniejszych tajemnic. Mechanika walk motywuje do odkrywania coraz to nowych i skuteczniejszych taktyk, a złożony system rozwoju postaci przyczynia się do tego, że kampanię warto przejść wielokrotnie, pomimo że pierwsze jej ukończenie zajmie większości osób zapewne ponad 100 godzin! No i ta niemal nieograniczona swoboda w podejmowaniu decyzji... Jedyną wadą gry, którą odczują zwłaszcza osoby niezaznajomione w odpowiednim stopniu z językiem angielskim, jest brak polskiej wersji językowej gry.  

Ocena ogólna: 9.5/10

Mocne strony: Słabe strony:
---
- absolutnie najlepszy RPG ostatnich lat
- wciągająca fabuła
- mnogość wyborów moralnych
- złożoność świata gry
- złożoność rozgrywki
- swoboda w działaniach
- długość kampanii głównej
- ogrom wątków pobocznych
- ciekawy system rozwoju postaci
- system tworzenia przedmiotów
- świetna mechanika walki
- ładna warstwa wizualna
- miła dla ucha warstwa dźwiękowa
- mnóstwo szeroko pojętych smaczków
- tryb kooperacji
- kampania zachęca do kilkukrotnego ukończenia
- brak polskiej wersji językowej
divinity original sin 2 recenzja]]>
Testy Gaming Najbardziej polecane Sat, 30 Sep 2017 14:30:00 +0200
Recenzja hulajnogi elektrycznej Xiaomi Mijia M365 Scooter http://www.conowego.pl/testy/recenzja-hulajnogi-elektrycznej-xiaomi-mijia-m365-scooter-23794/ Myślicie, że jesteście za starzy na hulajnogę? Mylicie się! Elektryczna hulajnoga Xiaomi Mijia to... Hulajnoga elektryczna Xiaomi Mijia Scooter ma wszystko: spory zasięg, wysoką prędkość maksymalną, tempomat (!), hamulec przedni z E-ABS i tylny mechaniczny tarczowy, system odzyskiwania energii KERS, bardzo solidną budowę i rozmiar, który pozwala z niej korzystać każdej osobie, bez względu na wzrost! Ach, no nie mogło również zabraknąć specjalnej aplikacji na smartfony... Ale po kolei.

Specyfikacja hulajnogi Xiaomi Mijia M365 Scooter:

Tworzywo: aluminium lotnicze
Maksymalna prędkość: 25 km/h
Zasięg: 30 km
Hamulce: przedni E-ABS, tylny mechaniczny tarczowy
Kąt natarcia: ok. 14 stopni
Waga użytkownika: do 100 kg
Czas ładowania akumulatora: ok. 4.5 godziny
Waga hulajnogi: 13 kg

Cena: 359 dolarów (ok. 1265 złotych) w Gearbest - najniższa cena w Internecie


Hulajnoga dotarła do mnie w sporej wielkości minimalistycznym kartonie z logo Xiaomi Mijia. Sprzęt jest bardzo solidny i... zaskakująco duży! Konstrukcja ważąca przeszło 13 kilogramów jest jak szyta na miarę nawet dla mnie, czyli osoby mierzącej sobie 183 centymetry wzrostu. Bez problemu odnajdą się na niej także osoby dużo niższe oraz nieco wyższe. Złożenie hulajnogi opakowanej w karton ograniczało się do przykręcenia dwóch śrub imbusowych, przy wykorzystaniu dołączonego w zestawie klucza i zamocowaniu w ten sposób kierownicy. Z zadaniem tym poradzi sobie zarówno dziecko, jak i osoba starsza. Hulajnoga Xiaomi jest konstrukcją składaną, dzięki czemu można ją łatwo przenosić i transportować w samochodzie, a także złożyć do kompaktowych rozmiarów i "zaparkować" w szkole lub miejscu pracy.Hulajnoga Xiaomi Mijia M365 Scooter recenzjaRama wykonana jest z bardzo solidnego aluminium lotniczego, którego wykończenie godne jest miana popularnego w obecnych czasach słowa "premium". Wszystkie linki poprowadzone są w eleganckich czerwonych pancerzach i schowane w ramie - zupełnie jak w najnowszych rowerach szosowych i górskich. Punkty, w których linki wchodzą w ramę uszczelnione są dodatkowo gumą. Hulajnoga posiada certyfikat IP54, ale Xiaomi nie zaleca korzystania z niej w deszczu. Uwagę zwracają naprawdę spore i całkiem szerokie, 8.5-calowe, napełniane powietrzem opony.Hulajnoga Xiaomi Mijia M365 Scooter recenzjaUwadze umknąć nie może również rozmiar platformy, na której staje użytkownik hulajnogi. Ta jest nie tylko bardzo długa, ale także niezwykle szeroka - z łatwością znajdowałem na niej każdorazowo miejsce na swoje dwie stopy w rozmiarze 43. Sprawie ona również solidne wrażenie, a jej powierzchnia pozwala użytkować hulajnogę nawet w obuwiu o miękkiej i cienkiej powierzchni.Hulajnoga Xiaomi Mijia M365 Scooter recenzjaHulajnoga Xiaomi Mijia M365 Scooter recenzjaNa kierownicy znalazło się miejsce na dwa bardzo wygodne gripy, pokryte gumą, która nawet po bardzo długiej przejażdżce nie wywołuje uczucia dyskomfortu i nie powoduje pojawienia się odcisków. Przy latarce znajduje się również dzwonek, posiadający także niewielkie mocowanie, pomagające przy składaniu hulajnogi i zaczepianie kierownicy u tylny błotnik. Przy prawym gripie znajdziemy aktywowaną kciukiem manetkę gazu, przy lewym gripie znalazła się klamka hamulców - mechanicznego tarczowego tylnego oraz przedniego ze wspomaganiem E-ABS, zapobiegającym blokowaniu się koła. Taka technologia!Hulajnoga Xiaomi Mijia M365 Scooter recenzjaPośrodku kierownicy umieszczono zintegrowana z ramą latarkę, która bardzo skutecznie rozświetla drogę po zmroku. Nie można regulować wysokości snopa światła, jednak ten pada w optymalnej odległości od hulajnogi, rozświetlając drogę znacznie skuteczniej niż większość lampek rowerowych ze średniej półki. Za dnia, można ją wyłączyć. Z tyłu hulajnogi znajduje się drugie światełko, które sygnalizuje hamowanie. W aplikacji na smartfona można ją skonfigurować tak, aby świeciła światłem stałym i migała przy hamowaniu. Tak! Hulajnoga Xiaomi Mijia Scooter ma swoją aplikację mobilną na platformy Android i iOS.Hulajnoga Xiaomi Mijia M365 Scooter recenzjaPo sparowaniu hulajnogi z jedną z aplikacji - Xiaomi Home lub (lepiej) Ninebot, uzyskujemy dostęp do aktualizacji oprogramowania hulajnogi (sic!), wielu jej statystyk oraz możliwości zmiany kilku ustawień. Sprawdzić możemy stan naładowania energii, zasięg, średnią prędkość, przebieg urządzenia, to ile kilometrów przejedziemy jeszcze bez potrzeby ładowania pojazdu i wiele innych pomniejszych danych. O reszcie funkcji przeczytacie za chwilę.

Jazda na elektrycznej hulajnodze Xiaomi to wspaniała frajda, bez względu na wiek

Przyznam się, że mając 29 wiosen na karku na hulajnogę pierwotnie nieco wstydziłem się wejść. Wstyd jednak minął wraz z wyjściem na chodnik i pierwszym odepchnięciem się od ziemi. Tak, napęd elektryczny nie zadziała od razu, co jest pewnego rodzaju zabezpieczeniem. Dopiero gdy hulajnoga osiągnie prędkość 5 km/h, manetka gazu zareaguje na dotyk i sprawi, że hulajnoga zacznie jechać. I jak już zaczniecie śmigać na Xiaomi Mijia Scooter, to nie będziecie chcieli przestać.Hulajnoga Xiaomi Mijia M365 Scooter recenzjaSilnik umieszczony w przednim kole błyskawicznie rozpędza hulajnogę do prędkości 25 km/h. Ja, przy wadze ok. 75 kg, byłem w stanie osiągnąć prędkość maksymalną na poziomie 24 km/h, a lżejsze osoby poruszały się na niej... jeszcze szybciej, niż deklaruje to producent (ok. 28 km/h!). Udało mi się również, głównie za sprawą odzyskiwania energii, uzyskać zasięg 34 kilometrów na jednym ładowaniu, o 4 kilometry przekraczając dystans deklarowany przez producenta.8.5-calowe koła idealnie spisywały się w mieście, ale przed wyższymi krawężnikami wolałem się zatrzymać i wprowadzić na nie hulajnogę. Po co ryzykować przebiciem dętki? Hulajnoga sunęła sprawnie nawet po nierównych płytach chodnikowych i jedyne na co zwróciłem uwagę, to delikatny luz na kierownicy wywołany poprzez punkt mocowania, umożliwiający złożenie hulajnogi do transportu. Ten nie wpływa jednak negatywnie ani na bezpieczeństwo, ani na komfort jazdy.Hulajnoga jest szybka, zwrotna, a silnik elektryczny działa naprawdę cicho. Przyspieszenie stoi na bardzo dobrym poziomie, choć nie wyrywa nadgarstków - i bardzo dobrze! Dzięki temu hulajnoga nadaje się zarówno dla dzieci, jak i osób starszych. Pojazd bez problemu radzi sobie także z niezbyt stromymi wzniesieniami, choć im więcej kilogramów wiezie, tym bardziej spada jego prędkość maksymalna. Na przestrzeni testów nie znalazłem górki, pod którą bym sprawnie nie wjechał, choć poruszałem się w sposób dość standardowy, nie szukając na siłę problemów. ;)Hulajnoga Xiaomi Mijia M365 Scooter recenzjaI teraz sprawa najlepsza: baterię hulajnogi naładujecie do pełna w zaledwie 4 godziny i kilkanaście minut. Oznacza to, że bez problemu podładujecie ją po dojeździe do pracy lub do szkoły, nawet gdy Wasza wizyta w danym miejscu będzie trwała relatywnie krótko. 34 kilometry zasięgu to naprawdę dużo jak na hulajnogę. Cóż, jest ona jedną z większych hulajnóg, więc producent miał po prostu dostatecznie dużo miejsca, na umieszczenie w niej ogniw akumulatora. Xiaomi Mijia posiada opcjonalny tempomat, który w oprogramowaniu przybiera funkcję Cruise Control. Wystarczy ją włączyć, a następnie ruszyć i przytrzymać manetkę przez 5 sekund w określonym położeniu, by hulajnoga poruszała się aż do wyhamowania ze stałą prędkością. Jeśli jesteśmy już przy hamowaniu, to w oprogramowaniu ustawić możemy aż 3 różne poziomy systemu KERS, który pomaga odzyskiwać energię przy hamowaniu i ładować akumulator hulajnogi. Najmocniejszy pozwala na największy zysk energetyczny, jednak po jego aktywowaniu najszybciej wytracamy prędkość. Ustawienie poziomu najniższego sprawi, że prędkość będziemy wytracać wolniej, ale wolniej podładujemy ogniwa w trakcie jazdy. Ja jeździłem na poziomie średnim, który i tak dawał wymierne korzyści i pozwalał dodać nawet 3-4 kilometry (!) zasięgu).Z częściami zamiennymi problemu nie ma - można kupić dowolny element, oczywiście w Chinach. Jeśli obawiacie się o przebicie opony, możecie postawić nawet na opony, które nie są pompowane. :)

Hulajnoga Xiaomi - tak powinno się robić pojazdy elektryczne

Hulajnoga Xiaomi to świetny i praktyczny sprzęt, na którym nie powinny się wstydzić jeździć osoby dorosłe. W przeciwieństwie do absolutnej większości podobnych urządzeń konkurencji, hulajnoga Xiaomi jest bardzo duża i wygląda jak poważny pojazd elektryczny, a nie zabawka dla dzieci. Niechaj świadczą o tym także jej doskonałe osiągi - prędkość maksymalna na realnym poziomie 25 km/h godzinę oraz zasięg 30 kilometrów, który to dzięki systemowi odzyskiwania energii KERS (tak, ten z F1), udało mi się przekroczyć. Mając 183 centymetry wzrostu czułem się na niej doskonale!Hulajnoga Xiaomi Mijia M365 Scooter recenzjaJeżdżąc Xiaomi Mijia M365 Scooter będziecie zwracać na siebie liczne spojrzenia, to fakt. Nie są to jednak spojrzenia pełne pogardy, a zainteresowania. Spojrzenia, którym często towarzyszy życzliwy uśmiech oraz pytania związane ze sprzętem. Mnie przejażdżka na hulajnodze Xiaomi zawsze była w stanie poprawić humor. Ogromną zaletą hulajnogi, przynajmniej na tle innych podobnych rozwiązań, jest jej cena. Ta oscyluje obecnie w okolicach 359 dolarów, czyli mniej niż 1270 złotych! Hulajnoga elektryczna Xiaomi to świetny sposób na tanie i przyjemne, wiosenne i letnie dojazdy do pracy, do szkoły lub na uczelnię. To także urządzenie dające nieskończone pokłady frajdy - na hulajnodze Xiaomi po prostu jeździ się bardzo przyjemnie!Hulajnoga XiaomiHulajnogę Xiaomi Mijia M365 Scooter polecam gorąco kupować w Chinach z prostego powodu: dużo atrakcyjniejszej ceny. W Polsce cena hulajnogi Xiaomi grubo przekracza 2000 złotych, a rekordziści sprzedają ją po blisko 3000 złotych. Czasem nawet bez gwarancji realizowanej w Polsce! Tymczasem w sklepie Gearbest (najtańsza oferta w sieci) Xiaomi Mijia M365 Scooter kupicie już za 359 dolarów (ok. 1265 złotych), a w promocjach często nieco taniej. Ostatnio hulajnogę można było kupić za 329 dolarów, co jest naprawdę kolosalną okazją, za tak udany sprzęt.
Mocne strony: Słabe strony:
-----
- najbardziej opłacalny osobisty pojazd elektryczny
- duża i wygodna!
- rewelacyjna jakość wykonania
- wysoka prędkość maksymalna (ok. 28 km/h)
- duży zasięg (ok. 30 km)
- system odzyskiwania energii
- tempomat (cruise control)
- skuteczne hamulce
- bardzo atrakcyjna cena
- wodoodporność IP54
- efektowny wygląd
- wbudowana funkcjonalna latarka
- czytelny wskaźnik naładowania
- błyskawiczne ładowanie baterii (4.5 h!)
- pełna gama części zamiennych
- możliwość złożenia i wygodnego transportu
- praktyczna "stopka"

- zakup w atrakcyjnej cenie tylko z Chin
- brak pełnej wodoszczelności
Xiaomi Mijia M365 Scooter recenzja]]>
Testy Najbardziej polecane Thu, 14 Sep 2017 07:55:00 +0200
Moto Z2 Play - recenzja stylowego smartfona z wydajną baterią i Moto Mods http://www.conowego.pl/testy/moto-z2-play-recenzja-stylowego-smartfona-z-wydajna-bateria-i-moto-mods-23722/ Moto Z Play powraca po kuracji odchudzającej i upiększającej! Przetestowaliśmy jej następcę, Moto...
Specyfikacja Motorola Moto Z2 Play: Ekran: 5.5" Super AMOLED 1080x1920 pikseli
Procesor: Snapdragon 626 (8x 2.2 GHz Cortex A53)
RAM: 3/4 GB
Pamięć: 32/64 GB + micro SD
Aparaty: 12 Mpix (f/1.7, piksel 1.4 µm) / 5 Mpix (f/2.2) podwójny LED
Dual SIM: TAK (standby)
Łączność: USB Typu C, czytnik linii papilarnych, NFC, GPS, Wi-Fi 802.11ac
System: Android 7.1.1
Akumulator: 3000 mAh + szybkie ładowanie (w zestawie ładowarka Turbopower 15 W)
Wymiary: 156.2 x 76.2 x 6 mm
Waga: 145 gramów
Następca zeszłorocznego modelu Moto Z Play jest do niego bardzo podobny, ale przynosi na szczęście garść usprawnień. Moto Z2 Play przeszła kurację odchudzającą i ma teraz zaledwie 6 milimetrów grubości. Urządzenie po raz kolejny stawia na długi czas pracy na baterii, przy zachowaniu względnie wysokiego poziomu wydajności. Pojemność akumulatora zmniejszono niestety do 3000 mAh, co jest krokiem w tył względem poprzednika. Cóż, mniejsze gabaryty mają swoją cenę.Moto Z2 Play - recenzjaDesign zasadniczo nie uległ zmianie, choć wprawne oko dostrzeże parę różnic, poza oczywistym odchudzeniem obudowy. Moto Z2 Play, podobnie jak poprzednik, obsługuje kompleksowy system modów Moto Mods, które przyczepiane są z tyłu obudowy, za pośrednictwem specjalnego złącza magnetycznego. Połączenie jest solidne i dodatkowo zabezpieczone przez mocno wystający obiektyw aparatu głównego, identycznego do tego, jaki znajdziemy w znacznie tańszy modelu Moto G5 Plus.Moto Z2 Play - recenzjaMoto Z2 Play - recenzjaPrzemodelowaniu uległ wygląd 360-stopniowego czytnika linii papilarnych, który teraz ma kształt owalny i jest elegancko wkomponowany w przestrzeń pod ekranem urządzenia. To jeden z najlepszych czytników, z jakim kiedykolwiek miałem styczność. Działa błyskawicznie, absolutnie zawsze poprawnie odczytuje odcisk palca, a za jego pomocą można nie tylko odblokować, ale także zablokować urządzenie, co jest naprawdę bardzo praktyczne. Cóż, nie od dziś firmy Lenovo i Motorola kładą tak mocny akcent na aspekt użyteczności.Moto Z2 Play - recenzjaLenovo Moto Z2 Play korzysta z 5.5-calowego ekranu Super AMOLED, cechującego się doskonałym kontrastem, kątami widzenia i żywymi, nasyconymi kolorami. Co ciekawe, oprogramowanie pozwala automatycznie przełączać go po zmroku w tryb ochrony wzroku, redukujący ilość światła niebieskiego przez ocieplenie jego temperatury barwowej. Jego czytelność w pełnym słońcu stoi na niezłym poziomie, choć nie jest to, co zaskakujące, pierwsza liga. Mogłoby być odrobinę lepiej.Moto Z2 Play - recenzjaUwagę estetów szybko zwrócą uwagę bardzo szerokie ramki nad i pod ekranem, a także całkiem szerokie ramki po bokach wyświetlacza. Są one wyjątkowo dobrze widoczne w testowanym przeze mnie, białym wariancie urządzenia. Prawdę mówiąc nie przeszkadzały mi one zanadto w codziennym użytkowaniu smartfona, ale po prawdzie naprawdę mocno i zupełnie niepotrzebnie poszerzają one i tak duże urządzenie. Drogi producencie, czas ruszyć w stronę designu z minimalnymi ramkami - ludziom się to podoba. :)Moto Z2 Play - recenzjaNad ekranem znajdziemy także dwutonowy LED doświetlający kamerkę o rozdzielczości 5 Mpix, czujnik zbliżeniowy, czujnik światła oraz głośnik multimedialny mono, który pełni również funkcję głośnika do rozmów. Diody powiadomień - brak. Głośnik ten cechuje się zaskakująco dobrą donośnością oraz całkiem niezłym jak na głośnik mono brzmieniem. Myślę, że przy tej cenie urządzenia, Motorola mogła pokusić się o głośniki stereo. Tylny panel urządzenia, który był w Moto Z Play wykonany ze szkła, teraz jest metalowy. Linie anteny poprowadzono tu nietypowo, wzdłuż krawędzi urządzenia. Metal zamiast szkła to moim zdaniem zawsze dobry wybór - trudniej go uszkodzić, a także zabrudzić. Z tyłu obudowy znajduje się jeszcze ładne logo obudowy.Moto Z2 Play - recenzjaMoto Z2 Play - recenzjaInformacje na temat certyfikacji, które przeważnie szpecą tylny panel, przeniesiono tu na dolną ramkę, gdzie znajdują się w asyście portu USB Typu C. Nie mogło zabraknąć również wyjścia audio jack 3.5 mm.Moto Z2 Play - recenzjaMoto Z2 Play - recenzjaSmartfon obsługiwany jest za pomocą przycisków wirtualnych, które umieszczono w obrębie ekranu. Nie wiem jak Wy, ale ja zdecydowanie preferuję dedykowane przyciski wirtualne na obudowie. Na Moto Z2 Play w okolicach czytnika linii papilarnych jest tyle miejsca, że spokojnie wylądowałby tam samolot pasażerski. Myślę, że dobrze byłoby nie zabierać przestrzeni ekranowej i umieścić przyciski funkcyjne właśnie tam.Moto Z2 Play - recenzjaNa obudowie znajdziemy 3 pojedyncze przyciski fizyczne, odpowiedzialne za regulację głośności oraz blokadę ekranu. Mocno wystają poza krawędź obudowy, dobrze klikają, ale do ich rozstawu należy się przyzwyczaić. #break#

Multimedia i wydajność

Jeżeli któryś z producentów smartfonów zasługuje na najwyższe słowa uznania jeśli chodzi o oprogramowanie wykorzystywane w tych urządzeniach, to jest to właśnie firma Lenovo/Motorola. Lenovo Moto Z2 Play wykorzystuje aktualną wersję systemu Android 7.1.1 i możemy być pewni, że jako jedno z pierwszych urządzeń na świecie otrzyma aktualizację do Androida 8.0 Oreo.
Moto Z2 Play to także czyściutki, pozbawiony jakiegokolwiek bloatware soft. System wygląda po prostu wspaniale - jest przejrzysty, lekki i działa niezwykle płynnie. Dbają o to 4 GB pamięci RAM, a także ulepszony wariant popularnego procesora firmy Qualcomm. Snapdragon 626 w Moto Z2 Play dysponuje wciąż 8 rdzeniami, jednak ich taktowanie wzrosło z 2 do 2,2 GHz. Jest to różnica pomijalna, na co wskazują również benchmarki. Konfiguracja jest jednak w zupełności wystarczająca, by móc uruchamiać wiele aplikacji na raz i sprawnie pomiędzy nimi się przełączać. Mało która gra 3D stanowi wyzwanie dla tego urządzenia i w mało którym tytule Z2 Play zdarzy się "zgubić" jedną, czy dwie klatki.
Launcher Lenovo prezentuje się doprawdy świetnie i na myśl przywodzi nieco Pixel Launchera ze smartfonów Google. Ikonki są tutaj okrągłe, co dodaje systemowi specyficznego, oryginalnego wyglądu. Co interesujące, wyświetlanie obrazu w poziomie i zablokowanie go w tej orientacji można włączyć nawet na pulpicie, co powoduje dostosowanie go do nowej perspektywy.Moto Z2 Play - recenzjaLenovo nie ingerowało w oprogramowanie w zasadzie w żaden sposób, dodając od siebie jedynie aplikację Moto, instalowaną także w innych smartfonach, która wprowadza obsługę kilku praktycznych gestów, a także funkcje Moto Voice (wciąż brak wsparcia języka polskiego), Moto Actions (kontrola urządzenia za pomocą gestów) oraz Moto Display, pozwalającą odczytywać powiadomienia bez odblokowywania urządzenia. Wszystkie opcje zobaczycie na poniższych zrzutach ekranu. Gesty działają sprawnie, ale nie powiem, abym często z nich korzystał. Moto Voice w języku polskim nie działa, więc... Najfajniejszy jest zdecydowanie Moto Display, który podświetla ekran w momencie, gdy na niego patrzymy. Opcja zmiany temperatury barwowej wyświetlacza na cieplejszą, wieczorową porą, wchodzi właśnie w skład Moto Display.
Jedynym mankamentem Androida 7.1.1 w wykonaniu Lenovo jest zupełnie niezrozumiały brak możliwości ustawienia automatycznego dopasowania jasności ekranu z poziomu górnej belki. Tą opcję znajdziemy dopiero w menu ustawień. Moto Z2 Play obsługuje Wi-Fi 802.11n, Wi-Fi Direct, Bluetooth 4.2 z A2DP, EDR i LE, GPS z A-GPS i GLONASS, NFC i oferuje USB 3.1 Typu C OTG. Nie zabrakło w niej akcelerometru, żyroskopu, kompasu cyfrowego i czujnika zbliżeniowego. Co ciekawe, jest tu także lubiane przez wielu Radio FM. 64 GB przestrzeni na dane z łatwością można zwiększyć o 256 GB za pomocą karty micro SD i dedykowanego slotu. Oznacza to, że korzystanie z karty nie wyklucza korzystania z dwóch kart SIM (w standardzie Nano-SIM) w trybie dual standby. #break#

Bateria

W momencie premiery utyskiwałem, że Moto Z2 Play ma zmniejszoną o 15% (!) względem poprzednika baterię. Zastosowano tu akumulator o pojemności 3000 mAh, w miejsce akumulatora o pojemności 3510 mAh. Bałem się, że "zetka" straci swój największy atut w postaci rekordowo długiego czasu pracy na baterii. Faktycznie, Z2 Play rekordów poprzednika nie pobije, ale wciąż zasługuje na słowa pochwały. Screen-on-Time wynosi tu nawet 6-6.5 godziny, co jest wynikiem dobrym. Smartfon nie miał problemów, aby działać na pojedynczym ładowaniu nawet 2 dni. Co więcej, Z2 Play wykorzystuje technologię szybkiego ładowania, a w zestawie znajduje się jedna z najlepszych ładowarek na rynku. Zasilacz TurboPower 15 W ładuje smartfon do pełna w ok. 1 godzinę i 35 minut, przy czym do 50% naładowania doprowadza w przeciągu zaledwie 30 minut. Świetne wyniki. Jeśli szukacie smartfonu z wytrzymałą baterią, to Z2 Play stworzono dla Was.Moto Z2 Play - recenzjaAparat Moto Z2 Play korzysta z 12-megapikselowej kamerki głównej z obiektywem o jasności f/1.7 i pikselem o wielkości 1.4um, który powinien zapewnić ładne zdjęcia po zmroku (ale nie zapewnia). To dokładnie taka sama kamera, jaka znalazła się w testowanej przeze mnie jakiś czas temu Moto G5 Plus. Tam patrzałem na nią przez pryzmat relatywnie niskiej ceny urządzenia - tutaj mamy jednak do czynienia ze smartfonem o kilkaset złotych droższym... Z przodu znajdziemy kamerkę 5 Mpix z obiektywem f/2.2 i pikselami 1.4um, doświetlaną również dwutonowym LEDem. Kamerka nagrywa wideo w rozdzielczości 4K w 30 kl./s., w 1080p w 60 klatkach i w 720 w 120 klatkach na sekundę.Moto Z2 Play - recenzjaAplikacja kamery Z2 Play zasługuje na ciepłe słowa - zarówno tryb automatyczny, jak i manualny są bardzo przejrzyste i łatwe w obsłudze. Przełączanie się pomiędzy nagrywaniem wideo i zdjęciami jest bardzo wygone.Jakość zdjęć jest dobra, ale trudno mi było uzyskać powtarzalność jakości zdjęć w zbliżonych warunkach. Często niezbędna jest korekta ekspozycji, często pomęczyć trzeba się z ustawieniem ostrości. Za dnia, w dobrym świetle zdjęcia były naprawdę bohate w detale i kontrastowe, choć rozpiętość tonalna nie zwalała z nóg. Tryb automatyczny po raz n-ty w przypadku smartfonów tego producenta ma tendencję do prześwietlania zdjęć, więc trzeba pilnować pomiaru ekspozycji w trakcie ich przechwytywania i w razie czego go korygować. W gorszych warunkach oświetleniowych kolory stają się sprane, a po zmroku Moto Z2 Play robi po prostu przeciętne zdjęcia. Tryb HDR jak zawsze w przypadku smartfonów Moto dawał sobie doskonale radę. Efekty zobaczcie sami. #break#

Moto Mods

W tym roku do rodziny modyfikacji Moto Mods, przyczepianych do smartfona za pomocą złącza magnetycznego, dołączyło kilka ciekawych nowości - kilka otrzymałem do testów wraz z urządzeniem. Smartfon Moto Z2 Play sprzedawany jest z Moto Style Cover, czyli drewnopodobnym "Modem", który w rzeczywistości jest tylko ładnymi, drewnopodobnymi pleckami dla urządzenia, niwelującymi "garb" w postaci wystającego obiektywu aparatu.Moto Z2 Play - recenzjaPrzy okazji użytkowania smartfonu sprawdziłem możliwości modów JBL Soundboost 2, Moto Power Pack, Moto Style Shell + Wireless Charging oraz Moto TurboPower Pack. Z miejsca oświadczam, że są to gadżety z jednej strony naprawdę fajne i przydatne, a z drugiej - z góry skazane na porażkę. Już tłumaczę.   Moto Power Pack oraz Moto TurboPower Pack to na przykład dwa różne powerbanki. Pierwszy z nich kosztuje 299 złotych i zapewnia dodatkową energię w wysokości 2200 mAh. Drugi z nich, to powerbank z technologią szybkiego ładowania, cechujący się większą grubością i pojemnością 3490 mAh. Jego cena w Polsce wynosić będzie prawdopodobnie 399 złotych. Oba ustawić można w tryb ciągłego doładowywania baterii smartfonu, bądź ładowania go, gdy poziom naładowania baterii spadnie poniżej 80%. Oba mody ładują się przy okazji ładowania smartfonu. Oba są naprawdę przydatne. Oba można zastąpić zwykłym (jasne, nieco mniej poręcznym) powerbankiem. Kilkukrotnie tańszym i trzy razy pojemniejszym.
JBL Soundboost 2 to bardzo fajny (i dość duży) głośnik, z wbudowaną podstawką, umożliwiającą postawienie smartfona w pozycji stojącej. Gra naprawdę przyzwoicie i jest nawet odporny na zachlapania, ale szybki rzut oka na jego cenę (399 złotych) uzmysławia, że za te pieniądze kupimy lepiej brzmiący głośniczek Bluetooth, nie będący Moto Modem.Moto Z2 Play - recenzjaMoto Z2 Play - recenzjaNajfajniejszym z modów są chyba stylowe plecki Moto Style Shell + Wireless Charging, które pozwalają szybko zmienić wygląd tylnego panelu urządzenia, a przy okazji umożliwiają jego bezprzewodowe ładowanie, na przykład w samochodzie. Ich cena to 39.99 dolarów, co przełoży się w Polsce na kwotę około 149 złotych.Moto Z2 Play - recenzjaMoto Z2 Play - recenzjaJak widzicie, moje główne zastrzeżenie to wysokie ceny. Funkcjonalność i użyteczność modów stoi na bardzo wysokim poziomie, podobnie z resztą jak jakość ich wykonania.

Podsumowanie

Nie ulega wątpliwości, że w cenie 1999 złotych da się znaleźć smartfona wydajniejszego, o mocniejszej specyfikacji. Lenovo Moto Z2 Play oferuje jednak absolutnie wystarczający dla większości użytkowników poziom wydajności, dorzucając przy tym coś ekstra - unikalny design (to oczywiście kwestia gustu), bardzo zgrabną i wygodną w obsłudze obudowę, a także długi czas pracy na baterii, świetne oprogramowanie i obsługę praktycznych Moto Mods. Aparat jest niezły, ale w urządzeniu sprzedawanym w tej cenie powinien działać w sposób bardziej przewidywalny.Moto Z2 Play - recenzjaMoim zdaniem Lenovo Moto Z2 Play powinna być nieco tańsza, choć i tak na "dzień dobry" sprzedaje się ją w cenie o 200 złotych niższej, niż poprzednika. Alternatywą dla Moto Z2 Play jest w tym pułapie cenowym OnePlus 5, LG G6 i Samsung Galaxy S7 i wiele osób z pewnością postawi na któregoś z flagowców. Pomysł z modyfikacjami jest godny pochwały, ale Moto Mods są po prostu... zbyt drogie. Powiedzcie mi proszę, kto kupi Moto Mod w postaci powerbanka Incipio offGRID w cenie 299 złotych, jeśli za ułamek tej kwoty otrzyma samodzielnego powerbanka o trzy razy większej pojemności? Kto zainwestuje w głośnik JBL Soundboost 2 kwotę 400 złotych, skoro za połowę tej ceny kupi świetny, markowy głośnik Bluetooth o lepszym brzmieniu? Moim zdaniem Lenovo padnie ofiarą swojej polityki cenowej, która już odbiła się firmie czkawką przy okazji wyceniania niektórych smartfonów z serii Lenovo Moto, a w ten sposób pogrzebana zostanie naprawdę ciekawa technologia.Moto Z2 Play - recenzjaMoto Z2 Play to smartfon dobry, solidny i pozbawiony poważnych wad. Trudno mi jednak przymknąć oko na jego wysoką cenę i powiedzieć, że jest to najlepszy wybór w kwocie do około 2000 złotych.
Mocne strony: Słabe strony:
----
- fenomenalny wygląd
- bardzo wygodna obsługa
- Android Moto = Android w najlepszym wydaniu
- zapowiedziana aktualizacja do Androida 8.0
- niezła ogólna wydajność
- długi czas pracy na baterii
- obsługa szybkiego ładowania
- radio FM
- obsługa dual SIM
- niezależne gniazdo Micro SD
- obsługa praktycznych Moto Mods
- cena... mogłaby być niższa
- grube ramki dookoła ekranu
- brak diody powiadomień
- jakość zdjęć wykonanych po zmroku
- Modo Modsy są drogie
]]>
Testy Najbardziej polecane Sun, 10 Sep 2017 08:00:00 +0200