Conowego.pl http://www.conowego.pl/ conowego.pl pl Conowego.pl http://www.conowego.pl/fileadmin/templates/main/images/ico-rss.png http://www.conowego.pl/ 15 15 conowego.pl TYPO3 - get.content.right http://blogs.law.harvard.edu/tech/rss Mon, 24 Jul 2017 11:44:00 +0200 Nvidia Shield TV (2017) - recenzja doskonałej przystawki TV i konsoli do gier http://www.conowego.pl/testy/nvidia-shield-tv-2017-recenzja-doskonalej-przystawki-tv-i-konsoli-do-gier-23307/ Nvidia Shield TV 2017, czyli najnowszą wersję przystawki do telewizora, przeznaczoną głównie dla... Wycenioną ją na 999 złotych, a w zestawie, oprócz konsoli i zmodernizowanego pada, znalazł się tym razem także doskonały pilot bezprzewodowy z obsługą poleceń głosowych. Konsola z zeszłego roku sprzedawana była w cenie 899 złotych bez pilota, a pilot można było zakupić dodatkowo, w cenie aż 239 złotych. Powiem szczerze, że do konsoli poprzedniej generacji pilota nie dokupiłem, ale dopiero teraz widzę ile straciłem. Nową wersję konsoli warto kupić choćby dla samego pilota, pod warunkiem, że nie jesteście posiadaczem starszej wersji - w tym wypadku, przejście na nowy model konieczne nie jest.Nvidia shield tv 2017Drugi z wariantów konsoli to wariant wyposażony w dysku o pojemności 500 GB, w rozmiarze urządzenia z roku 2015, sprzedawany w cenie 1479 złotych. Konsole różnią się także pilotem - w wersji droższej pilot posiada złącze jack. Czy warto dopłacać do droższej konsoli? Moim zdaniem nie. Czym w skrócie jest Nvidia Shield TV? Przystawką do telewizora (lub jak kto woli: konsolą), która nawet leciwe urządzenie (z gniazdem HDMI!) zmieni w trymiga w bardzo sprawnie działający Smart TV, wypełniony po brzegi praktycznymi aplikacjami do odtwarzania muzyki oraz oglądania filmów i seriali. Ponadto, dzięki technologii przesyłania strumieniowego, będziecie mogli grać na niej w gry przesyłane ze swojego komputera lub... bezpośrednio z serwerów Nvidia. Nie zabrakło także możliwości pobierania do wbudowanej pamięci konsoli gier, w które grać możecie ze znajomymi, o ile tylko zakupicie dodatkowy pad (lub 3 pady, bowiem Shield obsługuje łącznie aż 4 kontrolery). Nowy Shield TV 2017 zapewnia jeszcze lepszą jakość obrazu w grach oraz filmach za sprawą obsługi formatu 4K HDR, oferowanego obecnie m.in. przez serwis Netflix i Amazon Video. Przystawka jest kompatybilna z aplikacją Plex, a także chyba wszystkimi znanymi ludzkości formatami wideo - serio, nie byłem znaleźć niczego, czego nie mógłbym uruchomić. Nvidia Shield TV 2017 otrzymała zmodyfikowany kontroler, lżejszy o 50 gramów od poprzednika, który tym razem nie posiada pola dotykowego. Zmienił się też jego wygląd - gadżet jest zbudowany z figur geometrycznych.Nvidia shield tv 2017Trudno mi było zaufać Nvidii, ale okazało się, że jest jeszcze wygodniejszy od pada do poprzedniego Shielda, a tamten uważam za kontroler wygodniejszy od kontrolera do konsoli Xbox One. Nowy pad korzysta z łączności Bluetooth, która zastąpiła Wi-Fi Direct. Czy to wszystkie zmiany? Pilot tańszej wersji zasilany jest teraz przez dwie baterie CR 2032 i obsługuje asystenta głosowego Google, któremu możemy teraz wydawać określone polecenia. Wygodne, zwłaszcza przy wyszukiwaniu interesujących nas treści!Konsola Shield TV 2017 wyposażona jest w platformę Tegra X1, znaną dobrze z poprzedniej generacji konsoli. Dzięki 256-rdzeniowemu układowi GPU Maxwell, obecności 8-rdzeniowego procesora ARM i 3 GB pamięci RAM, urządzenie jest w stanie poradzić sobie z płynnym odtwarzaniem materiałów w rozdzielczości 4K w 60 klatkach na sekundę. Dzięki temu korzystać możemy z obecnych na platformie aplikacji takich jak Netflix i cieszyć się dostępem do materiałów w najwyższej dostępnej jakości (o ile oczywiście Wasze łącza internetowe to wytrzymają i wykupimy sobie stosowny abonament). Urządzenie działa pod kontrolą najnowszej wersji systemu Android 7.0. Co zrobić, aby grać w gry na Nvidia Shield TV 2017? Istnieje kilka dróg: pobranie prostych, często darmowych gier na dysk konsoli, opłacanie abonamentu w wysokości 9.99 euro w usłudze GeForce NOW i uzyskanie dostępu do szerokiej biblioteki gier (także AAA) i streamowanie ich na konsolę lub przesyłanie gier z własnego komputera stacjonarnego z kartą Nvidia. Niestety, w GeForce NOW brakuje wielu najnowszych tytułów. Dodatkowo, kupując gry w sklepie NVIDIA, oprócz wersji na konsolę SHIELD otrzymujemy także klucz PC (Steam, GOG, etc)! De facto więc otrzymujemy gry na aż dwie platformy w cenie jednej. W przypadku drugiej opcji, potrzebne jest solidne i szybkie łącze internetowe.Aby cieszyć się graniem w rozdzielczości 1080p w 60 klatkach na sekundę powinniśmy wyposażyć się w łącze o prędkości 30-50 Mbit. Do odtwarzania gier w jakości 720p w 30 klatkach na sekundę wystarczy 10 Mbit, co w obecnych czasach nie jest prędkością bardzo dużą. Kolosalną zaletą grania na SHIELDzie jest brak konieczności instalacji gier - wszystkie tytuły uruchamiają się maksymalnie w 30 sekund. Zapisane stany gier przechowywane są w chmurze firmy NVIDIA przez okres 5 lat. Konsola pozwala uruchamiać wybrane gry w rozdzielczości 4K (głównie te mniej wymagające), a zdecydowaną większość tytułów, takich jak choćby Wiedźmin 3, w rozdzielczości 1080p w 60 klatkach na sekundę. Jest to zasługa technologii chmury. Podczas gdy my gramy na konsoli w zaciszu swojego salonu, siedząc wygodnie w fotelu, wszystkie obliczenia wykonywane są na serwerach firmy Nvidia w Niemczech oraz Irlandii. Stamtąd obraz strumieniowany jest wprost na konsolkę, a następnie na ekrany naszych telewizorów. Martwicie się o opóźnienia? Spokojnie, nie występują lub po prostu nie są odczuwalne podczas zabawy.Jeśli dysponujemy komputerem stacjonarnym, to skorzystać możemy z jego mocy obliczeniowej, aby strumieniować gry wprost na konsolkę, a co za tym idzie, na ekran telewizora i grać w nie przy użyciu pada. To oczywista zaleta dla wszystkich posiadaczy pokaźnej biblioteki gier na platformach takich jak Steam, którzy nie chcą czynić dodatkowych wydatków.

Nvidia Shield TV 2017 - każdy powinien być zadowolony

Powiedzmy sobie szczerze: każdy użytkownik Nvidia Shield TV 2017 będzie z niej zadowolony. Nie jestem w stanie wyobrazić sobie osoby, która nie doceni mnogości aplikacji, płynności działania interfejsu, świetnego pada i doskonałego pilota, a także miłego dodatku w postaci obsługi coraz popularniejszego formatu 4K HDR (i wszystkich innych popularnych formatów wideo). Dodatkowy bonus stanowi fakt, że Shield TV 2017 to tak naprawdę wspaniała konsola do gier, dzięki której przed ekranem telewizora bawić się mogą jednocześnie nawet 4 osoby.Tytuły AAA w Full HD i 60 klatkach? Proszę bardzo, o ile tylko macie odpowiednie łącze internetowe. Wszystkie te zalety łączą się jednak z największą wadą urządzenia: ceną. Nie każdy będzie chciał zapłacić 999 złotych za tego typu urządzenie. Osoby poszukujące przystawki do TV postawią na konstrukcje za jedną trzecią część ceny Shielda, a wytrawni gracze mogą preferować zakup konsoli Microsoftu, Sony lub Nintendo.
Mocne strony: Słabe strony:
----
- obsługa 4K HDR
- mnogość obsługiwanych formatów wideo
- świetny, wygodny kontroler
- doskonały pilot w zestawie
- możliwość gry na 3 sposoby
- możliwość grania w 4 osoby
- estetyka wykonania konsoli i akcesoriów
- gry wymagają szybkie łącza internetowego
- dość wysoka cena
- niezbyt bogata oferta gier GeForce NOW
 

Źródła: zdj. nr 1 i 3: Youtube

]]>
Testy Gaming Najbardziej polecane Sat, 22 Jul 2017 15:45:00 +0200
Recenzja Honor 9 - ciekawej alternatywy dla Xiaomi Mi 6 i OnePlus 5 http://www.conowego.pl/testy/recenzja-honor-9-ciekawej-alternatywy-dla-xiaomi-mi-6-i-oneplus-5-23257/ Smartfony marki Honor z roku na rok stają się coraz ciekawsze. Honor 8 był polecany ze względu na... Specyfikacja Honor 9 Ekran: 5,15" IPS 1080x1920 pikseli
Procesor: HiSilicon Kirin 960 z GPU Mali-G71
RAM: 4/6 GB
Pamięć: 64/128 GB eMMC
Aparaty: 12 Mpix (f/2.2) + 20 Mpix (monochromatyczny) / 8 Mpix (f/2.0)
Dual SIM: TAK (standby)
Łączność: USB Typu C, czytnik linii papilarnych, GPS, NFC, Wi-Fi 802.11ac, żyroskop, iRDA
System: Android 7.0 + EMUI 5.1
Akumulator: 3200 mAh (szybkie ładowanie)
Wymiary: 147.3 x 70.9 x 7.5 mm
Waga: 155 gramów Przyznam, że do Honora 9 podchodziłem ostrożnie głównie ze względu na... jego polską cenę. Honor 9 trafił do sprzedaży w Polsce w cenie 2199 złotych za wersję 4 GB RAM i 64 GB. Sprzedawany jest wraz z zestawem gratisowych gadżetów. Decydując się na zakup Honora 9, każdy będzie mógł otrzymać darmowy zestaw prezentowy, w skład którego wchodzi selfie stick, powerbank o pojemności 5000 mAh oraz przejściówka MicroUSB – USB-C.Recenzja Honor 9 W zachodniej Europie, w sklepie vMall, Honor 9 kosztuje 429,90 euro, a więc 1830 złotych. Ponadto, w zestawie z nim znajduje się opaska Band 3 o wartości 69 złotych, a cała oferta objęta jest promocją cashback, w ramach której można otrzymać zwrot w wysokości 30 euro. Wielu zwolenników marki Honor wytyka zbyt wysoką cenę smartfona Honor 9 w relacji do ceny modelu Honor 8, który w chwili premiery kosztował 1699 złotych.

Honor 9 i Honor 8 - różnice są większe niż myślisz

Smartfony Honor 9 i Honor 8 mogą wydawać się Wam podobne, ale dzieli je kilka znaczących różnic. Oba smartfony, na pierwszy rzut oka niemal bliźniacze, różnią się nieco od strony wizualnej. W smartfonie Honor 8 próżno było szukać przycisku Home, a czytnik linii papilarnych umieszczony był z tyłu urządzenia. Przyciski wirtualne przeniesione były w obręb wyświetlacza, zabierając niewielką część jego powierzchni użytkownikowi. W Honor 9 z przodu znajdziemy multifunkcjonalny przycisk Home, pełniący jednocześnie rolę czytnika linii papilarnych. Po jego lewej i prawej stronie umieszczono przyciski wirtualne, z których można zupełnie zrezygnować, decydując się przy tym na bardzo wygodną obsługę podstawowych funkcji za pomocą gestów, wykonywanych na powierzchni czytnika linii papilarnych.Recenzja Honor 9 Honor 9 zamknięty jest w obudowie wykonanej z aluminium, którą z obu stron pokryto zaoblonym na krawędziach szkłem 2.5D Gorilla Glass 3 (którego zabrakło w Honor 8). Szkło, podobnie jak w modelu Honor 8, ochoczo zbiera odciski palców i jest niebywale śliskie. Honor 9 to chyba najbardziej śliski ze smartfonów, jakie kiedykolwiek miałem w swoich dłoniach.Recenzja Honor 9 Za sprawą relatywnie niewielkiego wyświetlacza o przekątnej zaledwie 5,15-cala, cała konstrukcja jest niebywale poręczna, kompaktowa i sprzyja ona użytkowaniu urządzenia za pomocą jednej dłoni. Estetyka konstrukcji stoi na najwyższym poziomie - matowa, wypolerowana ramka świetnie komponuje się z obudową w podobnym kolorze, pokrytą dodatkowo szkłem. Wymiary smartfonu to 147.3 x 70.9 x 7.5 mm.Recenzja Honor 9 Ekran Honora 9 stanowi duży krok naprzód względem ekranu, który znajdziemy w tańszym flagowcu poprzedniej generacji - Honor 8. 5,15-calowy wyświetlacz LTPS IPS o rozdzielczości 1080x1920 pikseli wygląda znajomo? Nic dziwnego, bowiem jest to nieco większy wariant wyświetlacza, który pojawił się w testowanym przeze mnie niedawno Huawei P10. Honor 9 od strony specyfikacji technicznej to w zasadzie identyczne urządzenie, co droższy flagowiec marki Huawei. Maksymalna jakość wyświetlacza wynosi 546 cd/m2, a jego współczynnik kontrastu to znakomite 1462:1. Reprodukcja kolorów nie jest idealna, ale temperatura barw jest bardzo neutralna i ekran nie posiada lekko niebieskawej poświaty znanej z Honora 8. W pełnym słońcu ekran Honora 9 prezentuje się świetnie i jego czytelność nie pozostawia niczego do życzenia.Recenzja Honor 9 Na aluminiowej ramce urządzenia znajdziemy trzy wygodne przyciski fizyczne, które przyjemnie klikają, choć posiadają delikatny luz roboczy. W dolnej części obudowy znajdziemy coraz częściej pomijane gniazdo jack 3.5 mm, które znalazło się w asyście portu USB Typu C oraz, co rozczarowujące, pojedynczego głośnika mono.Recenzja Honor 9 Recenzja Honor 9 Humor poprawia nieco obecność portu podczerwieni w górnej części ramki urządzenia, w asyście drugiego z mikrofonów. Dzięki obecności iRDa smartfon możemy wykorzystać jako pilot do telewizora. Na lewej krawędzi ramki znajduje się tacka na dwie karty SIM (dual SIM standby) lub kartę SIM oraz kartę micro SD.Recenzja Honor 9   #break# Bateria Wewnątrz obudowy zamknięto niewymienną baterię o pojemności 3200 mAh, którą do 100% naładujemy w mniej więcej 1 godzinę i 50 minut. Nie jest to może rekordowe tempo, ale wartość zadowalająca. Więcej niż zadowalający jest natomiast czas pracy urządzenia na baterii - nawet po całym dniu intensywnego użytkowania smartfon powinien posiadać dostatecznie dużo energii, by korzystać z niego jeszcze do połowy kolejnego dnia. Wszystko zależy oczywiście od jasności ekranu oraz korzystania z dodatkowych funkcji. Zauważyłem, że Bluetooth sprawia odczuwalnie szybsze rozładowanie baterii. W teście odtwarzania wideo urządzenie odtwarzało materiał Full HD przez 9 godzin i 52 minuty - wynik dobry, choć nie rekordowy. Do pracy akumulatora w Honor 9 trudno mieć zastrzeżenia - to na pewno ścisła czołówka tego segmentu urządzeń.Recenzja Honor 9 Wydajność i multimedia O wydajność Honora 9 dba znany z Huawei P10 duet w postaci układu HiSilicon Kirin (4x Cortex-A73 2,4 GHz i 4x Cortex-A53 1,8 GHz) oraz wysokowydajnego układu graficznego Mali-G71, o którego zaletach rozpisywaliśmy się na łamach Conowego.pl już wiele razy. Na dokładkę użytkownik otrzymuje 4 GB RAMu oraz 64 GB pamięci na dane, którą można zwiększyć o 256 GB, przy jednoczesnej rezygnacji z drugiej karty SIM. Niestety, wszystkie smartfony Honor posiadają wolną pamięć na dane typu eMMC.Recenzja Honor 9 Honor 9 pracuje w oparciu o Androida w wersji 7.0, schowanego pod nakładką EMUI 5.1. Nakładka daje naprawdę ogromne możliwości w zakresie personalizowania smartfonu osobom zaawansowanym, a osobom początkującym nie będzie z pewnością nastręczać problemów w obsłudze. Uwagę zwraca dość duża liczba preinstalowanych aplikacji i gier – mogłoby ich tu nie być.
Wśród ciekawych opcji oferowanych przez Honor 9 warto wyróżnić wbudowany, lekki skaner antywirusowy, który znajdziemy w narzędziu Menadżer telefonu, które pozwala także optymalizować pracę baterii, czyścić pamięć urządzenia ze zbędnych plików i zarządzać uprawnieniami aplikacji (i blokować je).
Kolejną ciekawą funkcją jest możliwość zastąpienie funkcji klawiszy wirtualnych przez czytnik linii papilarnych. Pojedyncze tapnięcie działa jak funkcja "wstecz", dłuższe - jak "Home", przesunięcie palcem w lewo lub w prawo na jego powierzchni wywołuje menadżera otwartych aplikacji i pozwala na ich zamykanie. Jak to działa w praktyce? Miałem pewne obawy, ale okazało się, że ten sposób obsługi smartfonu jest niebywale wygodny. Obsługa gestów na czytniku linii papilarnych, podobnie jak praca samego czytnika, zasługują na piątkę z plusem.
Użytkownik ma możliwość prowadzenia rozmów VoLTE, jest też opcja włączenia WiFi+, dzięki któremu urządzenie przełącza się pomiędzy Wi-Fi, a transmisją danych, by zawsze uzyskiwać połączenie o jak najwyższej jakości. Przyjemnym dodatkiem jest wbudowana możliwość blokowania niechcianych numerów, a także sejf na wybrane pliki, pomagający je dodatkowo zabezpieczyć. W oprogramowaniu znajdziemy opcję wykonywania określonych akcji za pomocą określonego ruchu, które to jednak ze względu na moje nawyki nie przypadły mi do gustu. Możemy podnieść dzwoniący smartfon, by wyciszyć nadchodzące połączenie, przyłożyć do ucha, by je odebrać lub odwrócić smartfon ekranem do dołu, by wyciszyć wszystkie dźwięki. Tryb podzielonego ekranu można włączyć rysując poziomą kreskę w poprzek ekranu - to jest akurat całkiem fajna funkcja.Recenzja Honor 9 Mamy specjalny tryb obsługi jedną ręką, niezbyt przydatny w przypadku tak małego urządzenia, ale miło że jest. Na uwagę zwraca jeszcze funkcja Aplikacji bliźniaczych, pozwalająca jednocześnie logować się na różne konta w serwisach Facebook i WhatsApp. Podobno z czasem obsługiwanych aplikacji ma przybywać.
Podobnie jak w Huawei P10, próżno szukać tu głośników stereo. Pojedynczy głośnik gra całkiem donośnie, choć nie ma co rozpływać się nad jakością dźwięku – jest poprawnie i tyle. Ponadto, głośniczek dość łatwo jest przypadkiem zasłonić. Jakość dźwięku na wyjściu audio jack 3.5 mm jest świetna, choć Honor 9 nie jest z pewnością najgłośniej grającym ze smartfonów. #break#

Aparat i przykładowe zdjęcia

Honor 9 posiada podwójny moduł aparatu głównego podobny do tego, którego znamy ze smartfonu Huawei P10. W honorze 9 próżno jednak szukać optycznej stabilizacji obrazu oraz logo Leica. Pierwszy sensor to kolorowa matryca o rozdzielczości 12 Mpix z obiektywem o jasności f/2.2. Drugi sensor jest w stanie rejestrować zdjęcia monochromatyczne o rozdzielczości 20 Megapikseli. Takie połączenie pozwala korzystać z bezstratnego zoomu 2x przy fotografowaniu w rozdzielczości 12 Mpix. Honor 9 pozwala rejestrować filmy 4K. Brakuje manualnego tryb monochromatycznego znanego z Huawei P10, ale da się bez niego żyć.Recenzja Honor 9 Jakość zdjęć oferowanych przez Honor 9 jest w zasadzie identyczna do tego, co oferuje Huawei P10 - i jest to komplement. Odwzorowanie kolorów jest naprawdę dobre, zdjęciom nie brakuje szczegółowości, za sprawą nałożenia na siebie dwóch obrazów z kamer 20 Mpix i 12 Mpix, co faktycznie zdaje się poprawiać ich jakość. Niektóre zdjęcia bez HDR wyglądają niczym zdjęcia z HDR - rozpiętość tonalna jest naprawdę szeroka, kontrast wysoki, a ostrość świetna w każdym punkcie kadru i naprawdę trudno wymagać więcej od smartfonu sprzedawanego w tej cenie. Optyczna stabilizacja obrazu pomogłaby robić lepsze zdjęcia w kiepskich warunkach oświetleniowych - zamiast tego trzeba posiłkować się "pewną ręką". Zaszumienie po zmroku jest dość wysokie, ale pomóc mogą umiejętności fotografa w trybie manualnym. Kolory są zaskakująco niezłe i jeśli fotografujecie po zmroku plener, a nie miejskie, pełne detali krajobrazy, będziecie usatysfakcjonowani. Optyczny, bezstratny zoom 2x jest naprawdę przydatny, choć smartfon czasem jakby nieco gorzej ostrzy w tym trybie. Przednią kamerą zrobicie ładne zdjęcia, ale niektórych wkurzać będzie brak autofokusa. Filmy nagrywać można w maksymalnej rozdzielczości 4K przy użyciu kodeku H.265 (ok. 30 Mbps). Jakość dźwięku jest świetna, a jakość filmów co najmniej dobra - uwagę zwraca dobry kontrast, ostrość i szczegółowość. Cieszy niewielki rozmiar zapisanych plików. Irytuje brak optycznej stabilizacji obrazu w sytuacji, gdy nagrywając poruszamy się. Poniższe i filmy zdjęcia powiedzą Wam więcej niż tysiąc moich słów. :) Podsumowanie Na Honora 9 najlepiej jest patrzeć przez pryzmat jego atrakcyjnej ceny w... Niemczech. Tam urządzenie kupić możemy za mniej niż 1700 złotych i cieszyć się wszystkimi przywilejami jakie zyskalibyśmy nabywając urządzenie w Polsce. W tej cenie jest to jeden z najlepszych smartfonów, jakie możecie kupić - wydajny, piękny, oferujący bardzo dobrą jakość zdjęć oraz filmów i nierozczarowujący pod względem długości czasu pracy na baterii. Dość powiedzieć, że od świetnego, choć o kilkaset złotych droższego Huawei P10, odróżnia go zaledwie kilka detali. Honor 9 ma parę wad, na które trudno jest jednak nie przymknąć oka, gdy patrzymy na cenę smartfonu.Recenzja Honor 9
Mocne strony: Słabe strony:
------
- atrakcyjny wygląd
- płynne działanie
- bardzo wysoka wydajność
- wysoka jakość zdjęć z obu kamer
- długi czas pracy na baterii
- rozsądna cena i gratisy w zestawie
- jakość dźwięku na wyjściu jack 3.5 mm
- iRDA
- szybkie ładowanie
- głośnik mono
- pamięć eMMC
- śliska obudowa
- brak wodoodporności
- polska cena wyższa od europejskiej
Honor 9 recenzja conowego.pl]]>
Testy Najbardziej polecane Tue, 18 Jul 2017 08:50:00 +0200
Recenzja Honor 8 Pro - nie brakuje mu niemal niczego http://www.conowego.pl/testy/recenzja-honor-8-pro-nie-brakuje-mu-niemal-niczego-23148/ Honor 8 Pro to smartfon, na którego polską premierę musieliśmy trochę poczekać. Czekać jednak było...

Specyfikacja Honor 8 Pro

Ekran: 5,7" IPS 1440x2560 pikseli
Procesor: HiSilicon Kirin 960 z GPU Mali-G71
RAM: 4/6 GB
Pamięć: 64 GB UFS 2.1 (!)
Aparaty: 12 Mpix (f/2.2) + 12 Mpix (monochromatyczny) / 8 Mpix (f/2.0)
Dual SIM: TAK
System: Android 7.0 + EMUI 5.0
Akumulator: 4000 mAh (szybkie ładowanie)
Wymiary: 157 x 77.5 x 7 mm
Waga: 184 gramy
Sugerowana cena Honor 8 Pro wynosi 2499 złotych, ale w sklepach można kupić go za nieco powyżej 2100 złotych. Rzekłbym, ich jest to uczciwa cena, jeśli pod uwagę weźmiemy fakt, że smartfon napędzany jest przez najlepszy układ Kirin 960 z najlepszym układem graficznym Mali-G71 oraz 6 GB pamięci RAM. Reszta specyfikacji również nie pozostawia wiele do życzenia.Honor 8 Pro recenzjaW zestawie z urządzeniem, oprócz szybkoładowarki 18 W, znalazł się także pin do wysuwania tacki na kartę SIM, a także, co dość zaskakujące, gogle DIY typu Cardboard VR. Są to gogle bardzo podstawowe, ale ich obecność w zestawie jest naprawdę miłym akcentem. Honor 8 Pro zrywa z "ekskluzywnym" designem proponowanym przez Honora 8. Tylna część obudowy Honor 8 Pro została wykonana nie ze szkła, a z metalu, co dla mnie jest sporą zmianą na plus - na urządzeniu trudniej jest zostawić odciski palców i nie trzeba martwić się o przypadkowe stłuczenie tylnego panelu w razie upadku sprzętu na twarde podłoże. Z tyłu obudowy umieszczono rewelacyjnie i błyskawicznie działający czytnik linii papilarnych.Honor 8 Pro recenzjaHonor 8 Pro recenzjaZ tyłu obudowy widzimy estetycznie poprowadzone linie antenowe, które w górnej części panelu przecinają sekcję, na której znajduje się podwójny aparat 12+12 Mpix, w asyście dwutonowej diody doświetlającej. Próżno szukać tutaj logo Leica, choć jeden z sensorów jest monochromatyczny (czarno-biały), podobnie jak w Huawei P10 i P10 Plus. Pomimo swoich dość słusznych rozmiarów, dyktowanych przez obecność 5,7-calowego ekranu, urządzenie cechuje się grubością zaledwie 7 milimetrów.Honor 8 Pro recenzjaByłem zdumiony, że w tak cieniutkiej obudowie udało się zmieścić akumulator o pojemności aż 4000 mAh, oferujący przy okazji wsparcie dla technologii szybkiego ładowania. Obsługa jedną ręką jest w zasadzie niemożliwa i, prawdę mówiąc, nie jest zbyt wygodna. Konstrukcja ważąca 184 gramy jest z resztą dość śliska i obsługując ją jedną ręką ryzykujemy tym, iż może się ona wyślizgnąć z dłoni. Urządzenie mocno przypomina Huawei P10 Plus, ale jest od niego o 19 gramów cięższe i 3 milimetry wyższe oraz szersze.Honor 8 Pro recenzjaOd strony wykonania trudno Honorowi 8 Pro zarzucić cokolwiek poważnego. Urządzenie cechuje subtelna elegancja i minimalizm. Na obudowie (w dolnej części aluminiowej) nie zabrakło złącza audio jack 3.5 mm, które znalazło się w asyście portu USB Typu C, oferującego niestety "jedynie" standard 2.0. Obok owych złączy znajdziemy także pojedynczy głośnik mono - donośny i przyjemnie grający, ale wciąż... pojedynczy. Przy tej cenie urządzenia producent mógł pokusić się o głośniki stereo.Honor 8 Pro recenzjaCała konstrukcja nie jest wodoszczelna, a jej odporność na ewentualne zachlapania nie jest w żaden sposób certyfikowana. Szkoda. Do obudowy wsadzimy dwie karty SIM, o ile zrezygnujemy z możliwości korzystania z karty Micro SD. Honor 8 Pro oferuje LTE-A Cat.6, a także Wi-Fi 802.11ac, Bluetooth 4.2, NFC, a nawet, dość rzadko spotykany, port podczerwieni, który pozwala zamienić smartfona w wielofunkcyjny pilot do telewizora.Honor 8 Pro recenzjaUwagę w Honor 8 Pro zwraca rozmiar wyświetlacza. 5,7-calowy panel IPS wyświetla obraz o rozdzielczości 1440x2560 pikseli. Pokryto go szkłem ochronnym Gorilla Glass 3, które ma zapewnić należyty poziom ochrony przed uszkodzeniami mechanicznymi, głównie w postaci zarysowań. Parametry ekranu Honora 8 Pro są znacznie lepsze, niż zmierzone przez nas parametry wyświetlacza w testowanym Honorze 8. Maksymalna jasność w trybie automatycznym wynosi 555 cd/m2, czyli niemal o 100 cd/m2 więcej, niż w przypadku Honora 8. Współczynnik kontrastu stoi przy tym na poziomie identycznym, jak w testowanym niedawno Huawei P10 i wynosi 1402:1. To świetne wyniki, gwarantujące doskonałą czytelność w pełnym słońcu jak na panel IPS. Naszą uwagę zwróciła niezbyt dokładna reprodukcja kolorów, ale bez pomiaru kolorymetrem raczej tego nie dostrzeżecie.Honor 8 Pro recenzjaHonor 8 Pro nie posiada przycisków wirtualnych pod ekranem, podobnie jak fizycznego przycisku Home. Przyciski wirtualne wyświetlane są w obrębie wyświetlacza, zajmując niestety pewien jego wycinek. Ja tej formy obsługi smartfonów nie lubię, ale są osoby, które ją preferują.Honor 8 Pro recenzjaTo zaskakujące, ale mimo połączenia wydajnych podzespołów, naprawdę dużego ekranu i wysokiej jego rozdzielczości, czas pracy na baterii Honora 8 Pro bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Screen on Time sięgał nie raz 7 godzin, a standardowo smartfon bez ładowania był w stanie całkiem intensywnie przepracować 1,5 dnia. W przypadku rozsądnego gospodarowania jasnością ekranu oraz wyłączaniem GPS i danych pakietowych, udało mi się nawet osiągnąć rezultat 3 dni pracy urządzenia, bez konieczności doładowywania jego akumulatora. Szybkoładowarka ładuje Honora 8 Pro do pełna w mniej więcej 1 godzinę i 40-45 minut. Dobry czas.Honor 8 Pro recenzjaHonor 8 Pro działa w oparciu o system Android 7.0, zamaskowany nakładką EMUI 5.0. Wielokrotnie już pisałem, że jest to jedna z najbardziej funkcjonalnych i zaawansowanych nakładek, a przy tym także najlepiej zoptymalizowanych do płynnego działania. #break# Smartfon wolny jest od bloatware i nadprogramowych aplikacji, które wraz z pierwszych uruchomieniem urządzenia należałoby usuwać. Jedyne trzy preinstalowane aplikacje to Zdrowie (zbiera informacje z wbudowanego, dobrze działającego krokomierza) oraz Filmy i Muzyka. Jednym słowem: nic strasznego. Na uwagę zwraca Menedżer telefonu, który pozwala w wygodny sposób usuwać śmieci z pamięci urządzenia, zwalniać RAM (którego raczej nigdy nie brakuje), a także zarządzać uprawnieniami aplikacji.

Uwagę zwraca ekran blokady, na którym umieszczono skróty do najpopularniejszych funkcji urządzenia (odtwarzacz, kalkulator, latarka, stoper, galeria zdjęć i inne), które to można w łatwy sposób podmieniać z innymi.
Nie mogło zabraknąć sztandarowych funkcji EMUI w postaci trybu obsługi jedną ręką (pole aktywne ekranu zmniejsza się i możemy przesunąć je do dowolnej krawędzi wyświetlacza), sterowania gestami, apki Pilota oraz sterowania ruchem (automatyczne odbieranie połączeń, wyciszanie dzwonka). Jest również filtr światła niebieskiego, tryb prosty, tryb obsługi w rękawiczkach, zaplanowane wyłączenia i włączanie smartfonu oraz opcja zmiany kolejności przycisków ekranowych.
Honor 8 Pro działa dokładnie tak, jak powinien działać smartfon z 6 GB RAMu oraz jednym z najlepszych procesorów i najlepszym GPU na rynku: płynnie, stabilnie i przewidywalnie. W tle może działać bez problemu kilkanaście aplikacji, a ich wywoływanie z pamięci RAM przebiega błyskawicznie. Gry 3D działają doskonale i uruchamiają się ekspresowo. Trudno mieć jakiekolwiek zastrzeżenia. Wynik w AnTuTu? 135 321 punktów. Jedyny minusik to fakt, że obudowa podczas intensywnego grania dość mocno się nagrzewa - nie jest to jednak poważna wada urządzenia. #break#

Aparat

Podwójny aparat 12 + 12 Mpix (jeden sensor jest monochromatyczny) w Honor 8 Pro ze zdjęciami radzi sobie naprawdę dobrze, zwłaszcza za dnia. Nie jest to ten sam moduł, co w Huawei P9 i P10, a więc zabrakło niektórych trybów pracy w jego oprogramowaniu - da się jednak bez nich przeżyć. Uwagę zwraca doskonały i bogaty w opcje tryb manualny, a także możliwość przechwytywania fotografii w formacie RAW. Kamera monochromatyczna, podobnie jak podstawowy aparat RGB radzą sobie świetnie za dnia. Zdjęciom nie brakuje detali, szum jest minimalny, kontrast wysoki, a obiektyw potrafi pięknie rozmywać tło, nawet poza trybem głębii ostrości (z którego korzystać nie lubię, bo jest niedokładny). Po zmroku, niektórym fotografiom brakuje nieco detali i ostrości. Aparatowi brakuje konsekwencji w trybie auto i maksimum jego możliwości wyciśniemy tylko w trybie manualnym, którego poprawnie potrafi obsługiwać zdecydowana mniejszość osób.Przedni aparat jest... wkurzający. Nie wiem kogo tknęło by ZAWSZE domyślnie włączać tryb upiększania i uniemożliwić użytkownikowi domyślne wyłączenie tej opcji. Mnie konieczność wyłączania funkcji "rozmazywania i pudrowania" twarzy oprowadzała do szewskiej pasji. Na domiar złego, aparat przedni jak na tak drogie urządzenie jest po prostu przeciętny - ma problemy zwłaszcza z poprawnym ostrzeniem.Recenzja Honor 8 ProRecenzja Honor 8 Pro Honor 8 Pro jest w stanie nagrywać w rozdzielczości 4K w 30 klatkach na sekundę, a w 1080p - nawet w 60 klatkach na sekundę. Kamerze brakuje jednak optycznej stabilizacji obrazu, której stabilizacja cyfrowa po prostu nie jest w stanie zastąpić. Dźwięk nagrywany jest w stereo, choć nieco wykastrowany z tonów niskich. Nagrania 4K są bogate w szczegóły, ostre i charakteryzują się naprawdę dobrym odwzorowaniem kolorów. Tryb 1080p wypada nieco gorzej i naprawdę nie widzę potrzeby, by z niego korzystać, skoro OIS, często zarezerwowanego dla niższej rozdzielczości, po prostu nie ma, a stabilizacja cyfrowa działa tak sobie, choć drobne wibracje eliminuje całkiem skutecznie. Dobre i to.

Podsumowanie

Mam wrażenie, że ponarzekałem całkiem sporo, ale obiektywnie rzecz patrząc trudno nie oceniać Honora 8 Pro bardzo pozytywnie. Brak wodoodporności, optycznej stabilizacji obrazu, czy też głośników stereo wydaje się niuansami, jeśli zestawimy je z ceną urządzenia oraz całkiem sporą gamą jego pozytywnych cech.Recenzja Honor 8 Pro Świetny ekran, doskonała wydajność, bardzo długi czas pracy na baterii, sprawnie działający czytnik linii papilarnych i obecność jacka 3.5 mm - to właśnie te cechy mogą sprawić, że w stronę Honora 8 Pro przychylnie spojrzy naprawdę wiele osób. Niestety dla firmy Honor, konkurencja w tym przedziale cenowym jest bardzo mocna. Alternatywą dla Honora 8 Pro może być Xiaomi Mi 6 z Chin (wersję 6GB/64GB kupicie za 371-399 dolarów), OnePlus 5 z oficjalnego sklepu (499 euro) lub dobrze przyjęty przez użytkowników i recenzentów LG G6 (ok. 2500 złotych). Niezależnie od tego, na który ze smartfonów się zdecydujecie, na Honora 8 Pro warto zwrócić uwagę - jest po prostu bardzo solidnym pod wieloma względami urządzeniem.
Mocne strony: Słabe strony:
---
- bardzo wysoka wydajność
- 6 GB RAM
- długi czas pracy na baterii
- doskonały czytnik linii papilarnych
- świetne parametry ekranu
- niezła jakość zdjęć
- jack 3.5 mm
- jakość wykonania
- port podczerwieni
- brak wodoodporności
- brak głośników stereo
- kiepski aparat przedni
- brak optycznej stabilizacji obrazu
]]>
Testy Najbardziej polecane Thu, 06 Jul 2017 15:45:00 +0200
Lenovo Yoga 910 Glass - recenzja ultrabooka bliskiego ideału http://www.conowego.pl/testy/lenovo-yoga-910-glass-recenzja-ultrabooka-bliskiego-idealu-23057/ Urządzenia Lenovo z serii Yoga zawsze wyróżniały się czymś pozytywnie na tle innych sprzętów... Wiele osób uważa laptopa Dell XPS 13 za najlepszego laptopa z systemem Windows. Już teraz powiem Wam, że Lenovo Yoga 910 może stanowić dla niego doskonałą alternatywę. Dlaczego?

Specyfikacja Lenovo Yoga 910 Glass

Ekran: 13,9", IPS 4K (3840x2160 pikseli)
Procesor: Intel Core i7-7500U (2,7-2,9 GHz)
RAM: 16 GB
Dysk twardy: SSD NVMe Samsung MZVLV512 (512 GB)
System operacyjny: Windows 10
Złącza: USB 3.0 (Typu C), USB 3.0 (z ładowaniem Always ON), USB 2.0 (Typu C, z ładowaniem), combo jack
Łączność: Wi-Fi 802.11 a/b/g/n/ac, Bluetooth 4.1
Wymiary: 323 x 224,5 x 14,3 mm
Waga: 1,38 kg
Od kilku dni mam przyjemność obcować z "ekskluzywną" wersją konwertowalnego notebooka Lenovo Yoga 910, który od początku bieżącego roku zbiera pozytywne recenzje w redakcjach na całym świecie. Standardowy model urządzenia wykonany jest w całości z metalu. Wersja, której zdjęcia widzicie w niniejszym artykule została wzbogacona o pokrywę wykonaną ze szkła, pod którą znajduje się finezyjny wzór. Nie jest to szkło byle jakie, bowiem odporne na zarysowania szkło Gorilla Glass firmy Corning. Nie tylko trudno jest je uszkodzić mechanicznie, ale jak się okazało także pozostawić na nim odciski palców w taki sposób, by było je widać na pierwszy rzut oka. Ze względu na biały kolor wzoru pod szkłem, ślady linii papilarnych pozostawione na obudowie są w zasadzie niewidoczne.Lenovo Yoga 910 Glass - recenzjaLenovo Yoga 910 Glass - recenzjaW zestawie znalazła się ładowarka 45 W, której kompaktowy rozmiar przywodzi na myśl raczej ładowarki od smartfonów, a nie klockowate i nieporęczne ładowarki od laptopów. To spora zaleta, bowiem do wagi przenoszonego w torbie lekkiego laptopa często trzeba doliczać wagę tego akcesorium.Lenovo Yoga 910 Glass - recenzjaLenovo Yoga 910 Glass - recenzjaO designie Lenovo Yoga 910 można pisać naprawdę wiele. Jest to jeden z najbardziej eleganckich laptopów, z jakimi kiedykolwiek obcowałem, ale ów "diament" posiada pewną skazę (o której za chwilę). Obudowa została wykonana  w całości z aluminium. Tworzywo to, w zależności od powierzchni, jest matowe (spód obudowy, okolice klawiatury) lub wykończone na wysoki połysk (ramka otaczająca ekran, ramka z portami rozszerzeń). Nawet gdy na aluminium pojawią się ryski, na przykład od paznokci, wystarczy go przetrzeć wilgotną ściereczką, a rysy całkowicie znikną. Kolejną z zalet wykorzystania tego rodzaju powierzchni jest fakt, że nie widać na niej odcisków palców. Warto zaznaczyć, że touchpad również wykończony jest aluminium.Lenovo Yoga 910 Glass - recenzjaLenovo Yoga 910 Glass - recenzjaUwagę w urządzeniu z miejsca zwraca elegancki, stylizowany na bransoletę rodem z zegarka, wykonany z aluminium zawias. To właśnie dzięki niemu pokrywę odwracać można płynnie w zakresie 360-stopni, co umożliwia korzystanie z urządzenia w jednym z 4 trybów - tabletu, laptopa, podstawki i namiotu.Lenovo Yoga 910 Glass - recenzjaLenovo Yoga 910 Glass - recenzjaLenovo Yoga 910 Glass - recenzjaLenovo Yoga 910 Glass - recenzjaPraca w czterech różnych trybach nie byłaby możliwa, gdyby nie dotykowy ekran. Producent nie poszedł tu na skróty i wykorzystał 13,9-calowy ekran IPS o rozdzielczości 4K (3840x2160 pikseli). Można oczywiście dywagować, czy rozdzielczość 4K jest tu rzeczywiście potrzebna, ale tą przecież można zawsze zmniejszyć, jeśli interfejs któregoś z programów nie zechce się do niej dostosować. Osoby, które zechcą urządzenie oferujące dłuższy czas pracy na baterii, powinni zwrócić swoje spojrzenia w stronę wersji z wyświetlaczem Full HD. #break# Obrócenie ekranu sprawia, że automatycznie odwraca się także obraz, dopasowując do danego trybu pracy. Nasze testy wykazały, że maksymalna jasność wyświetlacza wynosi 480 cd/m2, co jest wynikiem naprawdę dobrym, jeśli chodzi o ultrabooki. Czytelność w intensywnym słońcu stoi na dobrym poziomie. Czułość ekranu jest świetna i jego obsługa za pomocą palców to prawdziwa przyjemność.Lenovo Yoga 910 Glass - recenzjaUwagę zwraca fakt, że ekran po bokach i w górnej swojej części niemal pozbawiony jest ramek. Obraz prezentuje się dzięki temu jeszcze lepiej, a samo urządzenie wygląda niezwykle efektownie. Niestety, to właśnie w ramkach właśnie tkwi wada urządzenia, o której pisałem wyżej. O ile górne i boczne ramki są bardzo wychudzone, to ramka na dole jest ponadprzeciętnie wysoka, co dość mocno rzuca się w oczy. W tej części postanowiono bowiem umieścić mikrofony oraz kamerkę urządzenia o rozdzielczości 720p.Lenovo Yoga 910 Glass - recenzjaZastosowana w urządzeniu klawiatura wyspowa o niewielkim skoku jest wygodna w obsłudze, a klawisze są odpowiednio wyprofilowane, celem poprawy komfortu pisania. Bloku numerycznego oczywiście nie ma. Każdy klawisz jest podświetlany od spodu, co pozwala efektywnie pracować na laptopie także po zmroku. Uwagę zwraca fakt, że górny rząd zarezerwowano dla klawiszy multimedialnych, których drugą funkcją (a nie podstawową) jest aktywowanie F1-F12. Wiele osób krytykuje niewielki rozmiar prawego przycisku Shift - zamiast niego łatwo nacisnąć jest symbol strzałki do góry. Osobiście nie używam nigdy prawego Shiftu, więc nie było to dla mnie problematyczne.Lenovo Yoga 910 Glass - recenzjaLenovo Yoga 910 Glass - recenzjaTouchpad zastosowany w Lenovo Yoga 910 jest duży i zaskakująco przyjemny w obsłudze. Jeśli chodzi o śledzenie opuszka palca, czułość i precyzję, to bez wątpienia najlepszy touchpad, z jakiego kiedykolwiek korzystałem. W touchpadzie zintegrowano klikalne funkcje lewego i prawego przycisku myszy. Po prawej stronie od touchpada znajdziemy czytnik linii papilarnych. W obudowie o grubości zaledwie 14,3 milimetra i wadze 1,38 kilograma, udało się zamknąć dwa głośniki marki JBL. Umieszczono je niestety przy frontowej, spodniej krawędzi urządzenia, co sprawia, że trzymając laptopa na kolanach stosunkowo łatwo jest je zasłonić. Głośniki grają bardzo donośnie już w połowie skali. W praktyce głośność w trakcie codziennej pracy można utrzymywać w zakresie 20-35% maksimum. Dźwięk z nich dobiegający jest zaskakująco dobry i czysty, zwłaszcza jak na laptopa ultraprzenośnego.Lenovo Yoga 910 Glass - recenzjaLaptop Lenovo nie rozpieszcza jeśli chodzi o mnogość portów. Po lewej stronie obudowy znajdziemy port USB 2.0 Typu C do ładowania laptopa oraz USB 3.0 Typu C. Z drugiej strony jest złącze USB 3.0, które pozwala ładować dowolne urządzenie mobilne nawet wtedy, gdy laptop pozostaje wyłączony. Oprócz tego do naszej dyspozycji oddano złącze audio combo jack i... tyle. Laptopa włącza się za pomocą niewielkiego, ładnie wykonanego, metalowego przycisku, znajdującego się w asyście portu audio. Wsparcia dla Thunderbolt 3.0 niestety brak, podobnie jak gniazda kart pamięci.Lenovo Yoga 910 Glass - recenzjaLenovo Yoga 910 jest niezwykle wydajna we wszystkich zadaniach biznesowych oraz podstawowych zadaniach multimedialnych, jakie możecie sobie wyobrazić. Jest to zasługa połączenia możliwości procesora Intel Core i7-7500U, 16 GB pamięci RAM oraz niezwykle szybkiego dysku SSD w standardzie NVMe. Dość powiedzieć, że system Windows uruchamia się w przeciągu zaledwie kilku sekund. Nie jest to oczywiście laptop do gier - tym nie podoła zintegrowany układ Intel HD 620, ale po ultrabookach nikt chyba nie spodziewa się wysokiej wydajności w grach? Tym, co w ultrabookach interesuje mnie (i Was zapewne również) najbardziej, jest długość czasu pracy na baterii. Lenovo dokłada ostatnio ogromnych starań, aby urządzenia z logo tej marki biły rekordy jeśli chodzi o wydajność baterii. Wśród tabletów doskonale radzą sobie Lenovo Yoga Taby, a w świecie telefonów niezrównany okazuje się Lenovo P2. Jak wygląda sprawa z Lenovo Yoga 910? Równie dobrze! Wręcz zaskakująco dobrze.Lenovo Yoga 910 Glass - recenzjaLenovo Yoga 900 korzystała z baterii o pojemności 66 Wh. W Lenovo Yoga 910 pojemność wzrosła do 78 Wh i widać odzwierciedlenie tego w testach. Testowany model z matrycą 4K przepracował (niska jasność ekranu, Wi-Fi + przeglądarka) 9 godzin i 15 minut bez konieczności podłączania ładowarki, a tańszy model z matrycą Full HD jest w stanie ponoć przepracować ponad... 15,5 godziny. W teście odtwarzania filmu, bateria poddała się po 4 godzinach i 45 minutach nagrania w jakości Full HD.Lenovo Yoga 910 Glass - recenzjaLenovo Yoga 910 Glass - recenzjaLenovo Yoga 910 niestety nie pracuje bezgłośnie. Wewnątrz obudowy znalazło się chłodzenie aktywne, a wentylator pracuje przy obecnej aurze niemal nonstop. Na wysokich obrotach potrafi on nieźle hałasować, co po naprawdę długim czasie pracy może niektórych irytować. Niestety, wydajność ma swoją cenę.

Podsumowanie

Urządzenia idealne nie istnieją, ale Lenovo Yoga 910 do ideału niewiele brakuje. Fenomenalny design, wysoka jakość wykończenia, długi czas pracy na baterii i wysoka wydajność czynią z niego jednego z najlepszych ultrabooków na świecie. Czy czynią z niego alternatywę dla powszechnie chwalonych Della XPS 13 lub MacBooków od Apple? Jak najbardziej - i to pod każdym względem. Niestety, wszystkie zalety (a jest ich dużo) mają swoją cenę - testowana wersja ze szklaną pokrywą to wydatek rzędu 6999 złotych. Wydanie takiej kwoty nie jest też gwarancją nabycia urządzenia wolnego od pewnych mankamentów - producent nie zadbał o obecność czytnika kart pamięci i obsługi standardu Thunderbolt 3. Aktywne chłodzenie mogłoby pracować nieco ciszej.
Mocne strony: Słabe strony:
-------
- fenomenalny design
- najwyższa jakość wykonania
- wysoka wydajność
- jasny, kontrastowy ekran 4K
- wygodna klawiatura
- długi czas pracy na baterii
- szybki dysk SSD NVMe na pokładzie
- dobrze grające głośniki
- niezły touchpad
- czytnik linii papilarnych
- porty USB Typu C i Typu A

- duża ramka pod ekranem
- brak czytnika kart pamięci
- brak obsługi Thunderbolt 3
- głośny wentylator
Lenovo Yoga 910 Glass recenzja]]>
Testy Najbardziej polecane Wed, 28 Jun 2017 18:40:00 +0200
Xiaomi Mi Air Purifier 2 - recenzja jednego z najtańszych oczyszczaczy powietrza http://www.conowego.pl/testy/xiaomi-mi-air-purifier-2-recenzja-jednego-z-najtanszych-oczyszczaczy-powietrza-22969/ Czy warto kupić Xiaomi Mi Air Purifier 2? To pytanie zadaje sobie zapewne wiele osób zatroskanych... firmy CK Mediator (który w swojej ofercie ma także smartfony Xiaomi i daje na nią gwarancję realizowaną w Polsce), trafił oczyszczacz powietrza Xiaomi Mi Air Purifier 2. Jego cena, kształtująca się na poziomie 799 złotych wygląda bardzo atrakcyjnie na tle porównywalnych wydajnościowo urządzeń konkurencji, których oczyszczacze powietrza kosztują przeważnie od 1200-1300 złotych wzwyż. Wszystkie produkty z dystrybucji CK MEDIATOR można kupić w oficjalnym sklepie Funtech.pl. Postanowiłem przyjrzeć się urządzeniu i sprawdzić czy faktycznie jest się czym zachwycać - trzeba bowiem postawić sprawę jasno: Mi Air Purifier 2 zbiera bardzo pozytywne oceny na całym świecie i trudno znaleźć jakiekolwiek słowa krytyki związane z jego działaniem.Xiaomi Mi Air Purifier 2 - recenzjaProstota i minimalizm - te dwa słowa idealnie określają Xiaomi Mi Air Purifier 2, który nie posiada żadnych skomplikowanych wyświetlaczy (a diody stanu) i nie ma paneli dotykowych, a zaledwie jeden fizyczny przycisk do obsługi wszystkich jego funkcji (tryb auto, tryb nocy, tryb wydajny), diodę poziomu zanieczyszczeń i diody stanu. Oczyszczacz wystarczy podłączyć do gniazdka i voila - działa!Xiaomi Mi Air Purifier 2 - recenzjaObudowa wykonana w matowym kolorze białym posiada 5732 otwory, przez które do jej wnętrza przedostają się szkodliwe dla naszego zdrowia pyły. Na jej szczycie znajduje się kratownica, pod którą pracuje sporych rozmiarów wentylator, wdmuchujący powietrze do wnętrza urządzenia. Oczyszczacz ma całkiem kompaktowe rozmiary i jego kubatura to 52x24x24 cm.Xiaomi Mi Air Purifier 2 - recenzjaWewnątrz znajduje się trójwarstwowy filtr cylindryczny. Składają się na niego filtr HEPA marki Toray, który odpowiada za filtrowanie cząstek PM 2.5 i PM 10, filtr PET, którego zadaniem jest wyłapywanie cząsteczek kurzu i innych większych cząstek oraz aktywowany filtr węglowy, odpowiedzialny za niwelowanie nieprzyjemnych zapachów i szkodliwych cząstek, jak np benzen. Według zapewnień producenta, filtry są w stanie wyeliminować 99,3% cząsteczek PM 0,3 μm (PM2.5 i PM10), 100% kurzu i pyłków (co nie okazało się zgodne z prawdą) oraz 99% formaldehydów.Xiaomi Mi Air Purifier 2 - recenzjaWspomniałem, że urządzenie jest bardzo skromne jeśli chodzi o mnogość funkcji. Te rozszerza w pewien sposób aplikacja Mi Home, dostępna na urządzenia z systemem Android oraz iOS. Xiaomi Mi Air Purifier 2 posiada nie tylko moduł Wi-Fi, umożliwiający komunikację ze smartfonami i tabletami, ale także wbudowany czujnik pomiarowy pyłu PM2.5, stworzony przez firmę Sharp. To właśnie za jego sprawą na ekranie urządzeń mobilnych wyświetlana jest informacja o stężeniu szkodliwych pyłów PM2.5 w pomieszczeniu, w którym znajduje się oczyszczacz, a także informacja o temperaturze oraz wilgotności powietrza. Z poziomu aplikacji (dostępnej niestety tylko w języku angielskim) możemy także zmieniać tryby pracy urządzenia. Jeśli chodzi o tłumaczenia, to z wyłączeniem listy urządzeń i ich nazw, tłumaczenia są poprawne, czego nie można było powiedzieć o wcześniejszych wersjach programu, na co uskarżało się wielu użytkowników.
Informacja o jakości powietrza prezentowana jest również przez diodę stanu, znajdującą się w dolnej części oczyszczacza. W sezonie wiosenno-letnim, w którym testowałem sprzęt, dioda zawsze świeciła się na zielono, a stężenie nie przekraczało wartości 40 AQI. Pomarańczowe i czerwone światło zarezerwowane są dla stężenia ostrzegawczego i zagrażającego zdrowiu. Po zapaleniu się lampki w kolorze innym niż czerwony, oczyszczacz Mi Purifier 2 ustawiony w trybie automatycznym włącza tryb wydajny pracy wentylatora, który bezgłośnie pracujące urządzenie zamienia w bardzo hałaśliwy sprzęt. Obroty wentylatora ustawione są maksimum jednak jedynie przez kilka do kilkunastu minut, kiedy to urządzenie doprowadza powietrze do odpowiedniej jakości. W trybie nocnym pracy wentylatora niemalże nie słychać, co pozwala trzymać go nawet w pobliżu łóżka.Xiaomi Mi Air Purifier 2 - recenzjaWbrew temu, co przeczytać możemy w wielu recenzjach, Xiaomi Mi Air Purifier nie podaje wartości stężenia pyłów w μg/m3. Zamiast tego wyświetla on jednostki AQI (Air Quality Index), stanowiące swoisty indeks czystości powietrza. 1 μg/m3 to 4.2 AQI. W jednostkach tych wartości stężenia pyłów w polskich miastach znajdziemy na przykład na stronie www.aqicn.org. Inne stacje pomiarowe korzystają z mikrogramów na metr sześcienny. Trudno mi mówić o dokładności pomiaru czujnika stosowanego w Xiaomi Mi Air Purifier 2. Wartości potrafiły się wahać w zakresie 10-20 AQI po restarcie urządzenia, także obstawiam taką własnie granicę błędu pomiarowego. Wydajność Xiaomi Mi Air Purifier 2 określana jest jako 330 m³/h w trybie zwykłym i 378 m³/h w trybie wydajnym. Bez problemu powinno to wystarczyć na oczyszczanie powietrza w pomieszczeniu o powierzchni do 35 m2.

Jak skutecznie działa Xiaomi Mi Air Purifier 2?

Otóż od razu należy zaznaczyć, że Xiaomi Mi Air Purifier 2 ze zbieraniem kurzu z powietrza radzi sobie mniej więcej tak samo dobrze jak siatka przeciwkurzowa na obudowie mojego komputera oraz inne powierzchnie płaskie w domu. Oczywiście wyolbrzymiam, ale nie spodziewajcie się, że z mieszkania kurz magicznie zniknie. W pomieszczeniu o wielkości 20 metrów kwadratowych sprzęt ten nie był w stanie wyeliminować wszystkich drobinek kurzu, które w relatywnie niewielkiej ilości znalazłem później na filtrze wewnątrz oczyszczacza, a w większej, w całym pokoju. Jeśli liczycie na to, że Xiaomi Mi Air Purifier 2 w magiczny sposób wyeliminuje kurz osiadający na meblach - jesteście w błędzie.Xiaomi Mi Air Purifier 2 - recenzjaSubiektywnie, powietrze po kilku godzinach pracy urządzenia robi się faktycznie nieco lżejsze, co potwierdziłaby spadająca wartość AQI (a co za tym idzie szkodliwych pyłów). Trudno mi jednak powiedzieć, czy jest to swoiste placebo, czy realny wpływ na moje samopoczucie. Jeśli jednak mam dzielić się moim spostrzeżeniem, to tak: oddychało mi się przyjemniej w pomieszczeniu, w którym stał oczyszczacz. Tak czy siak, pozostaje zawierzyć czujnikowi Sharpa, który na pewno jest znacznie dokładniejszy niż moje "widzimisię". Dokładniejszego czujnika i tak w sklepie nie kupimy, a jedyną, w 100-procentach wiarygodną wyrocznią, pozostaną profesjonalne stacje pomiarowe.

Na ile starcza filtr w Xiaomi Mi Air Purifier 2 i ile kosztuje?

No właśnie. Cena nowego filtra powietrza to kwestia, którą wiele osób podnosi jako wadę testowanego oczyszczacza Xiaomi. Starczający na ok. 120-150 dni, w zależności od stopnia zużycia, filtr powietrza, kosztuje w polskiej dystrybucji 249 złotych, co, jak łatwo policzyć, stanowi niemal 1/3 ceny urządzenia. Jest to istotnie kwota dość wysoka, którą warto doliczyć do kosztu eksploatacji urządzenia. Filtr powinien więc bez problemu przeżyć cały sezon grzewczy w Krakowie.Xiaomi Mi Air Purifier 2 - recenzjaCzy warto kupić oczyszczacz powietrza Xiaomi Mi Air Purifier 2? Nie chciałbym tutaj odwalać kryptoreklamy sprzętu Xiaomi, ale uważam, że dla mieszkańców miast takich jak Kraków i innych, które w sezonie grzewczym (i poza nim) walczą z wysokimi stężeniami szkodliwych pyłów, wydatek ten będzie strzałem w dziesiątkę, nad którym nie ma się co dłużej zastanawiać. Kilka znanych mi osób przez okres studiowania w Krakowie nabawiło się problemów związanych z układem oddechowym. Dzięki obecności oczyszczacza powietrza, być może udałoby się ich uniknąć. Wymiana filtra jest prosta, trwa dosłownie kilkanaście sekund i sprowadza się do zdjęcia tylnego panelu urządzenia. Xiaomi Mi Air Purifier 2 faktycznie działa i, jeśli wierzyć czujnikowi PM2.5 umieszczonemu w urządzeniu, bardzo sprawnie oczyszcza powietrze ze szkodliwych pyłów. Nieco gorzej radzi sobie z kurzem, więc nie spodziewajcie się, że z Waszych mebli zniknie nagle znienawidzona szara warstewka. Kurze będziecie musieli nadal ścierać, choć faktycznie, cząstek będzie mniej.Xiaomi Mi Air Purifier 2 - recenzjaCena Xiaomi Mi Air Purifier 2 (799 złotych) jest na tyle atrakcyjna, że jest to jeden z oczyszczaczy, które koniecznie powinniście wziąć pod uwagę przy zakupie tego rodzaju sprzętu. Cena filtra starczającego na ok. 120-150 dni wynosi jednak 249 złotych, więc jeśli sprzęt ma u Was pracować 24 godziny na dobę, koniecznie uwzględnijcie filtry w rocznym budżecie swoich wydatków.Xiaomi Mi Air Purifier 2 - recenzja ]]>
Testy Najbardziej polecane Wed, 21 Jun 2017 09:30:00 +0200
Xiaomi Mi 6 - recenzja najlepszego smartfonu Xiaomi http://www.conowego.pl/testy/xiaomi-mi-6-recenzja-najlepszego-smartfonu-xiaomi-22935/ Xiaomi po raz kolejny udowadnia, że można stworzyć smartfona, który stanie się obiektem zachwytu...

Specyfikacja Xiaomi Mi 6

Ekran: 5,15" IPS 1080x1920 pikseli
Procesor: Snapdragon 835 (4x 2.45 GHz + 4x 1.9 GHz)
RAM: 6 GB
Pamięć: 64 GB UFS 2.0
Aparaty: 12 Mpix (27 mm, f/1.8, OIS) + 12 Mpix (52 mm, f/2.6) / 8 Mpix
Dual SIM: TAK
System: Android 7.1.1 - MIUI 8.2.2
Akumulator: 3350 mAh (Quick Charge 3.0)
Wymiary: 145.2 x 70.5 x 7.5 mm
Waga: 168 gramów Ceny: - Xiaomi Mi 6 6GB/64GB - 429,99 dolarów (ok. 1615 złotych)
- Xiaomi Mi 6 6GB/128GB - 517,99 dolarów (ok. 1945 złotych)
- Xiaomi Mi 6 6GB/128GB (Ceramiczna obudowa) - 607,99 dolarów (ok. 2285 złotych)
Smartfon Xiaomi Mi 6 w wersji 6 GB RAM + 64 GB pamięci na dane dotarł do mnie ze sklepu Gearbest, bo tam znalazłem go w najniższej cenie. Jak zapewne wiecie, w Polsce urządzenia kupić się oficjalnie nie da, a oferty, które znajdziecie na Allegro, to w większości przypadków tak zwane "miny". Płacicie za smartfon 2299 złotych (tyle mniej więcej kosztuje tam testowany model)  i myślicie, że to koniec. Urządzenie jest jednak wysyłane z Chin, więc istnieje duża szansa na doliczenie kolejnych opłat, z których wiele osób nie zdaje sobie sprawy. Xiaomi Mi 6 w wersji 6 GB/64 GB kupić można obecnie w promocji za ok. 429 dolarów. Tak, 429 dolarów za smartfona z najnowszym układem Snapdragon 835 i 6 GB RAMu. Oczywiście wysyłka z Chin wiązać się będzie najpewniej z dodatkowymi opłatami w Urzędzie Celnym, ale nawet po ich doliczeniu - wciąż warto, biorąc pod uwagę specyfikację sprzętową. Wariant 6 GB/128 GB to wydatek ok. 90 dolarów większy, a cena modelu 6 GB/128 GB z obudową ceramiczną to wydatek rzędu ok. 608 dolarów. Mój smartfon zamówiony kurierem w czwartek dotarł do mnie w... poniedziałek. Co tu dużo mówić - szok.Xiaomi Mi 6 recenzjaW pudełku z Xiaomi Mi 6 znajduje się miła niespodzianka w postaci cieniutkiego, estetycznego, silikonowego etui, które pomaga chronić urządzenie przed uszkodzeniami. Nigdy nie sądziłem, że to zrobię, ale... włożyłem do niego smartfona. Jest naprawdę lekkie, świetnie dopasowane, minimalistyczne i poprawia pewność chwytu na urządzeniu, marginalnie tylko zwiększając jego gabaryty. W zasadzie, prawie go nie widać. Zerknijcie sami.Xiaomi Mi 6 recenzjaXiaomi Mi 6 recenzjaOprócz tego znajdziemy kabelek USB Typu C, zasilacz sieciowy z Quick Charge 3.0 oraz miły dodatek w postaci niewielkiej przejściówki z USB Typu C do jacka 3.5 mm. Tak, Xiaomi Mi 6 nie posiada złącza słuchawkowego, ale przejściówka ten brak skutecznie rekompensuje, sprawiając, że szybko o nim zapominamy.Xiaomi Mi 6 recenzjaWzględem modelu Xiaomi Mi 5, Xiaomi Mi 6 został diametralnie przeprojektowany i wygląda po prostu o niebo lepiej. Znacząco wzrosła także jego wytrzymałość na uszkodzenia mechaniczna, a zwłaszcza na wygięcie, co potwierdzają testy na kanale JerryRigEverything. Wariant 6 GB/64 GB pokryty jest z dwóch stron taflą szkła, która została obustronnie zakrzywiona. Nie podano konkretnie, że jest to Gorilla Glass 5, ale testy wykazują, ze ekran oraz tylny panel poddają się rysikowi o twardości 6 w skali twardości Mohsa, więc nawet jeśli to nie jest szkło firmy Corning, to jest to na pewno jego dobry odpowiednik. Smartfon w kolorze czarnym prezentuje się obłędnie dobrze, oczywiście tylko do momentu, gdy na tylnym panelu pojawią się odciski palców. Ot, urok szklanej obudowy.Xiaomi Mi 6 recenzjaXiaomi Mi 6 jest teraz uszczelniony przed działaniem wody (zachlapaniami), choć brak tu certyfikatu IP68, który oznaczałby, że smartfona można swobodnie zanurzyć w tej cieczy. Odporność na zachlapania wydaje się być jednak wystarczającą do pełni szczęścia, zważywszy na niewysoką cenę urządzenia. Jeśli nie planujecie robić smartfonem zdjęć pod wodą, nie trzeba Wam nic więcej niż ten stopień wodoszczelności. Xiaomi Mi 6 to jeden z mniejszych flagowców. Obraz wyświetlany jest tu na ekranie o przekątnej 5,15-cala i rozdzielczości 1080x1920 pikseli. Mamy tu do czynienia z panelem RGB IPS, jednakże jest to panel o naprawdę świetnej specyfikacji. Maksymalna zmierzona przeze mnie jasność wynosiła aż 620 cd/m2, a współczynnik kontrastu osiągnął wartość 1312:1, nieco mniejszą niż testowany przeze mnie niedawno Huawei P10. Jeżeli chodzi o czytelność obrazu w pewnym słońcu, to wynik jest wzorowy. Ekran radził sobie świetnie nawet w ostrym słońcu, niczym panel AMOLED w Samsungu Galaxy S8, choć nie prezentował się oczywiście aż tak dobrze ze względu na niższy kontrast.Xiaomi Mi 6 recenzjaObudowa urządzenia skrywa dobrze klikające metalowe przyciski fizyczne, wspomniane już wcześniej złącze USB Typu C (niestety, w standardzie 2.0), znajdujące się w asyście głośników stereo, 360-stopniowy, aktywny (działa od razu po przyłożeniu palca, także przy zablokowanym, wyłączonym ekranie), szklany czytnik linii papilarnych z przodu urządzenia, a także jednokolorową (niestety) diodę powiadomień w prawym górnym rogu przedniego panelu. Nie zabrakło gniazda na dwie karty nano SIM.Xiaomi Mi 6 recenzjaZ tyłu obudowy znajdziemy podwójną kamerkę 12 Mpix z sensorami Sony IMX386 oraz obiektywem szerokokątnym f/1.8 oraz teleobiektywem portretowym f/2.6. Względem modelu Xiaomi Mi 5 znacząco poprawiła się jakość zdjęć oraz nagrań, także tych wykonywanych po zmroku. Wiele jest zasługą 4-osiowej optycznej stabilizacji obrazu, a także dwutonowego LEDa, który po zmroku świetnie potrafi rozświetlić scenę. Nie zabrakło możliwości rejestrowania obrazu w rozdzielczości 4K w 30 kl./s. oraz  autofokusu działającego w oparciu o detekcję fazy. Kamerki nie wystają poza obrys obudowy, wręcz przeciwnie - obiektywy są nieznacznie w niej schowane. Nad ekranem znajduje się kamerka 8 Mpix.Xiaomi Mi 6 recenzja Kolejna strona: Multimedia, wydajność i łączność #break#

Multimedia, wydajność i łączność

Xiaomi Mi 6 zamówiony przeze mnie z Chin posiadał polską wersję nakładki MIUI, ku mojemu zaskoczeniu naprawdę świetnie przetłumaczoną. Testowany egzemplarz wykorzystuje na dzień dzisiejszy Androida 7.1.1 z nakładką MIUI w wersji 8.2.2. Jest to smartfon, który na pewno otrzyma MIUI 9 bazującego na Androidzie 8.0, co jest bardzo dobrą wiadomością. O aktualizacje z resztą nie ma się co martwić, bo Xiaomi wypuszcza regularnie drobne poprawki - przez okres dwóch tygodni ściągałem dwie aktualizacje poprawiające stabilność działania systemu (który działał bez zarzutu).Xiaomi Mi 6 recenzjaW smartfonie nie ma żadnych aplikacji chińskich, jest za to komplet aplikacji Google. Smartfon zamówiony w Gearbest wolny był od jakiegokolwiek crapware i zbędnych aplikacji, które należałoby usuwać z urządzenia. Decydując się na zakup elektroniki z Chin warto stawiać na sprawdzone sklepy - Gearbest, Banggood, Geekbuying to ścisła czołówka. Odradzałbym Aliexpress, bo to zawsze pewnego rodzaju loteria.

MIUI 8.2.2 oferuje lawinę opcji personalizacji urządzenia - od zmiany wyglądu ikonek i ich układu po zmianę wyglądu całego systemu dzięki 10 tematom dostępnym offline i wielu tematom online (także darmowym). Jest także funkcja niezależnego korzystania z dwóch wersji tej samej aplikacji - po jednej dla każdej karty SIM. Rozszerzeniem tej funkcji jest możliwość utworzenia dwóch zupełnie niezależnych kont użytkownika (Druga przestrzeń) - z własnymi aplikacjami, galerią obrazów i książką telefoniczną oraz zabezpieczenia ich hasłem lub odciskiem palca. Taki telefon w telefonie.
Wysuwany od góry pasek narzędzi w MIUI jest praktyczny, choć irytującym jest fakt, że suwaki nie są "klikalne" w dowolnym punkcie - aby zmienić głośność dźwięków lub zmienić jasność ekranu należy przesuwać suwaki. Kolejność przycisków wirtualnych, znajdujących się pod ekranem, można zamienić w menu ustawień. Ekran wybudzić można także przez dwukrotne tapnięcie. Nie zabrakło trybu czytania, który redukuje ilość szkodliwego światła niebieskiego – można przestawić go w taki sposób, aby aktywował się w określonych godzinach, a nawet tylko w wybranych aplikacjach.
W oprogramowaniu znalazło się też miejsce na aplikację do spraw bezpieczeństwa, czyli Panel Sterowania. Z jego poziomu skanować można system w poszukiwaniu potencjalnych zagrożeń, usuwać cyklicznie śmieci systemowe, kontrolować zużycie danych pakietowych, zarządzać uprawnieniami aplikacji i optymalizować czas pracy baterii.
Xiaomi Mi 6 posiada port podczerwieni, co pozwala korzystać z niego wygodnie w roli pilota do dowolnego telewizora. Aplikacja Pilot Mi jest jedną z domyślnie zainstalowanych w systemie. Warto dodać, że Xiaomi Mi 6 ma też własny, bardzo przyjazny w obsłudze eksplorator plików o nazwie Eksplorer. Na uwagę zasługuje też program Notatki, który wygląda podobnie do Google Keep.
Nie muszę chyba pisać jak sprawuje się duet Snapdragon 835 (4x 2.46 GHz i 4x 1.9 GHz) i 6 GB RAMu, bo większość z Was się zapewne domyśla. Xiaomi Mi 6 nie bez powodu znajduje się w czołówce każdego rankingu wydajności. Żadne gry 3D w najwyższych ustawieniach graficznych nie stanowią dla niego żadnego wyzwania, a płynność działania systemu jest wzorcowa. MIUI 8.2.2 radzi sobie także dobrze w trzymaniu aplikacji w pamięci podręcznej w gotowości na to, aby nawet po upływie kilku, kilkunastu dni uruchomić je ponownie w sposób błyskawiczny. Wcześniejsze wersje MIUI miewały z tym problem, nawet w urządzeniach z dużą ilością pamięci RAM. W Benchmarku Geekbench w teście single-core wynik 2042 punktów zawstydza nawet testowanego przeze mnie niedawno Samsunga Galaxy S8+. W multi-core (wiele rdzeni) wynik wynosi ok. 6142 punkty i jest porównywalny z flagowcem Samsunga. W AnTuTu Xiaomi Mi 6 osiągnął rekordowy wynik 178 209 punktów. W testach wielu innych redakcji Xiaomi Mi 6 również okazał się smartfonem z najlepszym wynikiem w tym benchmarku. Wyniki są oczywiście zasługą nieco mniejszej niż u wielu konkurentów rozdzielczości ekranu. Wybór Xiaomi Mi 6 to wybór smartfona, który swoją wydajnością radził sobie będzie bez zarzutu z aplikacjami i grami przez następne... kilka lat.Xiaomi Mi 6 recenzjaTemperatury pracy? Bardzo niskie, bez względu na uruchomioną grę 3D. To jeden z najchłodniejszych flagowców, z jakimi miałem do tej pory do czynienia. Snapdragon 835 to także LTE Cat. 16 z prędkością pobierania na poziomie 1 Gbps. Niestety, Xiaomi Mi 6 oferuje wsparcie tylko dla 9 pasm LTE (B1/B3/B5/B7/B8/B38/B39/B40/41). Brak obsługi pasma LTE B20 może być problemem dla osób chcących skorzystać z LTE w mniejszych miejscowościach w Polsce. Ja bez problemu łapałem sieć 4G w wielu mniej zaludnionych regionach, ale... ale B20 nie ma i już - trzeba o tym wiedzieć. Być może wkrótce powstanie wersja z obsługą tego pasma - jeśli urządzenie trafi do polskiej dystrybucji dzięki oficjalnemu dystrybutorowi, ABC Data, to na pewno tak się stanie. Xiaomi Mi 6 posiada natomiast wbudowany modem Wi-Fi 802.11 ac z antenami 2x2 MIMO. Jest to również jeden z pierwszych smartfonów dysponujący Bluetooth 5.0 z kodekiem aptX i nie brakuje w nim także łączności NFC. Jest GPS z GLONASS i BeiDou. Radia FM nie ma, podobnie jak jacka, ale stosowna przejściówka USB Typu C -> jack 3.5 mm, jak już wspominałem, jest w zestawie.Xiaomi Mi 6 recenzjaJakość połączeń jest wzorowa i smartfonowi Xiaomi trudno jest tu cokolwiek zarzucić. Rejestrowany dźwięk cechuje świetna jakość nie tylko na nagraniach wideo, ale także podczas rozmów telefonicznych – szumy redukowane są bardzo skutecznie, a dźwięk nie jest zniekształcony. Dodatkowym atutem smartfona, jeśli już jesteśmy przy rozmowach telefonicznych, jest możliwość ich nagrywania i zapisywania w pamięci urządzenia lub chmurze Xiaomi MiCloud. Możliwości audio Xiaomi Mi 6 również stoją na znakomitym poziomie. Jest to zasługa głośników stereo, które cechuje bardzo dobra donośność dźwięku, odpowiednia jego głębia, a nawet niezły jak na smartfony bas, czyli tony niskie. Tony wysokie nie powodowały przesterowania nawet wtedy, gdy smartfon odtwarzał multimedia bardzo głośno. Jakość dźwięku dostarczanego za pośrednictwem portu USB Typu C oraz dołączonej w zestawie przejściówki sprawiają, że Xiaomi Mi 6 zaliczyć można do czołówki smartfonów muzycznych! Subiektywne wrażenia to w zasadzie same słowa zachwytu - po prostu nie mam się do czego przyczepić. Scena muzyczna jest rozbudowana, toni niskie grają "mięsiście", a charakterystyka dźwięku jest bardzo neutralna, dając użytkownikowi szerokie pole do popisu podczas personalizacji na equalizerze.   Na następnej stronie: Aparat i przykładowe zdjęcia #break#

Aparat

Xiaomi w ostatnich modelach swoich flagowców mocno eksperymentowało z aparatami i, powiedzmy sobie szczerze, nie były one nigdy mocną stroną tych urządzeń. Xiaomi Mi 6 za sprawą nowego aparatu z podwójnym sensorem przynosi sporą poprawę, ale do bliskiemu perfekcji Samsunga Galaxy S8+ trochę mu brakuje.Xiaomi Mi 6 recenzjaXiaomi Mi 6 posiada podwójną kamerę - w miejsce sensora monochromatycznego z Mi 5 pojawił się tu teleobiektyw, na wzór tego, wykorzystywanego w smartfonach Apple. Mamy więc do czynienia z sensorem głównym Sony IMX386 o rozdzielczości 12 Mpix z obiektywem f/1.8 z ogniskową 27 mm i pikselem wielkości 1.25 µm. Jest obecna również 4-osiowa stabilizacja obrazu. 12-megapikselowa sensor sparowany z teleobiektywem 56 mm o f/2.6 cechują piksele w rozmiarze 1.00 µm. Tu stabilizacji zabrakło. Na teleobiektyw przełączamy się wygodnie naciskając ekranowy przycisk "2x". Xiaomi Mi 6 oferuje rewelacyjny tryb panoramy w dużej rozdzielczości 64 Mpix (4000 pikseli wysokości!) i ze sporą ilością szczegółów, niezgorszy tryb HDR oraz tryb portretowy. Do dyspozycji mamy łącznie 9 trybów, w tym niezły tryb manualny pozwalający ustawić maksymalnie ISO 3200 oraz czas ekspozycji na maksimum 1/4 sekundy.Za dnia Xiaomi Mi 6 radzi sobie bardzo dobrze. Szumy są niewysokie, ostrość w całym kadrze jest zadowalająca, a kolory odwzorowane są w sposób neutralny. W pełnym słońcu dynamika barw jest bardzo dobra, a zdjęciom nie brakuje szczegółowości. Naprawdę trudno się do czegokolwiek przyczepić - balans bieli, ekspozycja i autofokus w trybie auto działają sprawnie. Teleobiektyw nieco odstaje i zdjęcia wykonane za jego pomocą wydają się mniej ostre i kontrastowe. Brak stabilizacji przy przechwytywaniu zdjęć tą kamerą przeszkadza zwłaszcza po zmroku.W gorszym oświetleniu - świetle żarowym, wieczornym i w ujęciach nocnych, aparat Xiaomi Mi 6 potrafi przechwytywać niezłe zdjęcia, ale czasem należy ręcznie poprawiać ekspozycję. Ilość detali nie zawsze rzuca na kolana i wiele zależy naprawdę od użytkownika smartfonu - odpowiedni dobór ustawień, ekspozycji i pomiaru światła może często okazać się kluczowy dla udanej fotografii.Jak działa tryb HDR możecie zobaczyć na poniższych fotografiach. Moim zdaniem jest lepiej niż bardzo dobrze. Kolejne zdjęcia, na zmianę, prezentowane są z, odpowiednio, wyłączonym trybem HDR i włączonym trybem HDR, co z resztą widać jak na dłoni.Na słowa pochwały zasługuje przednia kamerka, która przechwytuje fotografie w naprawdę wysokiej jakości, czego dowody znajdziecie poniżej. Zdjęciom brakuje ostrości, szczegółowości i odpowiedniej dynamiki kolorów. Kamera przednia zaliczyła podczas testów jedną jedyną wtopę - w kinie, gdzie światło miało różowawą barwę i sensor nieco się pogubił. Postanowiłem zamieścić i to zdjęcie.Xiaomi Mi 6 nagrywa filmy w maksymalnej rozdzielczości 4K w 30 klatkach na sekundę z bitrate 42 Mbps i w Full HD w 60 klatkach na sekundę. Aparat główny oferuje ponadto tryb slow-motion. Tylna i przednia kamerka działają po prostu poprawnie, odstając nieco od najlepszych flagowców, takich jak bezkonkurencyjny Samsung Galaxy S8+ lub Apple iPhone 7. Co ciekawe, tryb 1080p, pomimo połowę niższego bitrate, wydaje się nagrywać nieco bardziej szczegółowy i ostry obraz, co potwierdza także kilku innych recenzentów. Optyczna stabilizacja obrazu działa, ale ponownie: nie jest to poziom, do której przyzwyczaił mnie Samsung Galaxy S8+. Przypominam jednak, że ten kosztuje dwa razy więcej... Na czymś Xiaomi oszczędzić musiało.
  Kolejna strona: Bateria i Podsumowanie #break#

Bateria

Co tu dużo mówić, Xiaomi Mi 6 posiada świetną baterię, która za sprawą technologii Quick Charge 3.0 można błyskawicznie ładować. Naładowanie niewymiennego akumulatora o pojemności 3350 mAh do poziomu 55% zajmuje ok. 30 minut, a ładowanie go do pełna trwa ok. 1 godziny i 15 minut. Doskonały wynik. W teście odtwarzania wideo smartfon osiągnął świetny czas 13 godzin i 24 minut. Nic dziwnego - niewielki ekran i relatywnie niewielka jego rozdzielczość robią swoje. Smartfon bez problemu wytrzyma 2-3 dni normalnego użytkowania lub 1 dzień *naprawdę* intensywnego.Xiaomi Mi 6 recenzja

Xiaomi Mi 6 to najlepszy smartfon Xiaomi!

Smartfony Xiaomi budzą na świecie bardzo mieszane uczucia i przyznam, że sam nie jestem wielkim fanem średniosegmentowych urządzeń tego producenta. Xiaomi Mi 6 to jednak zupełnie inna para kaloszy i smartfon ten na każdym kroku udowadnia, że zasługuje na uwagę całego świata. Niska cena w połączeniu z absurdalnie wręcz wysoką wydajnością, dostarczaną przez duet Snapdragon 835 + 6 GB pamięci RAM oraz innymi cechami, w postaci choćby naprawdę solidnej jakości wykonania, dostarczających dobrej jakości zdjęć kamerek, czy też wydajnej baterii, czynią z niego smartfona urządzenie, obok którego nie powinno się przechodzić obojętnie. To jednak nie koniec zalet, a te wymieniać można długo - świetna jakość dźwięku, głośniki stereo, aktualne, dające ogromne możliwości personalizacji oprogramowanie, czy też podstawowa wodoszczelność również przemawiają za wyborem Mi 6.Jeśli przeszkodą nie jest dla Was stosunkowo niewielki, 5,15-calowy ekran lub jego "niska" rozdzielczość (1080x1920 pikseli), to naprawdę nie wiem, co mogłoby Was do niego zrazić. Dla części osób będzie to brak LTE B20 w sprzedawanych obecnie egzemplarzach (nie wiadomo czy pojawi się w kolejnych), dla innych - brak jacka 3.5 mm, rekompensowany przez stosowną przejściówkę, którą producent umieścił w zestawie. Dla mnie te cechy nie były najmniejszą przeszkodą przez ostatnie dwa tygodnie. W swojej cenie Xiaomi Mi 6 wydaje się nie mieć równych, choć... Huawei P10 i LG G6 wciąż tanieją i wiele osób zapewne zechce oba te urządzenia traktować jako ciekawą alternatywę dla smartfonu Xiaomi. Nie zapominajmy także, że już 20 czerwca będzie miała miejsce premiera OnePlus 5.
Mocne strony: Słabe strony:
---
- bardzo atrakcyjna cena
- jasny, kontrastowy ekran
- długi czas pracy na baterii
- Snapdragon 835 i 6 GB RAM
- bardzo dobra jakość zdjęć z aparatu głównego
- bardzo dobra jakość zdjęć z aparatu przedniego
- doskonałe oprogramowanie MIUI 8.2.2
- Android 7.1.1 i 8.0 w perspektywie
- głośniki stereo
- wodoszczelność
- Bluetooth 5.0 i Wi-Fi 802.11ac MIMO
- świetny czytnik linii papilarnych
- rewelacyjna jakość dźwięku
- pamięć UFS 2.0
- praktyczne etui w zestawie

- brak jacka 3.5 mm (ale przejściówka jest!)
- brak LTE B20
- jakość zdjęć po zmroku mogłaby być lepsza
- USB Typu C 2.0

 

Ceny w Gearbest: - Xiaomi Mi 6 6GB/64GB 429,99 dolarów (ok. 1615 złotych)
- Xiaomi Mi 6 6GB/128GB 517,99 dolarów (ok. 1945 złotych)
- Xiaomi Mi 6 6GB/128GB (Ceramiczna obudowa) 607,99 dolarów (ok. 2285 złotych) Xiaomi mi 6 recenzja]]>
Testy Najbardziej polecane Sat, 17 Jun 2017 07:00:00 +0200
Huawei P10 - recenzja jednego z najtańszych flagowców http://www.conowego.pl/testy/huawei-p10-recenzja-jednego-z-najtanszych-flagowcow-22822/ Huawei P10 to jeden z naprawdę wielu flagowych smartfonów na Polskim rynku. Czy wyróżnia się czymś...
Specyfikacja Huawei P10: Ekran: IPS 2.5D 5.1" 1080x1920 pikseli
Procesor: Kirin 960 2,3 GHz z GPU Mali-G71
RAM: 4 GB
Pamięć: 64 GB + micro SD
Aparaty: 20 Mpix + 12 Mpix / 8 Mpix
Dual SIM: TAK (zależnie od wersji telefonu)
System: Android 7.0 z EMUI 5.1
Akumulator: 3200 mAh
Wymiary: 145,3×69,3×6,98 mm
W pudełku ze smartfonem Huawei P10 znajdziemy także ładowarkę SuperCharge, umożlwiającą szybkie ładowanie akumulatora w urządzeniu.Huawei P10 - recenzjaHuawei P10 przypomina mocno Huawei P9. W oczy szybko rzucają się zmiany w postaci czytnika linii papilarnych umieszczonego teraz z przodu urządzenia, a także zmiany powierzchni tylnej części obudowy z błyszczącej na matową. Tylny panel wykonany jest z metalu, co bardzo ucieszy zwolenników praktycznych rozwiązań. Materiał ten jest może mniej odporny na zarysowania niż szkło, ale przede wszystkim lepiej znosi upadki, a także mniej chętnie zbiera odciski palców. Na matowej powierzchni tylnej części obudowy odciski palców po jakimś czasie wprawdzie widać, ale nie rzuca się to mocno w oczy. Z dziennikarskiego obowiązku napiszę, że smartfon który do mnie dotarł posiadał kilka otarć, więc z pewnością nie jest to urządzenie pancerne, mimo że metalowe.Huawei P10 - recenzjaJedynymi elementami nie wykonanymi z metalu lub szkła są tu linie anteny biegnące w poprzek ramki otaczającej urządzenie oraz w dolnej części tylnego panelu. Szklana jest natomiast górna jego sekcja, na której znalazły się dwa obiektywy aparatu głównej, przygotowanego we współpracy z firmą Leica.Huawei P10 - recenzjaFront urządzenia pokrywa wyświetlacz IPS-NEO o przekątnej 5,1-cala i rozdzielczości 1080x1920 pikseli, pokryty szkłem Corning Gorilla Glass 5 2.5D. Zagęszczenie pikseli wynosi tu 432 ppi, przez co czcionki są naprawdę ostre, a pojedyncze piksele - niedostrzegalne.Huawei P10 - recenzjaWyświetlacz Huawei P10 charakteryzuje się bardzo wysokim poziomem jasności. Producent obiecuje 600 cd/m2 (o 100 więcej niż w Huawei P9) i faktycznie, udało nam się zmierzyć wartość 605 cd/m2 w najjaśniejszym punkcie. Współczynnik kontrastu wynosi 1431:1, co jest wynikiem bardzo dobrym i porównywalnym z testowanym przeze mnie niedawno Huawei Mate 9 Pro. Czytelność obrazu w intensywnym słońcu jest doskonała. Nad ekranem znajdziemy obiektyw f/1.9 należący do kamerki o rozdzielczości 8 Mpix.Huawei P10 - recenzjaPrzyciski fizyczne usytuowano na prawej krawędzi urządzenia. Wykonano je z metalu i zadbano o satysfakcjonujący, dobrze wyczuwalny klik, a także odpowiednie zaznaczenie ich poza krawędzią obudowy. Huawei P10 posiada port USB Typu C, w asyście którego, na szczęście, znajduje się także wyjście słuchawkowe jack 3.5 mm.Huawei P10 - recenzjaSmuci nieco brak obecności głośników stereo. Pojedynczy głośnik mono znajduje się tuż obok gniazda USB Typu C, na dolnej krawędzi obudowy. Huawei nie zadbało również o uszczelnienie smartfonu, a więc ten nie spełnia żadnej normy odporności na działanie pyłu i wody. Szkoda.Huawei P10 - recenzjaHuawei P10 doskonale leży w dłoni za sprawą kompaktowej budowy wykonanej z metalu, lekko zaoblonych krawędzi, a także niewielkiej wagi. Obsługiwanie urządzenia jedną dłonią nie będzie stanowiło problemu nawet dla osób o niewielkich dłoniach. #break#

Wydajność

O odpowiednią wydajność Huawei P10 dba układ HiSilicon Kirin (4x Cortex-A73 2,4 GHz i 4x Cortex-A53 1,8 GHz) oraz wysokowydajny układ graficzny Mali-G71, o którego zaletach rozpisywaliśmy się na łamach Conowego.pl już wiele razy. Na dokładkę użytkownik otrzymuje 4 GB RAMu oraz 64 GB pamięci na dane, którą można zwiększyć o 256 GB, przy jednoczesnej rezygnacji z drugiej karty SIM (w wersji testowanej było gniazdo 1 SIM + Micro SD). Jak to wygląda w praktyce? Oj, znacie przecież odpowiedź.Huawei P10 - recenzjaHuawei P10 w AnTuTu osiąga wynik na poziomie 134 321 punktów, co stawia go w ścisłej czołówce smartfonów jeśli chodzi o wydajność. Perełką jest tu zwłaszcza układ graficzny, który radzi sobie z płynnym odtwarzaniem każdej z wydanych po dziś dzień gier w trójwymiarze - testowałem Dead Trigger 2, Asphalt 8 i Real Racing 3 i wszystkie działały bez zająknięcia. Metalowa obudowa lubi się nagrzać, ale trzymanie jej nie powoduje uczucia dyskomfortu. 4 GB RAMu w zupełności wystarczają do tego, aby aplikacje działały sobie w tle i tylko czekały na to, aż zechcemy je ponownie uruchomić - włączają się niemal natychmiastowo i to nawet po upływie wielu dni od ostatniego ich uruchomienia.Huawei P10 - recenzjaMultimedia Huawei P10 pracuje w oparciu o Androida w wersji 7.0, schowanego pod nakładką EMUI 5.1. Co tu dużo mówić, jestem wielkim miłośnikiem tej właśnie nakładki, gdyż daje ona naprawdę ogromne możliwości w zakresie personalizowania smartfonu osobom zaawansowanym, a osobom początkującym nie będzie z pewnością nastręczać problemów w obsłudze.

Wśród ciekawych opcji warto wyróżnić wbudowany, lekki skaner antywirusowy, który znajdziemy w narzędziu Menadżer telefonu, które pozwala także optymalizować pracę baterii, czyścić pamięć urządzenia ze zbędnych plików i zarządzać uprawnieniami aplikacji (i blokować je).
Kolejną ciekawą funkcją jest możliwość schowania wirtualnych klawiszy ekranowych (których osobiście bardzo nie lubię) i zaoszczędzenia w ten sposób miejsca na ekranie. Klawisze są wtedy zastępowane przez... czytnik linii papilarnych. Pojedyncze tapnięcie działa jak funkcja "wstecz", dłuższe - jak "Home", przesunięcie palcem w lewo lub w prawo na jego powierzchni wywołuje menadżera otwartych aplikacji i pozwala na ich zamykanie. Jak to działa w praktyce? Miałem pewne obawy, ale okazało się, że ten sposób obsługi smartfonu jest niebywale wygodny. Obsługa gestów na czytniku linii papilarnych, podobnie jak praca samego czytnika, zasługują na piątkę z plusem.
Użytkownik ma możliwość prowadzenia rozmów VoLTE, jest też opcja włączenia WiFi+, dzięki któremu urządzenie przełącza się pomiędzy Wi-Fi, a transmisją danych, by zawsze uzyskiwać połączenie o jak najwyższej jakości. Przyjemnym dodatkiem jest wbudowana możliwość blokowania niechcianych numerów, a także sejf na wybrane pliki, pomagający je dodatkowo zabezpieczyć. W oprogramowaniu znajdziemy opcję wykonywania określonych akcji za pomocą określonego ruchu, które to jednak ze względu na moje nawyki nie przypadły mi do gustu. Możemy podnieść dzwoniący smartfon, by wyciszyć nadchodzące połączenie, przyłożyć do ucha, by je odebrać lub odwrócić smartfon ekranem do dołu, by wyciszyć wszystkie dźwięki. Tryb podzielonego ekranu można włączyć rysując poziomą kreskę w poprzek ekranu - to jest akurat całkiem fajna funkcja.
Mamy specjalny tryb obsługi jedną ręką, niezbyt przydatny w przypadku tak małego urządzenia, ale miło że jest. Na uwagę zwraca jeszcze funkcja Aplikacji bliźniaczych, pozwalająca jednocześnie logować się na różne konta w serwisach Facebook i WhatsApp. Podobno z czasem obsługiwanych aplikacji ma przybywać. Jak wspomniałem wcześniej, Huawei P10 nie ma głośników stereo. Posiada jednak złącze jack 3.5 mm, które z pomocą wbudowanego w smartfonie wzmacniacza dostarcza naprawdę świetnej jakości dźwięk. Niestety, Bluetooth 4.2 obecny w urządzeniu nie oferuje wsparcia dla kodeku AptX. W smartfonie dostępne są mikrofony kierunkowe dobrej jakości, których obecność skutecznie wspomaga wygodne prowadzenie rozmów w trybie głośnomówiącym. Dźwięk jest doskonały podczas prowadzenia rozmów telefonicznych – to zasługa m.in. niezłego głośnika do rozmów, a także redukcji hałasów otoczenia przez mikrofony. #break#

Aparat

Huawei P10 posiada podwójny moduł aparatu głównego identyczny do tego, którego możliwości mieliście okazję podziwiać przy okazji mojej recenzji Huawei Mate 9 Pro. Pierwszy sensor to kolorowa matryca o rozdzielczości 12 Mpix z obiektywem Leica o jasności f/2.2 z optyczną stabilizacją obrazu. Drugi sensor jest w stanie rejestrować zdjęcia monochromatyczne o rozdzielczości 20 Megapikseli. Takie połączenie pozwala korzystać z bezstratnego zoomu 2x przy fotografowaniu w rozdzielczości 12 Mpix. Huawei P10 pozwala rejestrować filmy 4K, jednak OIS działa wyłącznie do rozdzielczości Full HD. Huawei P10 robi naprawdę ładne zdjęcia za dnia, ale po zmroku radzi sobie gorzej niż czołówka smartfonów. Wszystko to jest związane z gorszą niż w przypadku konkurencji jasnością na poziomie f/2.2, co rzutuje na wyższy poziom zaszumienia i, tym samym, niższą szczegółowość zdjęć. Jeśli szukacie smartfonu, który poradzi sobie świetnie ze zdjęciami nocnymi, niestety, nie tędy droga. Huawei P10 oferuje także tryb nocny - jeśli dysponujecie statywem dla smartfonu, zrobicie za jego pomocą naprawdę fajne fotografie.  W korzystnych warunkach oświetleniowych liczyć możecie na bardzo dobry kontrast, błyskawiczny i celny autofokus oraz naprawdę sporą ilość rejestrowanych detali. Na słowa pochwały zasługuje rozbudowany tryb manualny, pozwalający wycisnąć ze smartfonu jeszcze więcej użytkownikom zaawansowanym.Fajnym dodatkiem jest możliwość programowego rozmywania tła, choć działa ona naprawdę różnie - czasem przy fotografowanym na pierwszym planie obiekcie widać nierozmyte tło. Na słowa uznania zasługuje przednia kamerka, która również pozwala rozmywać tło. Za dnia można zrobić sobie nią naprawdę ładne, szczegółowe selfie. Podobnie jak w przypadku tylnej kamerki, rozmycie tła idealne nie jest przy obiektach znajdujących się na 1 planie. #break#

Bateria

Huawei P10 wyposażono w akumulator o pojemności 3200 mAh, który naładujemy dołączoną w zestawie ładowarką o maksymalnej mocy 22.5 W (!) dostarczającej prąd 5V/4.5A, 4.5V/5A lub 5V/2A. Aby skorzystać z pełni możliwości ładowarki musimy korzystać z kabelka dołączonego w zestawie, inaczej będziemy niejako skazani na ładowanie najwolniejsze - 5V/2A.Czas pracy na baterii waha się od dnia naprawdę intensywnego "katowania" urządzenia do nawet 3 dni przy rozsądnym gospodarowaniu baterią. W teście odtwarzania wideo smartfon osiągnął wynik 12 godzin i 40 minut, a więc naprawdę świetny.

Czy warto kupić Huawei P10?

Przyznam szczerze, że nie spodziewałem się, że użytkowanie smartfonu o przekątnej ekranu mniejszej niż 5,5-cala jest w stanie wywołać u mnie tak pozytywne emocje. Huawei P10 da się lubić i myślę, że zrobi bardzo dobre wrażenie na absolutnej większości potencjalnych użytkowników. Naprawdę solidna i przemyślana konstrukcja w połączeniu z atrakcyjnym wzornictwem sprawiają, że jest to obecnie jeden z ładniejszych smartfonów, jakie możecie kupić. Podwójny aparat spełnił nadzieje, które w nim pokładałem, choć jeśli chodzi o jakość zdjęć po zmroku zdjęcia odstają nieco od fotograficznej czołówki. Czas pracy na baterii jest bardzo dobry, wydajność bardzo wysoka, a oprogramowanie stoi na najwyższym poziomie. Huawei P10 to smartfon, do którego trudno jest mieć poważne zastrzeżenia. Jasne, mógłby być wodoodporny i oferować głośniki stereo, ale w gruncie rzeczy są to naprawdę drobne wady. Cóż, nie ma obecnie smartfonu idealnego...
Mocne strony: Słabe strony:
-----
- świetna jakość wykonania
- kompaktowy rozmiar
- długi czas pracy na baterii
- bardzo wysoka wydajność
- USB Typu C i jack 3.5 mm
- bardzo dobry czytnik linii papilarnych
- rewelacyjne zdjęcia w dobrym świetle
- Android 7.0 z EMUI 5.1

- głośnik mono
- brak wodoodporności
- brak radia FM
- nieco gorsza jakość zdjęć nocnych niż u konkurencji
Huawei P10 - recenzja]]>
Testy Najbardziej polecane Tue, 06 Jun 2017 19:00:00 +0200
Corsair Glaive RGB - recenzja modularnej myszki ze świetnym sensorem http://www.conowego.pl/testy/corsair-glaive-rgb-recenzja-modularnej-myszki-ze-swietnym-sensorem-22759/ Corsair Glaive RGB to najnowsza myszka z wymiennymi podkładkami pod kciuk i świetnym sensorem... Corsair Glaive RGB to sporych rozmiarów myszka, która przypadnie do gustu posiadaczom dużych dłoni, ale na której komfortowo ułożą się także osoby z dłońmi nieco bardziej filigranowymi. Ze względu na ułożenie przycisków jest to gryzoń dla osób praworęcznych. W pudełku wraz z myszką znalazły się dwa wymienne elementy doczepiane w miejscu spoczywania kciuka (rozległy i płaski, z powiększonym miejscem na kciuk i identyczna jak domyślna, ale pokryta gumą). Bazują one na niewielkim złączu magnetycznym, dzięki czemu można je błyskawicznie podmienić.Corsair Glaive RGB - recenzjaCorsair Glaive RGB - recenzjaWierzchnia część myszy wykonana została z plastiku i pokryta przyjemnym w dotyku gumowym tworzywem o neutralnym zapachu. Nawet po długotrwałym korzystaniu z urządzenia nie wywołuje ono nadmiernej potliwości dłoni. Na obudowie znajdziemy łącznie 6 programowalnych przycisków - dwa przy kciuku, dwa przyciski główne, scroll oraz niewielki przycisk znajdujący się tuż za scrollem (rolką).Corsair Glaive RGB - recenzjaW oczy błyskawicznie rzucają się liczne elementy podświetlane na obudowie Corsaira Glaive RGB. Pierwszym z nich jest pięciostopniowy wskaźnik rozdzielczości myszy (DPI). Czułość gryzonia można regulować co 100 DPI w zakresie 100 - 16000 DPI, co pozwala na bardzo precyzyjne dopasowanie jego pracy do indywidualnych preferencji.Corsair Glaive RGB - recenzjaCorsair Glaive RGB - recenzjaPodświetlono również logo producenta, znajdujące się w miejscu spoczywania nadgarstka, paski przy lewej i prawej krawędzi obudowy urządzenia, a nawet przednią strefę obudowy - w dwóch miejscach, gdzie LEDy schowano za maskownicami. Nazwa zobowiązuje, a więc podświetlenie możemy ustawić indywidualnie dla każdej z trzech stref, wybierając spośród palety barw RGB (16,8 mln kolorów) Z przodu myszy znalazł się także element wykonany z solidnego aluminium, na którym oparto również "szkielet" wewnętrzny gryzonia.Corsair Glaive RGB - recenzjaKonstrukcja Corsaira Glaive skłania użytkownika do naturalnego przejścia do chwytu palm grip, który ze względu na rozmiar i wagę myszki wydaje się najwygodniejszym z chwytów. Pokryta gumą rolka posiada wyraźnie zaznaczony przeskok, a oba główne przyciski myszki mają minimalny skok, błyskawicznie wracając do pozycji wyjściowej. Nie ma tu uczucia toporności i ociężałości. Dynamiczna praca przełączników pod LPM i PPM ułatwia wygodny tap shooting i nawet bardzo szybkie oddawanie pojedynczych strzałów w CS:GO niezwykle sporadycznie kończy się serią wystrzelonych dwóch pocisków. Prawdę mówiąc tak błyskawicznie reagujących przycisków głównych nie spotkałem chyba w żadnej z dotychczas testowanych myszek.Corsair Glaive RGB - recenzjaOdpowiedni ślizg Glaive RGB zapewniają dwa duże (umieszczone w tylnej części) oraz dwa mniejsze (przednie) teflonowe ślizgacze. Pomiędzy nimi znajduje się największy powód do dumy Corsaira Glaive RGB i czynnik windujący w dużej mierzę jego cenę do poziomu ok. 349 złotych. Jest nim sensor optyczny Pixart 3367 legitymujący się maksymalną czułością na poziomie 16000 DPI. Oczywiście z takiej czułości mało kto korzysta, a z punktu widzenia gracza najważniejsza jest precyzja. Do tej nie miałem najmniejszych zastrzeżeń - jestem zwolennikiem sensorów optycznych i muszę przyznać, że ten, niezależnie od powierzchni podkładki, spisuje się znakomicie.Corsair Glaive RGB - recenzjaZ poziomu oprogramowania Corsair Utility Engine możemy nauczyć sensora pracy na określonej powierzchni. Służy do tego specjalne narzędzie, które po uprzednim wykonaniu przez użytkownika kilku kolistych ruchów myszką na podkładce, zoptymalizuje pracę sensora do zastanej powierzchni. Oprogramowanie pozwala też na zapisywanie makr, co dla nikogo raczej zaskoczeniem nie jest.Corsair Glaive RGB - recenzjaCorsair Glaive RGB - recenzjaCorsair Glaive RGB - recenzjaCorsair Glaive RGB - recenzjaCorsair Glaive RGB - recenzjaSpośród wszystkich trzech podstawek na kciuk najczęściej korzystałem z tej z przedłużoną powierzchnią. Myszka staje się dzięki niej może odrobinę mniej dynamiczna i ociężała, jednak komfort korzystania z niej jest wtedy jeszcze wyższy. Do pracy myszki nie mam absolutnie żadnych uwag, bo jej precyzja stoi na absolutnie najwyższym poziomie, a ślizg jest doskonały, ale udało mi się znaleźć jeden "problem", na który warto zwrócić uwagę mając na względzie dość wysoką cenę urządzenia.Corsair Glaive RGB - recenzjaNiektóre myszki dla graczy posiadają przycisk umożliwiający błyskawiczne obniżenie czułości myszy do wcześniej zdefiniowanej rozdzielczości, co umożliwia na przykład oddanie precyzyjniejszego strzału z broni snajperskiej. Te, które go nie posiadają, otrzymują często dwa przyciski do zmiany DPI, dzięki czemu zmiana możliwa jest w dwóch kierunkach. Corsair Glaive RGB skazuje nas niejako na jeden przycisk, który pozwala na zmianę jedynie "w górę". Dla niektórych osób może być to pewnego rodzaju niedogodność.Corsair Glaive RGB - recenzjaCzy warto kupić Corsair Glaive RGB? Corsair Glaive RGB to myszka bardzo wszechstronna, choć stworzona z myślą o osobach praworęcznych. Za jej uniwersalnością przemawia przede wszystkim doskonale działający, niezależnie od zastanej powierzchni, sensor optyczny Pixart PMW3367, którego można nauczyć pracy z dowolną podkładką. LPM i PPM klikają z niebywałą lekkością i w rekordowym tempie wracają do wyjściowych pozycji, ułatwiając tapshooting. Ergonomiczna budowa oraz możliwość podmiany podpórek pod kciuk sprawiają, że mysz jest wygodna nawet w trakcie kilkugodzinnych sesji (zarówno dla osób o dużych, jak i mniejszych dłoniach). Corsair Glaive RGB jest myszką bardzo uniwersalną i godną polecenia tak do gier MOBA, FPS, jak i pracy biurowej. Szkoda, że zmiana DPI jest jednokierunkowa... Niestety, sami musicie zdecydować, czy w cenie 349 złotych to właśnie ta myszka będzie najlepszą - konkurencja jest ogromna, choć prawdą jest, że mało który gryzoń w tej cenie ma sensor zasługujący na tyle ciepłych słów.
Mocne strony: Słabe strony:
------
- niezwykle precyzyjny sensor optyczny
- doskonała praca, niezależnie od podkładki
- uniwersalny charakter
- bardzo dynamicznie działające LPM i PPM
- ergonomiczna obudowa
- dwie akcesoryjne podstawki pod kciuk w zestawie
- niezłe oprogramowanie
- podświetlenie RGB

- jednokierunkowa zmiana DPI
- tylko dla praworęcznych
- dość droga
Corsair Glaive RGB - recenzja]]>
Testy Gaming Wed, 31 May 2017 17:00:00 +0200
Samsung Galaxy Tab S3 - recenzja najlepszego tabletu z Androidem http://www.conowego.pl/testy/samsung-galaxy-tab-s3-recenzja-najlepszego-tabletu-z-androidem-22739/ Google Pixel C nigdy nie dotarł do Polski, a więc realnej alternatywy z Androidem dla 9,7-calowego...
Specyfikacja Samsung Galaxy Tab S3 Ekran: Super AMOLED 9.7" 2048x1536 pikseli
Procesor: Snapdragon 820
Pamięć: 32 GB
Micro SD: Tak
Aparaty: 13 Mpix + 5 Mpix
System: Android 7.0
Akumulator: 6000 mAh z Quick Charge 3.0
Łączność: Wi-Fi 802.11ac, Bluetooth 4.2, GPS z GLONASS, LTE kat. 6, USB 3.1 Typu C
Wymiary i waga: 237,3 x 169 x 6 mm, 434 gramy
Cena: 3299 złotych
W sprzedaży znajdziemy dwie wersje tabletu Samsung Galaxy Tab S3 - z LTE oraz Wi-Fi. Z wiadomych względów warto dopłacić ok. 400 złotych do wersji z gniazdem kart SIM. W zestawie z tabletem znajdziemy także plastikowy rysik S Pen (oraz 5 końcówek), rozpoznający 4096 poziomów nacisku, który nie potrzebuje dodatkowego zasilania. W opakowaniu zabrakło niestety akcesoryjnej klawiatury, która dodatkowo zwiększa funkcjonalność urządzenia. Oprócz niego, wewnątrz opakowania znajduje się kabelek USB C - USB A oraz ładowarka 5V / 2A (9V / 1,67 A).Samsung Galaxy Tab S3 - recenzjaSamsung Galaxy Tab S3 to z pewnością najlepiej wykonany ze wszystkich tabletów z Androidem i najbardziej szykowny z nich. Do jego wykonania wykorzystano aluminium, z którego wykonano ramkę otaczającą urządzenie oraz szkło, którym pokryto wyświetlacz oraz tylny panel obudowy. Tradycyjnie już, na szkle widać niestety odciski palców. Waga na poziomie 434 gramów i grubość nie przekraczająca 6 milimetrów czynią z niego urządzenie ultraprzenośne i bardzo poręczne.Samsung Galaxy Tab S3 - recenzjaChyba głównym punktem zainteresowania w każdym z tabletów jest ekran. W Samsungu Galaxy Tab S3 ekran wgniata w fotel. Zastosowano tu 9,7-calowy panel Super AMOLED, wyświetlający obraz w rozdzielczości 2048x1536 pikseli (proporcje 4:3). Czerń jest doskonała, kontrast nieskończony, a kolory jaskrawe (może nieco zbyt mocno), jak przystało na ten rodzaj panelu. Jasność ekranu wynosi ok. 320 cd/m2. Wyświetlacz, jako jedyny w świecie tabletów, oferuje wsparcie dla technologii 10-bit HDR. Oznacza to, że treści HDR będą mogły na nim rozwinąć swoje skrzydła, o ile oczywiście takowe znajdziecie - te nie są wciąż zbyt popularne i nieco wody w Wiśle upłynie zanim Netflix zaoferuje nam filmy w tym formacie.Samsung Galaxy Tab S3 - recenzjaNa obudowie uwagę zwracają aż 4 głośniki, sygnowane przez AKG, które dostarczają naprawdę niezłych wrażeń akustycznych podczas odtwarzania multimediów. Przypadły mi do gustu zwłaszcza podczas seansów filmowych i pomimo, że są jednymi z lepszych głośniczków w tabletach, to nie zastąpią one choćby przeciętnego głośnika na Bluetooth.Samsung Galaxy Tab S3 - recenzjaNie zabrakło miejsca na trzy przyciski fizyczne na krawędzi obudowy, a także fizyczny przycisk Home, który przy okazji skrywa w sobie bardzo sprawnie działający, 360-stopniowy czytnik linii papilarnych. Galaxy Tab S3 korzysta z portu USB Typu C, obok którego znalazło się wyjście jack 3.5 mm.Samsung Galaxy Tab S3 - recenzjaZ tyłu obudowy znajdziemy aparat o rozdzielczości 13 Mpix, z obiektywem o jasności f/1.9. Zdjęcia wykonane za jego pomocą charakteryzują się zaskakująco dobrą jakością jak na tablet, ale proszę Was, kto robi zdjęcia tabletem? Przednia kamerka 5 Mpix z obiektywem f/2.2 spełnia pokładane w niej nadzieje, jeśli chodzi o jakość wideorozmów - rejestruje obraz w rozdzielczości Full HD i... to wystarczy. Aparatem głównym nakręcicie nawet filmy 4K w 30 kl./s., ale gwarantuję Wam, że nigdy tego nie zrobicie.Samsung Galaxy Tab S3 - recenzjaTabletowi nie można niczego zarzucić od strony wydajności - i nic dziwnego. O jego wydajność dba układ Snapdragon 820 oraz 4 GB pamięci RAM. W zupełności wystarcza to, by płynnie odtwarzać nawet najbardziej wymagające gry 3D, w które na tak dużym ekranie gra się niezwykle przyjemnie. Samsung nie stworzył jednak swojego tabletu z myślą o grach... chyba. Wbudowany w urządzenie akumulator o pojemności 6000 mAh w naszym teście pozwalał na odtwarzanie materiału wideo przez ok. 12,5 godziny. To naprawdę niezły wynik, choć znajdziemy kilka tabletów, które w teście poradziły sobie lepiej.

No właśnie, tu rodzi się pytanie o to kto tak naprawdę potrzebuje tabletu za ok. 3000 złotych. Urządzenie działające pod kontrolą systemu Android 7.0 oferuje klasyczny podział na pulpit i menu aplikacji, wprowadzając dodatkowo ekran Flipboard, na którym znajdziemy najnowsze wiadomości z sieci. Nakładka Samsunga zainstalowana na Androida 7.0 działa bardzo płynnie i spadki płynności jej funkcjonowania zdarzają się niezwykle sporadycznie. Nie mogło zabraknąć kilku aplikacji Samsunga, wśród których na wzmiankę zasługuje bezpieczny katalog, do którego dostęp blokujemy odciskiem palca lub kodem PIN i Galaxy Apps, czyli sklep z aplikacjami Samsunga. Na urządzeniu zainstalowano także pakiet aplikacji Microsoftu - Word, Excel, Powerpoint i kilka innych narzędzi. Wśród pozostałych programów pojawiły się m.in. program OneDrive, OneNote, Skype, Legimi eBook - wszystkie niechciane appki można na szczęście wyłączyć.

Dołączony w zestawie rysik S Pen to narzędzie, za sprawą którego tablet Samsunga broni się jeszcze na tle innych tego rodzaju urządzeń. Dla mnie tablety nigdy nie miały przyszłości, która jawi się w jasnych barwach przed urządzeniami konwertowalnymi 2w1 i notebookami z systemem Windows. Rysik rozpoznaje 4096 poziomów nacisku i za jego pomocą można nie tylko rysować, ale także w całkiem wygodny sposób wykonywać notatki, do czego przeznaczono jeden z dedykowanych programów.Za pomocą rysika zaznaczać możemy dowolny fragment ekranu, wycinając z niego grafikę i dowolny tekst (Inteligentny wybór). Opcja pisania po ekranie pozwala nanosić notatki na wykonany wcześniej zrzut ekranu, a tłumacz, po uprzednim wskazaniu tekstu lub słowa w języku obcym, przetłumaczy go i przeczyta na głos.
Notatki można robić także na wygaszonym ekranie, co dodatkowo pozwala oszczędzać energię.Samsung Galaxy Tab S3 recenzjaJeśli chcesz wydać na tablet 3000 złotych, Galaxy Tab S3 jest dla Ciebie Naprawdę niewiele jest osób, które zdecydują się wydać 3000 złotych na tablet z systemem Android. Jeśli jednak ktoś chce wydać tak duże pieniądze na podobne urządzenie, to Samsung Galaxy Tab S3 jest najlepszym sprzętem, jaki można w tych pieniądzach otrzymać. Może śmiało konkurować z iPadem Pro w wersji 9,7”, oferując świetny stylus S Pen, doskonały ekran i niezły czas pracy na baterii. Esteci docenią jego lekką i zgrabną obudowę, a miłośnicy audio zwrócą uwagę na 4 głośniczki od AKG, zapewniające niezły, jak na tablety oczywiście, dźwięk.  Szkoda tylko, że w zestawie z tak drogim urządzeniem nie umieszczono fizycznej klawiatury, która jest akcesorium dodatkowo płatnym, a bez której urządzenie sporo traci na swojej funkcjonalności.
Mocne strony: Słabe strony:
----
- najlepszy tablet z Androidem
- świetny ekran Super AMOLED
- atrakcyjny design
- lekka, smukła obudowa
- niezłe głośniki AKG
- świetny stylus S Pen w zestawie
- ekran gotowy na obsługę HDR
- niezła bateria
- dobre oprogramowanie
- brak klawiatury w zestawie
- bardzo wysoka cena
- nie zastąpi w pełni laptopa
]]>
Testy Najbardziej polecane Tue, 30 May 2017 10:05:00 +0200
Livall BH60 - kask rowerowy z Bluetooth i światłami LED - recenzja http://www.conowego.pl/testy/livall-bh60-kask-rowerowy-z-bluetooth-i-swiatlami-led-recenzja-22708/ Dziś recenzja nietypowa, bowiem dotycząca kasku roweru. Livall BH60 jest jednak kaskiem nietypowym,... Na rowerze szosowym jeżdżę od kilku lat i ze sporą dozą ostrożności czytałem o wszystkich "bajerach" oferowanych przez kask marki Livall, jeszcze zanim go otrzymałem. No bo jak to? Tyle funkcji w kasku? Założyłem, że będzie to produkt nieco tandetny. Po wyjęciu kasku z pudełka, oczom moim ukazał się naprawdę nieźle zaprojektowany, solidnie i starannie wykonany przedmiot. Wyceniony na 599 złotych kask Livall BH60 cenowo plasuje się mniej więcej w dolnej wysokiej półce "zwykłych" kasków rowerowych. Jest więc dość drogi, jednak biorąc pod uwagę wszystkie jego cechy...Livall BH60 recenzjaDo testów otrzymałem egzemplarz w kolorze matowej czerni. Uwagę zwrócił od razu niezły design oraz brak jakichkolwiek nadlewek i brak oznak niedokładnego lakierowania. Od wewnętrznej strony kask wyściełany jest bardzo przyjemną w dotyku, dość grubą pianką, mocowaną do skorupy za pomocą solidnych rzepów.Livall BH60 recenzjaZapinane pod brodą pasy wykonane są z ładnie obszytego, dość mięsistego materiału, na którym znalazła się czerwona, przyjemna w dotyku podkładka mocowana pod brodą. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby szybko ją odpiąć od paska, gdyż zapinana jest na dobrej jakości rzep. Paski reguluje się w sposób bardzo wygodny, także na głowie.Livall BH60 recenzjaZ tyłu kasku znalazł się najwygodniejszy z możliwych system regulacji przylegającego do głowy plastikowego stelażu. Kask powinien dość mocno przylegać z każdej strony do głowy i na niej nie "pływać". Specjalne pokrętło umożliwia komfortową regulację, także w trakcie jazdy z kaskiem na głowie. Livall BH60 na mojej głowie leżał bardzo pewnie, a głowa wchodziła w kask bardzo głęboko, przez co nie odstawał na czubku mojej głowy w sposób zaburzający aerodynamikę. Zaliczyłbym go raczej do kasków dość głębokich i niskich. Ilość wlotów powietrza zapewnia kompromis pomiędzy wentylacją i aerodynamiką - w trakcie dwugodzinnej przejażdżki ze średnią prędkością ok. 30 km/h, w słoneczny dzień (temperatura ok. 27 stopni), nie czułem żadnego dyskomfortu.Livall BH60 recenzjaUwagę w kasku zwracają trzy elementy niestandardowe. Pierwszym z nich jest znajdujący się z przodu, u dołu kasku, panel sterowania, którego przyciski pokryto gumą oraz zaślepiony port micro USB, który umożliwia ładowanie wbudowanego akumulatora o pojemności 380 mAh.Livall BH60 recenzjaDrugi stanowią umieszczone za maskownicami dwa głośniczki stereo, znajdujące się dokładnie nad miejscem, w którym znajdują się uszy rowerzysty.Livall BH60 recenzjaWreszcie, ostatnim, są znajdujące się z tyłu dwa rzędy świateł LED. Górny rząd to pasmo świateł pozycyjnych, rząd dolny natomiast zarezerwowano dla... kierunkowskazów. Tak jest, kask posiada kierunkowskazy.Livall BH60 recenzja Livall BH60 to kask wyposażony w moduł Bluetooth, dzięki któremu można sparować go z urządzeniem mobilnym. Po wykonaniu tej prostej czynności, z głośników kasku dobiegały będą dźwięki muzyki. Nie lękajcie się jednak - nie zamienią Was w jeżdżącą dyskotekę, zakłócającą spokój innym. Moc głośniczków wynosi zaledwie 0.5 W, dźwięk z nich dobiegający jest na tyle donośny, żeby umilić sobie przejażdżkę i na tyle cichy, abyście doskonale słyszeli nadjeżdżające z tyłu pojazdy i ich sygnały dźwiękowe. Wy doskonale słyszycie dźwięki otoczenia, a inni nie są katowani odgłosami dobiegającymi z niewielkich głośniczków. Układ idealny.
Utwory przełączać możemy także z poziomu specjalnego pilota Bling Jet (trzeba go również ładować), który to znalazł się w zestawie, a którego łatwo zamocować możecie na kierownicy swojego roweru. Z jego poziomu aktywujemy także kolejną funkcję kasku - kierunkowskazy! Te włączają się na 5 sekund, automatycznie dezaktywując po tym czasie.Livall BH60 recenzjaPo włączeniu kask domyślnie emituje światło pozycyjne LED. Dodatkowo, z poziomu pilota, sygnalizować możecie kierowcom zamiar skrętu. W tym miejscu mam jednak ważną uwagę. Polskie prawo wciąż nakłada na Was obowiązek sygnalizacji zamiaru skrętu za pomocą wyciągniętej dłoni. Dziwne? Wcale nie - rowery nie są przecież wyposażone w kierunkowskazy i żaden kierowca nie będzie się spodziewał, że zasygnalizujecie zamiar skrętu za pomocą... kasku. Jest to jednak świetna funkcja poprawiająca widoczność po zmroku, wtedy, gdy wyciągnięta ręka nie zawsze jest w pełni poprawnie widoczna. Czy to wszystko? Oj nie... Po sparowaniu z aplikacją LivallRiding, dostępną na systemy mobilne iOS oraz Android), zamienimy smartfona w urządzenie, które za sprawą dodatkowych akcesoriów Livall działał będzie podobnie do komputerów rowerowych. Z programem sparować można nie tylko kask, ale też czujnik tętna i czujnik kadencji. Aplikacja umożliwia również logowanie wycieczek za pomocą GPSa wbudowanego w telefon. Prawdę mówiąc narzędzie niespecjalnie zainteresuje zaawansowanych kolarzy szosowych korzystających z komputerków Garmina lub Stravy na telefonie, ale dla amatorów będzie ciekawym dodatkiem.Livall BH60 recenzjaKask posiada także wbudowany... mikrofon. Jeśli Wasi znajomi również posiadali będą podobny kask marki Livall, będziecie mogli w wygodny sposób porozumiewać się z nimi w trakcie jazdy z dużą prędkością, nawet jeśli znajdziecie się w różnych miejscach kolarskiej grupy. Rzecz jasna, z poziomu kontrolera oraz za pośrednictwem samego kasku, odbierać można także połączenia telefoniczne, a za sprawą wbudowanego mikrofonu prowadzić rozmowy. Ostatnią z funkcji pilota jest możliwość włączania rejestrowania obrazu ze sparowanej z aplikacją kamerki, za pomocą dedykowanego przycisku. Aby uzyskać dostęp do pełni funkcji, aplikacja mobilna musi pracować na smartfonie w tle. Duży mankament? Trudno powiedzieć. Nie zużywała ona baterii w telefonie w zawrotnym tempie. Wbudowana w kask bateria pozwala na poprawne działanie wszystkich smart funkcji przez 10 godzin. Wynik więcej niż zadowalający. PS mikrofon w kasku nie pozwala wydawać poleceń głosowych asystentom Siri i Google Now - sprawdzałem.

Livall BH60 to kask, którym warto się zainteresować

Livall BH60 jest bardzo wygodnym i świetnie wyglądającym kaskiem rowerowym. Czy warto go kupić? Powiedziałbym, że zdecydowanie warto, jeśli tylko rozważacie zakup tak drogiego kasku, a design kasku od Livall przypada Wam do gustu. Powód jest trywialny: nawet jeśli nie będziecie słuchać muzyki płynącej z wbudowanych głośniczków i korzystać z dodatkowej aplikacji, zostanie Wam możliwość zrobienia użytku z wbudowanych kierunkowskazów po zmroku (koniecznie wraz z wyciągniętą ręką!), a także regularnego stosowania świateł pozycyjnych, poprawiających Waszą widoczność na drodze.
Mocne strony: Słabe strony:
----
- świetna jakość wykonania
- atrakcyjny wygląd
- wbudowane światła LED
- funkcja kierunkowskazów
- niezłe głośniczki stereo
- funkcjonalny pilot na kierownicę
- praktyczna aplikacja LivallRiding
- 10 godzin pracy na baterii
- aby korzystać z pełni funkcji, niezbędna apka na smartfona
Livall BH60 recenzja]]>
Testy Najbardziej polecane Thu, 25 May 2017 17:50:00 +0200