rozwiń filtry »

Wyszukiwanie publikacji

Porady

kwi
04

Afera NC+: dramat w kilku aktach

04.04.2013 08:30, dodał: Łukasz Lamparski
Ocena:

21 marca 2013 roku miały miejsce dwa ważne wydarzenia. Pierwszym był początek kalendarzowej wiosny, drugim start nowej, powstałej z połączenia Cyfry+ i N-ki platformy telewizji satelitarnej NC+. Miały to być radosne wydarzenia. Wiosna miała zwiastować koniec zimna, ciemności i burej pogody, oraz nadejście słońca, zieleni i cieplejszych, dłuższych dni. Platforma NC+ zwiastować miała wiosnę w polskiej telewizji cyfrowej. Miało być taniej, lepiej i przyjemniej, a przede wszystkim frontem do klienta. Kalendarzowa wiosna okazała się kiepskim żartem prima-aprilisowym, ociepleniem nie nazwali by jej nawet bywalcy okolic podbiegunowych. Jak wypadła wiosna w NC+? O tym będzie poniższy artykuł (zwany też dramatem w kilku aktach).

Titanic wypływa

Już na kilka tygodni przed datą planowanego startu, nowa platforma zasypywała nas wszelkiej maści reklamami. Według spotów, połączenie dwóch największych operatorów telewizji satelitarnej w naszym kraju zwiastować miało klientom wszystko co najlepsze. Platforma N miała wnieść do spółki nowoczesną technologię i olbrzymią liczbę filmów, z premierami włącznie. Dzięki Cyfrze+ widz miał mieć dostęp do wszystkich kanałów sportowych jakie sobie wymarzył, oraz do najlepszych filmów i seriali. Całość miała być jeszcze większa, lepsza i przystępniejsza dla klienta. 9 marca 2013, w „Dzień dobry TVN”, Christian Anting – wiceprezes NC+ zapowiadał, że każdy widz otrzyma więcej kanałów niż ma obecnie, a oferta będzie niezwykle elastyczna, dzięki czemu każdy będzie mógł wybrać coś dla siebie. To miała być nowa definicja rozrywki.

Zderzenie z górą lodową

Podekscytowani tymi wszystkimi zapowiedziami klienci Cyfry+ i N-ki, doznali 21 marca 2013 roku ciężkiego szoku. Oferta programowa nowej platformy okazała się nijak nie pokrywać z szumnymi zapowiedziami. Szybkie wyliczenia pokazały, że za mniej trzeba będzie teraz płacić więcej. Niby te same cenowo pakiety zawierały teraz minimalnie więcej programów, jednak po dokładniejszym przyjrzeniu się ofercie, okazywało się, że część z nich są to programy zdublowane (np. TVP 1 i TVP HD), część to zwykłe „zapchajdziury”, natomiast kanały najpopularniejsze zostały przeniesione do znacznie droższych pakietów bądź usunięte. Tak stało się na przykład z niezwykle popularnymi kanałami Canal+ Sport, oferującymi między innymi transmisje hiszpańskiej i angielskiej piłki nożnej. Kanały te znalazły się dopiero w pakiecie cenowym Platinium, za 119zł. Jeszcze lepiej zostały potraktowane kanały HBO, które przeniesione zostały do najdroższego pakietu All Exclusive, za 199zł miesięcznie. Do tego z oferty nowej telewizji zniknęła większość kanałów premium z platformy N. Zostały one zastąpione kanałami Canal+ Family, których ofertę klienci określają najdelikatniej jako „kiczowatą”.

Na reakcję rozgoryczonych internautów nie trzeba było długo czekać. Zarówno infolinia nc+ jak i ich profil facebookowy zasypane zostały skargami rozgoryczonych klientów. Wtedy nowy operator popełnił pierwszy z grzechów głównych. Był jeszcze czas na przyznanie się do błędu, obietnice poprawy oferty i zatarcie złego wrażenia. Zamiast tego, NC+ w swojej arogancji postanowiło zignorować głos ludu. Prezes spółki, pan Julien Verley wyraził zdziwienie taką falą krytyki, po czym zasugerował, że odbiorcy po prostu „nie rozumieją” jak wspaniała jest oferta jego firmy. Tak się niestety czasem dzieje z wielkimi korporacjami (chociaż nie tylko), że w glorii swego sukcesu zapominają o podstawowym prawie rynku, które w obrazowy sposób przedstawił w jednym ze swoich najpopularniejszych skeczów kabaret Ani Mru-Mru, a które sprowadza się do powiedzenia „klient nasz pan”. Spółka NC+ postanowiła jednak pójść dalej niż najnormalniej w świecie ignorować swoich klientów. Z oficjalnego profilu facebookowego stacji szybko zaczęły znikać wszelkie negatywne komentarze. W końcu jeśli problemu nie widać to znaczy, że nie istnieje, prawda? No cóż nie w dobie social-media.

Witamy w internecie

NC+ nie jest pierwszą firmą, która zlekceważyła potęgę internetu. Rzecz działa się w 2011 roku, po drugiej stronie oceanu, w USA. Bank of America, jeden z największych banków świata, postanowił wtedy wprowadzić opłatę 5 dolarów miesięcznie za korzystanie z karty debetowej. Niby nic, jednak dla mieszkańców pogrążonej w gospodarczym kryzysie Ameryki była to najwyraźniej kropla, która przelała czarę goryczy. Zapoczątkowana na Facebooku akcja protestacyjna, metodą wirusową szybko ogarnęła cały kraj, działania banku skrytykował wtedy nawet sam prezydent Obama. Akcję przenoszenia się do innych, mniejszych banków szybko poparły dziesiątki a potem setki tysięcy amerykanów. Szacuje się, że dzięki tej akcji, zapoczątkowanej w internecie Bank of America i kilka innych wielkich banków straciło łącznie 2,5 miliona klientów i absurdalną kwotę 4,5 miliarda dolarów.

NC+ jednak na błędach zarówno cudzych jak i własnych, uczyć się zamiaru nie miało. W momencie kiedy z ich oficjalnego profilu, w tajemniczy sposób zaczęły znikać negatywne opinie, ktoś postanowił, że czara goryczy się przelała. Tym kimś był Dawid Zieliński, młody student dziennikarstwa z Poznania, który oburzony niecodzienną cenzura na profilu NC+ postanowił założyć własny profil na FB o nazwie „Anty NC+”. Strona miała służyć bezproblemowemu porozumiewaniu się klientów, którzy nie byli zadowoleni z tego, co oferowała im nowa platforma. To co zaczęła jedna osoba, rozrosło się w niespodziewanym tempie. Już pod koniec pierwszego dnia działalności, profil „Anty NC+” miał 3 tysiące fanów, do końca tygodnia zebrał ich 30 tysięcy, a obecnie przekroczył liczbę 63 tysięcy, która ciągle szybko rośnie. Na dzień dzisiejszy oficjalny profil stacji ma 70 tysięcy fanów, czyli tylko niewiele więcej. Do tego dochodzą podejrzenia, że stacja kupuje sobie fanów, gdyż kiedy tylko profil Anty dogania profil oficjalny, ten nagle odczuwa przypływ fanów i odskakuje. Zresztą jeśli już wchodzimy na drogę spekulacji i teorii spiskowych, to warto dodać, że 3 marca rano, przez kilka godzin profil „Anty NC+” był niemal niemożliwy do znalezienia za pomocą wyszukiwarki Facebooka, można było to zrobić jedynie za pomocą Google. Sam zresztą, pisząc ten artykuł to odczułem. Przypadek? Być może.

Mimo wielu przeszkód, profil antyfanów nc+ i niezadowolonych klientów rozrastał się jednak w zastraszającym tempie. Szybko zaczęły o nim pisać media internetowe, a do jego założyciela, list wystosował sam Julien Verley – prezes NC+. To jednak było trochę później. Gdy Dawid Zieliński zakładał profil „Anty NC+” krytyka opinii publicznej dotyczyła głównie źle przystosowanej oferty programowej oraz praktyk stosowanych przez stację. Nikt nie spodziewał się, że prawdziwa bomba jeszcze nie wybuchła.

Strona:






Polecane artykuły

Testy

Poradniki

Tagi

 android   apple   ciekawostki   gaming   google   gry   internet   komputery   kosmos   microsoft   mobilne   nauka   polska   samsung   smartfon   smartfony   tablet   technologia   telefony   windows 

Korzystamy z plików cookies i umożliwiamy zamieszczanie ich osobom trzecim. Pliki cookie pozwalają na poznanie twoich preferencji na podstawie zachowań w serwisie.
Uznajemy, że jeżeli kontynuujesz korzystanie z serwisu, wyrażasz na to zgodę. Poznaj szczegóły i możliwości zmiany ustawień w Polityce Cookies.